Państwa nie stać na zadbanie o zdrowie wszystkich Polaków

Autor: Wojciech Kuta • • 18 stycznia 2019 14:28

– Społeczeństwo się starzeje, wyzwań przed opieką zdrowotną przybywa, presja płacowa pracowników placówek medycznych nadal będzie rosła. Sam sektor publiczny nie poradzisobie z tymi wszystkimi problemami– mówi ANNA RULKIEWICZ, prezes Grupy LUX EDi Pracodawców Medycyny Prywatnej,wiceprezydent Pracodawców RP.

Państwa nie stać na zadbanie o zdrowie wszystkich Polaków

Rynek Zdrowia: - Czy zapoczątkowana w czerwcu 2018 r. debata "Wspólnie dla zdrowia" przybliżyła nas do zdefiniowania obecnej i przyszłej roli prywatnej medycyny w Polsce?

Anna Rulkiewicz:

- W mojej opinii, na podstawie dyskusji, w których brałam udział w ramach tej debaty, nie sprecyzowano jeszcze miejsca i roli sektora prywatnego w polskiej ochronie zdrowia. Pewne zagadnienia w tej materii - związane m.in. z niepublicznym finansowaniem świadczeń, dodatkowymi ubezpieczeniami czy podstawową i specjalistyczną opieką, a także szpitalnictwem w kontekście funkcjonowania prywatnych świadczeniodawców - zostały zasygnalizowane i omówione, jednak w sposób bardzo ogólnikowy.

Dotychczas nie odbyła się osobna, szczegółowa debata, w której jasno, konkretnie strona rządowa oraz inni uczestnicy systemu określiliby rolę i zadania prywatnej medycyny w polskiej opiece zdrowotnej. Zauważyłam natomiast, że decydenci dość niechętnie odnoszą się do rozwoju prywatnego szpitalnictwa, z czym trudno mi się zgodzić. Według mnie są to kwestie wymagające poważnej, merytorycznej dyskusji.

- Dlaczego, w pani opinii, tak ważne jest określenie roli i zadań sektora prywatnego w systemie?

- Przede wszystkim dlatego, że państwa nie stać na dbanie o zdrowie wszystkich Polaków. Jesteśmy dużym krajem, rosną potrzeby zdrowotne obywateli, stąd współpraca obu sektorów - publicznego i prywatnego - jest niezbędna. Trzeba więc uzgodnić, na jakich zasadach oraz w których obszarach.

Już teraz widzimy, że wzrost środków w budżecie NFZ przeznaczany jest głównie na podwyżki wynagrodzeń, a nie na leczenie. Kolejki do świadczeń zmniejszyły się w niewielkim zakresie. Rośnie ogólne zadłużenie publicznych szpitali. Publiczny system ochrony zdrowia w Polsce jest więc niewydolny. Niestety, taki będzie nadal, z wielu powodów: społeczeństwo się starzeje, wyzwań przed opieką zdrowotną przybywa, presja płacowa pracowników placówek medycznych nadal będzie rosła.

Sam sektor publiczny nie poradzi sobie z tymi wszystkimi problemami. Dlatego cały czas apeluję o to, aby zastanowić się, gdzie oraz w jaki sposób sektor prywatny może pomóc w usprawnianiu funkcjonowania całej opieki zdrowotnej. Wspólnie szukajmy rozwiązań, ale musi się to odbywać na zasadach partnerskiej rozmowy między wszystkimi zainteresowanymi stronami.

- Czy więcej konkretnych wniosków z debaty "Wspólnie dla zdrowia" mamy w odniesieniu do zasad finansowania świadczeń, ubezpieczeń zdrowotnych i relacji między głównymi ogniwami systemu - POZ, AOS, szpitalami?

- W kwestii finansowania wielokrotnie formułowano ogólne stwierdzenie, że same publiczne środki nie wystarczą i musimy szukać dodatkowych źródeł niezbędnych do pokrycia rosnących wydatków na świadczenia medyczne. Jednym z rozwiązań tego problemu mogą być dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne, pełniące w systemie rolę uzupełniającą. I dobrze się stało, że zostało to jasno wyartykułowane. Co do organizacji świadczeń, zgodnie uznano, między innymi, że należy wzmocnić rolę podstawowej opieki zdrowotnej. Dobrym kierunkiem jest poszerzenie modelu POZ i medycyny pracy o zadania z zakresu profilaktyki.

Ważne jest także to, że w trakcie dotychczasowych debat zwracano uwagę, iż ambulatoryjna opieka specjalistyczna - aby właściwie spełniała swoją rolę - wcale nie musi funkcjonować przy szpitalach lub placówkach POZ, wszystko bowiem zależy m.in. od zakresu świadczeń w ramach AOS, rzeczywistych potrzeb pacjentów i możliwości zapewnienia im najbardziej efektywnej ścieżki w systemie.

Istotna jest również przyszła rola sektora prywatnego w szpitalnictwie. Przecież mamy podmioty, które zainwestowały w szpitale w Polsce, chcą je rozwijać, a nadal ich przyszłość w strukturze systemu jest niejasna. W tym kontekście bardzo ważne jest, aby powstał odpowiedni system oceny, promujący te placówki, które mogą się pochwalić najlepszą skutecznością. Takiego systemu bardzo dziś w Polsce brakuje, bowiem dopiero na podstawie wskaźników jakości, takich jak np. efektywność kliniczna, analiza potrzeb epidemiologicznych i demograficznych danego obszaru, bezpieczeństwo medyczne, powinniśmy budować rozwiązania i elastycznie dopasowywać strukturę.

Szpitali w Polsce mamy dużo - to fakt, ale jeżeli istnieją obszary, w których są konkretne potrzeby, to państwo mogłoby skorzystać z modelu współpracy, jakim jest partnerstwo publiczno-prywatne. Państwo nie musi zawsze inwestować wyłącznie własnych środków. Prywatny inwestor może zbudować lub wyremontować infrastrukturę, opiekować się pacjentami, również tymi korzystającymi z opieki w ramach NFZ. Sektor prywatny dostosuje się do reguł, ale powinny być one jasno zdefiniowane i tworzyć dla niego trwałą perspektywę.

Mam nadzieję, że te ważne wnioski zostaną zapisane w końcowej analizie dokumentującej rekomendacje i wnioski po zakończeniu całego cyklu konferencji w ramach debaty "Wspólnie dla zdrowia", które zostaną przekazane ministrowi zdrowia.

- Porozmawiajmy o modelu medycyny pracy w Polsce, który - co często pani podkreśla - powinien odchodzić od "czystego" orzecznictwa w stronę doradczo-profilaktyczną? Czy dotychczasowe prace legislacyjne dają nadzieję na taką właśnie ewolucję medycyny pracy w naszym kraju?

- Dwa lata temu przedstawiciele szeroko rozumianego środowiska medycyny pracy, pracodawców i świadczeniodawców pracowali w specjalnym zespole nad zmianami w rozporządzeniu dotyczącym medycyny pracy. Miałam przyjemność uczestniczyć w pracach tego zespołu, których efektem było złożenie w Ministerstwie Zdrowa projektu rozporządzenia w sprawie zmian w rozporządzeniu o służbie medycyny pracy.

Zgodnie z ustaleniami zespołu projektowane na tym etapie zmiany nie były zbyt głębokie i przewidywały dodanie 4-5 podstawowych badań profilaktycznych w kierunku wykrywania chorób, w tym obejmujących poziom glukozy we krwi czy nadciśnienie tętnicze. Druga część modyfikacji tego rozporządzenia miała na celu zwiększenie kompetencji lekarzy medycyny pracy o możliwość wykonywania przez nich pewnych badań, aby nie musieli przeprowadzać ich specjaliści, których tak bardzo brakuje.

Były to dwa zasadnicze postulaty. Z jednej strony uzupełniały zakres medycyny pracy o niektóre badania profilaktyczne, zarazem nie czyniąc rewolucji w dotychczasowych przepisach. Z drugiej strony zmiany prawdopodobnie nie zwiększyłyby kosztów po stronie pracodawców. Niestety, projekt wspomnianego zespołu nie został wprowadzony w życie.

- Potencjał medycyny pracy tkwi między innymi w tym, że zawiera element dobrze rozumianego przymusu w ochronie zdrowa - nie masz aktualnych badań, nie pracujesz.

- Oczywiście badania wstępne i okresowe są obligatoryjne. Skoro pracownik musi je wykonać, można i należałoby pomyśleć o poszerzeniu zadań medycyny pracy właśnie o część profilaktyczną, której zadaniem byłaby nie tylko ocena stanu zdrowia i zdolności do pracy, ale też możliwie wczesne wykrywanie niektórych chorób. Pamiętajmy, że medycyna pracy stanowi już w Polsce dość dobrze rozbudowany i nieźle działający system, łącznie z nadzorem merytorycznym - konsultantem krajowym i wojewódzkimi w tej dziedzinie medycyny - oraz instytucjami, w tym m.in. wojewódzkimi ośrodkami medycyny pracy i oczywiście Instytutem Medycyny Pracy. Ten potencjał można i trzeba wykorzystać znacznie lepiej niż obecnie.

Dzisiaj pracownicy chorują nie tylko z powodów związanych ze specyfiką miejsca zatrudnienia. Osoby aktywne zawodowe są narażone na wiele cywilizacyjnych i środowiskowych czynników ryzyka, niezwiązanych z samym zatrudnieniem, ale dotyczących chociażby cukrzycy, chorób układu krążenia, nowotworów, a także ze stresu czy niezdrowego trybu życia.

Rzecz jasna nadal w zakresie medycyny pracy powinny pozostać m.in. badania dotyczące narażeń wynikających z określonego miejsca zatrudnienia. Jak widać, pole do zagospodarowania przez medycynę pracy jest duże. Jednak jako przedstawiciel pracodawców muszę zwracać też uwagę na to, że ktoś za te wszystkie badania musi zapłacić.

- Jest jakiś pomysł na sfinansowanie ewentualnego poszerzenia zakresu badań w ramach medycyny pracy?

- Na razie nie widzę koncepcji dotyczących mechanizmu pokrywania tych kosztów. Właśnie dlatego we wspomnianym projekcie zmian w rozporządzeniu zaproponowaliśmy naprawdę niewielkie modyfikacje, których wdrożenie prawdopodobnie nie wiązałoby się z dodatkowymi obciążaniami finansowymi dla pracodawców, a zarazem stanowiłoby wsparcie dla pracowników.

Pamiętajmy o tym, że medycyna pracy stała się w Polsce częścią obszaru administracyjnego. Obecnie orzecznictwo zawodowe to swoiste miejsce lęku pracowników przed mówieniem prawdy o swoim zdrowiu. Orzeczenie lekarza medycyny pracy decyduje o tym, czy ktoś może pracować w danym miejscu, czy nie. Dlatego również ta sfera orzecznicza wymaga pewnych modyfikacji, aby nie była sferą czarno-białych decyzji dopuszczających bądź uniemożliwiających zatrudnienie, ale zachęcała pracowników do większej otwartości w opisywaniu stanu swojego zdrowia.

Uważam jednak, że do przekształcenia modelu medycyny pracy z wyłącznie orzeczniczego na bardziej doradczo-profilaktyczny powinniśmy podążać małymi krokami. Pierwszym z nich mogła stać się omawiana nowelizacja rozporządzenia. Podczas prac nad projektem postulowaliśmy zmianę zakresu badań profilaktycznych - by były realizowane przez lekarzy medycyny pracy, a nie lekarzy specjalistów, tak jak jest dziś.

Mamy wysoko wykwalifikowanych lekarzy orzeczników, którzy takie badanie mogliby przeprowadzać. Koszty badania wykonanego przez lekarza medycyny pracy są o wiele niższe niż wykonane u kilku specjalistów oddzielnie. Daje to także oszczędność czasu, którą moglibyśmy wykorzystać na profilaktykę. Zamiast siedzenia w kolejce do kilku specjalistów moglibyśmy np. zrobić szczepienie przeciwko grypie, zmierzyć poziom glukozy czy też oznaczyć poziom cholesterolu we krwi. Mam nadzieję, że stanie się to w końcu realne, być może dzięki planowanej nowelizacji ustawy o służbie medycyny pracy.

Wydaje się, że warto dążyć do modelu lekarza zakładowego - funkcjonującego m.in. w Niemczech i Francji - znającego problemy danej populacji pracowników nie tylko jednej firmy, ale określonej grupy podmiotów, dla których np. tworzy programy profilaktyczne czy edukacyjne.

- Okres noworoczny sprzyja podsumowaniom, bilansom i planom. Jaki był 2018 rok dla LUX MED-u, a jakie są najważniejsze wyzwania stojące przez Grupą, którą pani zarządza?

- Za nami naprawdę bardzo intensywny rok. Stworzyliśmy nowy model obsługi naszych pacjentów oraz klientów korporacyjnych - pracodawców. Zainwestowaliśmy poważne środki w dygitalizację w zakresie usprawnienia ścieżki pacjentów oraz w punkty, dzięki którym pacjenci mogą się z nami kontaktować. Wdrożyliśmy też nowy system mierzenia poziomu satysfakcji pacjentów. Mocno weszliśmy w system i rozwiązania z zakresu e-zdrowia. Wystawiliśmy w 2018 r. naszą pierwszą elektroniczną receptę.

Podjęliśmy pracę nad osobną linią świadczeń stomatologicznych na terenie całego kraju - będą to placówki zajmujące się wyłącznie usługami w tej właśnie dziedzinie. Cały czas wdrażamy również procesy koordynujące zespołową opiekę nad pacjentami.

Nadal będziemy rozwijać nasze usługi między innymi w zakresie medycyny pracy. Ta ostatnia dziedzina jest już u nas w pełni zinformatyzowana (obejmuje m.in. e-skierowania). Coraz szerzej otwieramy się na działania związane ze zdrowym stylem życia, medycyną sportową, aktywnością fizyczną. Od dawna wspieramy Polski Komitet Olimpijski.

W 2018 roku zrealizowaliśmy pięć akwizycji, a ostatnią z nich było przejęcie placówki w Bielsku-Białej. Z satysfakcją mogę poinformować, że 2018 rok zamkniemy dwucyfrowym wzrostem przychodów. W 2019 roku planujemy kolejne akwizycje. Będziemy kontynuować proces dygitalizacji oraz rozwój narzędzi telemedycznych. Chcemy, aby nasz portal pacjenta był głównym kanałem umawiania się na wizyty. Będziemy oczywiście zabiegali o nowe zakresy świadczeń w ramach umów z NFZ w naszych trzech szpitalach, m.in. w tak bardzo dla nas ważnej onkologii.

Planujemy dalszy rozwój świadczeń dla naszych partnerów korporacyjnych oraz wspomnianych usług stomatologicznych, ale także obejmujących opiekę psychiatryczną, co związane jest m.in. ze stresem w miejscu pracy, generującym takie schorzenia cywilizacyjne jak depresja czy wypalenie zawodowe.

Chcemy, aby nasz rozwój zmierzał do jak najszerszej kompleksowości programów dla pracodawców. Korporacje są i pozostaną naszym głównym klientem. Jednak w centrum naszych wszystkich działań zawsze będą pacjenci. Ich satysfakcja jest dla nas najważniejsza. Cały czas pracujemy nad tym, aby nadal być dla nich pierwszym wyborem.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum