Noworoczne dylematy

Autor: Sabina Augustynowicz • • 15 maja 2008 10:07

Polski pacjent nie ma wpływu na wybór środka kontrastowego w badaniu diagnostycznym. Dostaje to, czym akurat dany szpital dysponuje.

Diagnostyka obrazowa, uzbrojona w nowoczesny sprzęt, jest niewątpliwym dobrodziejstwem usprawniającym cały proces późniejszego leczenia. Wycena procedur i brak jednoznacznej interpretacji przepisów nie sprzyjają jednak rozwojowi zakładów diagnostyki obrazowej - obecnie często nie bilansującym się, bo przede wszystkim kosztochłonnym.
W opinii radiologów, szefów zakładów diagnostyki obrazowej, wycena procedur, zwłaszcza badań, wykonywanych za pomocą technologicznie zaawansowanego sprzętu, nie jest wystarczająca. Zdaniem Zbigniewa Gniadka, dyrektora Zakładu Diagnostyki Obrazowej Enel-Med, nie sprzyjają rozwojowi rynku badań również częste zmiany dokonywane przez NFZ.

Ceny w górę?

- Jeszcze w 2007 r. mieliśmy badania współfinansowane. Jest katalog świadczeń i wycena punktowa procedur. Można przemnożyć liczbę punktów przez przyjętą wartość dla 1 punktu i otrzymać cenę procedury - mówi Zbigniew Gniadek.
Od 2008 r. zamiast badań współfinansowanych pojawi się jednak pozycja: "badania kosztochłonne". NFZ zmieni nie tylko definicję, ale też katalog świadczeń medycznych. Zmienią się też procedury badań tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego. Zniknie współudział w kosztach placówki kierującej na badanie. NFZ pokryje w pełni koszty wykonanego badania.
- Zamieniając nazewnictwo świadczeń obniżono cenę badania o ok. 10%. Żeby zrekompensować tę różnicę, powinniśmy postarać się o podniesienie wartości punktu właśnie o te 10%, co nie zawsze jest możliwe. Zależy to od regionu. Przykładowo w woj. podlaskim udało się uzyskać taką rekompensatę poprzez zwiększenie wartości punktu o 1 zł - wyjaśnia dyrektor Gniadek. I zaznacza, że NFZ nie ma tendencji do podnoszenia wyceny procedur... W efekcie okres amortyzacji sprzętu może się wydłużać. Prawdopodobne jest więc podniesienie cen badań.
- Nikt nie będzie w stanie utrzymać obecnego ich poziomu przy obniżce wyceny procedury i limitowaniu badań poprzez kontrakty - konkluduje Zbigniew Gniadek.

Z kontrastem czy bez?

W jaki sposób obniżka wyceny odbije się na rynku badań, trudno jeszcze przewidzieć, aczkolwiek zapowiedzi zmian nie brzmią zbyt optymistycznie, zwłaszcza wobec dotychczasowych praktyk wyceny badań tomograficznych czy rezonansu magnetycznego, które były i tak dość słabym elementem w refundacji. Przykładem może być chociażby badanie z kontrastem. Procedura ta jest co prawda wyżej wyceniana niż bez kontrastu, ale problem polega na tym, że badanie to składa się z dwóch elementów. Wykonuje się więc za każdym razem badanie bez kontrastu i z kontrastem, a płaci tylko za jedno - z użyciem kontrastu...
Żeby pokryć w pełni koszty badania, pacjent musiałby być dwa razy na nie skierowany. Taki system niewątpliwie jest dobry dla płatnika, ale czy również dla placówki medycznej i ostatecznie dla pacjenta?
Żeby nie być gołosłownym, wystarczy zrobić prosty rachunek. Od gabarytów człowieka zależy, ile pacjent tego środka kontrastowego otrzyma. Przyjmuje się, że na 1 kg masy ciała przypada 1 ml, a cena rynkowa jednego mililitra wynosi od 60 do 90 groszy. Średnio przy jednym badaniu - jak twierdzą specjaliści - zużywa się więcej niż 60-70 ml tego środka przy cenie za 100 ml ok. 60-90 złotych.
Refundacja więc w wysokości 45-50 złotych nie pokrywa kosztów, zwłaszcza że badanie bez kontrastu - traktowane jako pierwszy etap całego badania - nie jest refundowane.
Nie sposób nie odnieść wrażenia, że radiologia w Polsce z założenia ma... nie bilansować się. W efekcie praktyka jest jedna: koszty badania brzucha z kontrastem "nadrabia" się przy badaniu głowy bez kontrastu.
Tylko czy rzeczywiście powinno tak być? Czy nie powinno być rzetelniej? Czy wycena nie powinna uwzględniać rzeczywistych kosztów badania, powiększonych również o amortyzację sprzętu?
Zwłaszcza że przed badaniami z kontrastem ucieczki raczej nie ma, pomimo trwającej dyskusji nad szkodliwością środków kontrastowych.

Co jest etyczne?

Prof. Jerzy Walecki, szef Zakładu Diagnostyki Obrazowej Szpitala MSWiA w Warszawie, uważa, że bez kontrastu trudno wyobrazić sobie sens diagnostyki radiologicznej. Profesor zaznacza, że tak naprawdę dopiero wzmocniona tkanka środkiem kontrastowym odpowiednio się odróżnia.
- Dzisiejsze podejście do diagnostyki, szczególnie nowotworowej, nie dopuszcza nie podawania kontrastu. U większości pacjentów wykonuje się badanie rezonansem magnetycznym, by wykluczyć chorobę nowotworową. Lekarz, by wykonać procedurę poprawnie, musi zrobić badanie z kontrastem.
Nie będzie przy tym zastanawiał się nad kosztami badania z użyciem środka kontrastowego, bo byłoby to nieetyczne - mówi profesor.
Zapytany o szkodliwość kontrastów, prof. Walecki przyznał, że każdy wprowadzony dożylnie preparat, nawet jeśli będzie to sterylna sól fizjologiczna, w pewnym sensie stanowi zagrożenie.
- Jednak środki kontrastowe nowej generacji są w gruncie rzeczy mało szkodliwe. W przypadku rezonansu magnetycznego liczba niepożądanych efektów jest nieznacząca, a korzyść olbrzymia, zwłaszcza w diagnostyce onkologicznej - tłumaczy nasz rozmówca. - W tomografii komputerowej używa się związków jodowych, zdecydowanie bezpiecznych, ale efekty niepożądane zawsze mogą wystąpić, np. gdy pacjent ma uczulenie na jod.
Sprawa refundacji kontrastu używanego do badania jest różnie rozwiązywana w różnych krajach.
- We Francji część obrotu środkami kontrastowymi odbywa się na podobnej zasadzie, jak w Polsce - mówi Olgierd Wąsowicz, senior product manager w Nycomed, firmie dostarczającej m.in. środki kontrastowe firmy Bracco. - Szpitale publiczne organizują przetargi na kontrasty do swoich zastosowań. Większość obrotu tymi środkami odbywa się jednak poprzez apteki, w których pacjenci, skierowani na badanie z kontrastem, kupują środek na receptę.
Polski pacjent nie ma wpływu na wybór kontrastu. Dostaje to, czym dany szpital dysponuje. Kontrast jest w naszym kraju specyfikiem przewidzianym do użycia w lecznictwie zamkniętym, więc nawet informacja o nim może docierać wyłącznie do lekarzy.
W sąsiednich Czechach szpital płaci zawsze niedużą część należności za kontrast, a resztę dopłaca państwo. W związku z tym cena nie jest jedynym kryterium wyboru metody badania.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum