Odsyłanie "na ostry dyżur" nie ma prawnych podstaw

Autor: Beata Marciniak • • 10 lutego 2016 13:29

Rzecznik Praw Pacjenta uznał, że szpital nie ma prawa odesłać pacjenta bez udzielenia pomocy, powołując się na fakt pełnienia tzw. ostrego dyżuru przez inną placówkę. Podobnie do tej kwestii podchodzi Narodowy Fundusz Zdrowia.

Zdaniem RPP funkcjonowanie tzw. ostrych dyżurów nie ma żadnej podstawy prawnej. Chodzi o sytuacje, gdy w mieście wyznaczane są szpitale, które określonego dnia pełnią dyżur dla danego zakresu świadczeń zdrowotnych, np. z dziedziny okulistyki, laryngologii czy chirurgii urazowej.

- W sytuacji nagłego zagrożenia zdrowotnego pacjenci mogą zgłaszać się do dowolnego szpitalnego oddziału ratunkowego lub izby przyjęć albo oddziału, który ma zakontraktowane udzielanie określonych świadczeń zdrowotnych, np. okulistycznego, laryngologicznego, neurochirurgii czy chirurgii naczyniowej - przypomina biuro Rzecznika.

Szpital nie ma zatem prawa odesłać pacjenta bez udzielenia pomocy, powołując się na fakt pełnienia tzw. ostrego dyżuru przez inną placówkę.

- Nawet jeśli chory zgłosił się do szpitalnego oddziału ratunkowego placówki, która nie ma w swojej strukturze np. oddziału laryngologicznego, powinna zostać mu udzielona wstępna pomoc i dopiero potem można skierować go do innego szpitala dysponującego odpowiednim, ze względu na stan zdrowia pacjenta, oddziałem - wyjaśnia biuro RPP.

Jak dodaje NFZ, ograniczanie przyjęć do danego oddziału szpitalnego do poszczególnych dni nazywanych „ostrym dyżurem”, należy traktować jako nieprawidłowość w realizacji umowy i powinno skutkować wszystkimi konsekwencjami wynikającymi z tej umowy, do jej rozwiązania włącznie.

Na ostro już codziennie

Jak odnoszą się do tych stanowisk szpitale? Na przykład w liczącej 250 tys. mieszkańców Częstochowie „na ostro” dyżurują od jakiegoś czasu codziennie dwa SOR-y: w Miejskim Szpitalu Zespolonym i Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym.

Dyrekcja Miejskiego Szpitala Zespolonego w Częstochowie twierdzi, że SOR pełni obecnie codziennie ostry dyżur i przyjmuje prawie wszystkich pacjentów. W listopadzie ub.r. SOR udzielił 2004 porady ambulatoryjne, a na oddziałach hospitalizowano 514 osób.

- Każdy pacjent ma udzieloną wstępną pomoc. Do innych placówek przekierowywani są pacjenci, jeśli wymagają hospitalizacji na oddziale, do którego powinni trafić docelowo. My nie mamy np. neurochirurgii i kardiologii - wyjaśnia Wojciech Konieczny, dyrektor MSzZ.

W Częstochowie wcześniej pogotowie ratunkowe rzeczywiście przywoziło pacjentów do jednego ze szpitali - zespolonego (miejskiego) lub specjalistycznego (wojewódzkiego), który akurat dyżurował. Oba dzielił y się dyżurami naprzemiennie - pracowały na ostro co drugi dzień. Kolejki pacjentów, którzy przyszli tam po pomoc, czasami były ogromne.

- Funkcjonowanie ostrych dyżurów co drugi dzień opóźniało również udzielanie pomocy np. osobie poszkodowanej w wypadku, ta najpierw trafiała na ostry dyżur na SOR w szpitalu miejski, gdzie nie ma neurochirurgii, a po określeniu urazów odsyłana była karetką do szpitala wojewódzkiego - zdradza jeden z lekarzy.

Odsyłani byli także pacjenci, którzy zgłosili się z drobnymi interwencjami wymagającymi jedynie porady ambulatoryjnej. Działo się tak, gdyż jedna dyżurująca „na ostro” placówka nie dawała sobie rady z udzielaniem świadczeń wszystkim pacjentom.

Ratunek czy porada?

Inaczej wyglądała sytuacja w Sosnowcu. Tutaj szpitalny oddział ratunkowy Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 przyjmuje rocznie 20 tys. pacjentów. W systemie ostrodyżurowym pracuje codziennie od lat. Utworzono tutaj centrum urazowe.

- Sporadycznie wskazujemy inną placówkę medyczną, jako bardziej właściwą w danym przypadku, to są pojedyncze przypadki w skali miesiąca. To raczej my jesteśmy szpitalem, do którego trafiają pacjenci, którzy naszym zdaniem z powodzeniem mogliby być zaopatrzeni w innych placówkach - informuje Mirosław Rusecki, rzecznik prasowy szpitala.

SOR Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego w Warszawie obsługuje rocznie 55 tysięcy osób, placówka ma jeden z największych SOR-ów w regionie. Rzecznik szpitala Piotr Gołaszewski zwraca uwagę, że w pewnym stopniu problemy szpitali z udzielaniem pomocy i odsyłanie pacjentów wynikają z błędów systemowych.

- 30-35% pacjentów, którzy trafiają do SOR-ów, to przypadki uzasadnione, 60-70% przypadków nie mieści się w kategorii ratunku - mówi Gołaszewski. - Nie odsyłamy jednak takich pacjentów bez kontaktu czy wstępnej pomocy - zaznacza. W SOR-ach funkcjonuje system triażowy, który ułatwia identyfikację pacjentów. - Jeśli pacjent ma informację, że będzie czekał wiele godzin na lekarza, to sam zwykle wybiera inną formę pomocy - stwierdza rzecznik.

- Jeśli mamy do czynienia z sytuacją, k tóra nie jest krytyczna, to odsyłamy daną osobę do lekarza rodzinnego, wcześniej jednak mierzymy jej ciśnienie i robimy krótki wywiad. Jeśli pacjent wymaga szybkiej pomocy, to jej udzielamy - wyjaśnia zasady, którymi kieruje się placówka, udzielając świadczeń na SOR-ze.

Gdy na bródnowski SOR trafiają także osoby z przeziębieniem, otrzymują informację, w których placówkach mogą skorzystać z nocnej lub świątecznej pomocy medycznej. - Chcemy, by przy naszym SOR-ze powstał oddział nocnej opieki zdrowotnej, który rozwiąże ten problem - dodaje Piotr Gołaszewski.

Gdy szwankuje koordynacja

Jak twierdzi Gołaszewski, i ten szpital sporadycznie odsyła „ostrych” pacjentów do innych placówek. - Nie mamy urologii i jeśli mamy poważny problem z nerkami, to przydzielamy transport i odwozimy takiego chorego tam, gdzie dyżuruje oddział urologiczny. To w ramach współpracy z innymi szpitalami - wyjaśnia.

Wskazuje też, że w szpitalu, który posiadając SOR jest zobowiązany do udzielania w pierwszej kolejności pomocy pacjentom przede wszystkim w stanie zagrożenia życia, najpoważniejszym problemem komplikującym pracę jest brak koordynacji.

- Jeśli pracuje 5-6 chirurgów i nagle pogotowie ratunkowe przywozi nam więcej osób niż mamy sal operacyjnych, to fizycznie nie dajemy rady ich obsłużyć - zaznacza.

Proszę czekać...

SOR Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie również nie daje sobie rady z nadmierną liczbą pacjentów. Ze względu na położenie w okolicach Starego Miasta i Kazimierza, czyli w miejscach tłumnie odwiedzanych przez mieszkańców i turystów, staje się najbardziej obleganym SOR-em w mieście.

Dodatkowo SOR w Szpitalu Uniwersyteckim mieści się w Centrum Urazowym Medycyny Ratunkowej i Katastrof, do którego drogą powietrzną oraz karetkami transportowane są ofiary poważnych wypadków z całego regionu. Niestety, dla pacjentów niewymagających natychmiastowej pomocy wiąże się to z dłuższym oczekiwaniem na przyjęcie.

- Ciężko poszkodowani zawsze mają w takim miejscu pierwszeństwo przyjęcia i zaopatrzenia medycznego - wyjaśnia szpital na swojej stronie internetowej i sugeruje wybranie innej placówki niż Szpital Uniwersytecki z uwagi na mniejsze kolejki oczekujących. Przypomina także, że oprócz szpitalnych oddziałów ratunkowych do dyspozycji pacjentów są izby przyjęć w innych szpitalach.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum