O czym się rozmawia w sali mauretańskiej

Autor: Anna Kaczmarek, Luiza Jakubiak, Wojciech Kuta • • 09 lipca 2009 13:01

IV Konferencja Farmaceutyczna Rynku Zdrowia "Leki w Polsce 2009"

O czym się rozmawia w sali mauretańskiej
W konferencji wzieło udział ponad 400 osób

Na liście refundacyjnej, która powinna być gotowa w lipcu br., znajdą się m.in. długodziałające analogi insulin i nowe leki przeciwnowotworowe.

- Niestety, część z tych leków musimy wprowadzać w ramach programów terapeutycznych, bo nadal nie mamy takiego narzędzia, jak kategoria leków specjalistycznych - powiedział wiceminister zdrowia Marek Twardowski podczas IV Konferencji Farmaceutycznej Rynku Zdrowia "Leki w Polsce 2009" (Warszawa, 4 czerwca br.), dodając, że resort będzie prowadził ze środowiskiem lekarskim rozmowy, by ograniczyć możliwość preskrypcji niektórych leków tylko przez wąską grupę specjalistów. Dzięki temu łatwiej i szybciej można byłoby umieszczać na wykazach drogie leki.

Minister Twardowski zwrócił uwagę na toczące się w resorcie negocjacje cenowe z producentami: - Dziękuję koncernom, które w czasie spotkań w sali mauretańskiej w resorcie na Miodowej, rozumiejąc trudną sytuację finansową NFZ, dostosowują swoją ofertę do możliwości płatnika - mówił wiceszef resortu.

Podkreślał ponadto, że ministerstwo będzie wprowadzało rozwiązania, mające zmniejszyć odpłatność za leki, szczególnie dla osób z chorobami przewlekłymi.

Artur Fałek, dyrektor departamentu polityki lekowej i farmacji resortu zdrowia, przypomniał, że płatnik dysponuje zamkniętą pulą środków i nie od razu udaje się spełnić słuszne oczekiwania poszczególnych grup pacjentów.

- Nowe leki wchodzą czasem powoli, najpierw jako druga linia leczenia, z czasem stają się pierwszą. Jeszcze trzy lata temu mieliśmy problem, aby zapewnić dostęp do interferonu, a teraz ten interferon jest standardem. Ograniczone środki stawiają decydentów przed trudnymi wyborami, ale trwa nieustanna praca, by dostępność leków zwiększać - mówił Artur Fałek.

Ma być coraz taniej

Padają przykłady: - Będą kolejne programy terapeutyczne, kwota dotycząca leków na refundację ulegnie zwiększeniu o kilkaset mln złotych i wzrośnie z obecnych 7,3 mld zł nawet do ponad 8 mld złotych - mówił minister Twardowski.

Przypomniał też, że resort dba o to, aby leki były coraz tańsze dla pacjentów.

Poinformował, że ceny preparatów w naszym kraju są już jednymi z najniższych w Europie. Słowa ministra potwierdził Piotr Kula, prezes firmy analitycznej PharmaExpert: - Leki w Polsce są jednymi z najtańszych w Europie. Od 2007 roku można zaobserwować zmianę trendów i stały wzrost wydatków państwa na refundację leków. Przewidujemy, że w 2009 roku kwota refundacji wyniesie ok. 8 mld zł.

Co do niskich cen leków zgodził się również Tomasz Zarzycki, dyrektor generalny IMS Poland. Przypomniał jednak, że chodzi tu o średnią cenę leków, ponieważ niektóre grupy preparatów mogą być u nas droższe.

- Jeżeli jednak chodzi o średnią cenę, to taniej jest tylko w Bułgarii - powiedział dyrektor Zarzycki. Za sukces resort uznaje obniżenie poziomu współpłacenia pacjentów za leki refundowane: - Przez półtora roku pracy tej ekipy odpłatność spadła z 36% do około 29-30% - mówił Marek Twardowski, zwracając uwagę, że przedtem była tendencja odwrotna i współpłacenie zbliżało się do 40%, uważanych za finansową granicę dostępności leków.

By uzmysłowić osiągnięty efekt, dyrektor Fałek ocenia, że obniżenie współpłacenia o 1% to budżetowy wydatek rzędu 100 mln zł.

- Przy każdej kolejnej liście leków refundowanych ten wskaźnik współpłacenia spadał z 36% o 0,3-0,4%. Pamiętajmy również, że wskaźnik współpłacenia jest zależny od wyboru pacjenta. Gdyby pacjent decydował się na wykupienie leku, który jest podstawą limitu, dopłaciłby dużo mniej, według naszych obliczeń, między 15-17% - argumentował dyrektor Fałek.

Prezes Kula potwierdził, że w kwietniu tego roku zanotowano najniższy od lat poziom dopłacania do leków przez pacjentów - z własnej kieszeni musieli dołożyć 29% ceny leku (spadek o ok. 7% w stosunku do poprzednich lat).

Kryzys daje o sobie znać

O tym jak ważne dla zdrowia pacjentów są decyzje refundacyjne, na przykładzie leczenia osób cierpiących na przewlekłe wirusowe zapalenie wątroby typu B (WZW B), przekonywał prof. Waldemar Halota, kierownik Katedry Chorób Zakaźnych i Hepatologii UMK w Toruniu.

Problem, jak zaznacza profesor, dotyczy 300-400 tys. osób w Polsce, które - jeżeli nie będzie utrzymywana u nich niska wiremia - zachorują na nowotwór wątroby. Jednym z największych problemów przy leczeniu tych pacjentów jest to, że po kilku latach stosowania refundowanych preparatów dochodzi do lekooporności i dopiero wówczas refundowany jest preparat, który oporności nie powoduje.

- Ten lek powinno się udostępniać również dla osób wcześniej nie leczonych.

Lekooporność w niektórych przypadkach może doprowadzić nawet do śmierci - mówił prof. Halota.

Dodał, że problemem w Polsce jest leczenie dzieci chorych na WZW B: - Dzieci leczone są praktycznie tylko interferonem. Szczególnie dla najmłodszych pacjentów istnieje więc pilna potrzeba wprowadzenia nowych terapii.

Co do tego, że u tych chorych należy stosować najlepsze leki, nie miał też wątpliwości prof. Piotr Małkowski, transplantolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego: - Jeżeli wydajemy 250 tys.

zł na przeszczep wątroby u pacjenta z WZW B, to powinien on mieć najlepsze leki przeciwwirusowe, inaczej drogie leczenie transplantacyjne pójdzie na marne - mówił prof. Małkowski. Zdaniem Rafała Zyśka, do niedawna dyrektora departamentu gospodarki lekami w NFZ, wprowadzanie nowych cząsteczek jest utrudnione z powodu obecnej sytuacji gospodarczej.

- Co do programów terapeutycznych w WZW B, to postulowałem wprowadzenie nowych cząsteczek, jednak z powodu kryzysu teraz jest to raczej niemożliwe.

Dane GUS z ostatnich dni, dotyczące spływu składek, są pozytywne, jednak nie wiadomo, czy taka sytuacja się utrzyma - mówił Rafał Zyśk.

Wokół ustawy refundacyjnej

Proces podejmowania decyzji o wydawaniu publicznych pieniędzy na finansowanie farmakoterapii w znacznej mierze będzie w przyszłości uzależniony od kształtu ustawy refundacyjnej, nad którą prace dobiegają końca.

- Projekt ustawy rozwiązuje m.in. problem nieprecyzyjnych zasad ustalania kryteriów i limitów refundacyjnych.

Zostaną wprowadzone zasady dyrektywy transparentności. Wiele z rozwiązań zawartych w ustawie zostało wypracowanych w projekcie twinningowym. Dlatego znajdą się w niej zalecenia powstałe w ramach polsko-francuskiego projektu bliźniaczego, w tym definiowanie ról, przypisanie odpowiedzialności i takiego ustawienia procedury, aby podmiot składający wniosek otrzymał w terminie odpowiedź, czy lek zostanie objęty refundacją, czy nie - powiedział Artur Fałek.

Swoje propozycje dotyczące nowej ustawy refundacyjnej przedstawiły związki producentów leków: Infarma oraz Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego (PZPPF).

- Opowiadamy się m.in. za jednolitymi cenami w aptekach. Proponujemy rozbicie rynku na leki generyczne i innowacyjne. Leki generyczne powinny mieć swobodę konkurencji. Obowiązująca obecnie zasada, że nowo wchodzący lek generyczny ma być tańszy, zakłóca swobodę konkurencji. Ci, którzy wcześniej weszli na rynek, mogli uzyskać lepsze ceny, co jest niezgodne z konstytucją - mówił Wojciech Kuźmierkiewicz, wiceprezes zarządu PZPPF.

Zdzisław Sabiłło, były prezes Infarmy (skupia firmy innowacyjne), przypomniał, że ten związek już kilka lat temu opracował projekt ustawy refundacyjnej. Projekty obu organizacji łączy kwestia przejrzystości podejmowania decyzji refundacyjnych.

- Różnią je natomiast kwestie sztywnych marż. Infarma proponuje ceny maksymalne. W naszym projekcie pojawia się też pojęcie leku specjalistycznego - powiedział Zdzisław Sabiłło.

Dodał, że obie organizacje mogłyby usiąść do rozmów i wypracować projekt wspólnych rozwiązań.

Koniec zatwierdzania rekomendacji?

Oceniając rolę Rady Konsultacyjnej Agencji Oceny Technologii Medycznych jako ciała doradczego dla ministra zdrowia ułatwiającego ministrowi podjęcie decyzji o wyborze cząsteczek, które mają być finansowane ze środków publicznych, kierownictwo resortu podkreśliło wzmocnienie ustawowe AOTM.

- Chcielibyśmy, by liczba rekomendacji odpowiadała liczbie wniosków - powiedział dyrektor Fałek, podkreślając, że obecnie Agencja coraz sprawniej radzi sobie z rozpatrywaniem wniosków i wydawaniem rekomendacji.

Dyrektor przypomniał, że resort wprowadził procedurę zatwierdzania treści rekomendacji przez ministra zdrowia przed jej opublikowaniem.

- Stworzenie tego rozwiązania wiązało się z tym, że kierownictwo resortu nie zawsze było zadowolone z samej redakcji rekomendacji. Jednak ten dodatkowy etap opóźnia o kilka dni publikację rekomendacji i obecnie nie wydaje się już właściwy. Być może nadszedł już czas, aby odejść od procedury każdorazowego zatwierdzania rekomendacji podpisem ministra. Gdyby minister nie miał zaufania do Rady AOTM, mógłby ją po prostu odwołać - tłumaczył Artur Fałek.

Prawo farmaceutyczne

Ministerstwo Zdrowia przerwało natomiast prace nad przepisami wprowadzającymi sztywne ceny i marże. - Obecnie w resorcie pracuje zespół, który podchodzi na nowo do uwag zgromadzonych w trakcie prac i mamy nadzieję, że wkrótce przedstawi koncepcję Prawa farmaceutycznego - stwierdził Artur Fałek podczas trzeciej części konferencji "Leki w Polsce 2009", poświęconej sprzedaży i reklamie produktów leczniczych.

Od 2003 roku na liście refundacyjnej obowiązuje zasada maksymalnych cen leków. To oznacza, że realnie w aptekach dopuszczane są wszystkie ceny poniżej ceny maksymalnej. Zdaniem Piotra Kuli, to najlepszy i najefektywniejszy mechanizm konkurencji.

- Mimo określonej na liście ceny za lek, pacjent może go kupić taniej. W latach 2005-08 faktyczne ceny na rynku były o 3-5 procent niższe od cen na liście refundacyjnej. Gdyby weszły ceny sztywne na poziomie cen maksymalnych, to wzrosłyby ceny detaliczne dla pacjentów - uważa Piotr Kula.

Prezes PharmaExpert zwraca uwagę, że obecnie samo Ministerstwo Zdrowia przyznaje, iż nie ma szansy na zmiany na wykazach refundacyjnych co kwartał: - Skoro zmiany nie są możliwe zbyt często, obecnie dzięki tej konkurencji pacjent ma możliwość weryfikacji cen leków codziennie - zaznaczył. Wysokość odpłatności wzrasta nie tylko ze względu na podnoszenie ceny detalicznej dla pacjenta.

- Lista refundacyjna ma ponad 3,2 tys. pozycji, z tego ok. 900 jest sprzedawanych poniżej limitu. To są oszczędności dla NFZ. W momencie zamrożenia cen i limitów, nastąpi wzrost odpłatności dla Funduszu - przekonywał prezes Kula.

Sztywne ceny: za i przeciw

Z tezą, że po wprowadzeniu sztywnych cen i marż wzrosną ceny dla pacjenta, nie zgodził się Grzegorz Kucharewicz, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

- W analizach nie zostały uwzględnione rabaty przekazywane od producenta, poprzez hurtownie, do apteki. Okazuje się, że te rabaty sięgają nawet 75%. Jednak część rabatów pozostaje w hurtowni, a część wędruje do wybranych aptek, które mogą sobie potem pozwolić na sprzedaż leków za 1 grosz - mówił prezes Kucharewicz, wskazując na patologię, taką jak sprzedawanie leków po bardzo niskich cenach lub kuszenie pacjentów loteriami, w których do wygrania jest np. samochód.

- Gdyby uwzględnić te wszystkie rabaty, które są przekazywane przez producenta, a ministerstwo przeanalizowałoby rzeczywistą, jednostkową sprzedaż poszczególnych leków refundowanych w naszym kraju, to okazałoby się, że są spore rezerwy na obniżenie cen leków w Polsce. W ten sposób znalazłyby się środki na refundację kolejnych - przekonywał prezes Kucharewicz.

Przypomniał, że tylko dwa państwa nie mają stałych cen: Litwa i Polska. Wskazał przykład Niemiec, gdzie apteki nie mogą zrezygnować z odpłatności i mają zagwarantowany pobór stałej opłaty za wydanie leku.

Za utrzymaniem dotychczasowego systemu opowiedział się Andrzej Tarasiewicz, prezes Związku Pracodawców Hurtowni Farmaceutycznych, który wyraził zaniepokojenie, że pozbawienie rabatów dzisiaj istniejących hurtowni, na pewno spowoduje upadek części z nich.

Przypomniał negatywne stanowisko innych instytucji w sprawie propozycji resortu: - Ministerstwo Finansów napisało, że nie do końca jasna jest intencja nadania sztywnych cen. UOKiK ocenia, że zaproponowana regulacja jest nietrafna i w sposób bezprecedensowy przeczy zasadom wolnego rynku oraz zagrażać będzie wolnej konkurencji. Ministerstwo Gospodarki uznało, że przepis stanowi zagrożenie w zakresie swobody prowadzenia działalności gospodarczej.

Za reklamę produktu leczniczego zostało uznane m.in. odwiedzanie osób uprawnionych do wystawiania recept lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi przez przedstawicieli handlowych lub medycznych.

- To oznacza, że odwiedzanie przez REP-ów lekarzy jest jedną z dopuszczalnych prawem form reklamy produktu.

Natomiast resort był zdeterminowany, by wprowadzić ograniczenia dotyczące czasu pracy przedstawicieli medycznych. Chodzi przecież o czas, który został sfinansowany ze środków publicznych poprzez zawarcie kontraktu przez NFZ na udzielanie świadczeń pacjentom - stwierdził dyrektor Fałek, tłumacząc powody wprowadzenia przez resort rozporządzenia w sprawie reklamy leków.

- Nadal uważamy, że regulacja jest skuteczna i została z zadowoleniem przyjęta przez lekarzy i pacjentów, co potwierdza korespondencja, która wpływa do resortu - dodał dyrektor departamentu polityki lekowej MZ.

Jednak tryb przygotowania rozporządzenia oraz jego jakość zostały negatywnie ocenione przez prawników.

- Dyskusyjna jest delegacja ustawowa: czy zezwala na tak szerokie spektrum regulacji, jak wprowadzone ograniczenia.

Ponadto jeden z wyroków ETS wskazywał, że wszystkie regulacje dotyczące reklamy, które znajdują się w dyrektywie, są ograniczeniami maksymalnymi, a to rozporządzenie wprowadziło większe ograniczenia w prawie krajowym niż przewidywała unijna dyrektywa. Była też decyzja negatywna UKIE co do takiego sposobu regulacji - mówiła mecenas Katarzyna Bondaryk z kancelarii Hogan & Hartson. Zauważyła także, iż nie została zwołana komisja uzgodnieniowa, która jest zwykle zwoływana w przypadku dużej liczby uwag do danego projektu.

Ludzie nie piszą, że coś dobrze działa...

Dyrektor Artur Fałek przyznał, że do ministerstwa trafiają setki uwag. Są one sprzeczne, tak jak sprzeczne są interesy różnych grup i środowisk, które biorą udział w procesie legislacyjnym.

- Obecnie obowiązujące rozporządzenie jest kompromisem zawartym z Urzędem Komitetu Integracji Europejskiej - stwierdził dyrektor Fałek, dodając, że ministerstwo nie zawarło w rozporządzeniu o reklamie wszystkich swoich wcześniejszych propozycji.

- Przede wszystkim myślę tu o możliwości ograniczenia reklamy przed i po programach dla dzieci. Po drugie nie udało nam się uzyskać aprobaty UKIE co do zgodności z prawem unijnym w kwestii reklamy przypominającej. Dlatego w najbliższym czasie resort wróci do tego rozporządzenia i będzie go nowelizował - zapowiedział dyrektor.

Artur Fałek stwierdził ponadto, że reakcja ministerstwa w postaci tego rozporządzenia to odpowiedź na patologie, które zgłasza samo środowisko medyczne.

- To była reakcja na niepokojące sygnały. A wierzcie mi, że do ministerstwa ludzie nie piszą, że coś działa dobrze...

Dyrektor departamentu przekonywał, że w porównaniu z innymi państwami, nasze prawo wcale nie jest restrykcyjne: - W innych krajach są regulacje, które w sposób bardziej bezpośredni odnoszą się do zakazu reklamy leków.

Po drugie kontrola reklamy w Polsce jest bardzo łagodna. W mniejszych państwach zespoły, które kontrolują reklamę, są wielokrotnie liczniejsze, a stosowane sankcje o wiele bardziej dotkliwe, także w wymiarze finansowym. Po trzecie mimo tak rozbudowanego aparatu kontrolnego i narzędzi w postaci sankcji, istotną rolę w tych krajach odgrywa samokontrola i wzajemna kontrola podmiotów, które się reklamują.

- Obniżanie w Polsce zakresu współpłacenia za leki przez pacjentów jest interesującą tendencją. W Wielkiej Brytanii bowiem obserwujemy nacisk na to, aby pacjenci zwiększali swój udział w wydatkach na farmakoterapie - mówił Alan Knox, prezes zarządu Lek Polska reprezentujący firmę Sandoz, podczas drugiej sesji konferencji dotyczącej m.in. nowych trendów w farmakoterapii oraz finansowania programów terapeutycznych.

Wojciech Kuźmierkiewicz, omawiając nowe trendy w leczeniu farmakologicznym, podkreślił m.in., iż nadzieję na przełom w medycynie stwarza rozwój farmakoterapii dostosowanych do reaktywności poszczególnych pacjentów na podstawie ich indywidualnych profili genetycznych.

- Jedną z nowszych metod walki z chorobami alergicznymi jest stosowanie swoistej immunoterapii, czyli szczepień alergenowo swoistych. Trwa opracowywanie wniosków z badań nad efektywnością kliniczną i kosztową tej terapii - mówiła prof. Karina Jahnz-Różyk, alergolog i prezes Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego.

- Mamy problem dotyczący stosowania w Polsce terapii przeciwciałami monoklonalnymi, które są standardem w leczeniu chorych na astmę ciężką w innych krajach europejskich, ale u nas, ze względów kosztowych oraz barier administracyjnych, dostęp do nich jest utrudniony - dodała prof. Karina Jahnz-Różyk.

Leki biopodobne, a może biofarmaceutyki...

Prof. Jacek Spławiński, były kierownik Zakładu Farmakologii w Narodowym Instytucie Leków, swoje wystąpienie poświęcił rozwojowi technologii medycznych, w tym tzw. produktom biopodobnym (B-P) oraz nowoczesnym lekom generycznym. Profesor przypomniał m.in., że wprowadzenie hormonu wzrostu przyniosło oszczędności wynoszące w skali roku ok. 15 mln zł.

- Produkty biopodobne są białkami wytwarzanymi w procesie inżynierii genetycznej. Dają nadzieję na dostęp wielu pacjentów do bardzo skutecznych leków - stwierdził prof. Jacek Spławiński, zaznaczając, iż z powodu wygaśnięcia patentów czterech leków biologicznych w latach 2006-08 pojawiła się możliwość wprowadzenia produktów biopodobnych, co przyniosłoby ok. 212 mln zł rocznych oszczędności w wydatkach NFZ na farmakoterapię.

- Powinniśmy także szeroko wprowadzać terapie nowoczesnymi lekami generycznymi, zyskując tym samym środki na terapie innowacyjne - dodał prof. Spławiński.

Z kolei znakomity endokrynolog dziecięcy prof. Tomasz Romer przekonywał, że określenie leki "biopodobne" nie jest zbyt szczęśliwe.

- To słowo sugeruje, że mamy do czynienia nie z lekiem, ale - jak kiedyś w przypadku produktów "czekoladopodobnych" - czymś "klejopodobnym"...

Dlatego znacznie lepszym określeniem są "biofarmaceutyki". Należą one do grupy leków biologicznych. Są wśród nich szczepionki, hormony, interferony i inne aktywne białka - tłumaczył prof. Romer.

Dokonał też prawno-formalnego podziału biofarmaceutyków na: patentowe (pierwsza produkcja - ponad 20 lat temu), popatentowe (w Europie określane jako "biopodobne", z ang. biosimilar) oraz innowacyjne.

- Szacuje się, że w 2010 r. biofarmaceutyki będą stanowiły 25% światowego rynku farmaceutycznego - dodał prof. Tomasz Romer.

Dysproporcje regionalne

Dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii (PUO), przyznał z satysfakcją, że obecnie kierownictwo resortu zdrowia, jako ważny element swojej strategii, przyjęło m.in. onkologię. - Takie podejście jest oczywiście uzasadnione epidemiologicznie, gdyż w najbliższych 10-15 latach nastąpi podwojenie liczby zachorowań na nowotwory. Bardzo ważne jest jednak, aby wiedzę dotyczącą zachorowalności połączyć z rejestrami obejmującymi m.in. wyniki leczenia i liczbę chorych poddanych określonym terapiom, a także dostępność leczenia onkologicznego w poszczególnych regionach kraju. Takim właśnie rejestrom będzie poświęcone najbliższe posiedzenie Rady Naukowej Polskiej Unii Onkologii - stwierdził dr Meder.

- Obecnie na świecie, w różnej fazie badań, jest ok. 200 nowych cząsteczek, które niebawem będą stosowane w onkologii.

Dlatego tak istotna w systemie jest rola leków generycznych oraz biopodobnych, a także negocjacji cenowych z producentami, pozwalających zaoszczędzić środki na szersze wdrażanie nowatorskich metod leczenia - podkreślił prezes PUO.

O przyczynach różnic w dostępie do niestandardowych terapii, m.in. w onkologii, pomiędzy poszczególnymi regionami kraju, mówił Paweł Nawara z Mazowieckiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ: - Z mojego doświadczenia wynika, iż jednym z powodów tego stanu rzeczy jest fakt, że niektóre szpitale w ogóle nie występują do Funduszu z wnioskiem dotyczącym finansowania świadczeń za zgodą płatnika.

Co więcej, niektórzy dyrektorzy placówek w ogóle nie znają zarządzenia prezesa NFZ dotyczącego formalnej procedury występowania o takie finansowanie. Fundusz chętnie podejmie się szkolenia menedżerów w tym zakresie.

Po pierwsze kadry

Minister Marek Twardowski zwrócił uwagę, że jeżeli chcemy wymagać sprawniejszego funkcjonowania NFZ, choćby w zakresie kompetentnego i sprawnego rozpatrywania wniosków o terapie niestandardowe, to musimy dać temu płatnikowi odpowiednie środki i narzędzia, a także zasoby kadrowe, w tym urzędników z wykształceniem medycznym, których bardzo brakuje: - Nie znam w Europie narodowego płatnika, którego funkcjonowanie byłoby tańsze niż w Polsce - powiedział Marek Twardowski.

Iga Lipska, zastępca dyrektora ds. oceny technologii medycznych AOTM, przyznała, że jakość analiz przekazywanych Agencji przez podmioty odpowiedzialne - wraz z wnioskami refundacyjnymi i dotyczącymi programów terapeutycznych - jest bardzo różna.

Dyrektor Lipska odniosła się także do planowanej nowelizacji przepisów regulujących zadania AOTM; przypomnijmy, że Agencja miałaby - w myśl nowelizacji - zajmować się także określaniem standardów, jakim muszą sprostać świadczeniodawcy zawierający kontrakt z NFZ (obecnie te wymagania formułowane są w zarządzeniach prezesa Funduszu).

Czy Agencja jest przygotowana kadrowo do wywiązywania się z dodatkowych obowiązków? - Podobnie jak NFZ, potrzebujemy więcej pracowników medycznych o odpowiednich kwalifikacjach. Myślę jednak, iż nawet jeśli poszerzą się nasze zadania, to głównym priorytetem w pracy AOTM pozostanie doradcza rola Agencji w zakresie polityki lekowej państwa - powiedziała Iga Lipska.

Informacja a reklama

Główny Inspektorat Farmaceutyczny, jako organ sprawujący nadzór nad legalnością reklamy produktów leczniczych, uznał jeden z artykułów w prasie za reklamę określonych preparatów. Stwierdził, że autor publikacji o leku, nawet działając z własnej inicjatywy i niezależnie od wytwórcy tego produktu, zachęcał do nadmiernego stosowania produktu.

Problem w tym, że czasem trudno jest wyraźnie odróżnić reklamę od informacji. Zdaniem Zbigniewa Niewójta, zastępcy Głównego Inspektora Farmaceutycznego, to jest sprawa subiektywna i ocenna, podobnie jak obiektywizm każdej informacji.

- Granica między reklamą a informacją jest płynna, z uwagi na to, że nie ma definicji informacji. Ale jeżeli zachodzi dodatkowa okoliczność, czyli informacja lub zachęta, która zmierza do określonego celu, wtedy tekst zostanie uznany za reklamę - wyjaśniła Magdalena Wojciechowicz, dyrektor departamentu prawnego GIF. - Jeśli więc to działanie nie będzie zmierzało do zwiększenia preskrypcji, to niewątpliwie nie zostanie uznane za reklamę.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum