JJ | 28-01-2011 10:20

Pomysł dobry, ale...

Opinię publiczną zbulwersowała w grudniu 2010 r. informacja o 90-letniej lekarce, która zmarła z głodu w swoim mieszkaniu.

Opiekujący się nią syn trafił do szpitala i mimo jego próśb o pomoc dla samotnej, schorowanej matki, nikt skutecznie nie zareagował.

Nie ulega wątpliwości, że w ocenie społecznej środowisko lekarskie uznawane jest za elitę, nie tylko intelektualną, ale także pod względem materialnym.

Lekarze, rozchwytywani specjaliści, zapracowani, pracujący w wielu miejscach, opływający w luksusy - to etykieta, która przylgnęła do środowiska. Bezzasadnie?

To już zupełnie inny problem.

Jest wielu lekarzy seniorów, którzy przez całe życie pomagali innym, a dziś żyją na granicy ubóstwa. W pełni potwierdza to prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, dr Maciej Hamankiewicz.

Delikatna materia

- Wielu naszych lekarzy seniorów żyje w trudnych warunkach materialnych.

Niskie emerytury powodują, że starszym koleżankom i kolegom lekarzom często brakuje pieniędzy na leki, dobrą odzież, opłacenie czynszu, a niejednokrotnie nawet na chleb. Izby lekarskie pomagają im dzięki specjalnie utworzonym komisjom socjalno-bytowym, do których każdy lekarz może się zwrócić po pomoc - mówi portalowi rynek zdrowia.pl prezes Hamankiewicz.

Prezes zawodowego samorządu podkreśla, że nie każdy lekarz senior potrafi się przyznać do tego, iż żyje w ubóstwie lub że opuściły go dzieci. Dla wielu z nich trudna sytuacja materialna, w której się znaleźli, to po prostu wstyd, który starają się ukryć.

- To niezwykle delikatna materia.

Dlatego często zdarza się, że wniosek o pomoc dla emerytowanego lekarza składa przedstawiciel delegatury, kolega lekarz, dawny uczeń... Wielu lekarzom seniorom, oprócz pomocy materialnej, potrzebne jest także wsparcie duchowe.

Potrzebują dobrego słowa w kolejce po świadczenie medyczne, czasem zwykłego ludzkiego zainteresowania ich osobą - stwierdza Maciej Hamankiewicz.

- Apelujemy do młodych lekarzy, aby darzyli szacunkiem swoich mistrzów, a fakt, że lekarz senior przyszedł właśnie do nich i im zaufał w kwestii swojego zdrowia, traktowali jako przywilej.

O trudnej sytuacji wielu lekarzy seniorów mówi także dr Ryszard Grabowski z Białostockiej Izby Lekarskiej.

Wielu z nich ma świadczenia poniżej tysiąca złotych miesięcznie. W szczególności są to lekarze stomatolodzy, którzy pracowali na etatach, czasem cząstkowych.

Koncepcja nie jest nowa

Już dobrych kilka lat temu wymyślono koncepcję, aby dla najbardziej potrzebujących lekarzy seniorów, często małżeństw lekarskich, stworzyć domy, w których mogliby godnie żyć na emeryturze. Co z tej koncepcji zostało? Ze smutkiem trzeba przyznać, że niewiele. Tak naprawdę funkcjonuje tylko jeden - Dom Lekarza Seniora im. dr. Kazimierza Fritza w Warszawie.

Budynek, oddany do użytku na początku lat 70. ubiegłego wieku, przewidziano dla weteranów ruchu robotniczego i był w gestii KC PZPR. Na przełomie lat 80.

i 90. został przejęty przez Ministerstwo Zdrowia, a od 1992 roku przemianowano go na Dom Lekarza Seniora. Mogą w nim zamieszkać tylko lekarze, dentyści oraz inne osoby związane z medycyną.

Patronat nad obiektem sprawuje Polskie Towarzystwo Lekarskie, a finansuje Ministerstwo Zdrowia.

W innych miejscach w Polsce, przy regionalnych izbach lekarskich, próbowano stworzyć podobne domy. Niestety, bezskutecznie...

- Nie zdołaliśmy wybudować naszego domu seniora. W 2005 roku została powołana fundacja, której Bydgoska Izba Lekarska przekazała stare sanatorium.

Niestety, nie zgromadziliśmy odpowiednich środków, aby je wyremontować - mówi dr Małgorzata Świątkowska, prezes Fundacji Dom Lekarza Seniora.

- Cały czas czynimy starania, aby znaleźć na to pieniądze. Na razie jednak bez większego powodzenia. Z jednego procenta odpisu podatkowego nie da się tego zrealizować, to zbyt mało. Jestem przed kolejnymi rozmowami z różnymi firmami, które mogłyby nas wspomóc - dodaje dr Świątkowska.

Kiedy kilka lat temu przeprowadzano w Bydgoszczy ankietę dotyczącą potrzeby otwarcia takiego domu, kilka osób deklarowało chęć zamieszkania w nim. Dzisiaj nikt takiej ankiety nie przeprowadza, bo, jak twierdzi prezes Świątkowska, nie ma możliwości - w przewidywalnej perspektywie - uruchomienia placówki.

Nie ma więc nawet sensu rozbudzać nadziei...