Pandemia uderzyła w apteki i farmaceutów

Autor: Milena Motyl • • 05 maja 2020 11:02

Panuje powszechne przekonanie, że apteki wyjdą z kryzysu związanego z pandemią koronawirusa obronną ręką. Perspektywy dla tej branży nie są jednak zbyt optymistyczne. Część aptek, jako mikroprzedsiębiorstwa, już znalazła się w bardzo trudnej sytuacji i potrzebuje pomocy ze strony państwa.

W związku z epidemią koronawirusa rzeczywiście obserwujemy wzmożony ruch w aptekach – w ciągu ostatnich dni obsłużyły ponad 21 mln pacjentów. Apteki są pierwszą linią kontaktu z pacjentami, a w tym trudnym okresie są często otwarte nawet po kilkanaście godzin dziennie – powiedział nam niedawno Tomasz Leleno, rzecznik Naczelnej Izby Aptekarskiej.

Po informacji, że w naszym kraju odnotowano pierwszy przypadek koronawirusa (4 marca), Polacy tłumnie ruszyli do aptek. Masowo kupowali leki przeciwbólowe, przeciwzapalne, leki i suplementy wzmacniające odporność. Robili zapasy leków, które stosowali w terapii na dane schorzenia. O ile w marcu 2020 r. (według danych PEX PharmaSequence), wartość sprzedaży była wyższa o 33% niż rok temu i w porównaniu do lutego 2020 r. sprzedaż wzrosła dla wszystkich segmentów, to już po 15 dniach kwietnia w porównaniu z 15 marca br., ta wartość zmniejszyła się o prawie 40%. Spadki odnotowano w niemal wszystkich segmentach.

Na rynku brakuje farmaceutów 

Jednym z pierwszych problemów, które silnie uwidoczniły się w związku z pandemią, jest zbyt mała liczba farmaceutów, którzy mogą prowadzić apteki. Coraz częściej placówki mają problem z zapewnieniem personelu, dlatego podejmują decyzje o skracaniu godzin pracy.

Decyzje o zmianach w sposobie funkcjonowania aptek wynikają także z regulacji dotyczących COVID-19. Między innymi umożliwiają one młodym mamom pozostanie z dziećmi w domach. To ograniczyło aptekom dostępność do fachowego personelu. – Kolejna kwestia to dwu- lub wielozmianowość pracy aptek. Dwa niezależne, odseparowane zespoły, które się ze sobą nie nie spotykają, pracują w innych, wyznaczonych godzinach. To również powoduje dodatkowe ograniczenia w godzinach pracy aptek – wskazuje Mikołaj Konstanty, prezes Rady Śląskiej Izby Aptekarskiej.

Zapewnia, że farmaceuci są dostępni w ciągu dnia. Kłopot tkwi w czym innym – chodzi o pracę aptek w godzinach nocnych. – Wystosowałem list do starostw w województwie śląskim, które nie mają aptek całodobowych, a które zapewniają tę nocną dostępność przez wyznaczone dyżury, aby z tych dyżurów na czas pandemii zrezygnowali – informuje.

Prośbę o dostosowanie uchwał rad powiatów, dotyczących rozkładu godzin pracy aptek ogólnodostępnych do możliwości aptek oraz do rzeczywistych potrzeb miejscowej ludności skierowała do wszystkich starostów w Polsce także Naczelna Izba Aptekarska.

Prezes ŚIA przyznaje, iż od dłuższego czasu walczy z „siłowym nakładaniem dyżurów”. Jego zdaniem jest to obowiązek, który wywodzi się z archaicznego prawa. – Nałożenie takiego obowiązku jest przypisane starostwu. Aptekarze nie otrzymują z tego tytułu żadnego wynagrodzenia. Ponadto dziś brakuje nam fachowego personelu, aby zapewnić taki dyżur w nocy, a więc musimy zmusić do pracy tych pracowników, których de facto nie mamy – tłumaczy.

– Wywiązując się z prawa nadanego starostom i wojewodom, łamiemy prawo pracy, a przecież to my jako podmioty prowadzące działalność jesteśmy z tego rozliczani – przypomina Mikołaj Konstanty.

Zauważa, że w woj. śląskim na jedną aptekę przypada niespełna dwóch farmaceutów. Apteki często nie są w stanie przestrzegać doby pracowniczej zgodnie z przepisami prawa pracy. Dochodzi też problem z nieobecnością części personelu, który został z dziećmi w domach.

– Z uwagi na to, że farmaceutów brakuje na rynku, powinni pracować przede wszystkim w ciągu dnia. Szanujmy naszych farmaceutów, bo jak ich zabraknie, będziemy mieli bardzo duży problem. Co się stanie, gdy z powodu kwarantanny będą zamykane apteki i w dużym mieście zostanie czynnych tylko pięć czy sześć placówek, które na dodatek będą ograniczały godziny pracy? To nie jest tak, jak w przypadku szpitali, że do pracy przyjdzie nowy zespół. Nie przyjdzie, bo albo go nie będzie, albo po prostu pracodawca, przedsiębiorąca się na to nie zgodzi. Minister zdrowia nie skieruje do aptek kolejnej pary rąk do pracy. Nikt takich rozwiązań nie jest w stanie wprowadzić z dnia na dzień – tłumaczy prezes ŚIA.

Ochrona aptek, szybki dostęp do testów 

– Problemy aptek nie znikną w ciągu kilku dni. Musimy zapewnić dostęp do leków jak najdłużej. Lepiej, żeby apteki funkcjonowały bezpieczniej miesiącami po 8-10 godzin dziennie, niż 24 na dobę i po tygodniu były zamykane na głucho z powodu chorego personelu – uważa Marcin Repelewicz z Dolnośląskiej Izby Aptekarskiej, który podzielił się tą opinią w mediach społecznościowych.

Na komfort psychiczny pracy w dobie pandemii ma wpływ także odpowiednie zabezpieczenie aptek w celu zmniejszenia ryzyka zakażenia koronawirusem. Dlatego Naczelna Izba Aptekarska wydała rekomendacje, które obejmują m.in.: wyznaczenie specjalnych stref buforowych, zachowanie odległości między pacjentami w granicach (1-1,5 m), montaż szyb ochronnych przy stanowiskach obsługi pacjentów, obsługę przez okienka sprzedaży nocnej – w zależności od możliwości danej apteki oraz preferowanie płatności kartą. Zdaniem Izby równie ważne jest regularne czyszczenie powierzchni najczęściej dotykanych przez pacjentów (m.in. blatów, klamek) za pomocą środków dezynfekcyjnych oraz oczywiście częste mycie rąk.

Prezes ŚIA zapewnia, że wydane rekomendacje dotyczące sposobów zapewniania w aptekach odpowiedniej ochrony były słuszne. – Udało nam się pewne rzeczy pokazać i wesprzeć farmaceutów, jednak musimy zdawać sobie sprawę, że te działania tylko minimalizują ryzyko zarażenia. Obecnie nie ma leku na COVID-19, a o samym wirusie nie mamy pełnej wiedzy. Dlatego, biorąc pod uwagę to, że każda apteka jest inna, zaleciliśmy różne formy ochrony, na przykład zamontowanie szyb izolujących czy sprzedaż leków przez okienko pracy nocnej, które choć nie jest żadną barierą epidemiologiczną, to jeśli apteka nie może zapewnić innego rozwiązania, to wydaje się w tym przypadku działaniem sensownym – mówi Mikołaj Konstanty.

Rekomenduje także włączenie farmaceutów do procedury szybkiej ścieżki dostępu do testów na COVID-19. – W przypadku pojawienia się jakichkolwiek objawów chorobowych wśród fachowego personelu aptecznego (podwyższona temperatura, kaszel, duszności) moglibyśmy szybko ustalić, czy taki farmaceuta może nadal pełnić swoje obowiązki, czy musi poddać się 14-dniowej kwarantannie, wyłączając dodatkowo część pracującego zespołu lub nawet całą aptekę. Sprawa jest wiec bardzo pilna i istotna – zaznacza.

W interesie pacjentów

Rada ŚIA podjęła w tej sprawie uchwałę, podkreślając, że jest to działanie przede wszystkim w interesie pacjentów, którzy powinni mieć pewność, że obsługujący ich farmaceuta jest zdrowy i pacjent nie zarazi się koronawirusem w czasie wizyty w aptece.

Również Naczelna Izba Aptekarska uważa, że wczesne wykrycie zakażenia jest kluczowe w walce z epidemią COVID-19, dlatego popiera pomysł, aby farmaceuci uzyskali dostęp do bezpłatnych testów diagnostycznych, spełniających rygorystyczne wymogi jakościowe.

Marek Tomków, wiceprezes NRA, poinformował w połowie kwietnia, że farmaceuci i technicy zostali objęci szybką ścieżką testów na koronawirusa. Tę informację miał potwierdzić minister zdrowia Łukasz Szumowski oraz prezes NFZ Adam Niedzielski. Nie został jeszcze w tej sprawie opublikowany oficjalny komunikat.

Wpływ pandemii na sytuację finansową aptek 

Zdaniem Mikołaja Konstantego, apteki niewiele dostały od państwa w kontekście zabezpieczenia lokali i pracowników przed zakażeniem. Prezes podkreśla jednocześnie, że dostarczanie do aptek płynów do dezynfekcji, rękawiczek i masek jest oczywiście bardzo dobry gestem, za co rządowi należą się podziękowania.

 – Słyszę takie głosy, że aptekarze są jedną z nielicznych grup, która nie odczuwa skutków pandemii. Wobec tego występowanie po pomoc w ramach tarczy antykryzysowej jest teraz nieprzyzwoite. Mam na ten temat inne zdanie. Po pierwsze dlatego, że część aptek jako mikroprzedsiębiorstwa znalazła się z bardzo trudnej sytuacji. Chodzi o placówki, które zostały objęte kwarantanną; o apteki przy szpitalach jednoimiennych, gdzie wyłączono je z funkcjonowania; apteki w galeriach lub ciągach handlowych, przy supermarketach, nieczynnych placówkach POZ czy przychodniach specjalistycznych. Są to często apteki wielkopowierzchniowe, które mają do zapłacenia kilku- lub kilkunastotysięczne czynsze, a tam pacjentów po prostu nie ma – argumentuje prezes Konstanty.

Zaznacza, że w skali kraju jest duża liczba przedsiębiorców, która sporo traci. – W całym tym zamieszaniu nie jest to wyjątkowa sytuacja, aptek potrzebujących pomocy nie brakuje. Uważam, że powinny ubiegać się o pomoc od rządu, jeśli faktycznie jej potrzebują – dodaje.

– W moim przekonaniu Polskę czeka bardzo duża recesja, która dotknie również aptekarzy. Mamy trudną sytuację, jeżeli chodzi o system marżowy w aptekach. Dziś marże z leków refundowanych są bardzo niskie, w związku z tym apteki żyją z tych wszystkich dodatkowych produktów, czyli leków OTC, kosmetyków, suplementów diety, wyrobów medycznych itp. Jeżeli społeczeństwo zubożeje w wyniku pandemii, to pacjenci będą wykupować tylko leki, które mają na recepcie, a wówczas apteki, wskutek niskich marż, po prostu nie wyżyją. Co istotne, nie mamy obecnie rozwiązań systemowych w postaci dodatkowych, płatnych usług farmaceutycznych, które mogłyby stanowić dodatkowe źródło dochodu. Tak więc, jeżeli nie będziemy w stanie zagwarantować dodatkowych usług, to z obecnej marży apteka się nie utrzyma – wskazuje prezes ŚIA.

Widmo bankructwa na Wyspach

Skutki pandemii odczuwają już m.in. aptekarze w Wielkiej Brytanii. Z niepokojem w przyszłość patrzą zwłaszcza lokalne apteki. Okazuje się, że tysiące niezależnych aptek w całym kraju boryka się z kryzysem finansowym. Wielu placówkom grozi widmo zamknięcia, co będzie też dużym ciosem dla mieszkańców pozostawionych bez dostępu do leków.

Właścicielka dwóch aptek w miejscowości Rhondda w południowej Walii przyznaje, że jest to najtrudniejszy czas od 35 lat. Jak tłumaczy, pomimo że lockdown spowodował gwałtowny wzrost popytu na leki, nie okazał się on dobry dla biznesu aptecznego. Doprowadził do znacznego wzrostu cen hurtowych, tym samym obniżając marże i wywierając finansową presję. Ponadto wydłużone godziny pracy i dwukrotnie zwiększone dostawy doprowadziły do wzrostu kosztów ponoszonych przez aptekę.

Co więcej, jak relacjonuje BBC, apteki nie zyskują na wzmożonej sprzedaży w czasie pandemii. Wynika to z faktu, że taryfa NHS na leki, którą apteki otrzymują za sprzedaż generycznych preparatów na receptę, jest często niższa od cen, jakie żądają dostawcy. A to stwarza widmo dużych strat i dotyczy szczególnie tych aptek, których dochody w około 95% pochodzą z NHS.

Jeden z regionalnych przedstawicieli Pharmaceutical Services Negotiating Committee uważa, że brytyjski rząd powinien przeznaczyć specjalną pomoc finansową, aby apteki mogły utrzymać się na powierzchni.

Będą tylko sprzedawcami leków? 

Prezes Rady Śląskiej Izby Aptekarskiej przyznaje, że wobec tych trudnych okoliczności, których przecież nie można było przewidzieć, szczególnie odczuwalny jest brak ustawy o zawodzie farmaceuty. – Ustawa dawałaby sporo możliwości pełnienia dodatkowych usług, mowa np. o refundowanej opiece farmaceutycznej. Reguluje także szereg innych kwestii, które są dla nas bardzo istotne. Niestety, resort zdrowia cały czas zwleka z przyjęciem tej ustawy. Brakuje woli politycznej, aby wprowadzić ją w życie – uważa Mikołaj Konstanty.

– Wiele naszych propozycji zostało z projektu ustawy usuniętych lub zniekształconych. Uważamy jednak, że lepiej jest przyjąć obecną, okrojoną wersję i później o tym rozmawiać, niż dyskutować o czymś, czego cały czas nie mamy – dodaje Mikołaj Konstanty.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum