Podstawowe problemy zdrowotne

Autor: Katarzyna Rożko • • 09 kwietnia 2015 10:20

Obecnie w podstawowej opiece zdrowotnej pracuje ok. 24 tys. lekarzy, w tym tylko nieco ponad jedna trzecia z nich posiada specjalizację z medycyny rodzinnej. Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia, zwraca uwagę, że to stanowczo zbyt mało, zważywszy, że od początku reformy systemu ochrony zdrowia upłynęło już 15 lat.

Podstawowe problemy zdrowotne

Lekarzy rodzinnych nie pr z ybywa. Znaczna część tych, którzy pracują w POZ, jest w wieku emerytalnym lub przedemerytalnym, a na ich listach aktywnych figuruje więcej niż zakładane 1 500 pacjentów. Luka pokoleniowa jest aż nadto widoczna - mówi w rozmowie z Rynkiem Zdrowia prezes Bożena Janicka.

Potrzebne nowe kadry

W jej opinii potrzebne jest zasilenie POZ nowymi kadrami. Żeby jednak tak się stało, specjalizacja z medycyny rodzinnej musi uzyskać absolutny priorytet.

- Lekarze rodzinni powinni specjalizować się w akredytowanych przychodniach podstawowej opieki zdrowotnej, a nie w szpitalach i klinikach. Potrzebne jest natychmiastowe zwiększenie ilości miejsc rezydenckich w takich właśnie placówkach - uważa Bożena Janicka.

Dr Michał Sutkowski, rzecznik Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, podaje, że według Kolegium docelowo wszyscy lekarze opieki podstawowej powinni być specjalistami medycyny rodzinnej.

- Dla pacjentów byłoby to rozwiązanie lepsze, a dla systemu także wygodniejsze i de facto tańsze. Przy większych kompetencjach oraz środkach finansowych na poziomie ok. 20% uzyskalibyśmy ponad 80-procentowe zabezpieczenie pacjentów - wskazuje Rynkowi Zdrowia dr Sutkowski.

Przyznaje przy tym, że póki co na to się nie zanosi. - To trudna specjalizacja, a praca jest niedoceniana i niedoszacowana. Podejmują ją nieliczni lekarze. Brakuje realnych za chęt ze strony państwa, a luka pokoleniowa jest nie tylko smutnym faktem, ale i zagrożeniem dla systemu - uważa przedstawiciel Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

Niezdrowa rywalizacja

Jacek Krajewski, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie, zwraca uwagę na fakt, że w POZ obecnie pracują specjaliści różnych dziedzin medycyny lub lekarze bez specjalizacji od wielu lat pracujący w podstawowej opiece zdrowotnej. Jego zdaniem realizacja planu zorganizowania tego działu systemu ochrony zdrowia poprzez wprowadzenie modelu lekarza rodzinnego oddala się coraz bardziej w aspekcie zmian ustawowych z 2014 r. oraz wprowadzenia do POZ pediatrów i internistów na równych prawach z lekarzami rodzinnymi.

- W takim ujęciu nie widać ugruntowanego poglądu wśród decydentów, jak miałby wyglądać docelowy model funkcjonowania POZ. Głoszenie haseł o wzroście roli lekarza POZ w systemie ochrony zdrowia w sytuacji braku koncepcji na kogo jako realizatora postawić we wprowadzaniu tych zamierzeń, wydaje się wątpliwej wiarygodności - mówi Rynkowi Zdrowia prezes Krajewski.

Bożena Janicka zwraca uwagę, że we wszystkich państwach Unii Europejskiej, niezależnie od przyjętych rozwiązań organizacyjnych, podstawowa opieka zdrowotna jest fundamentem systemu ochrony zdrowia. W POZ zaspokaja się ponad 80% potrzeb zdrowotnych pacjentów, a ambulatoryjna opieka specjalistyczna i szpitale pełnią rolę suplementarną.

- W Polsce trwa ciągle rywalizacja pomiędzy POZ a gabinetami specjalistów i szpitalami o wyłączność prawa do leczenia pacjenta. Próbuje się różnymi metodami wmówić choremu, że leczyć się można dopiero od poziomu lekarza specjalisty, a lekarze rodzinni prowadzą głównie poradnie preskrypcyjne, do których należy się zgłaszać tylko po powtórkę leków, zaświadczenie lekarskie, skierowanie czy druk zwolnienia lekarskiego - podnosi Janicka.

Ma jednak nadzieję, że zaproponowane ostatnio przez NFZ i Ministerstwo Zdrowia rozwiązania prawne oraz organizacyjne pozwalają mieć nadzieję, że zła tendencja odbierania kompetencji lekarzom rodzinnym zostanie wreszcie powstrzymana, a medycyna rodzinna odzyska swoje miejsce w systemie ochrony zdrowia - jak to projektowano w reformie z 1999 r.

Ubywa czasu dla pacjentów

Dotąd jednak lekarze rodzinni zmagają się z wieloma problemami. Dr Sutkowski, rzecznik KLRwP, uważa, że lekarze i pielęgniarki POZ mają obecnie za dużo obciążeń biurokratycznych: - O wiele za dużo! Papiery powoli są zastępowane przez pliki elektroniczne, ale nie dotyczy to każdego aspektu leczenia, a nawet jeśli, to de facto nic się nie zmienia. Ubywa za to czasu dla chorych - mówi rzecznik Kolegium.

Również Jacek Krajewski, prezes FPZ, przyznaje, że biurokracja jest zmorą każdego lekarza POZ. Od wejścia pacjenta do gabinetu po sprawozdawanie wykonanej dla niego porady personel medyczny wciąż wypełnia dokumentację lub przesyła dane dalej.

- Niezależnie od jej formy - papierowej czy elektronicznej - lekarz musi zanotować pełny przebieg wizyty. Wszystkie konieczne przepisami dane z takiej wizyty są gromadzone i przesyłane do odpowiednich instytucji. Za tym idą papiery związane z wypisaniem recept, środków pomocniczych lub pielęgnacyjnych. Do tego mamy jeszcze procedury związane z przepisami o chorobach zakaźnych, oświadczenia pacjentów, zaświadczenia dla pacjentów - wymienia Krajewski.

W rezultacie - na co zwraca uwagę - czas poświęcony na wywiad, zbadanie pacjenta, analizę przypadku i wnioski z niej płynące jest krótszy niż czas potrzebny na odzwierciedlenie tego w wymaganej dokumentacji i sprawozdawczości.

Skarbnica danych

Bożena Janicka zgadza się, że nikt nie lubi nadmiernych obciążeń biurokratycznych i lekarze rodzinni pod tym względem nie są wyjątkami. Uważa jednak, że sprawozdawczość jest konieczna, jeżeli system ochrony zdrowia ma się zmieniać w oczekiwanych kierunkach.

- Do tego potrzebne są jednak obiektywne dane, których najwięcej dostarczyć mogą przychodnie POZ. To, w jakim stopniu obowiązki sprawozdawcze obciążać będą lekarzy, zależeć będzie od tego, jak te przychodnie są zarządzane. Tam, gdzie pracę lekarza rodzinnego wspomaga personel pomocniczy i dobry system informatyczny, może to być praktycznie niezauważalne. Inaczej będzie to wyglądać w praktykach jednoosobowych słabo zinformatyzowanych - wskazuje Janicka.

Czas wydaje się jedną z najbardziej deficytowych wartości w życiu i pracy lekarzy rodzinnych. Brakuje go im m.in. na szkolenia i kursy. Nie bez znaczenia są także koszty dokształcania się lekarzy.

Prezes Porozumienia Zielonogórskiego podkreśla, że lekarze POZ szkolą się po pracy, czyli najczęściej po godz. 18 lub w weekendy. W jego opinii uczestnictwo w szkoleniach po całym dniu pracy jest mało efektywne i ma na celu raczej przypomnienie lub aktualizację posiadanej wiedzy.

Natomiast wyjazdy weekendowe, jak podaje Krajewski, są związane z obecnością na kongresach naukowych lub dużych konferencjach, gdzie koszt opłaty kongresowej i pobytu w hotelu często przekracza możliwości budżetu lekarza POZ, szczególnie posiadającego niewielu pacjentów.

- Stąd część lekarzy wybiera tylko kilka najważniejszych wydarzeń naukowych i szkoleniowych w roku dla utrzymania swojej wiedzy lekarskiej na należytym poziomie - mówi prezes FPZ.

Nie zapominajmy

o kosztach

Prezes Janicka zwraca uwagę, że wyobrażenie o środkach finansowych pozyskiwanych przez lekarzy rodzinnych z kontraktów z NFZ to wynik tego, że media przekazują je opinii publicznej jako wynik mnożenia liczby deklaracji przez roczną stawkę kapitacyjną.

- Nie podają jednak, że tak wyliczona kwota to przychód praktyki, z którego lekarz musi opłacić pensje, ZUS i podatki zatrudnionego personelu. Koszty czynszu, prądu, systemów informatycznych, wody, telefonów, serwisowania i napraw sprzętu oraz wywozu nieczystości. Są też koszty zakupu leków, sprzętu jednorazowego i artykułów biurowych oraz utrzymania placówki dostępnej od godz. 8 do 18 we wszystkie dni robocze - wylicza Bożena Janicka.

Podkreśla, że lekarz musi też opłacić swoje kursy i szkolenia i - co najistotniejsze - wcale nie tanie koszty zastępstwa na czas swojej nieobecności.

- To właśnie z tych powodów nakłady na POZ powinny wynosić minimum 20% wszystkich kosztów świadczeń ochrony zdrowia finansowanych przez NFZ. W Polsce jesteśmy dalecy od tego, a zarobki lekarzy rodzinnych znacznie odbiegają - jak ostatnio podaje prasa - od zarobków ich szpitalnych kolegów. Mimo to w POZ pracują lekarze posiadający często kilka specjalizacji II stopnia, a zgodnie z podsumowaniem szkoleń przez izby lekarskie to właśnie lekarze POZ są najczęściej szkolącą się grupą lekarzy - podsumowuje prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum