Nowoczesne leczenie powinno być stosowane od pierwszej linii terapii

Autor: Iwona Bączek • Źródło: 2021 6 (172)18 listopada 2021 09:48

W hematoonkologii zmieniło się podejście:im skuteczniej leczymy na początku, tym dłuższy uzyskujemy czas wolny od nawrotu choroby,czy dłuższe przeżycie całkowite – mówiprof. Ewa Lech-Marańda.

– Jeśli chodzi o możliwości leczenia nowotworów krwi, standardy zmieniają się na naszych oczach. Mamy wśród nich bardzo wiele terapii celowanych. To leki o zupełnie innym mechanizmie działania, niż stosowane dotychczas leki cytostatyczne, o wiele bardziej skuteczne i mniej toksyczne – mówiła prof. Ewa Lech-Marańda, konsultant krajowy w dziedzinie hematologii, dyrektor Instytutu Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie, podczas sesji „Hematoonkologia” w ramach XVII Forum Rynku Zdrowia.

Leczenie nowotworów krwi. „Zmieniło się podejście”

– Kolejny ważny element to przechodzenie tych leków, jeszcze kilka lat temu zarezerwowanych dla pacjentów z chorobą nawrotową, oporną, już do pierwszej linii leczenia. Zmieniło się zatem podejście: im skuteczniej leczymy na początku, tym dłuższy uzyskujemy czas wolny od nawrotu choroby, czy dłuższe przeżycie całkowite – zaznaczyła ekspertka.

Wśród wyzwań refundacyjnych wymieniła m.in. szerszy dostęp do terapii CAR-T dla chorych na agresywne chłoniaki, czy – u chorych na przewlekłą białaczkę limfocytową – do nowoczesnego leczenia w pierwszej linii opartego o wenetoklaks i obinutuzumab, tj. całkowicie pozbawionego klasycznych leków cytostatycznych.

– Jest także pilna potrzeba refundacji wenetoklaksu dla chorych niekwalifikujących się do intensywnej chemioterapii – połączenie azacytydyny z wenetoklaksem dla chorych na ostrą białaczkę szpikową, co daje szansę na wydłużenie całkowitego przeżycia – wskazała.

Terapia CAR-T. To żywy lek

– Terapia CAR-T jest leczeniem najbardziej zaawansowanym, najbardziej wymagającym od strony technicznej i w związku z tym najdroższym – mówił prof. Sebastian Giebel, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku i Onkohematologii Narodowy Instytut Onkologii Oddział w Gliwicach.

– Na czym polega terapia? To forma immunoterapii, tj. wykorzystania mechanizmów naszego własnego układu odpornościowego do walki z nowotworem. Z krwi pacjenta pobierane są limfocyty, które następnie poddawane są w laboratoriach modyfikacji genetycznej. Polega ona na wszczepieniu genu pozwalającego na rozpoznawanie przez nie komórek nowotworowych – wyjaśniał.

– W laboratorium zmodyfikowane genetycznie limfocyty są stymulowane i namnażane, po czym podaje się je pacjentowi w formie infuzji dożylnej. W trakcie „walki” jeszcze się namnażają. Wiemy, że mogą przeżyć w organizmie chorego co najmniej kilka, kilkanaście miesięcy, stanowiąc „żywy lek” chroniący pacjenta przed nawrotem nowotworu – zaznaczył.

– Pierwsza terapia CAR-T została podana w Polsce niespełna dwa lata temu. W Gliwicach zastosowaliśmy do tej pory terapię CAR-T cells u sześciu chorych na agresywne chłoniaki. Pierwsze trzy terapie były przekazane w formie bezpłatnego dostępu do leku przez firmę Gilead, kolejne trzy były finansowane ze środków zbieranych w ramach publicznych zbiórek. W tym roku mamy w planach zastosowanie czterech takich terapii, w tym pierwszej już w oparciu o refundację, drugiej w ramach badania klinicznego u chorego na szpiczaka plazmocytowego – wymieniał.

Jak mówił prof. Giebel, liczba tych produktów na świecie oraz wskazań, których dotyczą, zwiększa się bardzo dynamicznie. Jeszcze przed rokiem były tylko dwa zarejestrowane produkty: dla dorosłych z DLBCL oraz dla dzieci i młodych ludzi do 25. roku życia z ostrą białaczką limfoblastyczną. Obecnie w Europie są już zarejestrowane cztery formy takiej terapii, a w USA – sześć.CAR-T.

Produkcja nie jest prosta

Michał Kaźmierski, dyrektor generalny na Polskę oraz Kraje Bałtyckie Gilead Sciences, podkreślał, że terapia CAR-T jest ideałem medycyny personalizowanej – materiał pobiera się od pacjenta, i pacjent otrzymuje go po modyfikacji. Całą serię leku stanowią w zasadzie dwa woreczki.

– Produkcja takiego leku nie jest prosta. Skomplikowany jest sam proces genetycznej modyfikacji limfocytów, ponieważ znalezienie kombinacji, która zadziała, nie jest łatwe. To jeden aspekt. Drugi – to logistyka: transport materiału pobranego od pacjenta do producenta, a następnie gotowego leku w drugą stronę – wyjaśnił.

– Pierwsze terapie CART–T podawane w Polsce były poddawane inżynierii genetycznej w USA. Odległość okazała się problemem. Dlatego już w ub.r. otworzyliśmy centrum w Amsterdamie, dzięki czemu czas transportu leku skrócił się z kilkunastu do kilku godzin do każdego miejsca w Europie – dodał.

PBL. Nie należy zwlekać z podaniem skutecznego leczenia

Prof. Iwona Hus, kierownik Oddziału Chorób Układu Chłonnego Kliniki Hematologii Instytutu Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie, prezes Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów, wskazywała, że leczenie chorych na przewlekłą białaczkę limfocytową (PBL) w pierwszej linii jest bardzo istotnym problemem i wymaga zmian.

– Pierwsza grupa pacjentów, których miałyby one dotyczyć, to chorzy z niekorzystnymi genetycznymi czynnikami rokowniczymi, z delecją 17p, czy też mutacją TP53. Już od pierwszej linii powinni oni otrzymać nowe terapie celowane, bo dostępna dla nich w Polsce immunochemioterapia jest leczeniem nieskutecznym. Ponadto ze względu na obecność niekorzystnych czynników rokowniczych stan takich pacjentów może się szybciej pogarszać i trudno będzie uzyskać korzystne wyniki, przesuwając podanie nowoczesnego leczenia poza pierwszą linię – argumentowała.

Terapie ograniczone w czasie. To ważna zaleta

– Ponadto, zgodnie z najnowszymi europejskimi i krajowymi wytycznymi, chorzy z niezmutowanym statusem genów immunoglobulinowych są również grupą pacjentów, dla których nowoczesne leczenie, tj. ibrutynib, akalabrutynib czy wenetoklaks w połączeniu z obinutuzumabem, także byłoby korzystne. Trzecia grupa chorych to pacjenci, których nie kwalifikujemy do intensywnej chemioterapii. Tu najskuteczniejszym leczeniem jest połączenie obinutuzumabu z wenetoklaksem. Terapia ta nadal nie jest u nas dostępna – zaznaczyła.

– Polscy pacjenci chcieliby być leczeni zgodnie ze standardami europejskimi i w sposób zindywidualizowany, dlatego oczekujemy na refundację terapii obinutuzumebm w połączeniu z wenetoklaksem. Zaletą tych terapii jest również to, że stosuje się je w określonym czasie, np. wenetoklaks z rytuksymabem przez dwa lata, a wenetoklaks z obinutuzumabem przez rok – mówiła Aleksandra Rudnicka, rzeczniczka Polskiego Towarzystwa Pacjentów Onkologicznych.

Mamy duże zaległości w refundacji nowych leków

Jak wskazywała prof. Agnieszka Wierzbowska z Katedry i Kliniki Hematologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, obecnie w USA zarejestrowano w ciągu ostatnich trzech lat 9 nowych leków do leczenia ostrych białaczek szpikowych, a w Europie – 6, z których tylko jeden, midostauryna, jest dostępny (od maja) w Polsce.

– Tymczasem leki te powodują, że terapia ma charakter spersonalizowany. Przykładem może być właśnie midostauryna, inhibitor kinazy FLT3, której mutacja jest bardzo niekorzystnym czynnikiem prognostycznym w ostrych białaczkach szpikowych. Dotyczy to ok. 30% chorych. Wyniki badań potwierdzają skuteczność dołączenia tego inhibitora do standardowej chemioterapii, co przekłada się wydłużenie całkowitego przeżycia – wyjaśniała.

– Pomimo terapii za pomocą midostauryny u znacznego odsetka tych chorych dochodzi jednak do nawrotu. Nadal mamy szansę ich wyleczyć, ale warunkiem jest doprowadzenie chorych do allogenicznej transplantacji komórek krwiotwórczych, tj. uzyskanie drugiej całkowitej remisji choroby. Standardowa chemioterapia pozwala na uzyskanie remisji u 25-30% chorych. Tymczasem jeden z nowych leków, gilteritinib, pozwala na remisję u ponad 50% chorych. Na razie nie jest refundowany w Polsce – mówiła.

Cel: wyleczenie młodych,  wydłużenie życia starszym

– U osób młodszych naszym celem jest wyleczenie chorego z białaczki z wykorzystaniem nowych opcji terapeutycznych i transplantacji komórek krwiotwórczych. U osób starszych celem jest istotne wydłużenie całkowitego przeżycia i poprawa jakości życia – podkreślała.

– Ważne jest wprowadzenie nowych terapii już od momentu rozpoznania białaczki, od pierwszej linii leczenia, do czego obligują nas zresztą europejskie wytyczne – wyjaśniała ekspertka.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum