Pieniędzy na zdrowie zawsze będzie za mało

Autor: Piotr Wróbel • • 09 sierpnia 2019 14:39

Sprowadzanie dyskusji o wzroście wydatków na zdrowie do samych "magicznych" 6% jest o tyle nieprecyzyjne, że dla zobrazowania dostępności świadczeń istotniejsze jest to, ile pieniędzy wydajemy per capita na mieszkańca Polski w stosunku do Europy. A wydajemy - licząc w euro - dwa razy mniej. Skoro o tym wiemy, jak poprawiać system?

Pieniędzy na zdrowie zawsze będzie za mało
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Z ustawy przewidującej 6% wydatków PKB na zdrowie wynika, że przyjmując optymistyczne prognozy, można oczekiwać, iż w 2024 roku publiczne wydatki na zdrowie osiągną nominalnie prawie 170 mld zł. To bardzo duże pieniądze w zestawieniu z około 100 mld zł, jakie wydamy w 2019 r.

6% - ile to per capita?

W opinii ekspertów dyskusja o tym, czy 6% PKB na zdrowie w 2024 roku wystarczy, czy też okaże się kwotą za małą wobec potrzeb, wymaga oparcia się na twardych danych. - Nie oszacowaliśmy kwoty, która jest nam potrzebna, ponieważ nie zdefiniowaliśmy standardów zdrowia, jakie chcemy zabezpieczyć - zaznacza dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie, zastępca przewodniczącego rady Narodowego Funduszu Zdrowia.

Jak zgodzili się goście zasiadający w sesji "Finansowanie systemu ochrony zdrowia - sztuka wydawania pieniędzy" odbywającej się podczas XI Europejskiego Kongresu Gospodarczego (Katowice, 13-15 maja), dla wyliczeń istotniejsze niż operowanie 6% PKB jest to, ile pieniędzy wydajemy per capita na mieszkańca Polski w stosunku do Europy. Przy tym trzeba też pamiętać, że zarówno koszty pracy personelu medycznego, jak i technologii w kraju zaczynają wyraźnie zbliżać się do tych na rynku europejskim.

- Średnie wydatki per capita w Unii Europejskiej to 2 892 euro, a u nas 1341 euro i to jest miara, o której musimy pamiętać, prowadząc dyskusję - podkreślali eksperci.

Jak zwróciła uwagę prof. Aldona Frączkiewicz-Wronka, kierownik Katedry Zarządzania Publicznego i Nauk Społecznych Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, w ciągu ostatnich lat pieniędzy w ochronie zdrowia nieustannie znacząco przybywa, a mimo to Polacy, co wynika z badań opinii, są głęboko niezadowoleni z rezultatów. Środków ciągle jest za mało, a pacjenci skarżą się na kolejki.

Zdaniem profesor, uzupełnieniem dla finansowania systemu składkowego mogą stać się dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne (DUZ), tak jak w wielu krajach "starej" Unii Europejskiej, gdzie w 10-15% rynek świadczeń zdrowotnych jest zorganizowany w oparciu o takie właśnie rozwiązanie.

- Dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne wbrew opiniom pojawiającym się w mainstreamowej przestrzeni publicznej wcale nie negują zasad solidaryzmu społecznego, a wręcz odwrotnie - wzmacniają. Osoby, które zdecydują się na doubezpieczenie i skorzystają w oparciu o nie ze świadczenia, zwalniają kolejkę dla tych pacjentów, którzy mają mniejszą świadomość wartości ubezpieczenia swojego zdrowia, albo też dysponują słabszymi warunkami finansowymi - przekonywała.

Dodatkowe ubezpieczenia nadal bez zachęt

Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED i prezes zarządu Pracodawców Medycyny Prywatnej, zwróciła uwagę, że choć powstał rynek świadczeń abonamentowych, ubezpieczeń suplementarnych, to nawet w tym obszarze nie mamy rozwiązań, które zachęcałyby obywateli do zadbania o własne zdrowie, co długofalowo byłoby korzystne dla systemu. - W Rumunii od dwóch lat istnieje możliwość wrzucenia przez pracodawcę w koszty 400 euro, gdy finansuje programy dotyczące zdrowia, a pracownik nie płaci podatku dochodowego od takiego ubezpieczenia - podawała przykład, wskazując na możliwości pozyskania dodatkowych środków w systemie.

W uzupełnieniu prezes Anna Rulkiewicz dodała, iż bardzo cieszy rosnące publiczne finansowanie ochrony zdrowia, jednak w oparciu o doświadczenia innych krajów wiadomo, że i tak pozyskiwane środki, nawet w wysokości 6% PKB w 2024 roku, nie będą w stanie w pełni zaspokoić potrzeb. - Zacznijmy od zachęt finansowych dla dodatkowych ubezpieczeń i obserwujmy, jak reaguje system. Przecież nie oznacza to walki z koszykiem świadczeń gwarantowanych - zaznaczała.

Obecnie niedostatki finansowania systemu najbardziej odczuwają szpitale powiatowe. Jak mówił Mariusz Wójtowicz, członek zarządu Polskiej Federacji Szpitali, prezes zarządu Szpitala Miejskiego w Zabrzu Sp. z o.o., cieszy zatem niedawne skierowanie do szpitali I i II poziomu referencyjnego dodatkowych 680 mln zł po zmianie wycen procedur w internie i chirurgii ogólnej. Jak jednak przekonywał, sytuacja finansowa szpitali powiatowych nadal pozostaje trudna. - Dotąd nakłady, ze względu na już podpisane porozumienia płacowe i żądania podwyżek przez fizjoterapeutów, diagnostów laboratoryjnych i techników radiologii są zdecydowanie za małe i należałoby rzetelnie policzyć, ile tych środków tak naprawdę jest potrzebnych w systemie - apelował.

Tylko nie przejedzmy tych pieniędzy

Jak mówiła Klaudia Rogowska, dyrektor Górnośląskiego Centrum Medycznego im. prof. Leszka Gieca Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, jedną z kluczowych kwestii istotnych dla finansowania ochrony zdrowia jest właściwa systemowa wycena procedur i ustalenie akceptowalnego progu rentowności dla każdej z nich. Przyznała też, że pojawiające się w najbliższym czasie dodatkowe środki zostaną w szpitalu wykorzystane w pierwszej kolejności na wzrost wynagrodzeń m.in. personelu pozamedycznego, ponieważ oczekiwania w tym zakresie są bardzo duże.

- Nie obawiamy się konkurencji podmiotów z sektora medycznego, bo tu potrafimy sprostać oczekiwaniom rynkowym w zakresie wynagrodzeń, natomiast pojawia się też bardzo duża konkurencja ze strony innych sektorów gospodarki, co powoduje, że tam niemedyczny personel szuka lepiej płatnej pracy - mówiła dyrektor Rogowska.

Bartosz Sadowski, prezes zarządu American Heart of Poland SA, też podzielał pogląd, że pieniędzy w systemie ochrony zdrowia zawsze będzie nam brakowało. - Najważniejsze teraz, aby nie przejeść rosnących środków, ale wydać je na zwiększenie liczby usług medycznych - powiedział.

Bardziej racjonalnego wydatkowania upatrywał m.in. w zmniejszeniu liczby szpitali lub zmianie przeznaczenia łóżek. - Musimy się do tego mentalnie przygotować i przekonać, że nie wszędzie potrzebny jest szpital co 20 kilometrów, nas na to nie stać - argumentował. Dodał, że przy obecnych możliwościach komunikacyjnych ważniejsze jest, by pacjent otrzymał dobrej jakości świadczenie, o co powinien zadbać płatnik.

Alokacja środków

Fakt, że rozważanie o liczbie potrzebnych w kraju szpitali nie jest pozbawione podstaw potwierdzała pośrednio dr Małgorzata Gałązka- -Sobotka. - W ciągu miesiąca rozmawiałam z trzema starostami, którzy przyznawali, że choć podległe im szpitale mają ryczałt, problemem jest brak pacjentów. Świadczy to o tym, że albo profil szpitala nie jest dostosowany do potrzeb, albo taki podmiot zgodnie z prawami ekonomii nie powinien istnieć - powiedziała.

Zaznaczyła, że dysponujemy już narzędziami, które pozwalają wskazać, gdzie głównie należy alokować dodatkowe środki na zdrowie - to przede wszystkim kardiologia, onkologia, choroby mózgu. - Wiemy też, że musimy zabezpieczyć rehabilitację. To jest zarazem bardzo istotne zamówienie na zdrowie płynące z obszaru rynku pracy, bo to przecież osoby w wieku produkcyjnym, ale sprawne, pracujące, finansują sektor ochrony zdrowia - wyjaśniała ekspertka.

Tłumaczyła też, że system wymaga nadal daleko idących zmian organizacyjnych. Na przykład wciąż utrzymywany jest tryb hospitalizacji pełnej, tam gdzie możliwe jest prowadzenie procedur jednodniowych. - Zatem nawet mając świadomość tego, że pieniędzy w systemie brakuje, decydujemy się na to, aby konsumować świadczenia za wysoką cenę, z usługą noclegową w standardzie zakwaterowania, która odpowiada standardowi dobrej klasy hotelu - poddawała pod rozwagę.

Goście zgodni byli co do tego, że zmiany systemowe zachodzą, ale dzieje się to zbyt wolno. Jednym z narzędzi, które ma sprzyjać bardziej racjonalnemu wydatkowaniu środków zarówno na inwestycje, jak i w celu finansowania świadczeń stały się mapy potrzeb zdrowotnych.

Mapy potrzeb zdrowotnych - NFZ już ich używa

- Oczywiście znamy krytyczne uwagi wypowiadane pod adresem map potrzeb zdrowotnych dotyczące ich wartości planistycznej. To jest narzędzie, które nie było przewidziane jako prosta instrukcja obsługi i nie ma w mapach instrukcji ministra co i jak należy zrobić - mówił Jakub Adamski, dyrektor Departamentu Analiz i Strategii Ministerstwa Zdrowia. Jak dodał, ministerstwo pod postacią map dało Funduszowi i właścicielom podmiotów narzędzia, które już są wykorzystywane np. w pracy NFZ.

Agnieszka Pachciarz, dyrektor Wielkopolskiego Oddziału Wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia, zaznaczyła, że właśnie na mapach są oparte decyzje konkursowe - o dofinansowaniu świadczeń, zmianach zakresu (np. przekształceniu oddziałów internistycznych w ZOL). - Mapy są w tym zakresie bezcennym źródłem wiedzy - powiedziała dyrektor.

Jako przykład zastosowania map potrzeb zdrowotnych podała przekształcenie części dużego oddziału interny ze zbędnymi łóżkami w zakład opiekuńczo-leczniczy. - Ocenialiśmy, iż obecnie mamy tam łóżek zachowawczych za dużo, ale jednocześnie wiemy, że w perspektywie lat kilku lub kilkunastu z uwagi na trendy demograficzne pojawi się konieczność odtworzenia tych łóżek. Przekształcenie łóżek było możliwe, ale z myślą, że gdy nadejdzie moment odtworzenia interny, to istnieje ku temu zaplecze - mówiła dyrektor, podając regionalny przykład zastosowania map.

Dodała też, że mapy dobrze sprawdzają się w przypadku mechanizmu IOWISZ. - Upadają "mocarstwowe" plany podmiotów, skupiamy się na działaniach odtworzeniowych - podsumowała.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    Najnowsze