Pakiet onkologiczny: sukces czy porażka?

Autor: Iwona Bączek • • 10 maja 2016 10:16

Wprowadzenie karty DiLO niewiele zmieniło, jeśli chodzi o leczenie raka w Polsce - wskazywali 19 lutego w Katowicach uczestnicy sesji "Od podejrzenia choroby do rozpoczęcia terapii przeciwnowotworowej" odbywającej się w ramach Kongresu Wyzwań Zdrowotnych.

Zdecydowanie lepszą drogą do poprawienia wyników leczenia raka piersi byłoby tworzenie Breast Cancer Units - mówiła dr Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld z Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej Centrum Onkologii - Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

- Tymczasem poszliśmy w przeciwnym kierunku. Powstało mnóstwo małych ośrodków, podejmujących się leczenia chorych na raka piersi ze względów czysto ekonomicznych, tj. bez limitu. Problem w tym, że w wielu spośród tych ośrodków leczy się pacjentki w sposób nie do końca zgodny ze światowym standardem - dodała.

Jak leczymy czerniaka?

Prof. Piotr Rutkowski, k ierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków Centrum Onkologii - Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie podkreślił, że pakiet onkologiczny nie zmienił w jego klinice niczego, jeśli chodzi o czas oczekiwania pacjentów, zrobił natomiast wszystko, aby chory nie był leczony zgodnie ze standardami. Do pakietu nie weszła kontrola jakości, na co Polskie Towarzystwo Chirurgii Onkologicznej od początku zwracało uwagę, przypominając, że liczy się nie tylko czas, ale i jakość leczenia.

- Jest także kwestia ogromnych strat f inansowych wielospecjalistycznych ośrodków onkologicznych. W jaki sposób powstają? Oto przykład. Do kliniki trafia pacjent z mięsakiem i zakończoną diagnostyką w ramach pakietu. Okazuje się, że ma wykonane badanie USG, choć powinien mieć badanie rezonansem. Musimy to badanie wykonać w naszej placówce, ale już bez finansowania z pakietu - wyjaśnił prof. Rutkowski.

Jeżeli chodzi o leczenie zaawansowanego, przerzutowego czerniaka, ekspert przypomniał, że w ciągu ostatnich 4-5 lat nastąpił ogromny postęp. Zarejestrowano w tym czasie siedem leków, który wydłużyły medianę przeżyć z ok. 6 miesięcy do ponad dwóch lat.

- U połowy chorych określono, jakie zaburzenia molekularne są związane z chorobą (mutacja genu BRAF). Gdy czter y lata temu pojawił się nowy lek, inhibitor BRAF, okazało się, że chorzy żyją czterokrotnie dłużej i w dobrej jakości życia. Następnie zauważono, że jeśli zablokuje się także białko MEK, toksyczność terapii jest mniejsza, a skuteczność - większa - mówił prof. Rutkowski.

- Niestety, w Polsce nadal nie możemy stosować terapii skojarzonej inhibitorami BRAF i MEK, a jedynie monoterapię, choć ostateczne koszty wcale nie byłyby znacząco większe: chorzy żyją dłużej i mogą pracować - dodał specjalista.

Podkreślił też, że polscy pacjenci powinni mieć również dostęp do leczenia immunoterapią, tj. do przeciwciał anty-PD-1. Na razie stosowany jest lek starszy, o znacznie mniejszej aktywności.

Hematoonkologia w "erze" karty DiLO

Prof. Tomasz Sacha z Oddziału Klinicznego Hematologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie zwrócił uwagę, że kiedy kilka lat temu wysłał do ośrodków zajmujących się leczeniem przewlekłej białaczki szpikowej prośbę o informację, ile czasu trwa oczekiwanie na leczenie imatynibem, okazało się, że mniej niż 4 tygodnie. Tymczasem raport WHC z lutego br. wskazuje, że pacjenci z kar tą DiLO oczekują na tę terapię 3 miesiące, a bez kar ty DiLO - 9 miesięcy. To pokazuje sytuację po wprowadzeniu pakietu onkologicznego.

- Przed erą kar ty DiLO była szansa na wykonanie badań pacjenta z przewlekłą białaczką w ciągu jednego dnia, włącznie z badaniami molekularnymi niezbędnymi do rozpoczęcia terapii celowanej, dającej 8-letnie przeżycia u 98% chorych - wskazywał prof. Sacha.

- Obecnie mamy etap diagnostyki wstępnej i pogłębionej, kosztujące łącznie, w ocenie NFZ, 800 zł. Za te pieniądze nie da się wykonać u chorego na białaczkę badań umożliwiających wybór najlepszej terapii, ponieważ to kosztuje 4-5 tys. zł. Bez diagnostyki molekularnej możemy zaproponować jedynie standardową chemioterapię, zapewniającą całkowitą remisję na poziomie 30% - wyjaśnił specjalista.

- Aby uniknąć karty DiLO, kierujemy pacjenta ścieżką obok, aby można było tę diagnostykę wykonać - dodał.

Parametr QALY - tu mamy problem

Zaznaczył, że patrząc na sukces leczenia przewlekłej białaczki szpikowej, można odnieść wrażenie, że w polskiej hematoonkologii jest dobrze. Tymczasem nawet w przewlekłej białaczce, gdzie stosowany jest jako terapia pierwszego rzutu imatynib i jego generyki, są już leki nowej generacji, które u wyselekcjonowanych grup pacjentów powinny być stosowane właśnie w pierwszym rzucie. Problem w tym, że takiej możliwości nie ma.

- W związku z wejściem generyku imatynibu mieliśmy nadzieję, że oszczędności poczynione w ten sposób przez państwo zostaną wydane na nowe cząsteczki innowacyjne. W 2013 r. na leczenie imatynibem przeznaczono ok. 150 mln zł. W 2015 r. wydatki te wyniosły 4 mln zł. Mamy zatem 146 mln zł, które zaoszczędzono, ale które do hematoonkologii nie trafiły - zwracał uwagę profesor.

Zauważył ponadto, że brak dostępności innowacyjnych terapii jest widoczny także w szpiczaku, w chłoniakach, a szczególnie w mielofibrozie. Tu bulwersuje fakt, że np. lekarze z sąsiednich Niemiec leczą swoich pacjentów bez problemu lekiem podawanym doustnie, znakomicie poprawiając jakość życia chorych i uzyskując 50% redukcję zgonów.

- Nasz resort zdrowia konsekwentnie odmawia refundacji tego specyfiku, powołując się na parametr QALY, który jest w przypadku chorób rzadkich i ultrarzadkich merytoryczną pomyłką - stwierdził prof. Sacha.

Rak prostaty: zwycięża podejście wielodyscyplinarne

Dr Roman Sosnowski z Kliniki Nowotworów Układu Moczowego Centrum Onkologii w Warszawie zaznaczył, że w ostatnim czasie podejście do uroonkologii, a szczególnie do raka prostaty, staje się coraz bardziej wielodyscyplinarne, z zaangażowaniem różnych specjalistów: chirurgów, urologów i onkologów. Praca urologa stanowi podstawę diagnostyki i wdrożenia pierwszej terapii (chirurgicznej), która przy właściwym rozpoznaniu jest skuteczna i umożliwia 100 proc. wyleczenia.

- Mamy jednak problem diagnostyczny. Podwyższony poziom PSA nie musi oznaczać raka prostaty, ale może się wiązać z innymi przyczynami. Białko PSA rozpoznaje również raka gruczołu krokowego w stadium bezobjawowym, wczesnym. Takie rozpoznanie jest niepotrzebne, ponieważ leczenie nie przyniesie tu poprawy w przeżyciu. Nie mamy jednak na razie narzędzi umożliwiających określenie, którzy chorzy z grupy osób z rakiem prostaty wymagają natychmiastowego leczenia - mówił dr Sosnowski.

W jego ocenie rolą lekarza rodzinnego, zlecającego badanie PSA, powinno być systematyczne uzupełnianie wiedzy na temat raka prostaty i wyjaśnianie pacjentom, na czym polega problem. Tacy chorzy powinni następnie pozostawać pod obserwacją lekarza, który w momencie, gdy zmieni się charakter choroby, zaleci wdrożenie agresywnego leczenia.

- W przypadku uogólnionego raka gruczołu krokowego ostatnie miesiące zmieniły częściowo nasze podejście do leczenia. Okazało się, że natychmiastowe wdrożenie, we współpracy onkologów i urologów, chemioterapii i leczenia hormonalnego, odnosi zdecydowaną przewagę nad dotychczasowym standardowym leczeniem - wskazywał dr Sosnowski.

- Jeśli chodzi o dostępność do innowacyjnych terapii w raku prostaty, dla urologa w Polsce jest ona bardzo ograniczona. W nowoczesnej hormonoterapii dostępny jest jeden lek, który można zastosować po chemioterapii, choć wiemy, że powinno się go podawać także wcześniej. Dodatkowo nowoczesna hormonoterapia znacząco poprawia jakość życia i odsuwa w czasie powikłania. Potrzebny jest zatem dostęp do niej zarówno przed chemioterapią, jak i po niej - podkreślił specjalista.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum