O przekazywaniu pacjentów

Autor: RZ • • 05 listopada 2014 09:19

Jeśli szpital powiatowy lub miejski nie jest w stanie pomóc swojemu pacjentowi - szuka dla niego miejsca w szpitalu specjalistycznym. Okazuje się, że sprawa nie jest prosta. Nie zawsze problemem jest brak wolnych łóżek w specjalistycznych lecznicach.

O przekazywaniu pacjentów

Jak wiadomo, pacjent, z którym nie radzi sobie powiatowy lub miejski szpital, to pacjent ciężko chory, co w szpitalnej ekonomii oznacza, że jego leczenie może być bardzo kosztowne. Dlatego specjalistyczne szpitale nie są zbyt chętne do przejmowania takich chorych od placówek o niższej referencyjności.

Przywileje i obowiązki

Dr Marek Balicki, były minister zdrowia i były dyrektor Szpitala Wolskiego w Warszawie, zwraca uwagę, że specjalistyczne ośrodki otrzymują wyższą wycenę i lepsze kontrakty z NFZ za poszczególne procedury, szczególnie te kosztowne i wymagające wyspecjalizowanego, doświadczonego zespołu oraz drogiej aparatury niezbędnej do wykonywania zabiegów tylko w tzw. referencyjnych ośrodkach, dlatego powinny przyjmować chorych w najcięższym stanie.

Jak twierdzi, jeśli mają przywileje, powinny mieć też obowiązki. Tymczasem, zdarza się, że odmawiają takiego przyjęcia bądź dokładnie wypytują dzwoniącego lekarza o stan chorego i od tego uzależniają przyjęcie.

Zdaniem Zbigniewa Gacionga, konsultanta krajowego w dziedzinie hipertensjologii, byłego konsultanta w dziedzinie chorób wewnętrznych, szpitale uniwersyteckie, jeśli chcą utrzymać swój status, powinny przyjmować ciężko chorych.

- To jest rzecz poza dyskusją. Myślę, że chyba żaden z ordynatorów takiej placówki nie powie, że takiego chorego nie przyjmie - zaznacza prof. Gaciong.

Wyjaśnia, że u niego w ośrodku zawsze przyjmuje się chorych z innych szpitali. - Jest tylko jedno podstawowe pytanie - czy rzeczywiście w każdym przypadku pacjent wymaga specjalistycznej opieki, bo to, że jest ciężko chory nie oznacza wcale, że od razu musi być leczony w ośrodku o najwyższym stopniu referencji - tłumaczy prof. Gaciong.

Profesor zauważa jednak, że nawet w ośrodku specjalistycznym nagromadzenie pacjentów potrzebujących drogiego, długiego leczenia w sytuacji, kiedy przyjmuje się na takie leczenie także planowych pacjentów, może doprowadzić oddział lub szpital do trudnej sytuacji finansowej.

Prozaiczne powody

Nie zawsze jednak ekonomia, czy brak dobrej woli są przyczyną nieprzyjęcia pacjenta do ośrodka o wyższej referencyjności. Czasami powód jest prozaiczny - brak wolnych łóżek. Wtedy rozpoczyna się szukanie innej, odpowiedniej dla pacjenta lecznicy. Prawdziwy problem zaczyna się wówczas, gdy łóżko potrzebne jest od zaraz.

W ocenie dr. Mirosława Ciechanowskiego, lekarza dyżurnego koordynatora w Centrum Zarządzania Kryzysowego Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego, problem ten można by ograniczyć do minimum, gdyby opis ruchu chorych w szpitalu zmieniał się automatycznie poprzez system informatyczny, tak jak to się dzieje np. w systemie bankowym.

Doktor potwierdza, że zarówno dyrektorzy placówek, jak też ordynatorzy, jako główną przyczynę odmowy przyjęcia pacjenta podają zbyt małą liczbę łóżek szpitalnych i brak na miejscu szefa oddziału. Wyjaśnia, że w woj. pomorskim są pewne rejony, gdzie brakuje łóżek danej specjalizacji, co powoduje, że nie ma gdzie przekazać potrzebujących pacjentów.

Bardzo zła sytuacja jest np. w Trójmieście, gdzie jest zdecydowanie za mało łóżek na oddziałach psychiatrycznych, chorób wewnętrznych i na intensywnej terapii.

Nie bez znaczenia jest także stan zdrowia chorego. Najtrudniej jest znaleźć miejsce dla osób starszych z wieloma chorobami współistniejącymi, czy też chorych przewlekle.

Pomocny w rozwiązaniu problemu ma być zbiorczy monitoring, który działa już w kilku regionach w Polsce.

Danuta Chmiel, kierownik ośrodka koordynacji w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w woj. śląskim, przypomina, że ośrodek działa już od blisko roku.

System opiera się na współpracy wszystkich szpitali, które mają w swoich obowiązkach wpisywanie wolnych łóżek do tegoż systemu. Dzięki temu dostępny jest podgląd on-line, dotyczący rozmieszczenia wolnych łóżek. - Jako pogotowie ratunkowe także posiłkujemy się tym systemem, co bardzo ułatwia nam pracę - wyjaśnia Danuta Chmiel.

Dr Piotr Koźbiał, lekarz koordynator w Centrum Zarządzania Kryzysowego w woj. śląskim, potwierdza, że system bardzo usprawnił pracę zarówno koordynatora, jak też samych dyrektorów szpitali.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum