PR w medycynie

Autor: WOK • • 02 lipca 2008 14:43

Aby poprawić swój wizerunek, lekarze zamierzają skorzystać z pomocy agencji public relations. Specjaliści mają m.in. przygotować konferencje, kampanie informacyjne i reklamowe, tworzące pozytywny obraz medyków w społeczeństwie. Niewykluczone, że aby pokryć koszty akcji PR-owskich, ok. 150 tys. polskich lekarzy będzie co miesiąc wpłacać po złotówce na specjalne konto - ustalono wstępnie podczas spotkania przewodniczących izb lekarskich. Ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, ale pomysł już wzbudza sporo kontrowersji. W naszym ringu sprawę komentują - dr Maciej Hamankiewicz, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Katowicach i Piotr Tymochowicz, specjalista od kształtowania wizerunku osób publicznych.

PIOTR TYMOCHOWICZ,specjalista od kształtowania wizerunku osób publicznych:

To może być pułapka

Zamysł wynajęcia firmy public relations, kształtującej dobrą opinię o lekarzach, może kryć w sobie pewną pułapkę, nazywaną w psychologii samospełniającą się negatywną przepowiednią. Bo o dobrych akcjach PR tak naprawdę nie wiadomo, że są działaniami PR... Inaczej mówiąc - najlepsze są takie socjotechniki, o których odbiorca wcale nie wie, że są to działania socjotechniczne.
Ponieważ jednak informacja o PR-owskich zamiarach lekarzy została już opublikowana w mediach, można takie postępowanie nazwać syndromem samospalenia. W ten bowiem sposób środowisko lekarskie publicznie przyznało, że potrzebuje pomocy. To tak, jakby nagle pani Jolanta Kwaśniewska ogłosiła w prasie przetarg na agencję PR, która oczyści jej wizerunek. A skoro trzeba jakiś wizerunek czyścić, to znaczy, że jest on brudny.
Inna sprawa, że w Polsce nadużywa się pojęcia public relations. Często zajmują się tym psycholodzy - gdy już nigdzie nie mogą znaleźć pracy - i uważają, że jako PR-owcy koniecznie muszą trafić ze swoimi informacjami, akcjami czy komunikatami do dziennikarzy, zaprzyjaźnić się z nimi, a ci mają to publikować albo przychodzić na konferencje prasowe. Otóż taki klasyczny PR dzisiaj nadaje się już do kosza, gdyż przestał działać.
Powstało natomiast nowe pojęcie - IPR, czyli influence PR, który jest uprawiany tak, że... właściwie go nie widać, a mimo to wywiera określony wpływ na adresatów. IPR dokonuje pewnego odwrócenia sytuacji, czyli: to nie my wychodzimy do dziennikarzy, tylko staramy się tworzyć takie okoliczności, żeby to dziennikarze "zabijali" się o nasze informacje.
Wracając do lekarzy; jeżeli faktycznie chcą wywrzeć wpływ na kogokolwiek, muszą mieć bazę, mikrośrodowisko, które wstawiłoby się za nimi. Najlepszy PR lekarzom zrobią więc pacjenci, pokazujący twarz i mówiący dobrze np. o swoim lekarzu rodzinnym. Środowiska medyczne mogą też organizować wspólne akcje społeczne, choćby na lokalną skalę.

Dr MACIEJ HAMANKIEWICZ, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Katowicach:

Wizerunek lekarza jest zafałszowany

Podczas najbliższego Konwentu Przewodniczących Izb Lekarskich (3-4 marca br.) będziemy m.in. dyskutować o tym, czy i w jaki sposób nasze środowisko mogłoby korzystać z usług firmy public relations. Formalnych decyzji w tej kwestii jeszcze nie podjęto; także jeżeli chodzi o sposób pokrycia kosztów takich działań.
Agencja PR potrafi wskazać swoim klientom, co należy zrobić, aby np. poprawić ich społeczny wizerunek. Uważam, że akurat lekarze doskonale wiedzą, co trzeba uczynić, żeby ów społeczny odbiór był znacznie lepszy. O wiele gorzej jest z realizacją, stąd zamysł współpracy z firmą PR.
Warto pamiętać o tym, że przez kilkadziesiąt lat zawód lekarza ulegał swoistemu dołowaniu i pauperyzacji w ramach odgórnego trendu niszczenia całej polskiej inteligencji. Także w ostatnich latach, niemal przy każdym zakręcie politycznym, potrzebowano chłopców do bicia i jako "wdzięczny temat" wskazywano m.in. lekarzy. Przy tak zmasowanym ataku, próba poprawy wizerunku lekarzy, np. poprzez programy telewizyjne, nie będzie specjalnie skuteczna.
Powinniśmy natomiast robić jak najlepiej to, co do nas należy. I tak się dzieje. Lekarze pracują z poświęceniem, nie tylko w tak dramatycznych okolicznościach, jak po katastrofie budowlanej w Katowicach. Wcześniej czy później musi to być zauważone. Z drugiej jednak strony profesjonalne agencje mogą pomóc w pokazaniu tego, co robimy na co dzień. Uważam bowiem, że w powszechnym odbiorze funkcjonuje fałszywy obraz pracy lekarzy. Dzieje się tak za sprawą jednostkowych przypadków ich negatywnych zachowań. A przecież ten zawód wykonuje w Polsce ok. 150 tys. ludzi. W jaki konkretnie sposób zmienić ten zafałszowany wizerunek środowiska lekarskiego? Powtórzę - o tym właśnie m.in. zdecydujemy podczas wspomnianego konwentu. Podobnie jak i o formach protestu, który podejmiemy, jeżeli minister zdrowia nie spełni naszego żądania podniesienia wynagrodzeń lekarzy do poziomu dwu- lub trzykrotnej średniej krajowej.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum