Pierwsza w historii Państwowej Inspekcji Sanitarnej kontrola obejmująca prewencję zakażeń szpitalnych, czyli m.in. ocenę procedur: Skoro jest u nas nieźle, to dlaczego... jest źle?

Autor: Anna Lenar • • 24 maja 2008 18:47

Można sobie wyobrazić sytuację, w której personel medyczny myje ręce jedynie dwa razy dziennie? Z trudem, ale można, jeśli pomyśli się o polskich szpitalach. Fakt ten wyszedł na jaw przy okazji kontroli przeprowadzonej przez Państwową Inspekcję Sanitarną (PIS) w szpitalach województwa mazowieckiego, wszystkich w kraju stacjach dializ i oddziałach położniczych, noworodkowych oraz zespołach porodowych.

Należy przy tym dodać, że była to pierwsza w historii PIS kontrola nastawiona na prewencję zakażeń szpitalnych, czyli ocenę procedur i stanu wyposażenia personelu medycznego. Oznaczało to kontrolę procesów dezynfekcji, sterylizacji, higieny rąk. Do tej pory przeprowadzano coroczne inspekcje dotyczące tylko stanu sanitarno-technicznego szpitali. Poza oczywiście kontrolami interwencyjnymi.
Ten ostatni sprawdzian też można zresztą potraktować jako swoistą interwencję wywołaną wydarzeniami, o których niedawno rozpisywały się wszystkie gazety. Jak powiedział Andrzej Wojtyła, Główny Inspektor Sanitarny, kontrola stacji dializ została przeprowadzona w związku z wystąpieniem w woj. wielkopolskim ogniska zakażeń wirusowym zapaleniem wątroby typu C.
Kontrola oddziałów noworodkowych była natomiast odzewem na sygnały o pojawiających się w różnych częściach kraju zakażeniach noworodków. Mazowsze wybrano dlatego, że skupia 15% polskich szpitali, a w każdym powiecie jest stacja sanitarno-epidemiologiczna, więc z punktu widzenia technicznego kontrola była łatwa.

My i świat

- Są szpitale, które działają znakomicie, a te, co do których mamy zastrzeżenia, nie działają tak źle, aby je zamykać ze względu na zagrożenie życia i zdrowia pacjentów - powiedział podczas konferencji prasowej Andrzej Wojtyła.
Podsumowując dalej wyniki kontroli stwierdził, że największym problemem w polskim szpitalnictwie jest przenoszenie przez personel medyczny zakażeń z pacjenta na pacjenta (patrz - wspomniane mycie rąk...). Andrzej Wojtyła zapowiedział od razu, że kolejne kontrole będą zwracały szczególną uwagę na fakt wykorzystania środków dezynfekcyjnych i należy się liczyć z konsekwencjami, gdyby sytuacja się nie poprawiła.
Równym problemowi "brudnych rąk" jest zbyt mała liczba badań mikrobiologicznych.
W polskich szpitalach wynosi ona średnio 5-20 badań rocznie na łóżko, podczas gdy średnia europejska to minimum 50 badań na łóżko. Oczywiście koreluje z tym niska wykrywalność zakażeń - w Polsce zgłaszanych jest ich ok. 1,5%, a w USA - aż 10%.
- Diagnostyka mikrobiologiczna jest zbyt rzadko stosowana w szpitalach, w związku z tym nie może być mowy o racjonalnej antybiotykoterapii. Le karze leczą na oślep, co ma swoje konsekwencje nie tylko medyczne, ale i ekonomiczne - mówiła podczas konferencji profesor Waleria Hryniewicz z Narodowego Instytutu Leków.
Dodała, że taki przypadkowy sposób leczenia antybiotykami wynika z braku dyscypliny lekarzy, ale także ze stosowania tzw. wolnej diagnostyki, w której wyniki dostępne są po 2-3 dniach.
Szybka diagnostyka jest kosztowna i kłopotliwa, bo na ogół w szpitalach nie ma laboratoriów mikrobiologicznych pracujących 24 godziny. Dobrze byłoby przy tym pamiętać, że - jak obliczyli fachowcy - każda złotówka wydana na badanie mikrobiologiczne daje 10 złotych oszczędności w leczeniu.

Sporo mankamentów

- Mankamentów stanu sanitarnego kontrolowanych szpitali, które niosą ryzyko zakażeń, jest więcej - twierdził Główny Inspektor Sanitarny. Raporty o zakażeniach są sporządzane na przykład tylko w 6 województwach, szwankuje metodologia kontroli zakażeń, komitety i zespoły zakażeń zakładowych powołane zostały wprawdzie w 90% placówek, ale w wielu były do tej pory bytem wirtualnym.
Brakuje także specjalistycznej kadry - epidemiologów.
W stacjach dializ kontrolerzy PIS doszukali się nieprawidłowości, które dotyczyły głównie braku procedur postępowania przeciwepidemicznego i planu higieny dla danej placówki.
Ponadto stwierdzili niedostateczną wiedzę personelu na temat owych procedur, a także… zbyt rzadkie mycie rąk lub mycie ich niezgodne z zasadami dekontaminacji.
Z raportu wynika także, że na jeden aparat sztucznej nerki przypada średnio 4,1 osoby, a obciążenie stanowiska wynosi 3-4 pacjentów. Stwierdzono również, że 38% (aż czy zaledwie?) stacji stosuje dializatory jednorazowego użytku. Za to personel przestrzega czasu koniecznego do właściwego przygotowania aparatu oraz stanowiska dializacyjnego dla kolejnego pacjenta.

Oddziały noworodkowe

Zaczynając od pozytywnych wniosków kontroli w 423 szpitalach, inspektorzy PIS stwierdzili, że zespoły ds. zakażeń szpitalnych starają się w miarę swoich możliwości poprawić stan sanitarny oddziałów noworodkowych przez tworzenie i odpowiednie sprawdzanie procedur sanitarno-higienicznych, bieżącą kontrolę stanu higienicznosanitarnego, szkolenie personelu w zakresie zapobiegania zakażeniom wewnątrzszpitalnym.
Jednocześnie kontrole wykazały wiele nieprawidłowości. Najważniejsze z nich to zbyt mała liczba badań mikrobiologicznych, słaba współpraca z ośrodkami referencyjnymi w zakresie lekooporności, co powoduje brak rozeznania w sytuacji epidemiologicznej. Wytknięto nieracjonalną politykę antybiotykową - sprzyjającą selekcji lekooporności i zwiększającą koszty hospitalizacji - a także małą liczbę zgłoszeń zakażeń szpitalnych, niskie wykorzystanie środków dezynfekcyjnych i, niestety, niedociągnięcia w dotrzymywaniu standardów procedur dezynfekcji i sterylizacji sprzętu medycznego.
Obserwuje się brak specjalistów zajmujących się w szpitalu kontrolą zakażeń (epidemiologów szpitalnych i pielęgniarek epidemiologicznych).
Nie bez znaczenia dla prawidłowego stosowania procedur, istotnych dla szerzenia się zakażeń, jest także niedobór personelu medycznego, szczególnie pielęgniarek i położnych na oddziałach noworodkowych.
W 14 szpitalach woj. mazowieckiego inspektorzy Państwowej Inspekcji Sanitarnej, przeprowadzający kontrole pod względem zakażeń wewnątrzszpitalnych, nie stwierdzili większych problemów, ale zaobserwowali - jak to określili - niepokojące zjawiska. Należą do nich: zbyt duża liczba pacjentów na niektórych oddziałach, mała ilość izolatek i personelu.
I dalej powtarzają się problemy znane z innych szpitali - rzadkie mycie rąk, słabe wykorzystanie diagnostyki mikrobiologicznej, niska zgłaszalność zakażeń wewnątrzszpitalnych, niedostateczna ilość automatycznych dezynfektorów, nieprzestrzeganie podstawowych zasad higieny.

Pilotaż do ustawy

Dodać należy, że tylko dwa szpitale posiadają certyfikat jakości obejmujący procedury medyczne (w Radomiu i Ostrołęce).
W przeciwieństwie do umiarkowanego optymizmu prezentowanego przez Państwową Inspekcję Sanitarną, jako potencjalni pacjenci szpitali uważamy, że nie dzieje się w nich najlepiej. Chociażby dlatego, że wiele sytuacji, które potęgują ryzyko zakażeń wewnątrzszpitalnych, wynika z lenistwa, beztroski, braku organizacji i dyscypliny. Pewnie podobnie sądzi Główny Inspektor Sanitarny i minister zdrowia, skoro kontrolę PIS potraktowano jako pilotażową do opracowania nowelizacji ustawy o zapobieganiu i zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych.
Miejmy nadzieję, że jej ostateczna wersja ujrzy już niedługo światło dzienne i do rozpoczęcia walki z zakażeniami szpitalnymi nie będą już potrzebne enuncjacje prasowe.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum