Pieniądze leżą w borowinie

Autor: Piotr Wróbel • • 24 września 2008 11:55

Ustawienie kiosku z gazetami w centralnej strefie polskiego uzdrowiska wymaga specjalnej opinii ministerialnego urzędnika

Na nadmorskim deptaku w Kołobrzegu zgodnie drepczą obok siebie kuracjusze polscy i zagraniczni. Kelner obsługujący gości w nadmorskiej kafejce musi znać niemiecki. Polskie uzdrowiska stają się modne na Zachodzie. Rodzime kurorty nie wykorzystują jeszcze w pełni tej szansy na rozwój. Barierą są m.in. archaiczne przepisy dotyczące lecznictwa uzdrowiskowego.
Zagraniczni kuracjusze odkryli, że za 3-, a nawet 4-krotnie mniejsze pieniądze niż w swoich kurortach mogą doskonale wypocząć np. w Ciechocinku, Świnoujściu czy Kołobrzegu. Są mile zaskoczeni poziomem usług leczniczych oraz ich różnorodnością.

Ja prywatnie

- U nas obowiązuje zasada używania do zabiegów balneologicznych naturalnych surowców, pacjent jest w stałym kontakcie z lekarzem, na miejscu w sanatorium może być diagnozowany, stosowane jest żywienie w oparciu o wskazania dietetyczne - Jolanta Sielicka, prezes Izby Gospodarczej "Uzdrowiska Polskie" wylicza to, co często różni polski standard leczenia od przyjętego w wielu ośrodkach za naszą zachodnią granicą.
Tego rodzaju tradycyjne leczenie jest tam rzadko spotykane; dominują uzdrowiska typu SPA, leczące wodami termalnymi. Większość dolegliwości zwalcza medycyna i chemia w tabletkach.
Do uzdrowisk ciągną i lepiej sytuowani Polacy, gotowi w całości pokryć koszty swojego pobytu. W Uzdrowisku Kołobrzeg pacjenci polscy i zagraniczni przebywający na pełnopłatnych pobytach to już 30 proc. gości.

Szybka regeneracja

Standard oferowanych usług leczniczych w części uzdrowisk jest na tyle wysoki, że Kowalski czy Schmidt bez mrugnięcia okiem gotowi są pozostawić w recepcji 300 zł za dobę pobytu. Pod jednym warunkiem: muszą dostać coś ekstra. To nowa kategoria gości, którzy chcą w uzdrowiskach nie tylko się leczyć, ale i szybko wypocząć, zregenerować siły.
- Są goście, którzy zapłacą spore pieniądze i dla nich warto rozwijać nowe usługi uzdrowiskowe, np. odnowę biologiczną. Skoro nie ma pieniędzy w NFZ, trzeba ich szukać u prywatnych kuracjuszy - uważa Wojciech Gucma, prezes Unii Uzdrowisk Polskich. Jego zdaniem szansą dla polskich uzdrowisk jest jednoczesne rozwijanie usług SPA (o rynku piszemy na str. 12-15).

Ściągnie Amerykanów

Ryszard Lupa, biznesmen z San Diego, uważa, że nasze kurorty, ze względu na naturalne walory lecznicze, mogłyby być atrakcyjne nawet dla Amerykanów, gdzie tradycyjnie, "po polsku" pojmowane uzdrowiska, nie istnieją.
Podczas majowego XIV Kongresu Uzdrowisk Polskich Lupa przekonywał, że wielu Polonusów chętnie przyjechałoby na leczenie do kraju swoich przodków. Kłopot w tym, że po drugiej stronie oceanu mało kto słyszał o polskich uzdrowiskach i oferowanych przez nich usługach.
- Polska jest bardzo dobrze postrzegana w Stanach jako nasz aliant i ojczyzna Papieża. To dobry czas na rozmowy - stwierdza Ryszard Lupa. We wrześniu chce ponownie przyjechać do kraju wraz z grupą Amerykanów, reprezentujących firmy turystyczne.

Borowina naszym znakiem

Aby promować polskie uzdrowiska, trzeba najpierw zacząć mówić językiem rozumianym w Europie. Na Zachodzie nazwa "sanatorium", używana w polskich folderach, oznacza miejsce, w którym leczeni są... chorzy na gruźlicę. Lecznictwo uzdrowiskowe "made in Poland" jest praktycznie nieznane w Belgii, we Włoszech, Hiszpanii i innych krajach europejskich.
- Kiedy w Belgii opowiadałem przedstawicielom jednego z regionów o naszym leczeniu uzdrowiskowym, gospodarze w ogóle nie wiedzieli, o czym ja mówię. Ponieważ uzdrowisko belgijskie to SPA, oferujące zupełnie inne usługi. My myślimy odwrotnie i mówimy, że tamte uzdrowiska to nie są uzdrowiska. Trzeba znaleźć punkt zbieżny, żeby zacząć mówić językiem, który już w Europie obowiązuje - odsłania zawiłości promocji Jan Golba, prezes Stowarzyszenia Gmin Uzdrowiskowych RP.

Róbmy swoje

Trudno przewidzieć, czy polskie uzdrowiska wykorzystają szansę, którą stwarza wolny rynek usług. 25 spółek należących do Skarbu Państwa jest w bardzo różnej kondycji finansowej. Trwa oczekiwanie na nowoczesną ustawę o uzdrowiskach.
- Taka podstawa prawna jest na pewno potrzebna. Ale spoglądając pragmatycznie - nie pokładam w ustawie oczekiwań, że stanie się ona antidotum na wszystkie problemy uzdrowiskowe - przyznaje Kazimierz Tatur, prezes Zarządu Uzdrowisko Kołobrzeg S.A. - Wyznaję filozofię spojrzenia biznesowego, profesjonalnego. Róbmy swoje, a więc poprawiajmy jakość świadczonych usług. Bo to jakość obsługi kuracjusza decyduje, czy przyjedzie do nas po raz kolejny.
Najwięcej nadziei w oczekiwanych, nowych aktach prawnych upatrują samorządowcy. Gminy jak dotąd nie otrzymują rekompensaty za realizację zadań specjalnych dotyczących funkcjonowania uzdrowiska. Do tych zadań należy, m.in. utrzymanie orkiestry zdrojowej, parków, terenów zielonych, deptaków, eksponowanie zabytków.

Kłótnia o strefę...

Samorządowcy uważają, że obowiązujące prawo utrudnia przyciągnięcie inwestorów. Kością niezgody są strefy ochronne. Ścierają się dwa poglądy: zwolenników dalszego inwestowania w sercu uzdrowiska - szczególnie chronionej strefie "A"- oraz pogląd lekarzy i ekspertów Ministerstwa Zdrowia, z oporami przyjmującymi próby wznoszenia nowych obiektów w tych strefach.
Dzisiaj opinii urzędników ministerstwa wymaga nawet ustawienie kiosku z gazetami w strefie "A". Nie ma zgody co do tego, czy w tej strefie można budować np. kręgielnie, korty tenisowe, obiekty gastronomiczne. Są temu przeciwni zwolennicy tradycyjnego modelu lecznictwa uzdrowiskowego.
- Uważam za nieporozumienie, kiedy na temat inwestycji w uzdrowisku wypowiada się urzędnik z Warszawy, który często nawet nie widział miejsca, o którym mówi. Wiadomo, że w parku zdrojowym nie będę stawiał wesołego miasteczka - dodaje prezes Wojciech Gucma, zwolennik rozwoju nowych usług uzdrowiskowych przeznaczonych także dla turystów, a nie wyłącznie schorowanych kuracjuszy.
Urzędnicy ministerialni twierdzą z kolei, że opinie muszą wydawać dlatego, że w gminach nie ma planów zagospodarowania.

... i opłaty

- Olbrzymią szansę rozwinięcia turystyki rekreacyjnej w postaci stacji narciarskich mają uzdrowiska górskie. Ale polski inwestor, jeśli chce zainwestować w taką stację, musi ponieść tak olbrzymie opłaty, np. za wylesienie niewielkiego areału i płacić kolejne przez 20 lat, że jemu się to nie opłaca. Co inwestor polski robi? Jedzie na Słowację i tam inwestuje tam w ośrodki narciarskie - opowiada Jan Golba. - Toczy się w tej chwili walka o stworzenie zapisów ustawowych, które pozwoliłyby m.in. na zlikwidowanie tych restrykcyjnych opłat.

Zakaz reklamy sanatoriów

W polskim prawie nadal też obowiązuje formalny zakaz reklamy państwowych uzdrowisk.
- Według art. 18 b ustawy z dn. 30.08.1991 r. o zakładach opieki zdrowotnej, takim placówkom wolno podawać do publicznej wiadomości jedynie informacje o zakresie oferowanych świadczeń. Te informacje nie mogą mieć cech reklamy
- tłumaczy Ewa Jakubczyk, prezes Zarządu spółki AE Consult, ekspert Ministerstwa Skarbu Państwa w sprawach doradztwa prywatyzacyjnego.
- Sanatoria mogą publikować jedynie komunikaty bez charakterystycznych dla reklam ozdobników - dodaje Jakubczyk. - Nie mogą np. zapewniać, że kuracjusz po odnowie biologicznej w ośrodku wyjedzie "piękny". Państwowe sanatoria przestrzegają tego przepisu.

Koniak już dozwolony

Na szczęście nie wszystkie przepisy dotyczące uzdrowisk są dzisiaj rygorystycznie egzekwowane. Dopuszcza się już np. turystykę uzdrowiskową, czyli kilkudniowe pobyty gości, którzy przyjeżdżają głównie w celach rekreacyjnych. To z myślą o nich, w uzdrowiskach powstają kręgielnie, korty tenisowe i centra odnowy biologicznej. Nawet i lampkę koniaku można dziś wypić w sanatoryjnej kawiarni.
Prezes Jolanta Sielicka: - Małe lokale gastronomiczne z dobrą miejscową kuchnią, barki, kawiarnie w ogrodach, domy zdrojowe z wieczornymi tańcami na pewno nie kolidują z procesem leczenia.

Legislacyjny zabytek

Nadal obowiązująca ustawa o uzdrowiskach i lecznictwie uzdrowiskowym z 1966 r. dawno już traciła swą aktualność, jest niespójna, nie reguluje w sposób dostateczny roli samorządu. Projekt nowej ustawy rozpatrywany jest przez nadzwyczajną podkomisję w Sejmie. Projekt przewiduje m.in. sprawowanie zwierzchniego nadzoru nad lecznictwem uzdrowiskowym przez ministra zdrowia oraz rekompensaty dla gmin z tytułu wykonywania nadzwyczajnych zadań związanych z funkcjonowaniem uzdrowiska.

Poważny potencjał

  • Na 11 miejsc w polskiej turystyce 2 przypadają na uzdrowiska
  • Miejsca w sanatoriach i szpitalach sanatoryjnych - 45 tys.
  • Sama baza noclegowo-hotelowa w uzdrowiskach (oprócz obiektów leczniczych) - 80 tys. miejsc.
  • Poza bazą zabiegową nasze uzdrowiska dysponują, m.in.: aparaturą diagnostyczną i laboratoryjną, siecią przychodni, solariami, basenami.
  • Na leczenie uzdrowiskowe NFZ przeznacza zaledwie 1,1 proc. środków, którymi dysponuje.

Takie są hamulce

Główne bariery w rozwoju polskich uzdrowisk:

  • Nadal nie jest naliczany VAT z tytułu usług uzdrowiskowych. Postuluje się obłożenie tych usług stawką 0 proc.
  • Taksa klimatyczna jest instrumentem zastępującym dochody własne gminy, a powinna być dochodem dodatkowym.
  • Zadłużenie przedsiębiorstw uzdrowiskowych z powodu tzw. niedojazdów pacjentów kierowanych na leczenie przez NFZ, ZUS. Stratę ponosi usługodawca, a nie jednostka kierująca.
  • Gminy nie otrzymują rekompensaty z tytułu realizacji zadań specjalnych nałożonych na nie, a dotyczących funkcjonowania uzdrowiska.
  • Brak aktualnych uregulowań prawnych dotyczących sektora uzdrowiskowego.
  • Niedostateczna promocja polskich uzdrowisk.
  • Brak wsparcia finansowego ze środków unijnych i innych funduszy.
  • W 1992 r. Ministerstwo Zdrowia zlikwidowało Instytut Medycyny Uzdrowiskowej. Istnieje potrzeba uwzględnienia tematyki lecznictwa uzdrowiskowego w krajowych programach, zwłaszcza naukowych, realizowanych przez państwo.
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum