Otyłość to najbardziej marginalizowana choroba

Autor: Justyna Przybytek-Pawlik • Źródło: 2021 4 (170)14 lipca 2021 09:27

Epidemia otyłości w Polsce staje się faktem. Tymczasem, jak alarmują eksperci, system jej leczenia jest w powijakach. – Nie znam żadnej innej tak marginalizowanej choroby – komentuje prof. Mariusz Wyleżoł.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wyliczyła, że rocznie z powodu chorób związanych z nadwagą i otyłością umiera ponad 2,5 miliona osób na świecie. Sytuacja w Polsce? Z danych NFZ wynika, że nadwagę ma już trzech na pięciu dorosłych Polaków, a co czwarty jest otyły. Fundusz szacuje, że za sześć lat tych drugich będzie aż 30%.

Dramatycznie rośnie liczba osób z trzecim stopniem otyłości

O skali i przyczynach otyłości, ale też problemach i wyzwaniach w jej leczeniu, rozmawiali eksperci w trakcie sesji „Nadwaga i otyłość – kampanie edukacyjne już nie wystarczą” na VI Kongresie Wyzwań Zdrowotnych. Jak wskazywała prof. Magdalena Olszanecka-Glinianowicz, prezes Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością i kierownik Katedry Patofizjologii ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, w Polsce trzeba stworzyć „skutecznie działający system leczenia otyłości”.

– Taki, który nie dopuściłby do narastania zachorowań, ale przede wszystkim do nasilania się stopnia choroby. W tej chwili mamy do czynienia nie tylko ze wzrostem liczby chorych na otyłość, ale dramatycznie rośnie liczba osób z trzecim stopniem otyłości. Problem polega na tym, że chorzy z mniejszym nasileniem choroby nie mają jak trafić do właściwego systemu, a niestety odchudzanie, czy też mówienie pacjentowi, żeby jadł mniej i więcej się ruszał, nie sprawdza się – tłumaczyła.

Konieczne jest – jak podkreśliła prezes Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością – spojrzenie na otyłość jako na chorobę wieloczynnikową, a z drugiej strony wczesne rozpoczęcie leczenia. Również wśród dzieci.

O tym, że otyłość dotyka coraz młodsze pokolenia, mówił dr hab. Paweł Matusik z Katedry i Kliniki Pediatrii i Endokrynologii Dziecięcej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. – Przyjechałem do państwa bezpośrednio z poradni, gdzie przyjąłem dziś m.in. 14-latka, który waży 170 kilogramów i 13-latka ważącego 122 kg. Otyłość trzeciego stopnia, która kiedyś była nazywana brzydko otyłością olbrzymią, to w tej chwili również problem naszych dzieci. Wiemy to też z danych WHO: co czwarte dziecko chorujące na otyłość, ma otyłość trzeciego stopnia. To niestety są już sytuacje skrajnie trudne do leczenia, które nie może odbywać się na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej – komentował.

I postulował, aby działać wielotorowo. – Jest czas na edukację, czas na profilaktykę, jest też czas na stworzenie systemu terapii. Musimy to wszystko połączyć, zebrać w całość i stworzyć system skoordynowanej opieki nad pacjentami z otyłością albo zagrożonych otyłością czy nadwagą. I to jest obecnie bardzo istotne – podkreślił.

Na szarym końcu wszystkich rozpoznań

Problemem, na który wskazywał prof. Mariusz Wyleżoł, zastępca ordynatora Oddziału Chirurgii Ogólnej Szpitala Czerniakowskego oraz przewodniczący Sekcji Chirurgii Metabolicznej i Bariatrycznej Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością, jest brak rozpoznania choroby otyłościowej.

– A jeśli to rozpoznanie jest nawet stawiane, to znajduje się na szarym końcu wszystkich rozpoznań, niejednokrotnie – przepraszam za to porównanie – po próchnicy zębów. Mamy najpierw całą listę powikłań choroby otyłościowej, a dopiero na samym końcu pojawia się rozpoznanie choroby, która jest przyczyną tego wszystkiego. Nie znam żadnej innej choroby, która współcześnie byłaby marginalizowana tak bardzo jak otyłość – komentował.

Ta sytuacja – jak zaznaczył profesor Wyleżoł – ma bezpośrednie przełożenie na liczbę operacji bariatrycznych. – Zazwyczaj 1% osób ze wskazaniem do leczenia chirurgicznego choroby otyłościowej jest poddawany operacjom bariatrycznym. Czy państwo sobie wyobrażacie, jakim skandalem byłaby sytuacja, gdyby zaledwie 1% chorych ze wskazaniem do leczenia choroby nowotworowej był leczony we właściwy sposób? Byłaby to sytuacja absolutnie nieakceptowalna – dodał.

O leczeniu chirurgicznym otyłości dowiedział się od księdza

Chirurg zwrócił również uwagę, że choć wskazaniem do leczenia bariatrycznego jest wskaźnik BMI powyżej 40, to na oddziały zgłaszają się chorzy ze wskaźnikiem o wartości 80 czy nawet 100 jednostek BMI.

– Zawsze zadaję sobie pytanie, co się działo dotychczas? Trudno mi się zgodzić, że to wyłącznie zaniedbanie po stronie chorego. Zwłaszcza jeśli chory zgłasza się do nas nie z kilkoma lekami, ale całą walizką leków, uczęszcza do specjalistów z różnych dziedzin, a o leczeniu chirurgicznym otyłości dowiedział się od księdza, taksówkarza czy sąsiada – zwracał uwagę.

Prof. Anna Fijałkowska, zastępca dyrektora ds. nauki, kierownik Zakładu Kardiologii Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, podkreśliła, że należy zacząć działać szybko i interwencyjnie, bo zmiany, które zachodzą, są bardzo niepokojące.

– Musimy zacząć robić badania skriningowe u dzieci i młodzieży, identyfikować tych pacjentów, którzy na przykład poddawani są badaniom profilaktycznym w medycynie pracy. Tylko pytanie, co dalej z tym robić? Jeśli nie będzie finansowanych centralnie programów uwzględniających – również dla małych grup – bardzo wyselekcjonowanych farmakoterapii, to pan profesor Wyleżoł wraz z kolegami będą mieli więcej pacjentów do interwencji chirurgicznych. Natomiast my będziemy mieli coraz więcej chorych z tak zwanymi chorobami nieinfekcyjnymi, czyli cukrzycą, chorobami układu sercowo-naczyniowego i onkologicznymi. Na to wszystko będziemy wydawali strasznie dużo pieniędzy – zaznaczyła.

Każde powikłanie otyłości ma swojego specjalistę

Na systemowe wyzwania zwróciła uwagę również prof. Magdalena Olszanecka-Glinianowicz. – Nie możemy budować systemu na podłożu POZ i tego, że obowiązek leczenia otyłości aktualnie mają lekarze rodzinni i specjaliści leczący powikłania otyłości. W ten sposób niczego nie zbudujemy. Każde powikłanie otyłości ma swojego specjalistę. Natomiast przyczyna tych powikłań tego specjalisty nie ma, więc coś jest nie tak. W coraz większej liczbie krajów europejskich powołuje się specjalistów w dziedzinie obesitologii, zarówno tych niezabiegowych, jak i zabiegowych. Na nas też już najwyższy czas – zaapelowała.

Jak dodała, konieczna jest też regulacja zawodu dietetyka, a także psychoterapeuty. – To nie tylko kwestia prestiżu tych osób, ale również kwestia odpowiedzialności zawodowej – mówiła.

Regulacja zawodu dietetyka i psychoterapeuty

– Dietetycy w obecnej dobie, pracujący bez żadnych regulacji, to jest też pewnego rodzaju źródło dostarczające nam kolejnych pacjentów – stwierdziła prezes Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością.

Powód? – Przyczyną rozwoju otyłości u wielu osób są –  według różnych danych od 70 do nawet 80% – różnego typu zaburzenia odżywiania, takie jak zespół kompulsywnego jedzenia, zespół nocnego jedzenia czy nałogowe jedzenie, a to wszystko poprzedza jedzenie pod wpływem emocji. Jeżeli taka osoba trafia do dietetyka, dostaje rozpiskę w postaci diety i nie radzi sobie z tym, wtedy jej stopień zaburzeń się nasila. Dietetyk nie może odchudzać chorych na otyłość, on może być członkiem zespołu terapeutycznego i o to apeluję do Ministerstwa Zdrowia: żeby państwo przyjrzeli się temu bliżej, kolejne diety cud serwowane pacjentom przez dietetyków to jest coś, z czym ja się borykam później u moich pacjentów – dodawała prezes Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością.

O włączenie innych specjalistów do leczenia chorych z chorobą otyłościową apelował także dr Matusik. – Nie mamy w systemie dietetyków, psychologów tylko sporadycznie, fizjoterapeuci są od niedawna, ale czy oni na pewno zajmują się otyłością? Raczej nie do końca, więc myślę, że to też jest rola Ministerstwa Zdrowia, żeby spróbować na początek z ustawą regulującą zawód dietetyka. To są takie elementy, które na pewno będą budowały ten system – podpowiadał.

Model opieki kompleksowej o charakterze zachowawczym

Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, zapewniała, że resort ma świadomość narastającej epidemii otyłości w Polsce.

–  Oczywiście to jest ogromne wyzwanie. Musimy przetestować, jak powinna wyglądać koordynowana i kompleksowa opieka nad pacjentem z otyłością i zacząć niewątpliwie od naszych najmłodszych. Widzimy tę tendencję wzrostową i chcemy zareagować. Niebawem rozpoczniemy z ekspertami rozmowy na temat opracowania modelu opieki kompleksowej o charakterze zachowawczym – zapowiedziała.

Tymczasem lada moment resort uruchomi KOS-BAR – pilotaż programu kompleksowej opieki medycznej nad pacjentami z otyłością olbrzymią leczoną chirurgicznie. Co do oceny tego projektu eksperci są zgodni: na taki program czekali od wielu lat.

KOS-BAR to rewolucja – nowa jakość w leczeniu otyłości

– KOS-BAR to jest rewolucja w zakresie jakości opieki nad chorymi na otyłość. Tu nie liczy się przede wszystkim chirurgia. Zabieg operacyjny i pobyt w szpitalu w związku z przeprowadzoną operację to jeden, dwa, trzy dni. Natomiast bardzo ważne jest to wszystko, co wydarzy się po operacji, rozciągnięte w perspektywie nawet dwóch lat. Dla chorych to nowa jakość leczenia. Dla nas możliwość zaoferowania chorym tego, o czym od wielu lat marzyliśmy – oceniał prof. Mariusz Wyleżoł.

W podobnym tonie pilotaż komentował dr hab. Tomasz Stefaniak, dyrektor ds. lecznictwa oraz lekarz naczelny Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. Przypomniał, że w UCK w Gdańsku kompleksowe leczenie otyłości, według modelu podobnego do tego wprowadzanego przez MZ, było realizowane już od prawie 10 lat, ale dotychczas nie było finansowane z publicznych pieniędzy.

– Obecnie jesteśmy w przededniu spełnienia marzeń. Schemat, według którego będziemy działać, wydaje się być tym schematem, który daje dużą szansę na trwałość efektów postbariatrycznych. Tak powinno to funkcjonować. Powinniśmy całościowo, długotrwale oddziaływać na pacjentów, żeby utrzymać ten efekt, który tak ciężko oni – a także my, pomagając im – wypracowali – mówił.

Zwrócił też uwagę, że istotą KOS-BAR jest również transparentność wyników leczenia oraz regularne ich upublicznianie przez placówki, co będzie miało bezpośrednie przełożenie na jakość świadczonych przez ośrodki usług.

Na wojnie z otyłością: podatek cukrowy

Z kolei na znaczenie instrumentów finansowych – a w tym przypadku tzw. podatku cukrowego – w budowaniu systemu leczenia otyłości zwróciła uwagę dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

– Podatek cukrowy to jedno z narzędzi, po które musimy sięgać, aby wypowiedzieć wojnę tsunami otyłości i skutecznie z nim walczyć na wielu frontach, w tym wspomagając się instrumentami, które nie będą skoncentrowane tylko na systemie ochrony zdrowia. Wdrożenie opłaty cukrowej było wyrazem zrozumienia, że podjęcie skutecznego wysiłku walki z otyłością będzie wymagało integrowania wielu narządzi, w tym narzędzi fiskalnych – tłumaczyła.

Przypomniała, że podatek cukrowy sprawdził się między innymi w Norwegii, na Węgrzech oraz w Portugalii. – Zatem nie ryzykowaliśmy, wiedzieliśmy, że działa i – co cieszy – u nas też zadziałało. Jesteśmy po pięciu miesiącach stosowania opłaty cukrowej i wiemy, że konsumpcja produktów wysokosłodzonych spadła nawet o 20% względem poprzedniego roku – komentowała dr Gałązka-Sobotka. 

Przychody z opłaty – jak przypomniała – po pięciu miesiącach wynoszą ponad 415 milionów złotych, czyli były znacznie mniejsze, niż pierwotnie szacowano (zakładano, że wyniosą prawie 3 mld zł).

– Cieszy natomiast to, że finalnie ustawodawca zapisał w ustawie, iż środki te będą dedykowane właśnie finansowaniu działań związanych z prewencją chorób cywilizacyjnych, w szczególności nadwagi i otyłości oraz działaniom, które mogą przyczynić się do usprawnienia procesu diagnozy i leczenia – dodała dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum