Ostrożnie ze współpłaceniem

Autor: Luiza Jakubiak • • 09 września 2008 12:43

Rozmowa z Alanem Johnsonem, ministrem zdrowia Wielkiej Brytanii

W specjalnym wywiadzie dla Rynku Zdrowia Alan Johnson, minister zdrowia Wielkiej Brytanii, mówi o doświadczeniach NHS (National Health Service - odpowiednik naszego NFZ), a także o reformie brytyjskiej opieki zdrowotnej. Tłumaczy m.in., dlaczego 60 lat po stworzeniu systemu publicznej służby zdrowia nad Tamizą zdecydowano o konieczności zebrania praw obywateli do świadczeń medycznych w jednym dokumencie.

- Powstały 60 lat temu NHS wymaga gruntownej reformy. Jakie zmiany są planowane w brytyjskim systemie opieki zdrowotnej?

- Wiele zmian znajdzie swój finał w postaci zapisów w tzw. Konstytucji NHS. Polska posiada Konstytucję, która wymienia w jednym miejscu wszystkie prawa i obowiązki obywateli, natomiast w Wielkiej Brytanii nie ma takiego dokumentu (Wielka Brytania w znaczeniu formalnym nie posiada konstytucji.
System prawny oparty jest na ustawach i prawie zwyczajowym - red.).
Zawężając sprawę do opieki medycznej, 60 lat po stworzeniu systemu publicznej służby zdrowia w Wielkiej Brytanii zdecydowano o konieczności zebrania praw obywateli do świadczeń zdrowotnych w jednym dokumencie, przy czym większość, jeśli nie wszystkie z tych praw - istnieją już w różnych aktach. W tym dokumencie wymienione będą także prawa i obowiązki personelu medycznego.
Konstytucja zostanie napisana w jasny i przejrzysty sposób, możliwy do zrozumienia przez wszystkich.
Nie będzie żadną kartą praw, nad którą będą pochylać się prawnicy, by ją interpretować...

- W Polsce Konstytucja RP gwarantuje, przynajmniej w teorii, dostęp wszystkim ubezpieczonym do bezpłatnej opieki medycznej, ale w praktyce z uzyskaniem niektórych świadczeń jest czasem problem. Czy Konstytucja NHS rozwiąże problem długich kolejek?

- Mam nadzieję, że ten wywiad przynajmniej rozwieje mit długich kolejek w oczekiwaniu na zabieg w Wielkiej Brytanii.
Tak było wcześniej, za poprzednich rządów, w latach 90., kiedy ludzie musieli czekać nawet dwa lata na podstawowe zabiegi. Od grudnia 2008 roku nikt nie będzie czekał dłużej niż 18 tygodni, liczonych od momentu zlecenia zabiegu przez lekarza do momentu wykonania. Co oznacza, że ten okres obejmuje również całą diagnostykę - zarówno w lecznictwie zamkniętym, jak i otwartym.
To pokazuje wyraźnie, że jedną z konkretnych kwestii uwzględnionych w Konstytucji NHS jest prawo pacjenta do otrzymania świadczenia zdrowotnego w rozsądnym terminie.
W dokumencie będzie również jasno zawarte prawo pacjenta do wyboru szpitala, w którym chce być leczony. Chory ma mieć również dostęp do wszystkich leków, które są zatwierdzone i pozytywnie rekomendowane przez NICE (odpowiednik naszej Agencji Oceny Technologii Medycznych - red.). To oznacza, że każdy lek, który przejdzie proces rejestracji, ma być dostępny dla pacjentów.
Nasza konstytucja uwzględni wszystkie przeprowadzone dotychczas reformy. Przede wszystkim daje ona pacjentom podstawy do egzekwowania swoich praw.

- Czy system otworzy się także na możliwość współpłacenia pacjentów za usługi świadczone w publicznym systemie?

- Sprawa współpłacenia w Wielkiej Brytanii to obecnie mocno dyskutowany temat. Dotychczas obowiązywała zasada, że leczenie dla pacjentów NHS jest bezpłatne, niezależnie od statusu czy pochodzenia chorego.
Pojawiły się jednak przypadki - szczególnie dotyczyły one leków stosowanych w terapiach nowotworowych, które nie były dostępne w ramach NHS - że pacjenci chcieli nabyć te leki na własny koszt, a następnie zwracali się do NHS o stosowanie w dalszym leczeniu tych właśnie leków.
Zwróciliśmy się w tej sytuacji do specjalistów z dziedziny onkologii, by przeanalizowali skuteczność takiego rozwiązania.
Raport będzie gotowy nie wcześniej niż w październiku tego roku. Dlatego dzisiaj jest mało prawdopodobne, że temat współpłacenia pojawi się w Konstytucji NHS. Ale na ostateczne decyzje należy poczekać do ukazania się raportu.
Zresztą przyglądamy się zagadnieniu współpłacenia w innych krajach, jednak uważam, że taka decyzja musi być dobrze przemyślana.
Z drugiej strony zdajemy sobie sprawę, że w Wielkiej Brytanii proces zatwierdzania nowych leków przez NICE jest bardzo dobry i naśladuje go wiele państw, ale jednocześnie jest czasami zbyt wolny. Wiele przypadków, kiedy pacjent chciał sam zapłacić za lek, mogło wynikać z tego, że chodziło o leki jeszcze niedostępne w ramach terapii finansowanych przez NHS.
Należy pamiętać, że czasem przeprowadzenie całej procedury zajmuje ok.dwóch lat. Wiemy, że jesteśmy w stanie ten proces przyśpieszyć, aby w przyszłości leki były dostępne już po ok. 6 miesiącach.
To będą nowe produkty, w odpowiedni sposób sprawdzone i zatwierdzone.

- Z jakimi jeszcze problemami musi zmierzyć się brytyjski resort zdrowia?

- Na pewno musimy zwrócić większą uwagę na sprawy związane z zapobieganiem chorobom. Są w Europie kraje, gdzie działania prewencyjne prowadzi się z sukcesem.
Kolejny element to kwestia opieki nad osobami po udarze. Jest wiele państw, które są dużo bardziej zaawansowane w tym zakresie, które posiadają specjalne placówki do leczenia pacjentów po udarach. Mimo że w ostatniej dekadzie nastąpił u nas pewien postęp w tej dziedzinie, nadal jest wiele do zrobienia. Udało nam się jednak osiągnąć duży sukces, jeśli chodzi o walkę z innymi dwoma "zabójcami": rakiem i chorobami serca.

- W jaki sposób na funkcjonowanie systemu wpłynęło wprowadzenie w Wielkiej Brytanii HRG - Health Research Group - odpowiednika naszych jednorodnych grup pacjentów? Historia tego systemu rozliczeń z płatnikiem sięga 1993 roku.

- HRG został faktycznie wprowadzony w 1993 roku, ale był to wtedy bardzo prosty system i przede wszystkim nie została dokonana jednolita wycena procedur. W efekcie rozwiązanie, które miało pomóc lekarzom rodzinnym w kontrolowaniu budżetu, nie funkcjonowało prawidłowo. Lekarze spędzali dużo czasu nad znalezieniem sposobu ustalenia ceny i grzęźli w biurokracji.
Niemniej sam system wprowadził zasadę, że pieniądz idzie za pacjentem i chory może wybrać, w której placówce chce skorzystać z usług zdrowotnych.
Przełom nastąpił w momencie ustalenia jednej taryfy. Obecnie funkcjonujący w Wielkiej Brytanii system to wynik ciężkiej, długoletniej pracy nad oszacowaniem jednolitej wyceny na konkretne procedury.
Dzięki temu dzisiaj pacjent może wykonać zabieg w dowolnie wybranym przez siebie szpitalu publicznym NHS lub prywatnym, który ma kontrakt z narodowym płatnikiem.
Każdy z tych szpitali za wykonanie tego samego zabiegu dostanie taką samą kwotę.
To samo dotyczy praktyki lekarskiej.

- Czy wartość wycenionej procedury zadowala świadczeniodawców?

- W większości placówki są zadowolone z poziomu wyceny. Wiadomo, że szpitale lepiej zarabiają na łatwiejszych, prostszych operacjach niż na tych bardziej skomplikowanych.
Pewna trudność pojawiła się w takich placówkach, jak np. Great Ormont Street, który jest specjalistycznym szpitalem dziecięcym, gdzie przeprowadza się wyłącznie skomplikowane, kosztowne operacje.
W takich przypadkach musieliśmy dokonać różnych modyfikacji, aby uwzględnić sytuację i specyfikę tego rodzaju placówek.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum