Nowe standardy, wyższe koszty

Autor: Jacek Janik • • 14 listopada 2014 10:44

Wracamy do tematu związanego z anestezjologami "jedynkowiczami", którzy według starego nazewnictwa posiadają I stopień specjalizacji, a według obecnej nomenklatury już specjalistami nie są (ci bowiem muszą posiadać II stopień specjalizacji).

Nowe standardy, wyższe koszty

Na łamach Dziennika Gazety Prawnej w kontekście niedoboru specjalistów anestezjologii, wypowiedział się Związek Powiatów Polskich i OZZL. ZPP szacuje, że pozbawienie uprawnień "jedynkowiczów" kosztowało system ochrony zdrowia tyle, co roczne koszty funkcjonowania kilku małych szpitali.

Zdaniem Marka Wójcika, eksperta ZPP, resort zdrowia powinien dokonać przeglądu czynności, do których uprawnieni są specjalista oraz "jedynkowicz" i w maksymalnym stopniu zniwelować różnice między nimi.

OZZL poszedł dalej - skarżąc rozporządzenie ministra zdrowia w tej sprawie do Trybunału Konstytucyjnego, twierdząc, że jest ono niezgodne z konstytucją z powodu naruszenia zasady ochrony praw nabytych.

Pozbawieni uprawnień

Przypomnijmy genezę problemu. Sytuację lekarzy z tzw. jedynką skomplikowały standardy przyjęte w grudniu 2012 r. w rozporządzeniu ministra zdrowia ws. postępowania medycznego w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii dla podmiotów wykonujących działalność leczniczą.

Rozporządzenie to podzieliło anestezjologów na dwie kategorie: tych ze specjalizacją ukończoną w trybie jednostopniowym (dawna tzw. dwójka), którzy mają pełne uprawnienia zawodowe, oraz tych ze starą "jedynką". Ci ostatni nie mogą m.in. samodzielnie i bez zgody ordynatora wykonywać wszystkich znieczuleń, m.in. u dzieci do lat 3 i pacjentów w najcięższym stanie.

Zdaniem ZPP i OZZL narzucenie wspomnianych standardów w anestezjologii spowodowało, ze względu na niedobór specjalistów w tej dziedzinie, że w szpitalach stosuje się w niektórych przypadkach podwójne, tzw. puste dyżury, aby sprostać wymogom narzucanym przez MZ i kontrakty zawierane z Funduszem.

Podwójne dyżury anestezjologów na OIT wynikają z tego, że "jedynkowicze" nie mogą dyżurować na nich samodzielnie, a jedynie pod opieką specjalisty (posiadającego tzw. dwójkę). To oczywiście powoduje dodatkowe koszty, tym bardziej że anestezjolodzy należą do grupy najlepiej uposażonych lekarzy. Zdarzają się z tego powodu także patologie w postaci tzw. pustych dyżurów, kiedy specjalista opiekuje się anestezjologiem "jedynkowiczem" na dyżurze jedynie formalnie - "na papierze". Jednak za taki teoretyczny, "papierowy dyżur" też trzeba zapłacić.

Zafałszowane liczby

Czy rzeczywiście zmiana przyjętych w 2012 r. standardów dotyczących anestezjologów zmieni sytuację na rynku pracy w tym zawodzie? Według danych NIL, która prowadzi rejestr lekarzy, na koniec czerwca br. wszystkich anestezjologów było w Polsce ponad 6800, natomiast specjalistów z "jedynką" z anestezjologii ponad 1500. Takimi liczbami operuje zarówno OZZL, jak i ZPP.

Przytoczone liczby jednak nie oddają rzeczywistego obrazu, bowiem według tego samego zestawienia, specjalistów wykonujących zawód jest w ogóle niespełna 5 tys., a "jedynkowiczów" 1377.

- Te liczby są prawdziwe, jeżeli weźmiemy pod uwagę liczbę zaświadczeń wydanych przez Centrum Egzaminów Medycznych i złożonych oświadczeń do Naczelnej Izby Lekarskiej. NRL nie rozpoznaje jednak w swoich statystykach wielu szczegółów. Liczbę anestezjologów wykonujących swój zawód szacowałbym na ok. 4800, natomiast liczbę tych z dawnym I stopniem specjalizacji, którzy aktywnie uprawiają anestezjologię, oceniam na około 300. Ich liczba ma z punktu widzenia epidemiologicznego niewielkie znaczenie - stwierdza prof. Krzysztof Kusza, konsultant krajowy w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii.

Także zdaniem dr. Jerzego Wyszumirskiego, przewodniczącego Zarządu Głównego Związku Zawodowego Anestezjologów, grupa wykonujących zawód lekarzy anestezjologów wyłącznie ze specjalizacją I stopnia jest niewielka.

- Ci figurujący w wykazie to w znakomitej większości m.in. chirurdzy, urolodzy, ginekolodzy, którym kiedyś szef kazał dodatkowo zrobić specjalizację z anestezjologii, ale nigdy nie zamierzali się nią zajmować. Anestezjologami są tylko "historycznie" - stwierdza dr Wyszumirski.

Dyktują warunki

Jak podkreśla Renata Ruman-Dzido, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Opolu, ponieważ dzisiaj anestezjolog jest potrzebny niemal w każdej dyscyplinie medycyny, to specjaliści w tym zakresie są wprost rozchwytywani. Opolska placówka nie ma jednak w tej dziedzinie kłopotów kadrowych.

- Pozycja rynkowa anestezjologów jest bardzo silna, a potęgują ją wymogi stawiane przez NFZ. Stawki za ich pracę są nieustannie podbijane. W każdym szpitalu musi być przecież całodobowy dyżur anestezjologa - stwierdza.

Pytana o "podwójne dyżury" potwierdza, że jeszcze niedawno szpital miał z tym problem. - Mieliśmy "jedynkowicza" i rzeczywiście na dyżurze musieliśmy mieć drugiego lekarza - specjalistę anestezjologii, aby spełnić wymogi NFZ. Nasz "jedynkowicz" zdał jednak już egzamin i problem zniknął - mówi Ruman-Dzido.

Dodatkowym obciążeniem dla szpitala są jednak rezydenci specjalizujący się w anestezjologii, którym co prawda rezydenturę finansuje ministerstwo, ale za dyżury tzw. towarzyszące zapłacić musi już szpital.

Kłopotów z anestezjologami "jedynkowiczami" nie ma także Regionalny Szpital Specjalistyczny w Grudziądzu, bo takich nie zatrudnia. Jak jednak mówi dyrektor placówki Marek Nowak, trzy lata temu anestezjolodzy, walcząc o standardy w swoim zawodzie, sami wylali dziecko z kąpielą. Wprowadzając je, pozbawili uprawnień "jedynkowiczów", u których sami często uczyli się zawodu.

- Anestezjolodzy są najlepiej uposażoną grupa lekarzy. Już dzisiaj żądają 120-150 zł za godzinę swojej pracy. Mają poniekąd monopol - są w wielu przypadkach nieodzowni i jest ich mało. Dlaczego? Bo nikt nie dba o to, żeby było ich więcej - stwierdza dyrektor Nowak.

- Chciałbym dowiedzieć się oficjalnie - czy spółki anestezjologów tworzone specjalnie po to, aby obsługiwać dyżury są legalne czy nie? Czy to jest zgodne z prawem i czy tak powinno być, że lekarze do południa pracują na etacie w szpitalu a po południu na dyżurze? A może jest to rozsadzanie systemu od wewnątrz? - pyta dyrektor Nowak.

Winne standardy?

Standardy, które weszły w życie w zakresie anestezjologii w 2012 roku, jak podkreśla dr Wyszumirski, były kompromisem, jaki udało się wypracować przez trzy strony - środowiska anestezjologów, Ministerstwa Zdrowia oraz właścicieli placówek ochrony.

- Za próbę zmiany tego kompromisu ktoś musiałby wziąć pełną odpowiedzialność. Zrównanie pełnych praw "jedynkowiczów" ze specjalistami byłoby swego rodzaju uzyskaniem tytułu specjalisty z... mianowania. Można być dyrektorem, profesorem z mianowania, ale specjalistą? - pyta dr Wyszumirski.

Jak podkreśla prof. Kusza, lekarz z "jedynką" rzeczywiście nie może pełnić dyżuru na OIT, natomiast może pełnić dyżur na salach operacyjnych. - Problem polega na tym, że dyrektorzy w ogóle wystawiają jednego dyżurnego i łamią przepisy prawa. I to nie z powodu braku personelu, ale z powodu szukania oszczędności. To, że nie ma personelu, to kłamstwo - stwierdza profesor.

Jego zdaniem dyrektorzy placówek, chcąc oszczędzić na dyżurach, utrzymują jednego specjalistę na oddziale, któremu każą także znieczulać na salach operacyjnych i wykonywać interwencje na terenie szpitala. - Najczęściej zdarza się to w szpitalach powiatowych, mniejszych podmiotach leczniczych - stwierdza prof. Kusza.

Za mało anestezjologów

Zapotrzebowanie na anestezjologów dynamicznie wzrasta, bo praktycznie nie ma już dziedziny, która obyłaby się bez anestezjologów. Czy to są np. badania diagnostyczne, leczenie bólu czy przeszczepy.

- Kiedyś np. kolonoskopię robiło się bez znieczulenia. W tej chwili w zasadzie już wszystkie placówki oferują wykonanie tego badania z udziałem anestezjologa. Pacjent chce mieć komfort i ma do tego prawo. To efekt postępu technologii i zapotrzebowania - stwierdza dr Wyszumirski.

Zdaniem prof. Kuszy zasadniczym problemem dyscypliny jest dynamicznie starzejące się społeczeństwo, które w najbliższych dziesięciu latach będzie wymagało realizowania o co najmniej 50% większej liczby świadczeń zdrowotnych związanych z diagnostyką zabiegową i zabiegami operacyjnymi.

- Aby sobie z tym poradzić, będzie potrzebna odpowiednia ilość kadry. Planowanie w tym zakresie z roku na rok niczego nie wnosi. Musimy już dzisiaj myśleć o latach 2025 do 2030. Po wielu latach starań, na początku tego roku udało nam się powołać w Ministerstwie Zdrowia roboczą grupę ds. anestezjologii i intensywnej terapii. Pracujemy w niej m.in. również nad sprawami kadrowymi - zaznacza prof. Krzysztof Kusza.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum