Polska może zarabiać na nowych technologiach medycznych

Autor: Wojciech Kuta • Źródło: 2021 6 (172)18 listopada 2021 09:33

Co zrobić, aby efekty aktywności naszych badaczy pracujących nad nowymi technologiami medycznymi były rozwijane w kraju, a z drugiej strony, by mocniej zaistniały na zagranicznych rynkach? Taka ekspansja jest możliwa, ale pod kilkoma warunkami – przyznawali eksperci podczas XVII Forum Rynku Zdrowia.

– Nie widzę nic złego w tym, że rozwiązania w zakresie innowacyjnych technologii w sektorze ochrony zdrowia, które powstały w Polsce, są lub będą sprzedawane za godziwe pieniądze w innych krajach – przyznał dr hab. Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych, w trakcie sesji „Miejsce Polski na mapie innowacyjnych technologii medycznych” w ramach XVII Forum Rynku Zdrowia (Warszawa, 18-19 października 2021 r.).

Zainwestowali 200 mln zł, aby zarobić na jednej transakcji 7 mld zł

– Nasi koledzy z Izraela wręcz jako synonim sukcesu podają system baz danych, który stworzyli, a następnie sprzedali jednej z globalnych firm farmaceutycznych. Ponieśli nakłady rzędu 200 mln zł, a całe rozwiązanie wspomniana korporacja kupiła za równowartość 7 mld zł – informuje prezes ABM. Dodaje: – Tak rozumiana zagraniczna komercjalizacja, kiedy inwestycja zwraca się po wielokroć, jest niewątpliwie jednym z przykładów sukcesów, które chcielibyśmy osiągać także w Polsce.

– Natomiast biorąc pod uwagę możliwości komercjalizacji nowych technologii medycznych w Polsce, musimy nieco zmienić postrzeganie naszego rynku. Bardzo często badacze nie traktują Polski jako pierwszego rynku, na którym będą sprzedawać swój produkt czy rozwiązanie. Warunkiem powodzenia przedsięwzięcia jest u nas przede wszystkim decyzja refundacyjna dotycząca danej terapii – wskazuje prezes Sierpiński.

– Dlatego innowacyjne technologie często najpierw są sprzedawane np. Niemczech, gdzie jest ok. 150 ubezpieczycieli, z których zwykle część decyduje się na sfinansowanie nowatorskiej metody leczenia – dodaje.

Kluczowy jest skuteczny łańcuch finansowana

Zwraca uwagę, że między innymi działania Agencji Badań Medycznych mają zapewnić polskim wynalazcom i badaczom, także start-upom, pomoc w rozwijaniu ich rozwiązań. – Analizujemy, na jakim etapie są poszczególne projekty i staramy się „uszyć” dla nich najbardziej optymalną ścieżkę dla kolejnych faz rozwoju, pozwalających na ostatecznie na wdrożenie. To między innymi doradztwo, ułatwianie kontaktów z ekspertami, a także z potencjalnymi inwestorami – zaznacza prezes ABM.

– Kluczowy jest jednak skuteczny, kompletny łańcuch finansowana projektów badawczych, między innymi przez instytucje publiczne, prowadzący do wdrożenia – podsumowuje dr hab. Radosław Sierpiński.

W raporcie „Top Disruptors in Healthcare 2021” przygotowanym przez Polską Federację Szpitali, najczęściej wskazywana początkowa wielkość finansowania polskiego start-upu medycznego to 1-2 mln zł. Na początek wystarczy, ale co dalej? – W Polsce mamy dobre mechanizmy finansowania projektów w ich początkowych etapach. Jednak, patrząc na późniejsze fazy rozwoju wielu przedsięwzięć, tak kolorowo już nie jest – przyznaje Ligia Kornowska, dyrektor zarządzająca Polskiej Federacji Szpitali, liderka Koalicji AI w zdrowiu.

– Schody zaczynają się, kiedy start-up ma gotowy produkt i przygotowuje się do komercjalizacji. Potrzebuje wtedy środków finansowych, między innymi na jego dostosowanie rozwiązania do potrzeb klientów i rozpoczęcie pilotażowego wdrożenia. Niestety, ok. 50% polskich start-upów medycznych przyznaje, że na tym bardzo ważnym etapie nie dysponuje niezbędnym kapitałem – tłumaczy dyr. Kornowska.

– Jednym z rozwiązań tego problemu może być skuteczniejsze zachęcanie zagranicznych funduszy inwestycyjnych do finansowania polskiego sektora technologii medycznych – wskazuje dyrektor zarządzająca Polskiej Federacji Szpitali.

Zachęcajmy światowe firmy do inwestowania w Polsce

Zdaniem Arkadiusza Grądkowskiego, prezesa Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych POLMED, Polska w rozwijaniu nowych technologii medycznych nie może stawiać jedynie na start-upy. 

– Mamy w kraju bardzo dobrą kadrę naukową. Nierzadko jednak nasi badacze szukają pracy za granicą, gdyż u nas nie zawsze mogą liczyć na satysfakcjonujące wynagrodzenie. Nie możemy skupiać się tylko na start-upach. Konieczna jest współpraca z dużymi międzynarodowymi firmami, które chcą w Polsce inwestować. Należy im stwarzać takie możliwości – podkreśla prezes Grądkowski.

– Bardzo mi zależy na rozwoju naszego kraju i polskich technologii medycznych, jednak uważam, że musimy otworzyć się na kapitał zagraniczny oraz pozwolić dużym konsorcjom na zaangażowanie ich środków, wiedzy oraz doświadczenia w Polsce. Aby tak się stało, potrzebne jest bardzo dobre otoczenie prawne i otwartość na zagranicznych inwestorów – zaznacza. 

– Rozmawiamy jako Izba POLMED, między innymi z uczelniami medycznymi posiadającymi swoje centra transferu technologii. Naprawdę, nasi naukowcy tworzą bardzo ciekawe projekty. To kolejny argument przemawiający za tym, że w Polsce warto inwestować w rozwój nowych technologii medycznych – mówi Arkadiusz Grądkowski.

Wskazana lepsza współpraca z przemysłem i funduszami inwestycyjnymi

– Wiele projektów dotyczących technologii medycznych ma bardzo złożony charakter. Dotyczy to nie tylko leków, ale także rozwiązań z zakresu między innymi inżynierii medycznej. Nawet jeśli sam pomysł jest bardzo dobry, na drodze do jego praktycznego wdrożenia i komercjalizacji staje w naszym kraju kilka przeszkód – zwraca uwagę Adam Dawidziuk, koordynator projektu w Sekcji Ekspertów Wewnętrznych Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

– Najpierw trzeba przejść przez skomplikowany proces wszystkim badań i nie potknąć się na żadnym z etapów. Jeśli badania z jakichś powodów przedłużają się – a tak czasami bywa – dochodzi problem kontynuacji finansowania takiego przedsięwzięcia. Prace badawcze są zazwyczaj bardzo kosztowne. Rozwiązaniem tego problemu może stać się współpraca z przemysłem lub funduszami inwestycyjnymi oraz znalezienie inwestora, dzięki któremu możliwe będzie doprowadzenie produktu czy rozwiązania do fazy komercjalizacji – tłumaczy ekspert.

Dodaje, ze kolejnym problemem jest dość skomplikowany sytem prawny. – Oczywiście konieczne jest zachowanie wszelkich procedur związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa pacjentom. Pamiętajmy też, że w przypadku leków proces badań poprzedzający wprowadzenie produktu do obrotu jest długotrwały, sięgać może 10-12 lat. Między innymi dlatego tak bardzo ważne jest właściwe oszacowanie czasu oraz kosztów niezbędnych do przeprowadzenia wszystkich prac badawczych – konkluduje Adam Dawidziuk.

Prawo musi nadążać za nowymi technologiami

Z kolei Robert Rusak, prezes MedTech Forum, zwraca uwagę, że dla powodzenia projektów badawczych i wdrażania tworzonych w Polsce innowacyjnych technologii medycznych konieczna jest dobra współpraca trzech najważniejszych grup uczestników rynku, czyli: 

  • Strony publicznej (m.in. takich instytucji, jak Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, Agencja Badań Medycznych, uczelni medycznych, instytutów badawczych)
  • Placówek ochrony zdrowia, przede wszystkim dużych szpitali wieloprofilowych
  • Przemysłu

– Oczywiście wszystkie te strony współpracują ze sobą, jednak wydaje się, że ta współpraca wymaga usystematyzowania. Bardzo ważna jest rola szpitali, które powinny zapewniać pacjentom dostęp do nowych, coraz skuteczniejszych technologii medycznych, zarówno lekowych, jak i nielekowych – podkreśla prezes Rusak.

Przypomina, że szpitale w Polsce są finansowane przede wszystkim ze środków publicznych. – Stąd tak ważna jest strategia rozwoju ochrony zdrowia w Polsce, jednak nie polityczna, a dostosowana między innymi do nowych rozwiązań technologicznych, ale także prawnych – zaznacza.

– Pamiętajmy, że wciąż mamy obszary regulacji prawnych, które w zasadzie trzeba napisać od nowa. Dotyczy to na przykład legislacji uwzględniającej szybki rozwój telemedycyny, będącej jednym z narzędzi szeroko rozumianego leczenia na odległość – podsumowuje prezes Robert Rusak.

Sekwencjonowanie DNA. Szybciej i taniej

Podczas sesji prof. nadzw. dr hab. Jakub Swadźba, prezes firmy Diagnostyka SA, członek zarządu Pracodawców Medycyny Prywatnej, zwracał uwagę, że pandemia COVID-19 także w Polsce przyspieszyła rozwój technologi diagnostycznych związanych z biologią molekularną. – Dzisiaj chyba już każdy Polak wie, czym jest test PCR lub przynajmniej słyszał o takich testach i wie, jak bardzo są ważne – przypominał ekspert.

Zauważa, że w jeszcze przed pandemią powstała technologia nanoporów (metoda służąca do sekwencjonowania DNA – spersonalizowana, bazująca na indywidualnym kodzie genetycznym – red.). – W całej genetyce mówi się dzisiaj o NGS, czyli nowej generacji sekwencjonowania DNA, która pozwoliła na to, że – kiedyś bardzo kosztowna i czasochłonna technologia – dziś pozwala sekwencjonować DNA w ciągu kilku godzin za kwoty od ok. 200 do 1000 dolarów – tłumaczy ekspert.

Polska firma stosuje nową metodę

Dodaje: – Z kolei w wyniku rozwoju NGS powstała zupełnie nowa technologia, wdrażana w Polsce przez start-up medyczny genXone. – Metoda ta, w największym skrócie, polega na wykorzystaniu pola elektromagnetycznego, w którym odchyla się – przechodząca przez specjalny por – nić DNA, dzięki czemu możliwe jest odczytanie bardzo dużych fragmentów DNA. Ta nowa technologia w powstała w Wielkiej Brytanii, natomiast genXone wdraża tę metodę jako pierwsza firma w Polsce – informuje prof. Swadźba, który jest też wiceprezesem start-upu genXone.

Firma stworzyła pierwsze w Polsce licencjonowane laboratorium wykorzystujące technologię sekwencjonowania nanoporowego w różnych obszarach nauki, biznesu i medycyny. Współpracuje, jako partner komercyjny, z firmą Oxford Nanopore Technologies.

– W czasie pandemii SARS-CoV-2 okazało się, że to nowatorskie podejście znakomicie się sprawdza w sekwencjonowaniu wirusów. Obecnie tą technologią, dzięki genXone, sekwencjonowanych jest ok. 70 proc. koronawirusów w Polsce – mówi prof. Swadźba.

– Oczywiście w czasie pandemii COVID-19 monitorowanie sekwencji wirusa jest bardzo ważne. W październiku ukazała się publikacja, której jestem współautorem, opisująca, jak dzięki nowej technologii sekwencjonowania nanoporowego wykryto w Polsce, po raz pierwszy na świecie, wariant koronowirusa Delta, w którym brakuje około 1 tys. nukleotydów, co w starszej technologii NGS nie było identyfikowane – podsumowuje prezes Jakub Swadźba.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum