Podstawowe problemy

Autor: Daniel Mieczkowski • • 12 lipca 2011 09:04

Choć jest ich już około 10 tys., to jednak lekarze rodzinni uważają, że aby zapewnić sprawne funkcjonowanie podstawowej opieki zdrowotnej (POZ), powinno ich być dwa razy tyle. Liderzy organizacji skupiających specjalistów medycyny rodzinnej podkreślają, że brak jest jasnej wizji rozwoju POZ w Polsce.

Podstawowe problemy
Zgłaszają potrzebę przygotowania ustawy regulującej tę część systemu ochrony zdrowia.

W rozmowie z Rynkiem Zdrowia Konstanty Radziwiłł, wiceprezes Naczelnej Izby Lekarskiej, zwraca uwagę na fakt, że koncepcja POZ nie została w naszym kraju opisana do końca.

Brakuje regulacji...

- Wydaje się, że potrzebna jest ustawa o POZ, a przynajmniej jakiś rozdział na temat POZ, np. w zapowiadanej ustawie o systemie ochrony zdrowia w Polsce - mówi.

Podobnie wypowiada się dr Maciej Godycki-Ćwirko, prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce (KLRwP). Zwraca uwagę na fakt, że mamy tylko ustawę o płaceniu za świadczenie zdrowotne, natomiast nie ma ustawy o podstawowej opiece zdrowotnej.

- Najlepiej by było, gdyby powstała ustawa o zdrowiu - dodaje. Precyzując, że chodzi o regulację, która w jasny sposób opisałaby system ochrony zdrowia w naszym kraju.

Jak tłumaczy nam Konstanty Radziwiłł, potrzebna jest regulacja precyzyjnie opisująca POZ i dająca szerokie kompetencje lekarzowi rodzinnemu, który ma pełnić rolę koordynatora systemu.

Według niego, państwo powinno także robić wszystko, żeby zapewnić stały dopływ wysoko wykwalifikowanej kadry. - Niestety, ani jedno, ani drugie nie jest do końca spełnione - stwierdza wiceprezes Naczelnej Izby Lekarskiej.

...i wizji POZ

Jak podkreśla dr Jacek Łuczak, pierwszy konsultant krajowy w dziedzinie medycyny rodzinnej i honorowy członek KLRwP, lekarze opowiadają się za takim modelem organizacji POZ, jaki funkcjonuje np. w Danii czy w Holandii. - Model duński jest oparty o budżet, natomiast holenderski o ubezpieczenia, jednak sama forma organizacji jest uniwersalna - tłumaczy dr Jacek Łuczak.

Jego zdaniem, w tych krajach konsekwentnie realizowane są pewne rzeczy, które w Polsce zostały rozluźnione. Wymienia wśród nich ciągłość opieki nad pacjentem, koordynację opieki w POZ czy koncepcję gate keepera (strażnika systemu).

- Chodzi między innymi o to, żeby pacjent poruszał się w systemie na podstawie skierowań od lekarza rodzinnego - mówi nam Jacek Łuczak. Uważa, że działania, które zwiększają ponad miarę liczbę świadczeń specjalistycznych, mijają się z celem. - Trzeba leczyć dobrze, poprawiać zdrowie Polaków, a nie zwiększać liczbę świadczeń.

Konstanty Radziwiłł zwraca uwagę, że nieunikniona specjalizacja w leczeniu, a zatem również nieciągłość opieki nad pacjentem, wymaga od czasu do czasu scalenia. - Dobrze wykształcony, z szerokimi kompetencjami lekarz rodzinny ma szansę spełnić tę rolę - uważa Radziwiłł.

Według niego, lekarz rodzinny może - w pewnych granicach - zajmować się całością opieki nad pacjentem. Ma być nie tylko tym, który leczy, ale może nawet przede wszystkim tym, który zapobiega chorobom. Jak podkreśla, znaczna część parametrów zdrowotnych, w tym oczekiwana długość życia, zależy od profilaktyki.

- To jest wyjątkowo efektywna droga do tego, żeby ludzie byli zdrowsi, żyli dłużej, mniej chorowali na choroby, którym można zapobiegać lub które można wcześniej wykrywać - twierdzi Konstanty Radziwiłł. Jak dodaje, nie bez znaczenia jest fakt, że jest to najtańsza forma leczenia, dostępna jedynie na poziomie POZ.

Zadania strażnika

Dr Maciej Godycki-Ćwirko wyjaśnia bliżej koncepcję lekarza rodzinnego jako wspomnianego strażnika systemu: - Określenie to oznacza, że lekarz rodzinny niejako stoi u drzwi do innych miejsc w systemie ochrony zdrowia.

Z jednej strony wyłapuje tych pacjentów, którzy potrzebują przejść przez te drzwi, z drugiej zatrzymuje tych, którzy przez te drzwi przejść nie muszą. Pociąga to za sobą wiele konsekwencji - tłumaczy prezes KLRwP.

Według niego, podstawowa konsekwencja braku takiej osoby stojącej przy wejściu do systemu ochrony zdrowia to utrata znacznej części ekspertyzy na poziomie specjalistycznym. Bez "strażnika systemu" specjalista obsługuje wszystkich - tych samych pacjentów, których przyjmuje lekarz rodzinny; w efekcie, zdaniem dr. Godyckiego-Ćwirko, przestaje być ekspertem. - A przecież rolą specjalisty jest zajęcie się przypadkami, którymi nie jest w stanie zająć się lekarz w POZ - dodaje.

Doc. Adam Windak, wiceprezes KLRwP, przekonuje, że powinniśmy stopniowo dochodzić do docelowego modelu organizacji POZ, w którym każdy Polak będzie miał swojego lekarza rodzinnego. Podkreśla, że jeżeli dobrze funkcjonuje POZ, wówczas pozostałe składowe systemu ochrony zdrowia mają znacznie ułatwione zadanie i mogą być efektywniejsze. - W Polsce POZ jeszcze nie może dobrze funkcjonować, skoro zaledwie około 50% lekarzy w podstawowej opiece to specjaliści medycyny rodzinnej, a reszta to lekarze innych specjalności - uważa Windak.

Jak jest naprawdę

Konstanty Radziwiłł podkreśla, że mamy obecnie do czynienia z sytuacją, w której podstawowa opieka zdrowotna nie jest skonstruowana tak, jak powinna wyglądać, ale raczej jest wynikiem jakiejś chwiejnej równowagi interesów różnych grup nacisków.

- Koncepcja funkcjonowania POZ rozmywa się ze względu na różne naciski o charakterze lobbystycznym ze strony środowiska pediatrów czy internistów - stwierdza wprost doc. Adam Windak.

Jego zdaniem, lekarze tych specjalności chcieliby doprowadzić do swego rodzaju dualizmu w organizacji POZ, czyli możliwości sprawowania podstawowej opieki zdrowotnej zarówno przez internistę czy pediatrę, jak i lekarza rodzinnego. - Wydaje mi się, że to wynika z głębokiego niezrozumienia funkcji lekarza rodzinnego - uważa Adam Windak.

Według doktora Jacka Łuczaka, liczba świadczeń specjalistycznych nadmiernie narasta, co jest spowodowane faktem, że nie ma wymogu skierowania do wielu specjalistów. Jak tłumaczy, taki wymóg jest przez pacjentów odbierany często jako zagrożenie dostępności świadczeń.

- Władze starają się ten dostęp poszerzać, jednak w efekcie następuje powiększenie liczby świadczeń niepotrzebnych.

Od tak rozumianej dostępności nie przybywa zdrowia; ten, kto poszedł 10 razy do lekarza, nie jest zdrowszy od osoby, która do lekarza poszła raz - stwierdza Jacek Łuczak.

Zdaniem Macieja Godyckiego-Ćwirko, POZ jest utrzymywana na etapie rozwoju, w którym tylko pewne świadczenia są zapewniane. - To są najczęściej świadczenia lecznicze w prostych stanach.

Znacznie gorzej jest już, jeżeli weźmiemy pod uwagę choroby przewlekłe, nie jest dobrze w obszarze działań profilaktycznych - zauważa Jak tłumaczy, ten stan wiąże się z faktem, że lekarze mają za duże listy pacjentów, otrzymują za niskie wynagrodzenia.

- Poza tym pewne rzeczy, które lekarze rodzinni mogliby robić w systemie ochrony zdrowia, są dla nich niedostępne i realizowane np. w poradniach specjalistycznych czy szpitalach, jednak znacznie drożej - uważa prezes KLRwP.

- Jeżeli lekarz ma bardzo dużo przyjęć w gabinecie, to brakuje mu czasu na zaangażowanie w inne sfery działalności, a przecież chcemy, żeby podejmował dodatkowe działania - mówi Jacek Łuczak.

Namawia do skracania list pacjentów oraz zwiększania kompetencji, jak również zadań w sferze zdrowia publicznego.

Nieatrakcyjna specjalizacja?

Konstanty Radziwiłł także zaznacza, że w Polsce jest ponad 20 tys. lekarzy POZ, natomiast lekarzy rodzinnych jest około 10 tys. Oznacza to, że ponad połowa miejsc w POZ zajmowana jest przez lekarzy o innych specjalnościach - internistów, pediatrów czy też lekarzy bez specjalizacji.

Środowisko lekarzy rodzinnych zgodnie twierdzi, że jest ich zbyt mało.

Z drugiej strony zarówno Adam Windak, jak i Maciej Godycki-Ćwirko podkreślają, że mimo iż powinno być 20 tys. specjalistów z dziedziny medycyny rodzinnej, aby obsłużyć całą POZ, to liczba 10 tys. nie jest mała i stanowi dużą siłę.

- Specjalizacja z medycyny rodzinnej jest drugą pod względem liczebności lekarzy w Polsce - zauważa Konstanty Radziwiłł.

Dodaje jednocześnie, że medycyna rodzinna nie jest, niestety, atrakcyjnym wyborem dla młodych ludzi kończących studia. Według niego, ciągle pokutuje swego rodzaju kult wąskich specjalności, za co odpowiadają uczelnie medyczne. - Powinny przekazywać swoim studentom inny obraz medycyny rodzinnej - uważa Konstanty Radziwiłł.

Jak informuje, ze statystyk wynika, że w Polsce na 100 tys. lekarzy około 25%, a może nawet więcej, powinno pracować w POZ. - Oznacza to, że na uczelniach medycznych taki odsetek studentów powinien wybrać medycynę rodzinną - dodaje wiceprezes NIL.

Powstaje pytanie - w jaki sposób 1/3 studentów zachęcić, żeby wybrali taką specjalizację?

Kształcenie częścią strategii

Zdaniem dr. Macieja Godyckiego-Ćwirko, proces kształcenia lekarzy rodzinnych powinien być częścią strategii ogólnej polityki zdrowotnej, której, niestety, nie ma.

Doc. Adam Windak przyznaje, że specjalizacja z medycyny rodzinnej jest trudna, dlatego młodzi ludzie, aby ją podejmować, muszą mieć wyraźny sygnał, że to jest właśnie sposób, w jaki w przyszłości funkcjonowaliby oni w POZ. - Brakuje jednak tego jasnego sygnału, zachęty dla młodych lekarzy do podejmowania tej specjalizacji - uważa doc. Windak.

Jednocześnie zwraca uwagę na fakt, że obecnie znacznie łatwiej jest funkcjonować w POZ, opiekując się np. samymi dziećmi jako pediatra czy być tylko internistą.

- To dzieje się ze szkodą dla całego systemu i dla lekarzy, którzy przygotowując się do dalszej kariery zawodowej w podstawowej opiece zdrowotnej, niekoniecznie robią to w optymalny sposób.

Wydaje się więc, że nacisk na kształcenie lekarzy rodzinnych powinien być większy - tłumaczy Adam Windak.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum