Po co komu RUM w tej formie?

Autor: Bęben Andrzej • • 15 maja 2008 17:29

Rozmowa z Markiem Wesołowskim, prezesem spółki UHC

- Nie obawia się pan, że gdy spełnione zostaną żądania płacowe lekarzy, pielęgniarek i innego personelu medycznego, to może zabraknąć pieniędzy na informatyzowanie szpitali?

- Sądzę, że w takiej sytuacji jest to - na krótki okres - całkiem możliwe. Jeżeli NFZ i Ministerstwo Zdrowia przerzuciły odpowiedzialność za finansowanie tychże podwyżek na szpitale, to ich dyrektorzy wiedzą, że nie mogą prowadzić placówek, nie mając lekarzy i pielęgniarek. Dyrektorzy wiedzą natomiast, że szpitale mogą jako tako funkcjonować, nie mając systemu informatycznego.
Z pewnością ruchy finansowe w płacach personelu medycznego spowodują mniejsze zainteresowanie inwestowaniem w informatykę medyczną.

- Czy to już się dzieje?

- Tak. To zjawisko już trwa. Wyraźnie to widać w naszych kontaktach ze szpitalami. Częstokroć słyszymy, że proponowane rozwiązanie informatyczne jest ciekawe i przydatne dla danej placówki, ale nie mam - mówi taki dyrektor - zabezpieczenia finansowego, bo miałem wydatki na płace, więc nie mogę ogłosić przetargu. Koniec. Kropka. Samo życie.

- A nie sądzi pan, że w życiu to różnie bywało? Nie było chyba nigdy u nas hurra-zainteresowania informatyzacją, a jeśli już, to częściej w werbalnych oświadczeniach managementu niż w realnych działaniach...

- W życiu bywało, tak jak bywało... Realne zastosowanie zainstalowanych systemów informatycznych, śmiem twierdzić, jest szczątkowe. Co to oznacza? Istnieje system mający n-funkcji, jest wykorzystywany w dziesięciu procentach, a bywa, że i jeszcze w mniejszej części.

- A skąd taka jazda jedną dziesiątą pary? Użytkownicy nie chcą, czy nie potrafią korzystać z pełni możliwości takiego systemu?

- To jest pochodną samej technologii zarządzania. Tłumaczy się dyrektorowi X tak: system jest w stanie pokazać, jakie pan ma koszty wykonania każdej procedury rozliczanej z NFZ. W odpowiedzi możemy usłyszeć: Po co mi wiedza o kosztach, skoro mam nadwykonania, zatem i tak nie mogę rozliczyć tego, co robię, więc nie dostanę więcej pieniędzy, niż Fundusz chce mi dać. Tłumaczymy, że zawsze jest sens liczyć, choćby po to, aby wiedzieć, w którą stronę dyrygować. Jeśli nie można uzyskać więcej od płatnika - wyjaśniamy - to trzeba zmniejszyć zakres swojej działalności i obniżyć koszty. Względnie, jeśli istnieje taka możliwość, należy negocjować z NFZ, ale bazą do wszystkich takich działań jest znajomość kosztów, a taką system zapewnia.

- Może ta wiedza zbyt wiele kosztuje?

- Tak, na początku trzeba stracić, czyli zainwestować, by później zyskać. Niewiele szpitali stać na taką inwestycję, tym bardziej że oferujemy nasze systemy również w formie outsourcingu, czyli w ramach opłaty niczym jak za taksówkę; płacisz za tyle, ile jedziesz. Problem leży jednak zupełnie gdzie indziej. Proszę zwrócić uwagę, kiedy zaczęły się strajki lekarskie? A wówczas, gdy w mocny sposób, mówiąc kolokwialnie, dorwano się do lekarzy. W momencie, gdy skończyły się dodatkowe dochody lekarzy, zaczęły się strajki lekarzy. I taki jest fakt, abstrahując od wszelkich moralnych ocen.
Co to ma do przedmiotu naszej rozmowy? Już wyjaśniam... Zatem, jeżeli uszczelnimy system obiegu informacji i tym samym wydatkowania pieniędzy w obrębie szpitala, to wielu ludzi na tym najzwyczajniej straci.
Wykonaliśmy swego czasu w szpitalu X proste zestawienie. Porównaliśmy listę zleceń, listę nazwisk szpitalnych pacjentów, którzy mieli wykonane badania laboratoryjne w szpitalu, z realną listą pacjentów przebywających w tej placówce. Wyszło dwadzieścia procent różnicy! To oznacza, że wszystkie okoliczne gabinety prywatne korzystają ze szpitalnego laboratorium na zasadzie: miło mi pana widzieć w moim gabinecie, a na badania to zapraszam do siebie, do szpitala! Zamknięcie takiego wentyla skutkuje buntem, uzasadnionym zresztą, bo pensje lekarzy i pielęgniarek są za małe.

- Nie tylko politycy, ale i system informatyczny może położyć tamę takim dodatkowym źródłom dochodu?

- Oczywiście, że będzie taką tamą, jeśli tylko jest dobrze stosowany. W takim przypadku będzie przez pewne grupy uważany za zły i zbędny, za maszynę zagrażającą interesom tych czy innych ludzi. Niszczenie maszyn przerabialiśmy już w historii i postępu ono nie powstrzymało, bo emocje ludzkie nie mają nic wspólnego z logicznym myśleniem. Zawsze pojawia się pewien opór przed nowością, dlatego rozumiem doktora X i pielęgniarkę Y, którzy, będąc przed sześćdziesiątką, nagle zmuszani są do użytkowania nieznanego im wcześniej urządzenia, gdzie nieumiejętność korzystania z komputera może skutkować nadwyrężeniem zawodowej pozycji.

- Jak przełamać obawy, skoro już od kilkunastu lat informatyzuje się - w mniejszym lub większym stopniu - szpitale i przychodnie?

- Zarząd szpitala musi być na tyle, że się tak wyrażę, światły, iż przekona i zmotywuje pracowników do użytkowania systemu. Oni muszą zrozumieć, że wprowadzenie do jednostki rozwiązania informatycznego to nie jest skopiowanie papierowej, dotychczasowej wersji obiegu informacji. Muszą wiedzieć, że "nowe" zmienia system pracy i konieczne będzie przeorganizowanie jednostki... Inaczej będzie wyglądała rejestracja pacjenta i jego obsługa, aby od tego zacząć i na tym poprzestać. I przeciw temu jest opór. Tak to jednak jest, że jak osoba stoi w lesie, to nie widzi go wkoło, dostrzega tylko najbliższe drzewa, które nagle mu się zmienia!

- Można odnieść wrażenie, że totalnej informatyzacji boją się nie tylko zwykli zjadacze chleba. A politycy? Tyle się mówi o e-Rejestrze Usług Medycznych i co?

- Jeżeli skonstruujemy e-RUM - którego, w tej formie, jestem przeciwnikiem
- to zapytam się: jak on ma być użyty? Rozumiem, że ma służyć lepszemu zarządzaniu pieniądzem wydatkowanym na opiekę zdrowotną. Finalny efekt wysoko poziomowy jest taki, że jakość i długość życia mają być poprawione. Od RUM-u i kilku innych statystyk związanych z zachorowalnością dochodzimy do koszyka świadczeń gwarantowanych.
Obojętnie, co o nim mówił minister Religa, a teraz mówi minister Kopacz, to dla wszystkich jest oczywiste, że jego istotą jest gradacja potrzeb, a co za tym idzie, również i wydatków na ich zaspokojenie.
RUM jest wtedy realny, jeśli jest oparty na rzetelnie zebranych danych. Za rzetelne zbieranie nagradza się, za nierzetelne należy się kara. A z tego wynika, że jedyne rzetelne dane będzie zbierał... płatnik, bo jeśli druga strona będzie go oszukiwała, to on pogrozi jej palcem. Co więcej - informacje, które aktualnie są przekazywane do NFZ, w pełni wystarczają. Nie ma więc potrzeby tworzenia nowych narzędzi do zbierania danych, skoro obecnie dostarczane są najzupełniej wystarczające; trzeba je jedynie poddać analizie. Mówiąc w skrócie: mając realne źródło wiedzy, można konstruować system rozliczeniowy i czy zostanie zamknięty w postaci procedur NFZ, DRG, czy HRG jest absolutnie wtórne, bo mamy rzetelną bazę danych.

- Trzeba chcieć, a może trzeba zmusić się do ich wykorzystania. Wiadomo, że UHC dysponuje ogromną bazą zdjęć radiologicznych. Ktoś ją wykorzystuje?

- W naszych systemach leży około półtora miliona takich zdjęć wraz z opisami.
Nikt ich nie analizuje, choć ilość zgromadzonej wiedzy jest niewyobrażalna. Dlaczego - bo nie tak dawno jeszcze zawsze były one w formie papierowej i nie było sposobu, aby je przerobić szybko, tanio i rzetelnie. Powiem na koniec, że takie bazy to nie tylko źródło wiedzy, ale i wymiernych oszczędności, czyli tego, co współtworzy dobrą medycynę!

UHC jest częścią międzynarodowego holdingu CompuGROUP dostarczającego systemy medyczne w całej Europie. Holding skupia kilkadziesiąt firm wNiemczech, Francji, Czechach iPolsce, zatrudniając ponad 950 osób; roczne obroty przekraczają 112 mln euro. Systemy szpitalne holdingu obsługują 1,8 mln pacjentów.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum