Open source kontra biurowe oprogramowanie komercyjne: Za darmo i legalnie

Autor: Andrzej Bęben • • 18 maja 2008 20:35

Najpopularniejszy w Polsce edytor tekstu, czyli Microsoft Word w wersji OEM (program przypisany "na zawsze" do jednego komputera) kosztuje 130 zł. Arkusz kalkulacyjny, również Microsoftu, Excel w wersji box (po deinstalacji może być instalowany na innym komputerze), to wydatek minimum 400 złotych.

Cały pakiet, czyli Microsoft Office, do użytku biurowego (w wersji OEM) kosztuje prawie 800 złotych.
Proponowane poniżej rozwiązania niekoniecznie adresowane są do dużych jednostek, gdzie w sieci pracuje kilkaset i więcej stanowisk. Tam, gdzie sieć powstaje i oplata niewiele komputerów, warto tę alternatywę wziąć pod uwagę przy podejmowaniu ostatecznej decyzji w kwestii informatyzacji danej placówki.

Operacyjne dylematy

Uważa się, że komputery muszą mieć "łindołsa", bo inaczej nie ruszą. Bardziej zorientowani wiedzą, że oprócz platformy Windows komputery mogą mieć zainstalowane inne systemy: Mac OS lub którąś z licznych wersji Linuksa. Decydenci będący jeszcze bardziej "w temacie" wiedzą, że Mac OS to system niszowy i rzadko mają zaufanie do darmowych wersji Linuksa.
Dlaczego? A dlatego, że uważają, iż jeśli używają darmowego oprogramowania, nie mają prawa do darmowej pomocy.
Gdy korzystają z płatnego, to takie prawo mają. Pierwsza część tej tezy jest słuszna. Druga, zasadniczo, jest błędna. Dlaczego zasadniczo? Dlatego, że do polskich szkół, szpitali, przychodni itd. kupuje się komputer y z już zainstalowanym systemem (oczywiście Microsoftu) w wersji OEM. Oprogramowanie w tej wersji nie uprawnia do otrzymywania bezpłatnej pomocy technicznej od producenta. Ta jest możliwa dopiero wtedy, gdy użytkownik korzysta z wersji box. A ta jest circa trzy razy droższa od oemowej. Zatem należy wątpić, by służbę zdrowia w Polsce można było informatyzować w oparciu o Windows w wersji box.
Komputer pracujący pod Linuksem nie jest rozwiązaniem idealnym, tak samo, jak nie jest nim, gdy maszyna pracuje w środowisku Windows. Linux jest oprogramowaniem darmowym tworzonym w ramach tzw. ruchu wolnego oprogramowania, zwanego też otwartym (open source - otwarte źródła). Z grubsza rzecz biorąc, jego idea zasadza się na tym, że kody źródłowe tworzonego oprogramowania nie są chronione (w przeciwieństwie do kodów oprogramowania komercyjnego) i udostępniane do dalszego jego doskonalenia. Stąd też mamy Windows XP czy Vistę i Linux w kilkunastu dystrybucjach: Mandriva, Ubuntu, Debian, Fedora Core itd.
"Linuksy" górują nad "łindołsami" odpornością na ataki wirusów, koni trojańskich itp., przez co użytkownik zaoszczędza niemałe pieniądze, bo nie musi kupować oprogramowania antywirusowego. Z drugiej strony, każdy system operacyjny ma to do siebie, że w jego środowisku mogą być uruchamiane programy stworzone wyłącznie dla niego.
Przyznać trzeba, że to systemy Microsoftu cieszą się największą popularnością i pod nie pisze się najwięcej oprogramowania. To oznacza, że o ile z oprogramowaniem (na Linuksa) szarej strefy działalności ośrodka nie będzie większych kłopotów, o tyle gorzej może być już w przypadku programów zarządzających białą, medyczną częścią. Chyba że producent takiego software tworzy je nie tylko na platformę Windows.

Word wyznacza standardy

Każdy wie, że do pisania przy pomocy komputera służy Microsoft Word; jest standardem w swej grupie i co do tego nie ma żadnych wątpliwości.
Zastanowić należy się jednak, czy do naszego informatyzowanego ośrodka od razu należy na każde stanowisko kupować MW, skoro można mieć - dla naszych zastosowań - jego darmowy substytut.
I w tym miejscu kłania się oprogramowanie open source, a w wersji aplikacji biurowych - sztandarowe dzieło i konkurent kombajnu z wytwórni Gatesa: "OpenOffice.
org 2. To rozbudowany pakiet aplikacji biurowych, funkcjonujący podobnie do MS Office. OpenOffice.org 2 ma wszystkie potrzebne funkcje, m.in. przetwarzanie tekstu, arkusze kalkulacyjne, prezentacje.
Potrafi nawet używać formatu plików MS Office, więc nie trzeba przepisywać nic na nowo. Co więcej, ma funkcje, których brak w MS Office, takie jak eksport do plików pdf".
Tyle cytat ze strony tego pakietu. Jest w nich pewna doza reklamy, owszem.
Z drugiej strony, decydujący o informatyzacji placówki powinien być świadom, że możliwości, jakie mają w sobie Microsoft Office czy jego opensourcowy konkurent i tak będą wykorzystane raptem w kilkunastu (jeśli nie mniej) procentach. Po co zatem płacić za coś, co można mieć za darmo i legalnie?

Po pierwsze, internet

Świadomie nie wspominaliśmy o tym, że informatyzacja bez dostępu z każdego stanowiska będącego w sieci do internetu jest nieporozumieniem. Okazuje się, że mając taki dostęp nie musimy mieć wymienionego wyżej oprogramowania.
Możemy z niego korzystać za darmo - Google udostępnia online pakiet biurowy, którego zaimplementowane funkcje są wystarczające dla najczęstszych zastosowań.
Ten internetowy pakiet dostępny jest w polskiej wersji językowej.
Internetową alternatywą dla arkuszy kalkulacyjnych: Microsoft Excel czy OpenOffice.org Calc jest NumSum, jednak w przeciwieństwie do aplikacji Google dostępny jedynie w wersji anglojęzycznej.
Nawet, jeśli decydent ma obawy co do stabilności funkcjonowania takiego onlinowego oprogramowania, powinien pamiętać, że każde stanowisko będące w sieci wewnętrznej, czyli Intranecie, winno mieć dostęp do internetu.
Wbrew pozorom jest on takim samym narzędziem pracy, jak np. program do ewidencji chorych czy stetoskop.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum