Ora et labora, czyli... benedyktyńska sieć

Autor: Sabina Augustynowicz • • 15 maja 2009 11:41

Opactwo w Tyńcu planuje prawdziwą ekspansję na rynku suplementów diety

Wizyta w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu jest przeżyciem. Tu czuje się historię - do klasztoru okolonego wysokim murem prowadzi wyłożona brukiem wąska, średniowieczna droga.

W zabudowaniach mieszają się style: na romańskich fundamentach kościoła i części klasztoru oparto jego gotycką rozbudowę w XV wieku, by trzy wieki później na średniowiecznych murach kościoła osadzić barokowe sklepienie.

Małe cele, skromnie wyposażone w niezbędne sprzęty, pozwalają poczuć atmosferę codziennego życia mieszkańców opactwa. Przez klasztorny dziedziniec przemykają cicho mnisi na modlitewne śpiewy. U stóp klasztornego wzgórza, od strony południowej, wznoszą się ruiny dawnych zabudowań gospodarczych.

Tutaj rozciągało się władztwo szafarza i braci konwersów, którzy z dawien dawna wykonywali pracę fizyczną. Wprawdzie św. Benedykt chciał, aby całe zgromadzenie żyło z pracy rąk własnych, ale rychło mnisi zaczęli przyjmować święcenia, a prace na gospodarstwie i w ogrodzie wykonywali bracia, którzy nie mieli święceń kapłańskich.

Dzisiaj chyba rzeczywiście zwraca się w tym zakonie więcej uwagi na pracę niż w dawnych czasach i przypomina dorobek benedyktynów - ogrodników i gospodarzy, sądząc po rozmachu, z jakim rozwijają działalność gospodarczą.

Choć trudno uwierzyć - chłonąc klasztorną ciszę i łapiąc powiew historii - owi rozmodleni mnisi to biznesmeni w habitach, znakomicie radzący sobie na rynku, świetnie rozumiejący skłonność człowieka do poddawania się modom, chociażby na zdrowy styl życia, jedzenia, wiarę w moc preparatów ziołowych, nalewek, zdrowej żywności, suplementów diety i potrafiący robić interesy na marce, na którą pracowali setki lat...

"Brzytewka" i balsam kapucyński

Gdyby nie powrót do reguły "módl się i pracuj", trudno byłoby benedyktynom osadzić się na nowo w tynieckim opactwie po wypędzeniu podczas zaborów. Wrócili tu tuż przed wybuchem II wojny światowej i rozpoczęli odbudowę Wielkiej Ruiny, jak nazywają do dzisiaj część klasztoru, który legł w gruzach zamieniony na fortecę przez konfederatów barskich.

O odbudowę i rozbudowę, zgodną z regułami i wymogami współczesności, walczą do dzisiaj. Kształcą się - jak np.
ojciec Zygmunt - na najlepszych uczelniach, zdobywając wiedzę w zakresie prowadzenia biznesu. Część planów zrealizowali dzięki zdobytym funduszom unijnym i wsparciu władz Krakowa. Dla zdobycia środków na realizację dalszych planów odbudowy oraz projektu rozbudowy, którego wizualizacja jest już gotowa, założyli jednostkę gospodarczą, prowadzoną co prawda przez osoby świeckie, ale pod czujnym okiem, m.in. o. Zygmunta.

Benedicite - Jednostka Gospodarcza Opactwa Benedyktynów w Tyńcu, powołana dekretem opata tynieckiego w 2006 roku - to przede wszystkim franczyzodawca dla sieci 32 sklepów w całym kraju.

W tych placówkach oraz poprzez sklep internetowy mnisi sprzedają ok. 500 wyrobów opatrzonych marką "Produkty Benedyktyńskie". Gruszki po krzyżacku, "Brzytewka" - wiśnie na rumie, rydze miodowe, szynki jak "sprzed wojny", cukierki św. Hildegardy na niemoce wszelakie, nalewki od siedmiu boleści - robią furorę w całym kraju.

Wedle starych receptur, z surowców uprawianych i zbieranych na terenach uznawanych jeszcze ciągle za ekologicznie czyste, wytwarzane są nie tylko produkty spożywcze, ale także suplementy diety, ziołowe herbatki, balsamy, jak chociażby "Balsam kapucyński".

Tradycja jego wytwarzania sięga dwóch wieków, a od blisko 100 lat recepturę balsamu przechowują bracia z zakonu kapucynów. Preparat przygotowywany z ziół i żywic ma wzmacniać układ odpornościowy i regulować pracę układu pokarmowego.

"Preparat nie jest kwalifikowany jako lek" - zastrzegają kapucyni, wstawiający do benedyktyńskiej sieci swój wyrób i przestrzegają przed użyciem go jako specyfiku leczącego układ krążenia oraz przez osoby uczulone na miód czy przechodzące ostre zapalenie woreczka żółciowego lub wątroby.

Nie tylko herbatka

W ofercie benedyktyńskiej sieci są ponadto m.in. herbatki ziołowe lecznicze - na nerki, uspokajające z melisą i lawendą; na wątrobę - z dziurawcem i korzeniem mniszka lekarskiego; wzmacniające - z bzem czarnym, lipą i malwą; na stawy - z korą wierzby, liściem brzozy, pokrzywy, jałowcem pospolitym.

Z kolei w recepturze unikalnej nalewki ziołowej tkwić ma "tajemnica długowieczności". Pochodne kwasów triterpenowych, zawarte w ekstrakcie ziołowym, mają wpływać na stymulację procesów wygładzania i ujędrniania skóry (wzmożenie produkcji kolagenu i elastyny), a także na łagodzenie objawów cellulitu. A związki antyoksydacyjne mają wpływać na zmniejszanie liczby wolnych rodników i stanowić dodatkową ochronę organizmu przed ryzykiem wystąpienia problemów nowotworowych.

Produkty dla diabetyków importowane są z czeskiego klasztoru - to m.in. syropy z cytrynowca chińskiego czy z czarnej borówki, wzmacniające organizm, wspomagające przemianę materii.

Natomiast aloes z kawałkami miąższu to suplement diety - jak głosi opis na opakowaniu - o właściwościach regenerujących po ciężkiej chorobie lub antybiotykoterapii.

Benedyktyni zapewniają, że produkty sprzedawane w ich sklepach nie zawierają żadnych konserwantów, chemicznych dodatków, barwników. Wytwarzane są w małych gospodarstwach wedle starych receptur własnych i wydobytych z bibliotecznych zasobów. Niektóre zaś sprowadzane są z innych klasztorów za granicą, jak np. kosmetyki z produktów pszczelich, część win czy też balsam kapucynów.

Ambitne plany

Etykiety z zakapturzonym mnichem siedzącym nad rzeką kojarzą się jednoznacznie z tynieckim opactwem. Ta marka jest już dobrze rozpoznawalna.

Nic więc dziwnego, że benedyktyni mają daleko idące plany rozwoju sieci franczyzowej. Wkrótce otwierają pierwszy za granicą - w Berlinie - sklep z produktami benedyktyńskimi, a w Polsce ich liczba w najbliższych latach ma wzrosnąć do 100. Szukają więc franczyzobiorców zainteresowanych współpracą. Aby jednak móc sprzedawać produkty opatrzone logo "Produkty Benedyktyńskie", trzeba dysponować lokalem o powierzchni 30-40 mkw. położonym w centrum miasta liczącego więcej niż 100 tys. mieszkańców oraz 30 tys.

złotych za udzielenie licencji. Trzeba również liczyć się z wydatkiem 80-100 tys. złotych na wyposażenie placówki oraz pierwszą dostawę towaru. Nie ma wątpliwości, że nastała moda na klasztorne produkty lecznicze. Do nas ta moda przyszła z Zachodu. Od lat działa Monastic, czyli zrzeszenie handlowe, skupiające ok. 200 klasztorów głównie z Francji. Handlują różnymi produktami przez internet.

Jaki to rynek

W 2008 r. wartość rynku suplementów diety w Polsce przekroczyła 1,7 mld zł, co oznacza, że wzrosła ona o 24% w stosunku do roku 2007 - wynika z raportu firmy analitycznej PMR pt. "Rynek suplementów diety w Polsce 2009".

W latach 2009-11, w związku z kryzysem finansowym oraz spodziewanymi skutkami zmian prawnych, może dojść do osłabienia dynamiki wzrostu. Rynek suplementów diety wciąż będzie się jednak rozwijał w tempie 12-15% rocznie, znacznie szybciej niż segment leków na receptę czy nawet preparatów OTC - prognozują autorzy rapor tu.

Analitycy PMR przewidują, że rozwój polskiego rynku suplementów diety będzie podążał w kierunku trendów obserwowanych w Europie Zachodniej i USA. Również w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej, takich jak Czechy, Węgry lub Słowacja, wartość sprzedaży suplementów diety rośnie systematycznie.

Kategorią suplementów diety, którą czeka w najbliższych latach najbardziej dynamiczny wzrost, będą produkty wpływające na serce i układ krążenia.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum