Katarzyna Rożko | 26-01-2011 09:16

Po pierwsze rozmowa

Uczestnicy szkoleń nie chcą suchego odtwarzania wiedzy. Wszyscy lubią dyskusję, nawet jeśli sami się do niej nie włączają...

Lekarze, menedżerowie placówek medycznych oraz osoby łączące te zawody zgodnie przyznają, że szkolenia, kursy, konferencje w dziedzinie szeroko rozumianej ochrony zdrowia są na coraz wyższym poziomie.

Szczególnie od strony organizacyjnej.

Firmy szkoleniowe dbają o to, by spotkania odbywały się w odpowiednich do tego celu wnętrzach, z dobrą wentylacją, nagłośnionych i oświetlonych; zapewniają materiały i poczęstunek. To już standard. Wpadki zdarzają się rzadko i zwykle dotyczą źle zaplanowanych, nudnych wykładów.

Wiele osób podkreśla, że w tym zakresie wiele jeszcze można poprawić. Nikt nie chce suchego odtwarzania wiedzy.

Wszyscy lubią dyskusję, nawet jeśli sami się do niej nie włączają.

Dwie grupy

Dr Iwona Rajca-Biernacka, dyrektor Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Opolu, uczestniczyła w szkoleniach dotyczących m.in. zarządzania placówkami ochrony zdrowia, diagnostyki laboratoryjnej, transfuzjologii, zdrowia publicznego. Najbardziej ceni sobie wykłady połączone z dyskusją.

- Mam doświadczenie zarówno jako uczestnik szkoleń, prelegent, jak i organizator.

Z moich obserwacji wynika, że dyskusja jest koniecznym dopełnieniem wykładu - mówi dr Iwona Rajca-Biernacka.

Zwraca uwagę, że uczestnicy szkoleń wyraźnie dzielą się na dwie grupy: tych, którzy dyskutują publicznie oraz tych, którzy wolą rozmowy w kuluarach.

- Ważne, by obie grupy miały możliwość nawiązania rozmowy z wykładowcą.

Bardzo często okazuje się, że indywidualna rozmowa uczestnika szkolenia z wykładowcą to element, na którym uczestnikom szkolenia bardzo zależy i który często przynosi rozwiązanie problemów - dodaje dyrektor Rajca- Biernacka.

Artur Krawczyk, prezes Płockiego Zakładu Opieki Zdrowotnej, uważa nawet, że wykłady powinny ustępować miejsca dyskusji. Jako przykład podaje szkolenie z marketingu w sektorze usług medycznych, w którym wziął udział w 2010 roku.

- W programie było wielu prelegentów, ale wystąpienia trwały po 20 minut. Były to zwięzłe prezentacje, po nich dyskusja. To było szkolenie, z którego nie chciało się wychodzić. Mimo że kończyło się w piątek po południu, uczestnicy zostali w komplecie do końca - podkreśla Krawczyk.

Krzysztof Bączek, neurolog, prezes NZOZ Przychodnia Lekarska Elmed w Szczytnie, zwraca uwagę, że ważna jest też jakość dyskusji: - Standardowy program szkolenia, kursu czy konferencji wygląda tak: wykład, dyskusja, wykład, dyskusja. Ale zapytajmy, co to za dyskusja? Kiedy na sali siedzi kilkaset osób, pojawiają się jakieś pytania i jakieś odpowiedzi. I tyle. O prawdziwej dyskusji możemy mówić wtedy, gdy kilkanaście osób usiądzie razem i może ze sobą porozmawiać, spierać się - przekonuje Krzysztof Bączek.

W jego opinii, najlepsze szkolenia to takie, podczas których nie ma pośpiechu, nie ma napiętego programu, jest czas na prawdziwą rozmowę.

Wykłady

Na napięty program zwraca też uwagę Grzegorz Boryczka, młody lekarz, na półmetku specjalizacji w dziedzinie chorób wewnętrznych, pracujący w jednej z klinik Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Uczestniczy w szkoleniach obowiązkowych w ramach specjalizacji oraz różnorodnych płatnych i bezpłatnych kursach, warsztatach, konferencjach.

W jego opinii, czymś, co zakłóca dobry odbiór szkolenia, jest skoncentrowanie zbyt dużej liczby wykładowców i ilości informacji w zbyt krótkim czasie.

- Pierwsi wykładowcy, przedłużając czas zaplanowany na swoje wystąpienia, powodują, iż kolejni rozmówcy mają go coraz mniej, więc na pewne wiadomości go już nie wystarcza. W efekcie często brakuje czasu na dyskusję. Organizatorzy powinni dostosować czas szkolenia do ilości materiału i umiejętnie rozplanować przerwy - wskazuje Boryczka.

Wojciech Buczyński, lekarz pracujący na oddziale wewnętrznym i w ratownictwie medycznym, podkreśla, że miał szczęście uczestniczyć głównie w dobrze przygotowanych szkoleniach i kursach.

- Wykłady były połączone z przykładami, konkretnymi historiami chorób, można było skorzystać z tej wiedzy przy pisaniu egzaminów czy przygotowaniu pracy naukowej. Być może sukces leży w starannym doborze szkolenia. Zwracam uwagę na temat, ale równie ważny jest dla mnie ośrodek, który szkolenie prowadzi. To kryterium wyboru jeszcze mnie nie zawiodło - zapewnia Wojciech Buczyński.

Uwagę dr Iwony Rajcy-Biernackiej w pierwszej kolejności przyciąga tytuł szkolenia. Na podjęcie decyzji co do uczestnictwa decydujący wpływ ma jednak szczegółowy program szkolenia oraz osoba wykładowcy.

Dobór prelegentów

- W przypadku wątpliwości związanych z mało szczegółowym opisem przedmiotu szkolenia, zdarza się nawet, że dzwonię do organizatorów, aby upewnić się, czy planowana tematyka jest zgodna z moimi oczekiwaniami. Mimo tego czasem jestem rozczarowana, ponieważ zdarza się, że wykład jest bardzo teoretyczny, zawiera tylko przedstawienie przepisów prawnych bez szerokiego omówienia aspektów ich stosowania praktycznego - mówi dr Rajca-Biernacka.

Z kolei Artur Krawczyk wybiera tylko spośród tych szkoleń/kursów, które mogą coś wnieść do jego pracy. Przede wszystkim te prowadzone przez praktyków - ludzi, którzy są blisko branży i znani są ze swoich osiągnięć.

- Wartość wielu szkoleń, poza ładnym hotelem i dobrym cateringiem, jest niewielka. Nie jest też dla mnie argumentem, że szkolenie jest bezpłatne.

Jeśli szkolenie jest dobre, chętnie zapłacę, a na te, które nic nie wnoszą, szkoda mi czasu - zaznacza.

Jego zdaniem, istotnym elementem jest nie tylko temat szkolenia, ale i dobór grupy, do której zostało skierowane.

- Ważne jest, by organizując szkolenie, forum, konferencję, skupić grupy, które mają do czynienia z podobnymi wyzwaniami. Uczestniczyłem ostatnio w szkoleniu, na którym byli samorządowcy oraz dyrektorzy szpitali samorządowych i skomercjalizowanych, takich jak nasz.

Zebrano w jednym miejscu osoby o zupełnie innym sposobie myślenia, nie przedstawiono konkretnych problemów, pojawili się za to byli ministrowie zdrowia, którzy opowiadali o tym, czego nie udało się im wprowadzić. Dla mnie to były stracone dwa dni - wspomina prezes Krawczyk.

Unikać przesadnej ogólności

Prezes Krzysztof Bączek zwraca uwagę, że mankamentem większości szkoleń, szczególnie tych związanych z zarządzaniem w ochronie zdrowia, jest bazowanie na dużym poziomie ogólności.

- Trzeba zadać sobie pytanie, czy uczestnictwo w tym szkoleniu rozwiąże problemy w naszej firmie, czy przyniesie jej jakieś korzyści, czy na pewno zadowoli nas porcja ogólnej wiedzy na dany temat? Aby szkolenie było efektywne, warto zaprosić szkoleniowca do firmy, przedstawić mu problemy, a program szkolenia dostosować do ich rozwiązania. Bez zdiagnozowania problemu szkolenie jest często oderwane od tematu, a na poruszenie konkretów zostaje jedynie czas dyskusji - stwierdza Krzysztof Bączek.

Lekarz Wojciech Buczyński podkreśla, że wykłady powinny być jasne, przejrzyste, pozbawione kwiecistego stylu i nadmiernej informacji naukowej.

- Niestety, najsłabszym punktem szkolenia potrafi być wykładowca. Żeby dobrze wykładać, trzeba mieć do tego zacięcie, iskrę. Temat może być bardzo ciekawy, ale jeśli jest beznamiętnie przekazywany, nawet najwytrwalsi słuchacze potrafią się znużyć. Liczy się osobowość wykładającego, ale i jego umiejętności w zakresie przekazywania wiedzy. Niestety, bywa, że wykład polega na tzw. czytaniu ze slajdów. Taki kurs mógłby być swobodnie umieszczony w internecie, dla uczestników to strata czasu - mówi Buczyński.

W podobnym tonie wypowiada się Krzysztof Bączek. - Dobry prelegent nie czyta slajdów, a opowiada! I nie przypomina spraw oczywistych. Ważna jest też proporcja wiedzy do przykładów.

Kto zapamięta wykresy, tabele czy dwanaście punktów zagadnień?

Ale przykłady już tak - jesteśmy sobie w stanie je przypomnieć nawet po wielu latach - zaznacza lekarz.

Przypomnieć pomagają też materiały przygotowane przez organizatorów szkoleń. Lekarz Grzegorz Boryczka lubi, gdy materiały są rozdawane na początku szkolenia, kursu czy wykładu.

- Najpraktyczniejsze są te w formie papierowej. To pozwala mi dobrze zapamiętywać oraz zapisywać ważne informacje. Przyswajanie wiedzy ułatwiają też multimedia, wizualizacja danych. Prawie wszystkie szkolenia są bardzo dobrze przygotowane od tej strony - uważa młody lekarz.

Dr Iwona Rajca-Biernacka również chętnie korzysta z materiałów papierowych, robiąc notatki podczas wykładów.

- Bardzo pozytywnie oceniam jednak fakt, gdy organizator udostępnia uczestnikom materiały z wykładów na nośniku elektronicznym. W zarządzanej przeze mnie jednostce osoby uczestniczące w szkoleniach zewnętrznych są zobowiązane do przeszkolenia pozostałych pracowników, wykonujących podobne zadania. Materiały w formie elektronicznej znacznie to ułatwiają - wyjaśnia dyrektor opolskiej stacji krwiodawstwa.

Arturowi Krawczykowi, prezesowi płockiej lecznicy, nie zależy na materiałach: - Jeśli po prezentacji/wykładzie toczy się dynamiczna dyskusja, to można potraktować ją jako warsztat, a notatki z warsztatu, podczas którego pytam o konkretne, interesujące mnie rzeczy, nie są mi niezbędne.

Tego samego zdania jest Krzysztof Bączek. Jak podkreśla, nie przywiązuje uwagi do materiałów, szczególnie jeśli są to jedynie streszczenia wykładów.

Certyfikaty

Po szkoleniach, kursach, konferencjach zostają nie tylko materiały, ale i certyfikaty.

Na ile są ważne dla ich uczestników? To zależy. Głównie od tego, na jakim etapie kariery znajdują się uczestnicy szkoleń.

Jak przyznaje Grzegorz Boryczka - lekarz na półmetku specjalizacji - obecnie najważniejsze jest dla niego uzyskanie jak największych umiejętności i wiedzy specjalistycznej, pozwalających samodzielnie w przyszłości pracować jako specjalista.

- Certyfikaty i zaświadczenia liczą się, gdyż są oficjalnym potwierdzeniem przysługujących mi uprawnień, a co za tym idzie pozwalają pracować w coraz szerszych obszarach medycyny - mówi Boryczka.

Dla dr Rajcy-Biernackiej certyfikaty nie są ani podstawą, ani zachętą, żeby wziąć udział w szkoleniu; są jedynie udokumentowaniem faktu udziału w szkoleniu.

- Natomiast jako pracodawca podczas zatrudniania pracowników biorę pod uwagę posiadane certyfikaty, zaświadczenia o ukończonych kursach, gdyż świadczą one o tym, że kandydat do pracy dba o podnoszenie swoich kwalifikacji - podkreśla Iwona Rajca- Biernacka.

Krzysztof Bączek, również pracodawca, nie zwraca uwagi na certyfikaty, a na to, jakie doświadczenie ma kandydat i w rozmowie stara się jego wiedzę zweryfikować. Swoje certyfikaty zbiera, ale nie wiesza ich na ścianach... Podobnie jak prezes Artur Krawczyk.

- Nie zależy mi na certyfikatach ze szkoleń i kursów. Chociaż... Byłem ostatnio na szkoleniu dla neonatologów, gdyż chciałem znaleźć tam specjalistę do naszej placówki i mimo że nie jestem lekarzem, dostałem certyfikat zatytułowany "lek. med. Artur Krawczyk". I ten zostawiłem sobie na pamiątkę - uśmiecha się prezes płockiej lecznicy.