Pieniądze to nie wszystko

Autor: Katarzyna Rożko • • 21 kwietnia 2010 13:44

Koordynator ds. przeszczepień: w Polsce wolontariusz, w Hiszpanii menedżer

W połowie lutego Ministerstwo Zdrowia poinformowało o zamiarze przeznaczenia 1,8 mln zł z rezerwy budżetowej na wynagrodzenia dla koordynatorów przeszczepień w szpitalach. Wciąż jednak nie wiadomo, między jakie ośrodki zostaną rozdysponowane pieniądze, na jakich zasadach będą wypłacane i o jakie kwoty chodzi. Pewne jest natomiast, że nie rozwiążą one wszystkich problemów, z jakimi mają do czynienia koordynatorzy.
Wiele musi się także zmienić w podejściu dyrektorów szpitali i środowiska lekarskiego. Koordynatorów przeszczepień zatrudnionych przez szpitale jest niewielu. Najczęściej są to lekarze i pielęgniarki, którzy wspomnianą funkcję realizują w ramach połowy lub ćwierci etatu. Osób, które mają przygotowanie fachowe, jest co najmniej 200, jeśli brać pod uwagę absolwentów Podyplomowych Studiów Koordynatorów Przeszczepiania Narządów, prowadzonych przez Warszawski Uniwersytet Medyczny od wiosny 2007 r.
Maksymalna liczba uczestników jednego kursu to 30 osób, kandydaci muszą mieć przy tym wykształcenie wyższe na kierunkach medycznych. Znaczna część zajęć to warsztaty i zajęcia interaktywne.
- Zainteresowanie jest spore. Mamy ok. 70 zgłoszeń na każde studia - mówi dr Jarosław Czerwiński, dyrektor medyczny Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego do spraw Transplantacji "Poltransplant".
Jak podkreśla, koordynator transplantacyjny to osoba kluczowa dla pozyskiwania narządów: - Do tej pory wiele osób pełniło i pełni tę funkcję bez nazywania jej i umieszczania w strukturach placówki. Mamy nadzieję, że teraz powstanie realna szansa na osadzenie koordynatorów w szpitalach i będzie to poparte umową z pracodawcą oraz stosownym wynagrodzeniem - zaznacza dr Czerwiński.
Prof. Dariusz Patrzałek, konsultant wojewódzki w dziedzinie transplantologii klinicznej i prezes Polskiego Stowarzyszenia Koordynatorów Transplantacyjnych, zwraca uwagę, że używając określenia "koordynatorzy transplantacji", mówimy o koordynatorach pracujących w ośrodkach transplantacyjnych, a także regionalnych i krajowych.
- Jednak najczęściej mamy na myśli koordynatora pracującego w szpitalu, w którym dochodzi do pobrania narządów. I słusznie, bo jest to osoba, bez której nic by się nie wydarzyło - mówi prof. Patrzałek.
Jednocześnie profesor ubolewa nad faktem, że dla wielu dyrektorów zatrudnienie osoby, która będzie koordynować pozyskanie dwóch czy trzech dawców w skali roku, wciąż jest problemem, a koordynatorzy donacyjni to w większości przypadków wolontariusze, których działalność nie zawsze cieszy się przychylnością środowiska lekarskiego.
Konieczna akredytacja
W podobnym tonie wypowiada się dr Krzysztof Pabisiak, koordynator przeszczepień z Kliniki Nefrologii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych w Szpitalu Klinicznym nr 2 w Szczecinie.
- Głównym problemem jest identyfikacja potencjalnych dawców. To leży w gestii lekarzy: neurologów, neurochirurgów. Byłoby ideałem, gdyby w każdym szpitalu pracowała osoba dedykowana do koordynacji pobrań. Jednak koordynator jest tylko łącznikiem zespołu transplantacyjnego z oddziałem intensywnej terapii. Najpierw trzeba potencjalnego dawcę zidentyfikować - podkreśla dr Pabisiak.
Dr Jarosław Wilk, anestezjolog z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 w Sosnowcu, który jest koordynatorem ds. donacji narządów nieformalnie od początku lat 90., a formalnie od 2007 r., podkreśla, że długo można być pasjonatem i wolontariuszem, ale jeśli celem jest poprawa stanu donacji, a szpitale chcą organizować pobrania, muszą zacząć myśleć o koordynatorach jak o każdej innej działalności dotyczącej realizowanych świadczeń zdrowotnych.
- Nie wystarczy zatrudnienie koordynatora, konieczna jest jeszcze przychylność szpitala. Powinna zaistnieć stosowna forma akredytacji placówek dla tej działalności. Powinien też zostać wypracowany system jakości w donacji. To wymuszałoby rozwiązania organizacyjne podlegające ocenie i kontroli, ale także właściwemu finansowaniu - mówi dr Wilk.
Uczmy się od innych
Jako przykłady warte naśladowania dr Wilk podaje m.in. Hiszpanię, Włochy, kraje Beneluksu, Austrię czy Czechy. W krajach tych przyjmuje się tzw. model hiszpański. W każdym szpitalu mającym potencjał donacyjny działa menedżer ds. przeszczepień.
W 2009 r. liczba przeszczepień na-rządów od zmarłych dawców w Polsce wyniosła 1077. W Hiszpanii, która jest porównywalna z naszym krajem pod względem liczby mieszkańców, było ich prawie cztery razy tyle. Tam jednak na 1 mln mieszkańców przypada ok. 6 koordynatorów, w Polsce ta liczba wynosi poniżej 0,5.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum