Pomorskie obawy i nadzieje

Autor: Wojciech Kuta, Piotr Wróbel • • 15 marca 2011 11:30

Druga konferencja w tegorocznej edycji cyklu "Regionalnych spotkań menedżerów ochrony zdrowia" - organizowanego przez Grupę PTWP SA, wydawcę miesięcznika Rynek Zdrowia i portalu rynekzdrowia.pl - odbyła się 7 lutego br. w Gdańsku.

Pomorskie obawy i nadzieje
Debata stała się - ze względu na szerokie i reprezentatywne grono uczestników - swoistym pomorskim "białym szczytem".

Konferencja zgromadziła ok. 200 osób, a wśród 26 prelegentów byli m.in.: dyrektorzy największych pomorskich szpitali, przedstawiciele Urzędów Wojewódzkiego i Marszałkowskiego - odpowiadający za politykę zdrowotną, członkowie sejmowej Komisji Zdrowia, przedstawiciele Pomorskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Okręgowej Rady Lekarskiej w Gdańsku.

Rozmawialiśmy m.in. o sytuacji finansowej, a także możliwościach przekształceń i restrukturyzacji zakładów opieki zdrowotnej na Pomorzu.

Przekształcenia - obawy i nadzieje

Odnosząc się do zasad przekształceń szpitali zaproponowanych w projekcie ustawy o działalności leczniczej, Hanna Zych-Cisoń, wicemarszałek województwa pomorskiego odpowiadająca za ochronę zdrowia, przyznała, że samorządy województw obawiają się, czy w budżecie państwa nie zabraknie pieniędzy na spłatę zadłużenia przekształcanych szpitali. Przypomniała jednak też uspokajające wypowiedzi wiceministra zdrowia Jakuba Szulca, który informował marszałków, że pieniędzy na przekształcenia wystarczy - przy założeniu, że skomercjalizowanych będzie około 40% placówek.

- Trzeba przekształcać wybrane szpitale w spółki prawa handlowego, bo jest to najlepsza droga do poprawy ich sytuacji finansowej - zaznaczyła wicemarszałek, dodając, że podczas styczniowego konwentu marszałków powstała grupa ekspercka, w skład której weszli przedstawiciele każdego województwa.

Minister Jakub Szulc zapowiedział wówczas, że te osoby będą poddawane intensywnym szkoleniom ze znajomości reguł przekształceń wprowadzanych ustawą o działalności leczniczej; na forum grupy będzie też prowadzona dyskusja.

Natomiast grupa czterech marszałków ma współpracować z sejmową podkomisją ds. przekształceń.

Gorset sztywnej procedury

Janusz Boniecki, prezes Tczewskiego Centrum Zdrowia Sp. z o.o. NZOZ Szpital Powiatowy w Tczewie, przyznał, że ocena projektu ustawy o działalności leczniczej zależy m.in. do tego, w jakiej sytuacji finansowej znajduje się dana lecznica...

- Nasz szpital przekształcił się dwa lata temu i dla nas najważniejsza jest obecnie możliwość wykorzystania środków z dotacji celowej w ramach planu B. W tej kwestii pojawiają się różne interpretacje resortu finansów, dlatego nie mamy jeszcze pełnej wiedzy, na co możemy te pieniądze wydać - mówił prezes Boniecki.

Zwrócił także uwagę, że w projekcie ustawy o działalności leczniczej zabrakło zapisu, który pozwalałby na zwolnienie NZOZ-ów - w tym spółek szpitalnych tworzonych przez samorządy - z konieczności stosowania sztywnej procedury zamówień publicznych przy kontraktowaniu świadczeń z lekarzami i pielęgniarkami.

Potrzebna koordynacja

Podczas naszego spotkania w Gdańsku powrócił temat koordynacji opieki zdrowotnej w regionie. Jerzy Karpiński, dyrektor wydziału zdrowia Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego, nawiązując m.in. do niedawnych zawirowań wokół kontraktowania kardiologii na Pomorzu, stwierdził, że jasne sprecyzowanie kompetencji przedstawicieli administracji państwowej i marszałków w zakresie koordynacji polityki zdrowotnej jest koniecznością.

W opinii dyrektora, doprowadzenie do takich rozwiązań prawnych spowoduje przyśpieszenie osiągania celów, bardziej racjonalne wydawanie pieniędzy; pozwoli też uniknąć konfliktów społecznych: - Planujmy i mówmy z wieloletnim wyprzedzeniem o zmianach liczby łóżek, likwidowaniu i tworzeniu nowych oddziałów - sugerował Jerzy Karpiński.

W ciągu 11 lat, jakie upłynęły od reformy administracyjnej państwa, dyrektor Karpiński doliczył się w regionie siedmiu prób poprawy koordynacji polityki zdrowotnej pomiędzy organami państwowymi i samorządowymi szczebla wojewódzkiego oraz powiatowego. Do niektórych inicjatyw zapraszano także pomorski NFZ, uczelnię medyczną.

Jedną z nich była podpisana w 2005 roku deklaracja przedstawicieli urzędu marszałkowskiego i ówczesnej Akademii Medycznej w Gdańsku w sprawie opracowania pomorskiego programu profilaktyki leczenia chorób układu sercowo-naczyniowego i chorób nowotworowych.

W 2007 roku do współpracy nad programem włączyły się: Pomorski Urząd Wojewódzki, Wojewódzki Urząd Statystyczny, Pomorski Oddział Wojewódzki NFZ, konwent starostów woj. pomorskiego. Powstał program "Zdrowie dla Pomorzan".

- Realizowany projekt był oceniany bardzo dobrze w skali kraju, ale, niestety, ostatnie miesiące dowiodły, że natrafiliśmy nagle na brak możliwości porozumienia się z płatnikiem co do kontraktowania dla planowanych wcześniej oddziałów - mówił Jerzy Karpiński, odnosząc się do sytuacji, w której kontraktu nie otrzymał tworzony w Szpitalu Morskim w Gdyni ośrodek kardiologii zachowawczej.

Kształcenie lekarzy

O uwagi do projektu ustawy o zawodzie lekarza poprosiliśmy m.in. przedstawicieli izb lekarskich. Dr Roman Budziński, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Gdańsku, zaznaczył, że samorząd zawodowy jest sceptyczny wobec dyskutowanego pomysłu zniesienia stażu lekarskiego w dotychczasowej formie i włączenia go do programu studiów. Powołał się przy tym na wyniki ankiety przeprowadzonej wśród 30 lekarzy i lekarzy dentystów, którzy niedawno ukończyli staż i otrzymali od samorządu potwierdzenie prawa wykonywania zawodu.

Lekarze odpowiadali na pytania ankiety, używając skali punktowej od 0 do 10; punkty na skali rosły wraz z akceptacją rozwiązania, którego dotyczyło pytanie.

Zdaniem młodych lekarzy, staż: pozwala na zdobycie umiejętności praktycznych - średnia ocena 8,4; pogłębia wiedzę teoretyczną - ocena 7,9; uczy umiejętności decydowania - ocena 8,4; daje wiedzę na tematy pozamedyczne, m.in. dotyczącą prawa w ochronie zdrowia, funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej - ocena 8,5. Na pytanie: Czy likwidacja stażu jest dobrym pomysłem, zdecydowanie "tak" odpowiedziały tylko 3 z 30 osób.

- Wszystkie te oceny świadczą o tym, że ocena stażu generalnie jest dobra - podkreślał dr Roman Budziński, dodając, że zawodowe dojrzewanie lekarza wymaga czasu. Zwrócił też uwagę, że przeprowadzanie pewnych czynności przy chorym już przez studentów, a nie jak do tej pory - przez lekarza z ograniczonym prawem wykonywania zawodu, byłoby też problematyczne ze względów prawnych.

W opinii prezesa gdańskiej ORL, o ile Lekarski Egzamin Państwowy zostanie zniesiony, niezbędne wydaje się utrzymanie zunifikowanego, ogólnopolskiego sposobu sprawdzania wiedzy przyszłych lekarzy. Nie było dobrym rozwiązaniem - przypomniał wcześniejsze propozycje - wpisanie w ustawie średniej oceny ze studiów jako istotnego parametru decydującego o przystąpieniu do konkursu specjalizacyjnego.

Także według Ryszarda Stusa, dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku, wcześniejszy pomysł oceny wiedzy, jaką student prezentuje, oparty na ocenie średniej ze studiów, nie był najlepszy. - Dlatego, że stworzy się - co pamiętam ze swoich studiów - system wypraszania i ciągłych prób poprawiania ocen - argumentował.

Dodał: - LEP lub inna obiektywna forma sprawdzania wiedzy powinna pozostać, również po to, aby pozostała wskazówką co do możliwości robienia mniej czy bardziej atrakcyjnej specjalizacji.

Warte rozważenia byłoby - zdaniem Ryszarda Stusa - wprowadzenie nawet 2-letniego stażu (podobne rozwiązania już istniały), ale w taki sposób, aby nie wydłużać drogi kształcenia. Jak przekonywał, istnieje bardzo duża przestrzeń, wymagająca wypełnienia praktyczną wiedzą, pomiędzy tym, co przyszły lekarz robi na studiach, a kontaktem z pacjentem. - Nie powinniśmy mieć specjalnych zastrzeżeń, jeśli student po 6 latach skończył staż, po którym otrzyma prawo wykonywania zawodu - rozważał. - Natomiast ten pierwszy rok w zawodzie powinien pozostać okresem przejściowym, zanim damy mu możliwość bycia lekarzem i odpowiedzialnego kontaktu z chorym.

W trakcie dyskusji o planowanych zmianach w systemie kształcenia lekarzy prof. Janusz Moryś, rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, podkreślił, że wbrew obiegowym opiniom, staż lekarski nie zostanie włączony w tok studiów, gdyż nie pozwala na to dyrektywa unijna. W projekcie ustawy mówi się natomiast o zwiększeniu dostępu stażystów do pacjentów.

- Wprowadzenie zmian w zasadach kształcenia będzie kosztowało naszą uczelnię ok. 40 mln zł, tymczasem resort zdrowia może nam przekazać tylko 5 mln zł - dodał prof. Janusz Moryś.

Nie można już tracić czasu

Swoje zdanie na temat rozwiązań proponowanych w pakiecie ustaw zdrowotnych wyrazili też obecni na naszej konferencji posłowie. Jak powiedziała Daniela Chrapkiewicz, poseł i lekarz, przekształcenia szpitali, w tym w spółki prawa handlowego, prowadzone przez samorządy, są jednym z kierunków naprawy systemu, który musi być brany pod uwagę. Jednocześnie posłanka - odnosząc się do tych zmian - stawiała pytanie, czy w dłuższej perspektywie przekształcenia szpitali w spółki nie doprowadzą do utraty niektórych szpitali? - Spółka musi się kierować kryterium zysku, jeśli pojawią się straty, może dojść do jej upadłości - przewidywała.

Jak powiedziała Daniela Chrapkiewicz, procedowanie ustaw pakietu w Komisji Zdrowia "przebiega ponad podziałami, bo nie stać nas już na kłótnie", kiedy mowa o wprowadzaniu systemowych rozwiązań dla ratowania ochrony zdrowia. Wyraziła jednak też pogląd, że być może "nie wszystko uda się zrobić w tej kadencji".

Nawiązując do tej wypowiedzi, poseł Jan Kulas przypomniał, że poważne, sięgające ku nowym rozwiązaniom dyskusje o tym, co trzeba zrobić, aby system ochrony zdrowia działał dobrze, trwają 10 lat i nie można już tracić czasu.

- Zdążymy z procedowaniem ustaw. Pracujemy nad nimi w podkomisjach od wtorku do piątku, jak trzeba, to i do północy - mówił emocjonalnie poseł. - Ustawa o działalności leczniczej, która właśnie została przyjęta przez podkomisję zdrowia, ma wejść w życie 1 maja 2011 r. i tak być powinno...

Prognozowanie - czy i kiedy pakiet ustaw zdrowotnych zostanie wprowadzony - nie jest pozbawione znaków zapytania w sytuacji, gdy niebawem odbędą się kolejne wybory do Sejmu.

- Gdyby okazało się, że ustawa o działalności leczniczej nie przejdzie, zachęcałbym do dalszego korzystania z planu B - mówił Maciej Łukowicz, pełnomocnik marszałka województwa pomorskiego ds. restrukturyzacji ochrony zdrowia. Dodał: - To w warunkach zaniechania pozostawałoby jedyną opcją pozwalającą na wykonanie zdecydowanego kroku do przodu na drodze reform. Jeśli legislacja ustawy zostanie zablokowana, mam nadzieję, że rząd podejmie decyzję o przedłużeniu planu B.

Poradzili sobie z długiem

Jolanta Sobierańska-Grenda, sekretarz Starostwa Powiatowego w Malborku, podsumowała udział powiatu w tzw. planie B: - Samorząd nie miał wyjścia - ze względu na zajęcia komornicze w SPZOZ-ie musieliśmy przekształcić szpital w spółkę prawa handlowego. Starostwo przejęło aż 33 mln zł długu publicznego ZOZ-u, co było kwotą ogromną, chociażby w porównaniu z 70-milionowym budżetem całego powiatu... - przypominała Jolanta Sobierańska-Grenda, zaznaczając, że przedstawiciele powiatu trzymali "rękę na pulsie", biorąc udział w wielu spotkaniach w resorcie zdrowia dotyczących wsparcia samorządów w ramach planu B.

- Przeszliśmy pełną, skomplikowaną procedurę pozwalającą nam na skorzystanie z dotacji przewidzianej w rządowym planie. Wniosek w Banku Gospodarstwa Krajowego złożyliśmy w grudniu 2009 roku - zaznaczyła sekretarz starostwa w Malborku.

- Ostatecznie udało nam się pozyskać 15,5 mln zł z dotacji z planu B. W naszym przypadku warto było skorzystać z tego rozwiązania. Gdyby nie dotacja, mielibyśmy dzisiaj nie 33 mln, a 45 mln zł zadłużenia. Obecnie nie mamy już żadnych zobowiązań publicznoprawnych, m.in. wobec ZUS-u i Urzędu Skarbowego, mogliśmy też podpisać liczne ugody z wieloma dostawcami.

- Przekształcając SPZOZ w spółkę, przyjęliśmy założenie, że pacjenci nie mogą odczuć żadnych negatywnych skutków komercjalizacji - podkreślał Dariusz Kostrzewa, dyrektor Powiatowego Centrum Zdrowia Sp. z o.o. w Malborku.

Dodał, że zastąpienie SPZOZ-u spółką nie spowodowało redukcji personelu: - Okazało się nawet, że musieliśmy zwiększyć zatrudnienie ze względu na wprowadzenie nowych procedur medycznych.

Co do tworzenia spółek w ramach procedowanej obecnie ustawy o działalności leczniczej, dyrektor Dariusz Kostrzewa stwierdził, iż warto pomyśleć o ustawowym, okresowym zwolnieniu tych nowych podmiotów prawa handlowego z podatku od osób prawnych.

Wokół SOR-u...

Druga część konferencji poświęcona została kontraktowaniu i poziomowi finansowania świadczeń zdrowotnych w woj. pomorskim w 2011 roku. Powrócił m.in. temat rozstrzygnięć konkursowych na Pomorzu w zakresie świadczenia usług w kardiologii oraz niedofinansowania szpitalnych oddziałów ratunkowych (SOR).

- Nie ukrywam, że 2011 rok pod względem finansowania świadczeń zapowiada się dramatycznie - mówiła Barbara Kawińska, p.o. dyrektora Pomorskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ.

Barbara Kawińska nawiązała również do braku kontraktów dla dwóch oddziałów kardiologii w Trójmieście i jednego szpitalnego oddziału ratunkowego: - Jestem przekonana, że nie popełniliśmy błędu w tej sprawie. Na moją prośbę w oddziale prowadzona jest kontrola przez Centralę Funduszu. O jej wynik jestem spokojna - dodała p.o. dyrektora pomorskiego NFZ.

Do dnia (7 lutego), w którym odbywała się konferencja Rynku Zdrowia, Krystyna Grzenia - dyrektor Szpitala Specjalistycznego Świętego Wojciecha na gdańskiej Zaspie, nie podpisała kontraktu z NFZ na działalność SOR-u. Od czasu powstania przez 12 lat ten duży oddział zawsze przynosił straty. - O ile przy stracie na prowadzeniu SOR-u w 2010 roku, wynoszącej ponad 10 milionów złotych, możliwe było zbilansowanie budżetu szpitala ze względu na wieloprofilowość, to w tym roku nie będzie to możliwe - zaznaczyła dyrektor, przypominając, że podczas kontraktowania na ten rok pomorski NFZ zaproponował zmniejszenie stawki ryczałtowej o ponad 20%, przy jednoczesnym obniżeniu kontraktu szpitala w innych specjalnościach, m.in. w kardiologii.

Kłopoty z niedostatecznym finansowaniem SOR-u wynikają, w ocenie dyrektor Krystyny Grzeni, m.in. z niedoskonałości wzoru, w oparciu o który NFZ określa dobowe stawki ryczałtowe.

Jedną z istotnych składowych w ryczałcie jest stawka bazowa pomnożona przez procent spełnienia minimalnych wymagań w zakresie struktury, które określiło Ministerstwo Zdrowia.

- I tu się dzieje największa krzywda, choć zdajemy sobie sprawę, jak trudne jest opracowanie obiektywnych zasad finansowania - mówiła dyrektor, argumentując, że szpital na Zaspie, zatrudniający dalece większą liczbę personelu SOR-u niż inne lecznice i przekraczający minimalne standardy, uzyskuje raptem o 150 zł wyższą stawkę bazową niż szpital zatrudniający o wiele mniejszy personel na oddziale ratunkowym.

Zdaniem dyrektor szpitala na Zaspie, przy ustalaniu stawki za funkcję (druga poza stawką za strukturę istotna składowa we wzorze) dane statystyczne dotyczące liczby zgłoszonych pacjentów nie są weryfikowane, wynikają ze sprawozdawczości szpitalnej. - Tu wątpliwości mogą dotyczyć kategoryzowania pacjentów, bo część z nich od 2010 roku nie jest ujmowana w sprawozdawczości SOR-u, o ile są przyjmowani na inne oddziały. To z kolei może stwarzać wrażenie, w warunkach dużego SOR-u, że sporej części pacjentów na tym oddziale w ogóle nie było - tłumaczyła Krystyna Grzenia.

- Nadal będziemy rozmawiać z dyrektor Grzenią o możliwościach optymalnego rozliczania świadczeń w SOR-ze - zapowiedziała Barbara Kawińska.

...i kardiologii

Dyrektor naczelna Szpitala Morskiego w Gdyni Irena Erecińska-Siwy, mówiąc o dużo mniejszym od oczekiwanego kontrakcie dla placówki na kardiologię zachowawczą, zwróciła uwagę, że pieniędzy jest w systemie tyle samo, co rok wcześniej. - To nie jest zależne od dyrektora pomorskiego NFZ, ale w tak przygotowanych warunkach konkursu wrzucono do jednego worka kardiologię inwazyjną i kardiologię zachowawczą. I tu leży chyba przyczyna, dla której skoro gdzieś przybyło procedur, gdzie indziej musiało ich ubyć... - zastanawiała się dyrektor, sugerując, że szpital źle wyszedł, dbając o pacjentów zachowawczych, zamiast starać się o posiadanie pracowni hemodynamiki.

- Pojawiały się informacje, że nasza oferta została źle przygotowana, że nie mamy sprzętu. Tak nie było. Jest doskonała kadra, mamy 38 łóżek, jest 11 łóżek intensywnego nadzoru. Leczymy pacjentów po procedurach inwazyjnych - informowała Irena Erecińska-Siwy. Jak przypomniała, ostatecznie oddział otrzymał kontrakt, ale ograniczony do 2,7 mln zł. - Jeśli utrzymamy teraz tę strukturę, to szpital przyniesie nie 1 milion złotych straty jak rok temu, ale półtora miliona - mówiła.

Lidia Kodłubańska, dyrektor Szpitala Miejskiego w Gdyni, przekazała, że tegoroczny kontrakt dla tego dużego, posiadającego 14 oddziałów i 406 łóżek szpitala, wynoszący od 70 do 72 mln zł, będzie o około 2,8% mniejszy niż w minionym roku. - Nasze zdolności adaptacyjne oceniamy na 3%, ubiegły rok zakończyliśmy z niewielkim zyskiem.

Teraz jego uzyskanie stoi pod znakiem zapytania - stwierdziła dyrektor. Zapewniła, że zachowana zostanie ogólna dostępność świadczeń, ale zmienią się ich proporcje, bo np. w kardiologii szpital uzyskał kontrakt o 3,8 mln zł mniejszy.

Dyrektorzy szpitali usytuowanych poza dużymi ośrodkami reprezentowali ostrożny optymizm co do możliwości zachowania dotychczasowej dostępności świadczeń stacjonarnych w tym samym miejscu. Paweł Chodyniak, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Prabutach, przekazał, że w zarządzanej przez niego lecznicy kontrakt w większości zakresów został nieznacznie zmniejszony, ale wzrósł nieco kontrakt dla izby przyjęć.

W Prabutach NFZ zdecydował o finansowaniu nowego świadczenia: chemioterapii jednego dnia. Jego wykonywanie jest w ocenie Funduszu potrzebne w tym rejonie. - Dopiero zaczynamy realizować to świadczenie, dlatego kontrakt jest nieznaczny, ale o ile jego finansowanie nie poprawi się w 2012 roku, nie jesteśmy pewni, czy tę usługę będziemy kontynuować - stwierdził dyrektor prabuckiego szpitala.

Placówka ta uzyskała w 2008 i 2009 roku "całkiem niezły" wynik finansowy, ale już w 2010 roku zmniejszył się on o połowę. - W tym roku będziemy ledwo wiązać koniec z końcem. Warunki finansowania znacznie się pogorszyły. To niepokoi. Inwestujemy w infrastrukturę, sprzęt, ale choć wydawałoby się, że w ślad za jakością powinny iść większe nakłady finansowe ze strony płatnika, kontrakt nas do rozwoju nie zachęca.

Natomiast w Szpitalu Powiatu Bytowskiego Sp. z o.o. kontrakt jest o 0,1% niższy. - Można więc powiedzieć, że jest na takim samym poziomie jak w ubiegłym roku - podsumowywał ten bilans Piotr Karankowski, prezes spółki prowadzącej ten szpital. Jej wynik będzie na plusie, podobny do tego planowanego w roku poprzednim, choć wyraźnie niższy niż w 2009 roku. - Spadek byłby większy, gdybyśmy nie starali się zrekompensować przychodów w oparciu o wpłaty pacjentów w utworzonym 30-łóżkowym zakładzie opiekuńczo-leczniczym, który powstał w miejsce zlikwidowanego 10-łóżkowego oddziału paliatywnego - powiedział prezes Karankowski.

Magdalena Kantak-Wawoczna, p.o. dyrektora departamentu zdrowia Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego przyznała, że ze wstępnych rozmów z dyrektorami szpitali podległych samorządowi wojewódzkiemu wynika, iż bieżący rok będzie dla nich bardzo trudny.

Pesymistyczne szacunki...

- Według szacunków dotyczących 2010 roku, stan zadłużenia naszych jednostek się powiększa - powiedziała Magdalena Kantak-Wawoczna. - Wstępny wynik finansowy netto 26 placówek, dla których organem założycielskim jest samorząd województwa, wynosi minus 34 mln zł. Łączne koszty tych jednostek sięgały w 2010 r. 1 mld 200 mln zł, a przychody z NFZ - 1 mld 30 mln zł. Jeżeli ta tendencja się utrzyma, sytuacja większości naszych ZOZ-ów stanie się wręcz dramatyczna.

- Bez rozwiązań systemowych na szczeblu rządowym zarząd województwa może sobie nie poradzić z tak poważnym deficytem środków - dodała dyrektor Kantak-Wawoczna.

Tadeusz Jędrzejczyk, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku - którego zadłużenie wynosi ok. 200 mln zł, mówił m.in. o programie restrukturyzacji tego szpitala: - Mamy przyznaną pożyczkę z Agencji Rozwoju Przemysłu, która zaakceptowała nasz program naprawczy.

Powinno nam to pozwolić na ostateczną spłatę zaległych zobowiązań.

Szpital Specjalistyczny im. Floriana Ceynowy w Wejherowie rok 2009 zamknął dodatnim wynikiem finansowym. Jaka jest obecna sytuacja finansowa tego szpitala?

- Rozliczanie ubiegłego roku jeszcze trwa. Wstępnie szacujemy, iż nadwykonania za 2010 r. wyniosą ok. 5,8 mln zł, natomiast nie wiemy jeszcze, w jakim stopniu kwota ta zostanie rozliczona przez NFZ - odpowiada Andrzej Zieleniewski, dyrektor wejherowskiej lecznicy. Dodaje, że podobnie jak w innych placówkach, także w Szpitalu im. Floriana Ceynowy najgorzej finansowany jest oddział ratunkowy.

- Za 2010 r. nasz SOR przyniósł ok. 4 mln zł straty, podczas gdy w roku 2009 strata wynosiła 3 mln zł. Także kardiologia zachowawcza przynosi deficyt w wysokości 1 mln zł - mówił dyrektor Zieleniewski.

Jego zdaniem, warto rozważyć zmianę sposobu kontraktowania kardiologii: - Należy zadać pytanie, czy właściwym rozwiązaniem jest wrzucanie do jednego worka kardiologii zachowawczej, elektrokardiologii i hemodynamiki. Wydaje się, że korzystniejsze byłoby osobne wycenianie i kontraktowanie każdej z tych procedur.

Jacek Ryński, prezes firmy Electus SA, wskazał na niewystarczające finansowanie całego sektora ochrony zdrowia: - Trudno wciąż przekonywać dyrektorów szpitali do oszczędzania, bo przecież robią to od 20 lat, a stan zobowiązań placówek w dalszym ciągu jest wysoki.

Problem ten nie zostanie rozwiązany, jeśli Polska nadal należeć będzie do krajów o najniższych publicznych nakładach na opiekę zdrowotną.

...i trochę optymizmu

Powiatowe Centrum Zdrowia Sp. z o.o. ma kontrakt wyższy od ubiegłorocznego o 8%.

Powód do optymizmu? Bez wątpienia, jednak prezes tej spółki Karol Góralski przyznaje, że zwiększone finansowanie świadczeń wiązało się z wieloma wyrzeczeniami: - Otrzymaliśmy wyższy kontrakt na SOR, ale wymagało to znacznych nakładów finansowych i pracy z naszej strony. W 2010 roku dokładaliśmy do oddziału ratunkowego ok. 1,5 mln zł. Liczymy, że ta strata na koniec 2011 r. zredukowana zostanie do 300 tys. zł - mówi Karol Góralski.

Podkreśla, że warto było przekształcić SPZOZ w Kartuzach w spółkę: - Nadal jesteśmy przede wszystkim szpitalem, a dopiero w drugiej kolejności spółką.

Nasze przychody to głównie kontrakt z NFZ. Wpływy z działalności komercyjnej nie przekraczają 5%.

Leszek Czarnobaj, były wicemarszałek woj. pomorskiego, obecnie prezes Zarządu Zdrowie Sp. z o.o. NZOZ w Kwidzynie, wskazywał na potrzebę określenia, kto w Polsce konstytucyjnie odpowiada za kreowanie modelu polityki zdrowotnej.

- NZOZ w Kwidzynie jest jedną z pierwszych szpitalnych spółek w Polsce - powstała w 2001 roku - przypomniał Leszek Czarnobaj. I podobnie jak prezes Góralski zaznaczył, że pozytywny wynik finansowy kwidzyńskiej spółki nie jest pochodną usług komercyjnych, ale kontraktu z publicznym płatnikiem.

Optymizmu prezesa Góralskiego nie podziela Andrzej Steczyński, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Kościerzynie.

Jego zdaniem, negatywne skutki ostatnich postępowań konkursowych w woj. pomorskim będą odczuwane nie tylko w 2011 roku: - Nie inwestuje się w czasach biedy. Wiadomo już, że pula środków jest ograniczona, tymczasem NFZ podpisał kontrakty z wieloma nowymi świadczeniodawcami kosztem innych podmiotów. To zdestabilizuje rynek na dłuższy czas, bo przecież umowy zawarte zostały na 5 lat - podkreślał dyrektor Steczyński.

- A jaki będzie 2011 rok? Zagrożeń dla naszego szpitala jest sporo. Są związane m.in. ze wzrostem stawki podatku VAT oraz częstymi zmianami zasad kontraktowania, które nie są poprzedzone analizami dotyczącymi skutków finansowych takich modyfikacji dla świadczeniodawców - ubolewał szef szpitala w Kościerzynie.

Długa lista inwestycji

Ostatni panel dyskusyjny traktował o inwestycjach w pomorskich szpitalach.

Ryszard Stus, dyrektor naczelny Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku, zapraszał na otwarcie, za kilka miesięcy, nowoczesnego gmachu, do którego przenosi się lecznica. Budowa tego szpitala jest, jak można sądzić, przykładem odważnej i trafnej decyzji samorządu pomorskiego, który 4 lata temu postanowił o kontynuowaniu inwestycji z już 20-letnią wówczas historią.

- Trafiliśmy idealnie z czasem w najznakomitsze lata pomocy unijnej i pozaunijnej.

Pozyskaliśmy z tych źródeł 90 mln zł, a budowa szpitala kosztowała nas 170 mln zł - mówił Ryszard Stus, przyznając, że w pewnych sytuacjach istniały nawet obawy, czy firmy wykonawcze będą w stanie wykonać zaplanowane roboty.

W szpitalu powstał nawet specjalnie powołany drugi dział zamówień publicznych (poza już istniejącym, działającym na bieżąco), który zajmował się wyłącznie pozyskiwaniem środków i oceną zapotrzebowania placówki na sprzęt. - Dzisiaj mogę powiedzieć, że szacunkowa kwota, jakiej wymaga zbudowanie w pełni wyposażonego szpitala specjalistycznego, to około 1 milion złotych w przeliczeniu na łóżko. Generalnie ok. 80% wydatków dotyczy budowy i jej przygotowania, a 20% zakupów sprzętu - oszacował dyrektor słupskiego szpitala.

Szpitale okazały się jednym z największych beneficjentów pomocy unijnej w regionie. Szpital Morski w Gdyni realizuje dwa projekty unijne na kwotę 70 mln zł. - Jeden projekt jest na ukończeniu.

W czerwcu powinniśmy oddać zakład medycyny nuklearnej, tu nie ma zagrożenia kontraktu, bo zostanie on poprzez cesję przekazany ze Szpitala Miejskiego - podawała dyrektor Irena Erecińska- Siwy. Przypomniała, że szpital za 61 mln złotych (z czego 41 mln zł to środki unijne, a pozostałe pochodzą z samorządu) buduje Gdyńskie Centrum Onkologii.

- Tak drogie inwestycje realizowane ze środków publicznych powinny być objęte gwarancją kontraktów przez NFZ - sugerowała dyrektor. - U nas, niestety, jest tak, że najpierw podejmowana jest decyzja o budowie, a dopiero potem rozmawiamy o zapewnieniu kontraktowania. Jeśli nie zrealizujemy celów jakiegoś programu, Unia upomni się o pieniądze.

Zdaniem dyrektor, koordynacja polityki inwestycyjnej i gwarancje kontraktowania powinny dotyczyć przynajmniej szpitali o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców. - W sytuacji, jaką mamy, trzeba się bardzo poważnie zastanowić, czy w ogóle forsować dalej projekt budowy ośrodka kardiologii zachowawczej w Szpitalu Morskim - dodała Irena Erecińska-Siwy.

NFZ o uwagach szefów szpitali

Barbara Kawińska przedstawiła poziom finansowania poszczególnych świadczeń w woj. pomorskim według rocznego planu POW NFZ na 2011 r. w zestawieniu z nakładami w roku ubiegłym (prezentacja dostępna w portalu www.

rynekzdrowia.pl). Odniosła się także do uwag dyrektorów szpitali, m.in. dotyczących finansowania SOR-ów: - Jesteśmy w województwie, w którym oddziały ratunkowe powstawały "przez pączkowanie". Tymczasem SOR, jeśli działa prawidłowo, jest bardzo drogi.

W całej Polsce nie ma dziś stawki, która uczyniłaby ten oddział opłacalnym - stwierdziła Barbara Kawińska.

- Co do 5-letnich kontraktów - nie są one fanaberią Funduszu. W przeszłości sami dyrektorzy szpitali zabiegali o wprowadzenie kilkuletnich umów, które ułatwiają rozmowy m.in. z bankami - Barbara Kawińska odpowiadała na zastrzeżenia dyrektora Andrzeja Steczyńskiego. - Pomorskie, jako jedyne województwo, ma 5-letnie kontrakty na leczenie szpitalne. Jeśli pojawią się dodatkowe środki, to jednostki, które nie otrzymały kontraktu, będą mogły wziąć udział w ewentualnych konkursach uzupełniających jeszcze w tym roku.

Dobrze napisać specyfikację

Dariusz Kostrzewa, dyrektor Powiatowego Centrum Zdrowia Sp. z o.o.w Malborku, podkreślał, że w ramach procedur zamówień publicznych trzeba się nauczyć pisania bardzo dobrych specyfikacji: - Jeżeli napiszemy ją zbyt precyzyjnie, narazimy się na zarzut, że jest tendencyjna i ukierunkowuje przetarg na konkretnego dostawcę - mówi dyrektor Kostrzewa. - Jeżeli natomiast specyfikacja będzie zbyt ogólna, po pewnym czasie przyjdzie do nas z pretensjami ordynator... - Musimy zatem dokładnie wiedzieć, co chcemy kupić.

Szef szpitala w Malborku przypomniał, że powstała niedawno instytucja audytu technologicznego: - Zanim ugruntowało się to określenie, wszelkie kontakty między placówką zamawiającą sprzęt i oferentem - potencjalnym dostawcą - były niemile widziane z punktu widzenia przejrzystości procedury. Dziś na szczęście możemy się już spotykać i rozmawiać.

Między innymi dzięki temu udaje się wybierać sprzęt, na którego parametrach naprawdę nam zależy.

Szpital Specjalistyczny im. Floriana Ceynowy w Wejherowie od lat znany jest z inwestowania m.in. w chirurgię małoinwazyjną.

Dyrektor Andrzej Zieleniewski zapewnia jednak, iż nie jest to jedyny kierunek rozwoju tej placówki: - Czekają nas pewne prace na bloku operacyjnym oraz modernizacja oddziału intensywnej terapii i SOR-u. Jesteśmy do tego przygotowani, także dzięki przyznanym już środkom unijnym.

Wejherowska lecznica będzie także inwestować w endoskopię wykonywaną w trybie ambulatoryjnym oraz informatyzację jednostki. Na ten drugi cel szpital otrzymał unijne dofinansowanie wynoszące 4,5 mln zł.

Standardy świadczeń

Podczas konferencji padło też pytanie, czy w najbliższych latach szpitale będą w stanie zrealizować standardy przewidziane w ministerialnym rozporządzeniu o warunkach, jakim mają odpowiadać obiekty ochrony zdrowia.

Tu bardzo istotna jest finansowa pomoc samorządów. - Nie mogą się one czuć z niej zwolnione także w przypadku skomercjalizowanych szpitali - podkreślali prezesi szpitalnych spółek.

- Większość radnych była przekonana, że skoro szpital jest spółką, to już nie ma potrzeby, żeby samorząd przeznaczał pieniądze na rozwój lecznicy - dzielił się swoimi niedawnymi doświadczeniami Karol Góralski, prezes Powiatowego Centrum Zdrowia Sp. z o.o. w Kartuzach, gdzie szczęśliwie należący do branży naftowej Lotos zechciał sponsorować utworzenie sali pooperacyjnej. - Miasto, którego mieszkańcy leczą się w szpitalu, nie daje ani złotówki, choć płacimy sto parę tysięcy podatku od nieruchomości rocznie - zauważył prezes spółki, dodając, że poprowadzenie inwestycji w szpitalu będzie możliwe dzięki projektowi unijnemu, który czeka na podpis marszałka.

Lidia Kodłubańska, dyrektor Szpitala Miejskiego w Gdyni, mówiąc o źródłach finansowania inwestycji w tym SPZOZ-ie, wspomniała, że szpital uzyskał najwyższą możliwą referencyjność dla przypadków ostrych, korzystając ze wsparcia kilku projektów unijnych. Niestety, placówka ma już 83 lata i nie może się rozwijać z powodu ograniczonej przestrzeni w centrum miasta. Upadł np. pomysł wybudowania lądowiska dla śmigłowców na dachu budynku, bo koszt takiej inwestycji został oceniony na 80 mln zł. Szpital został wyznaczony jako placówka ratunkowa w strefie kibica podczas Euro 2012. - Spodziewamy się, że będziemy mieć dużo pracy - prognozuje Lidia Kodłubańska. Jak przewiduje, absolutnie pilne wydatki, które trzeba ponieść na modernizację szpitala do czasu mistrzostw, to około 12-16 mln zł. W tym roku miasto - dysponujące budżetem 1,2 mld zł - przeznaczy dla szpitala 100 tys. złotych. - To kwota na waciki - podsumowała tegoroczną inwestycyjną pomoc samorządu pani dyrektor.

Unijne środki nie przepadną

W czasie dyskusji powrócił też temat stopnia pewności inwestowania związany z wymaganiami stawianymi przez Unię szpitalom, które po zrealizowaniu projektów pomocowych zechcą przekształcić się w spółki. Czy tych środków nie trzeba będzie zwracać, jeśli zmieni się formuła prawna, w jakiej funkcjonują szpitale?

Wiele placówek nie rezygnuje przecież z planów przekształceń.

- Trudno byłoby funkcjonować, gdyby organ założycielski obawiał się wspierania projektów unijnych z powodu wizji kuriozalnej sytuacji, w której dotacje unijne musiałyby być zwrócone w przypadku przekształcenia czy też zmiany formy organizacyjnej SPZOZ-u - mówił Paweł Chodyniak. Zauważył, iż w przypadku części samorządów taki rozwój wypadków zagroziłby ich finansom do tego stopnia, że mogłoby to nawet oznaczać konieczność wprowadzenia zarządu komisarycznego.

Jak z kolei tłumaczyła Magdalena Kantak-Wawoczna, p.o. dyrektora departamentu zdrowia Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, sytuację przekształcanej jednostki, która korzystała ze środków unijnych, przewidziano w projekcie ustawy o działalności leczniczej. Z zapisu w ustawie wynika, że nie może być mowy o zwrocie tych środków, o ile jednostka zapewni ciągłość świadczeń, a jej całkowitym udziałowcem będzie samorząd.

Jak natomiast dodał w imieniu dyrektorów szpitali Paweł Chodyniak, taka wykładnia obowiązującego prawa uspokaja, jednak otwarte pozostaje pytanie, jaką interpretację przedstawią ostatecznie instytucje unijne.
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum