Nigdy nie porzuciłem muzyki

Autor: Jacek Janik • • 10 grudnia 2009 15:04

Doktor Norbert Prudel: pianista, lekarz i menedżer

Przed ukończeniem 14. roku życia miał już za sobą sporo poważnych recitali i koncertów z dużymi orkiestrami, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Powierzano mu, nie tylko jak to często bywa w przypadku uczniów, wykonanie fragmentu jakiegoś utworu. Często musiał udźwignąć ciężar gry całego koncertu na fortepian i orkiestrę, co było sporym wyróżnieniem dla młodego człowieka. Jak nastolatek występował w roli solisty z filharmoniami między innymi z Opola i Częstochowy. Pytany o koncerty zagraniczne, z trudem dobywając je gdzieś głęboko z pamięci, wymienia wiele krajów europejskich.
- Na innych kontynentach, niestety, nie koncertowałem - mówi, śmiejąc się doktor Norbert Prudel. - Wie pan, długie i męczące podróże, na to nie było nigdy czasu.
Wydawałoby się, że tak utalentowany muzycznie młody człowiek całe swoje życie poświęci grze na fortepianie. Stało się inaczej - poświęcił je medycynie, ale z muzyką nigdy nie zerwał.

Koncerty, koncerty...

- Zawsze w tym, co robiłem, kierowałem się swoimi zainteresowaniami. Pasjonowałem się jednym i drugim - byłem i muzykiem, i lekarzem. Nigdy jednak muzyka nie przeważyła na tyle, aby się tylko jej poświęcić. Nie traktowałem jej jako zawodu. Będąc na trzecim roku uczelni muzycznej, postanowiłem zdawać na medycynę. Zdałem egzamin wstępny i było mi szkoda tego wysiłku. Zacząłem więc studiować, obok fortepianu, na wydziale lekarskim, co, nie ukrywam, też mnie zawsze pasjonowało. Przyspieszyłem więc z konieczności swoje studia muzyczne - wspomina doktor Prudel, od dwóch lat kierujący Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym nr 2 w Jastrzębiu Zdroju.
- W czasie studiów udało mi się pojechać na kursy mistrzowskie, na początku lat 80., do Wiednia, gdzie miałem okazję kształcić się pod kierunkiem prof Rudolfa Kehrera, a rok później pod kierunkiem prof. Aleksandra Jennera. Mocno w pamięci utkwił mi też wyjazd, jako studenta medycyny, do Portugalii na Światowy Festiwal Studentów, gdzie koncertując w Lizbonie, reprezentowałem Polskę.
Już jako lekarz koncertował Norbert Prudel z Filharmonią Śląską, Poznańską, dwukrotnie grał na koncertach w Łazienkach Królewskich w Warszawie, z okazji wręczania orderów Świętego Stanisława. Często występuje przy okazji imprez w Izbie Lekarskiej, brał udział w koncertach z okazji Światowego Zjazdu Polonii Medycznej.
Do gry na fortepianie namówił go ojciec, który sam studiował w klasie skrzypiec. Stwierdził, że syn ma słuch i uzdolnienia muzyczne. Kształcił więc go w tym kierunku.
Norbert Prudel może powiedzieć, że miał w życiu sporo szczęścia do nauczycieli muzyki. Trafił do legendarnej rybnickiej szkoły muzycznej założonej przez Antoniego i Karola Szafranków, gdzie początkowo jego edukacją muzyczną zajmowała się Irena Krzyszkowska. Był ostatnim uczniem tej szkoły, którym opiekował się w klasie fortepianu Karol Szafranek.
Znalazł się w gronie takich postaci, jak Lidia Grychtołówna, Henryk Mikołaj Górecki, Adam Makowicz, obok wielu innych, którzy zapisali się w historii tej wybitnej placówki muzycznej. Po jej ukończeniu zaczął studiować w Akademii Muzycznej w Katowicach w klasie fortepianu u profesora Andrzeja Jasińskiego, który wykształcił liczne grono chopinistów, wśród nich Krystiana Zimermana.
Dzisiaj spłaca swój "dług", jaki ma wobec rybnickiej szkoły. Był jednym z założycieli Towarzystwa Muzycznego im. Braci Karola i Antoniego Szafranków, którego jest prezesem od 13 lat. Stowarzyszenie, we współpracy z Urzędem Miasta Rybnik, nie tylko kultywuje historię i tradycję szkoły postaci wybitnych pedagogów - braci Szafranków - ale także prowadzi bogatą działalność artystyczną.

Potęga chóralnego brzmienia

Za największy sukces w swojej działalności, jako prezesa Towarzystwa, doktor Prudel uznaje reaktywację, po latach przerwy, działalności Filharmonii Rybnickiej im. Braci Szafranków i jej działalność koncertową.
- W filharmoniach zatrudniona jest cała armia ludzi zajmująca się sprawami administracyjnymi, muzycy są na etatach. My działamy jako wolontariusze, w swoim wolnym czasie. Muzycy są na umowach na poszczególne koncerty. Korzystamy z sali w Rybnickim Centrum Kultury. Wiele koncertów organizujemy w kościołach, m.in. Dni Cecyliańskie w obiektach sakralnych Rybnika i okolicy. To naprawdę duża impreza. W tegorocznej edycji Dni wzięło udział aż 20 zespołów chóralnych
- mówi z dumą doktor Prudel.
- Charakterystyczna dla naszej działalności jest właśnie współpraca z chórami. Potęga brzmienia sześciu i więcej zespołów chóralnych w kościelnych murach jest nieprawdopodobna. Jest to wspaniałe przeżycie.

Kłopoty z kurantami

Wspominając swoje szczególne koncerty doktor Prudel opowiada o tremie, jaką miał w czasie, kiedy wykonywał koncert na fortepian i orkiestrę Henryka Mikołaja Góreckiego z okazji nadawania jego autorowi godności Honorowego Obywatela Rybnika. - To było wielkie przeżycie, wykonywać ten koncert przed samym kompozytorem. Zawsze istnieje w takim przypadku obawa, że kompozytor może mieć uwagi do wykonania. Obyło się jednak bez większych uwag
- opowiada Norbert Prudel.
- Towarzyszyłem też Góreckiemu w wizycie w jego rodzinnej miejscowości Czernicy, niedaleko Rybnika. Bardzo lubi tam przyjeżdżać. Mamy nadzieję, że na wiosnę znów nas odwiedzi. Czujemy jego wsparcie w działaniach naszego towarzystwa.
Wielcy artyści mają też czasem kaprysy. Doktor Prudel wspomina wizytę w Rybniku Jerzego Maksymiuka.
- Pamiętam, jak strasznie narzekał. Ponieważ mieszkał blisko rybnickiego ratusza, bardzo mu przeszkadzały głośno grające kuranty, których dźwięk roznosił się po okolicy. Musieliśmy nawet z tego powodu interweniować i je wyłączyć.

Można wszystko pogodzić

Jak udaje się godzić Norbertowi Prudlowi bardzo absorbującą funkcję dyrektora szpitala z tak bogatą działalnością muzyczno-społeczną?
- Każdy ma jakieś swoje zainteresowania i jeśli chce się w nich realizować, to czas zawsze musi się znaleźć. Można żyć tylko dla siebie. Można też robić coś dla innych i czerpać z tego satysfakcję. Podobnie jest z "muzykami", którzy mówią, że grają dla siebie. Mnie to nie przekonuje. Bo co to znaczy dla siebie? Tylko w przekazywaniu muzyki innym można znaleźć i prawdziwą przyjemność - zaznacza z przekonaniem nasz rozmówca.
Z grą na instrumentach jest podobno jak z jazdą na rowerze, nigdy się jej nie zapomina. Ale można grać i… "grać". Wszystkie instrumenty wymagają poświęcenia i wielogodzinnych, nieustannych ćwiczeń. Szczególnie wymagający jest fortepian. Co innego jest przecież zagrać kilka utworów dla najbliższych znajomych, a co innego grać koncert fortepianowy z towarzyszeniem orkiestry przed wyrobionym muzycznie audytorium. Jak udaje się to dyrektorowi szpitala w Jastrzębiu Zdroju?
- Każdy, nawet najmniejszy występ bardzo mnie mobilizuje. Muszę się skupić. Niestety, jako muzyk pracuję zrywami. Przygotowuję się do koncertów, na ile pozwala mi na to czas, ale wykorzystuję go maksymalnie. Na normalne ćwiczenia nie ma szans, mam nawet wielotygodniowe przestoje. Ale kiedy zachodzi taka potrzeba, koncentruję się maksymalnie i dość szybko dochodzę do formy. Czy jest to skuteczne, oceniają słuchacze -uśmiecha się Norbert Prudel.
Norbert Prudel - rocznik 1958. Absolwent Akademii Muzycznej w Katowicach oraz Śląskiej Akademii Medycznej.
Od 1977 r. studiował w klasie fortepianu pod kierunkiem słynnego profesora Andrzeja Jasińskiego. W 1981 r. rozpoczął kolejne studia -w Śląskiej Akademii Medycznej, w której ukończył najpierw wydział lekarski, później stomatologię. Ukończył także studia podyplomowe w Akademii Ekonomicznej w Katowicach (zarządzanie w ochronie zdrowia). Pracował m.in. w Śląskiej Regionalnej Kasie Chorych, a następnie w NFZ. Od 2007 r. jest dyrektorem Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 2 w Jastrzębiu Zdroju. Norbert Prudel od 13 lat pełni także funkcję prezesa Towarzystwa Muzycznego im. Braci Szafranków w Rybniku. Wraz z Filharmonią Rybnicką uczestniczył m.in. w nagraniu dwupłytowego albumu "Mojemu Rybnikowi" obok takich artystów, jak Lidia Grychtołówna, Piotr Paleczny i Adam Makowicz.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum