Obawa przed rokiem 2008

Autor: Mariusz Jędrzejczak • • 24 maja 2008 20:50

Dr MARIUSZ JĘDRZEJCZAK, zastępca dyrektora ds. ekonomicznych Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Zgierzu

Rok 2006 przyniósł w służbie zdrowia długo oczekiwane zjawisko spadku zadłużenia placówek o blisko 1,7 mld zł.
Wielkość ta wprawdzie odnosi się do tzw.
zobowiązań wymagalnych stanowiących jedynie część wszystkich zobowiązań jednostek, ale i tak jest imponująca. Trzeba mieć jednak świadomość, że radość z tego stanu rzeczy nie może być absolutna...
Musi ją mącić fakt, iż proces ten dokonał się w dużej mierze na kredyt.
Szpitale i przychodnie nie spłaciły swoich długów poprzez wygospodarowanie własnych środków w drodze poprawy ich kondycji finansowej. Zrobiły to, niestety, za pożyczone pieniądze. Zadłużyły się na ten cel biorąc częściowo umarzalne pożyczki ze Skarbu
Państwa lub zaciągając kredyty w bankach komercyjnych.

Tego nie przewidziano...

Oznacza to zatem, że - jak na razie - zmieniła się jedynie kategoria wykazywanych przez placówki, w ujęciu bilansowym, zobowiązań. Z kategorii wymagalnych zostały przekwalifikowane do kategorii zobowiązań długoterminowych.
W praktyce zaś, że dług został odroczony w czasie i trzeba go będzie spłacić w przyszłości z odsetkami.
Coraz bardziej paląca staje się zatem kwestia znalezienia źródeł pieniędzy na ten cel. Jest to również ważne dla organów założycielskich publicznych placówek służby zdrowia, w zdecydowanej większości poręczających zobowiązania kredytowe podległych sobie jednostek.
Realizowane przez szpitale programy restrukturyzacyjne oparte były na zakładanych corocznych, kilkuprocentowych wzrostach wartości kontraktów z NFZ. To właśnie te pieniądze, obok wygospodarowanych oszczędności, miały pozwolić na spłatę długów i obsługę kredytów.
Warunek ten nie jest jednak realizowany. Głównie z powodu przeznaczenia dodatkowych środków w latach 2006 i 2007 na "wystrajkowane" podwyżki dla pracowników służby zdrowia z puli NFZ właśnie, a nie, jak pierwotnie zakładano, z budżetu państwa.
Założenia programów restrukturyzacyjnych nie przewidywały również skutków akcji strajkowych, np. utraty części przychodów kontraktowych.
W konsekwencji, pogorszeniu ulega bieżąca płynność wielu placówek. Pożyczki i zobowiązania muszą być obsługiwane. Oznacza to konieczność wygospodarowania dodatkowych środków w ramach posiadanych możliwości kontraktowych.
A te nie wzrosły i raczej nie ma na to szansy w najbliższym czasie.
Na opisaną sytuację nakłada się niepewność co do źródeł pokrycia podwyżek pracowniczych po roku 2007. Powszechna jest obawa, że dyrektorzy placówek pozostaną z tym problemem sami, stając przed alternatywą: nadal zadłużać placówki lub wypowiadać przyznane podwyższone wynagrodzenia.

Czas ucieka

W tym kontekście, rok 2008 może się okazać istotną cezurą wydolności polskiej służby zdrowia.
Dojdzie w nim bowiem do wyjątkowo uciążliwej kumulacji obciążeń finansowych. Dlatego jak najszybciej powinny być przygotowane rozwiązania systemowe. Ministerstwo Zdrowia jak dotąd milczy, a prof. Zbigniew Religa publicznie dystansuje się do problemu ewentualnych skutków zapowiadanej akcji strajkowej.
Ten fakt, jak również losy propozycji - bez względu na jej merytoryczną wartość - wprowadzenia choćby zalążka systemu prywatnych ubezpieczeń, nie daje podstaw do optymizmu. A rok 2008 jest bardzo blisko.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum