Odpowiedzialność służy zdrowiu

Autor: Katarzyna Rożko • • 25 czerwca 2014 10:43

W rozmowach ekspertów o chorobach cywilizacyjnych oraz starzeniu się społeczeństwa nieustannie przewijają się pojęcia: odpowiedzialność i edukacja. Podkreślają oni, że zdrowie nie jest wyłącznie prywatną sprawą obywatela.

Aby jednak taka świadomość stała się powszechna, potrzebna jest edukacja zdrowotna - ale taka, za którą odpowiada nie tylko resort zdrowia - podkreślano podczas sesji "Choroby cywilizacyjne - jak można z nimi wygrać", w trakcie Europejskiego Kongresu Gospodarczego (Katowice, 7-9 maja 2014 r.).

Prof. Mirosław J. Wysocki, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny, podał, że od 1989 r. nieprzerwanie wzrastają wskaźniki długości życia w Polsce.

- Dziewczynka, która urodzi się dzisiaj, będzie żyć 82 lata, chłopiec - ponad 70 lat. Jednocześnie dzisiaj umrze 1050 osób. W 2012 r. odnotowano 385 tys. zgonów. Ich główne przyczyny to choroby układu krążenia (45%), nowotwory (25%), przyczyny zewnętrzne (6%). Do tego dochodzą choroby psychiczne i uzależnienia, choroby reumatyczne, a pomiędzy jednymi a drugimi są otyłość i cukrzyca - wyliczał dyrektor Instytutu.

Obraz 70-latka...

Podkreślił, że za kondycję zdrowotną Polaków tylko w 15% odpowiada system medycyny naprawczej; reszta leży po stronie działań związanych z walką z nadwagą i nałogami, promocją ruchu, profilaktyką zdrowotną. - Lekarz powinien być przede wszystkim specjalistą w zakresie zdrowia, a nie tylko chorób, podobnie Ministerstwo Zdrowia - wskazywał prof. Wysocki.

Jakub Gierczyński, ekspert Fundacji na rzecz Zdrowego Starzenia się, zwrócił natomiast uwagę, że w 2010 r. w Polsce żyło 5 mln osób powyżej 65. roku życia, w 2035 r. będzie ich 8,3 mln, czyli 23% społeczeństwa.

- Nałóżmy na te liczby dane o chorobowości: tylko 20% osób powyżej 65. roku deklaruje w Diagnozie Społecznej optymalny stan zdrowia, a 80% osób uznaje swój stan zdrowia za niezadowalający lub zły. Dołączmy do tego wyniki badań PolSenior, które wykazały, że wśród osób powyżej 65. roku życia aż 36% wymaga opieki w warunkach domowych lub szpitalnych, a statystyczny 70-latek w Polsce ma 3-4 choroby cywilizacyjne łącznie - wymieniał Gierczyński.

Podał, że obraz klasycznego 70-latka to osoba ze schorzeniem sercowo-naczyniowym (nadciśnienie, miażdżyca), chorobą metaboliczną (najczęściej cukrzyca),

nadwagą lub otyłością, często uzależniona od tytoniu, również od alkoholu.

- Pamiętajmy też o schorzeniach upośledzających narząd słuchu i wzroku. Niedosłuch/głuchota, które istnieją razem z chorobami degeneracyjnymi, np. siatkówki oka, i które prowadzą do nieuchronnej ślepoty, powodują, że te osoby znikają z przestrzeni publicznej. Biorąc pod uwagę, że choroby cywilizacyjne są przyczyną 8% zgonów w Polsce i tego, jaki jest stan zdrowia 65-latków, możemy powiedzieć, że choroby cywilizacyjne są w naszym kraju głównym problemem - mówił przedstawiciel Fundacji.

... i diabetyka

Prof. Leszek Czupryniak, prezes Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, nakreślił stereotypowy wizerunek chorego na cukrzycę, postrzeganego jako osoba, która wygląda kwitnąco, a jak ma problem, to "niech tyle nie je i ćwiczy". - Nie traktuje się go poważnie. Nie rozróżnia się też pacjenta, który jest w grupie ryzyka zachorowania na cukrzycę i chorego na cukrzycę - mówił prof. Czupryniak.

W efekcie chorzy na cukrzycę są leczeni w Polsce tak jak 20 lat temu, a aktywność i dieta mają być sposobami walki z chorobą.

- Tymczasem chory na cukrzycę, który będzie aktywny i będzie mniej jadł, nie poprawi swojej przeżywalności, a jedynie komfort życia. Cukrzyca i inne choroby przewlekłe są w Polsce bagatelizowane. Obecnie, szczególnie w dużym mieście, trudno umrzeć na zawał serca lub niewydolność nerek. Medycyna w Polsce jest medycyną stanów nagłych. Należy jednak przenieść nacisk na rzecz skuteczniejszego leczenia chorób przewlekłych - wskazał prof. Czupryniak.

Podkreślił, że w przypadku chorób nowotworowych następuje albo zgon, albo wyleczenie; cukrzyca to natomiast choroba, z którą pacjent będzie żył i będzie się leczył do końca życia.

- A to mało medialny temat. Jednak gdy resort zdrowia wciąż będzie się skupiał jedynie na uzyskaniu spektakularnych efektów, jak skrócenie kolejek do specjalistów do 3 miesięcy, cukrzyca i inne choroby przewlekłe zawsze będą na przegranej pozycji, bo tu efekty zmian systemowych będą widoczne za 20 lat - podsumował prezes PTD.

Dr Wojciech Matusewicz, prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych, zwrócił uwagę na żywienie w chorobach cywilizacyjnych. Jak podał, choroby dietozależne to m.in. otyłość odpowiadająca za 17% zgonów i choroby układu krążenia (48% zgonów).

Skupiając się na otyłości, przypomniał, że leczenie farmakologiczne w przypadku tej choroby jest jedynie uzupełniające. - Leki nie leczą otyłości ani jej przyczyny - zaznaczył. Wskazał też, że w Polsce walka z otyłością odbywa się w znacznej mierze na własną rękę i w oparciu o modne szkodliwe diety, suplementy i niewiadomego pochodzenia preparaty.

- Preparaty ziołowe zawierające aristolochie mogą powodować m.in. niewydolność nerek, w przypadku l-karnityny nie ma dowodów na działanie odchudzające, z kolei chrom niesie ze sobą ryzyko powstania nowotworów. Kilka bardzo popularnych diet zostało podważonych, a np. w przypadku diety Dukana jej twórca otrzymał zakaz wykonania zawodu lekarza - przypominał prezes Matusewicz.

Dr Janusz Prokopczuk, ordynator IV Oddziału Kardiologii Inwazyjnej, Elektrostymulacji i Angiologii Polsko-Amerykańskich Klinik Serca w Kędzierzynie-Koźlu, zwrócił uwagę, że jesteśmy świadkami niesamowitego rozwoju inwazyjnych metod leczenia.

- Około 90% pacjentów z zawałem i stabilną chorobą wieńcową, które kiedyś były leczone zachowawczo, jest leczonych inwazyjnie. Dzięki temu osiągnęliśmy śmiertelność w ostrej fazie zawałów w granicach 4%, co absolutnie lokuje nas na czołowych miejscach w krajach OECD - zaznaczył dr Prokopczuk.

Dodał jednak, że po roku od wypisu ze szpitala ta śmiertelność wzrasta do 15%, a do 4 lat odsetek zgonów w tej grupie chorych sięga nawet 33%.

- Mamy ok. 450 tys. ludzi, którzy powinni być pod specjalnym nadzorem, w sposób bardzo profesjonalny rehabilitowani, a według danych zawartych w programie optymalnej terapii rehabilitacyjnej w Polsce w ośrodkach rehabilitacji stacjonarnej rocznie rehabilituje się tylko 24 tys. osób. Chory trafia w stanie ostrym na oddziały kardiologii inwazyjnej, które w całej Polsce są doskonale wyposażone i zorganizowane. Potem jednak mamy lukę między ostrym pobytem w szpitalu a dalszym życiem - mówił.

Jak wyjaśnił, pacjenci, którzy zostali skierowani na rehabilitację kardiologiczną do ośrodków stacjonarnych, powinni być nauczeni odpowiedniego zachowania, odżywiania, stosowania leków. Tymczasem według Krakowskiego Programu Wtórnej Prewencji Choroby Niedokrwiennej Serca tylko 9% pacjentów po roku przestrzega zaleceń, które ma wypisane w karcie wypisowej ze szpitala.

W opinii dr. Prokopczuka, jest to kwestia edukacji chorych, ale ona nie może się odbywać tylko w sektorze medycznym - powinny być specjalne programy edukacyjne w szkole.

Problem z compliance

- Kardiologia inwazyjna nie jest panaceum na przedłużenie życia. Dlatego należy zbudować szeroko rozumiany program rehabilitacji zarówno stacjonarnej, jak i ambulatoryjnej. Dziś połowa kraju takiego dostępu nie ma. Przyszłością może być telemedycyna. Pytanie, czy pacjenci będą umieli i chcieli korzystać z rozwiązań telemedycznych, jeśli nie zrozumieją, że ich zdrowie jest wartością publiczną i społeczną? - pytał dr Prokopczuk.

Przemysław Ryś, wiceprezes, HTA Consulting, zwrócił uwagę na compliance. Podał, że w British Medical Journal opublikowano w 2006 r. analizę, która wykazała, że po 6 miesiącach ponad połowa pacjentów nie zgłasza się po kolejne dawki leków.

- Średni compliance to 50% - to tak, jakby pacjent przyjmował co drugą dawkę leków. Warto zapytać, jakie to rodzi konsekwencje. Na podstawie badań randomizowanych wykazano m.in., że wśród pacjentów, którzy przyjmowali leki na poziomie compliance 80% lub większym, występowała mniejsza śmiertelność niż u pacjentów, którzy nie realizowali tego celu - informuje Przemysław Ryś.

Jak podał, z analiz wynika też, że spadek compliance o 20% oznacza dwukrotny wzrost hospitalizacji, a niski compliance odpowiada za 24% zaostrzeń w astmie. W 16 krajach zbadano przyczyny takich zachowań pacjentów.

- W Polsce były to wysokie koszty leczenia, ale i niezrozumienie celu oraz sposobu podejścia do leczenia. Jakie są sposoby na rozwiązanie tego stanu rzeczy? Im prostszy schemat terapeutyczny, tym łatwiej utrzymać compliance - wyjaśnił Ryś.

Profilaktyka zbyt wybiórcza

Poseł Lidia Gądek, lekarz rodzinny, członek Sejmowej Komisji Zdrowia, wskazała, że dane MZ i NFZ dotyczące tego, jak POZ realizuje profilaktykę wśród dzieci i młodzieży do 18 lat wykazały, że bilanse zdrowia wykonywane są w 97%, a poziom szczepień jest jednym z najwyższych w Europie - w granicach 90%.

- Jest to bardzo ważne dla zdrowia populacyjnego Polaków, bo tak jak wychowamy sobie następne pokolenie, jak nauczymy żyć nasze dzieci - takie będziemy mieć społeczeństwo w jesieni ich życia. Nie

lubię określenia "starzejemy się". Mamy po prostu przejść płynnie w zdrową jesień życia - mówiła poseł Lidia Gądek.

Z drugiej strony, w wieku dorosłym rolę lekarza rodzinnego przejmuje medycyna pracy - także opiekę profilaktyczną, ale tylko w zakresie obejmującym pracę zawodową.

- Część naszego społeczeństwa w wieku od 24 do 65 lat praktycznie nie podlega obligatoryjnym badaniom profilaktycznym. NFZ finansuje świadczenia profilaktyczne, które są realizowane częściowo w POZ, częściowo przez specjalistykę, ale to są tylko wybrane produkty - zwróciła uwagę poseł.

Podkreśliła też, że pacjentów w jesieni życia nie obejmują prawie żadne profilaktyczne postępowania. - Tylko ci, którym potrafimy uświadomić, że powinni zgłaszać się i wykonywać badania okresowe - korzystają z nich. Profilaktyka to nie tylko sprawa medycyny, ale i współpracy resortu zdrowia z innymi ministerstwami oraz instytucjami, przede wszystkim nacisk na edukację - zaznaczała Lidia Gądek.

Jak się badać

Prof. Wojciech Hanke, wiceprzewodniczący Komitetu Zdrowia Publicznego Polskiej Akademii Nauk, zastępca dyrektora ds. naukowych Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi, wskazał, że w Polsce dwóch "killerów" - rak sutka u kobiet i rak płuc u mężczyzn - zabija po 16 tys. osób rocznie.

Omawiając badania przesiewowe w obu chorobach, poruszył problem nadrozpoznawalności i wskazał, że chociaż w raku sutka mammografia jest przyjętym standardem, ma też swoje słabości. Podał, że w Szwecji przebadano grupę 2 tys. kobiet, które przez 10 lat regularnie zgłaszały się na mammografię. Okazało się, że to badanie w tej grupie było w stanie zapobiec jednemu zgonowi, a 200 innych kobiet przeżyło stres wynikający z fałszywej diagnozy.

- Nie jestem za tym, by mammografię wykluczyć. Trzeba jednak kobiety informować o tym, że może być taka możliwość. W momencie, gdy akcentujemy tylko potencjalne korzyści, nie pokazujemy pełni zagadnienia. Nowoczesne podejście do badań przesiewowych to: porozmawiaj ze swoim lekarzem i wspólnie ustalcie, jakie badania będą dla ciebie korzystne, bo wtedy jesteś w stanie naprawdę na nich zyskać - podkreślał Hanke.

Maria Libura z Instytutu Studiów Interdyscyplinarnych nad Chorobami Rzadkimi na Uczelni Łazarskiego, członek Komitetu Sterującego projektu "Konstruktywni" Fundacji na rzecz Zdrowego Starzenia się, wskazała, że dane pokazują, iż choroby przewlekłe niezakaźne stają się coraz większym obciążeniem dla społeczeństw.

- Dlaczego to ciągle nie przekłada się na politykę i nie dociera do społeczeństwa? W Polsce dominuje sposób myślenia o zdrowiu i chorobie jako zasobie prywatnym. Takie podejście stawia chorego w pozycji roszczeniowej, w roli petenta, który sięga po środki publiczne - mówiła Libura.

W jej opinii, konieczne jest przejście od widzenia tego, że zdrowie jest wyłącznie sprawą prywatną, do tego, że jest to kwestia publiczna, wpływająca na gospodarkę i los społeczeństwa.

O odpowiedzialności mówił również Marcin Pakulski, zastępca prezesa NFZ ds. medycznych. W jego opinii, w Polsce mamy do czynienia z deficytem odpowiedzialności społeczeństwa i pewnego rodzaju kryzysem zaufania. Wskazał, że Polacy uważają, że ich tryb życia i decyzje, jakie podejmują w kwestii swojego zdrowia, to ich sprawa, natomiast choroba jest już problemem państwa.

Zdaniem Pakulskiego w debatach na temat zdrowia publicznego powinni uczestniczyć nie tylko przedstawiciele resortu i NFZ, ale także Ministerstwa Edukacji Narodowej.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum