Wojciech Kuta/Rynek Zdrowia | 09-09-2020 16:03

Nierówności w zdrowiu to smutny spadek po transformacji

W Polsce utrzymuje się duże zróżnicowanie regionalne pod względem długości życia. W przypadku mężczyzn ta dysproporcja sięga prawie 8 lat. Według danych NIZP-PZH za lata 2016-2018, najdłużej żyje statystyczny mieszkaniec Sopotu (78,1 lat), a najkrócej – powiatu nidzickiego (70,3). Eksperci wskazują na cały łańcuch przyczyn tego stanu rzeczy.

Maria Libura; FOT. PTWP

Wśród kobiet kobiet ta różnica jest jest mniejsza i wynosi 5,4 lat. Między 2016 a 2018 rokiem najdłuższym życiem cieszyły się mieszkanki Tarnobrzega (84,3), a najmniejszą długość życia pań odnotowano w Chorzowie – 78,9 lat – informował w ubiegłym roku prof. Bogdan Wojtyniak, zastępca dyrektora Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny.

Jakie są więc kluczowe czynniki wpływające na wciąż duże, geograficzne nierówności w zdrowiu w naszym kraju?

Wykładnik wykluczenia w ochronie zdrowia

nie musi być wyłącznie związany ze statusem ekonomicznym. Wiemy, że przy niedoborach kadr i problemach naszego systemu często tzw. kapitał kulturowy, czyli mówiąc mniej dyplomatycznie – znajomość odpowiednich osób, aby przeskoczyć kolejkę, jest ważniejsza niż pieniądze – mówi Maria
Libura, ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. zdrowia, kierownik Zakładu Dydaktyki i Symulacji Medycznej Collegium Medicum UWM.

Zwraca uwagę, że w analizach dotyczących m.in. długości życia Polaków widać skutki transformacji ustrojowej początku lat 90.: – Tam, gdzie likwidowano duże zakłady pracy, między innym w województwach łódzkim czy zachodniomorskim, tam zabrakło też pomostu do nowej rzeczywistości. W tych właśnie regionach widać też większe wykluczenie mieszkańców, także dotyczące zdrowia. To smutny „spadek” po transformacji, o którym niechętnie mówimy – podkreśla ekspertka.

W jej opinii obraz nierówności w zdrowiu jest „żywym obrazem podziałów społecznych utrwalanych kolejnymi dekadami ślepej na te właśnie kwestie zróżnicowania polityki zdrowotnej i społecznej”.

– Kolejne reformy ochrony zdrowia są tworzone w duchu elitaryzmu, przez ekspertów z klasy średniej i wyższej, główne z perspektywy ich własnych potrzeb. To wielki problem, bo w ten sposób poprawiamy standardy opieki zdrowotnej przede wszystkim w dużych miastach, zapominając o tym, że trzeba dokładnie zbadać sytuację mieszkańców z obszarów najbardziej wykluczonych – zaznaczyła Maria Libura.

Co dziesiąte gospodarstwo bez własnej łazienki 

Wskazuje, że z brytyjskich badań dotyczących wpływu transformacji ustrojowej na zdrowie społeczeństw krajów Europy Środkowo-Wschodniej wynika, że tam, gdzie zabrakło programów pomocowych dla grup, którym odebrano wcześniejsze formy m.in. życia zawodowego, nierówności społeczne i zdrowotne w zasadzie ciągną się do dzisiaj. – Tymczasem obecnie nie powinno być już żadnego uzasadnienia, by np. mieszkaniec Warmii żył krócej niż mieszkaniec Warszawy – konkluduje Maria Libura.

Wnioski z przywołanych brytyjskich badań potwierdzają polskie analizy. – Sprawdzaliśmy, jak zmieniały się nierówności w zdrowiu (w tym długość życia) w poszczególnych regionach Polski. Okazuje się, że stan z początku lat 90. jest utrwalany, nie mamy sukcesywnie zaznaczających się trendów poprawy w tej materii – przyznaje Rafał Halik z Zakładu Monitorowania i Analiz Stanu Zdrowia Ludności NIZP-PZH.

– Kolejnym stwierdzonym przez nas zjawiskiem są korelacje pomiędzy między stanem zdrowia a czynnikami społecznymi, w tym warunkami mieszkaniowym. Przypomnę, że w Polsce nadal prawie 10% gospodarstw domowych nie posiada osobnej, własnej łazienki – zaznaczył Halik.

Z kolei dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, wskazuje, że zarówno badania międzynarodowe, jak i krajowe potwierdzają, że determinantami nierówności w zdrowiu są m.in.: poziom wykształcenia i wynikający z niego status społeczno–ekonomiczny, co wiąże się z kolei np. z określoną wiedzą o tym, jak funkcjonuje system ochrony zdrowia, a tym samym z umiejętnością poruszania się w tym systemie.

– Wydaje się, że nierówności w zdrowiu, które w Polsce zostały wręcz zamrożone – mimo nieustających zmian społecznych oraz gospodarczych – są, w moim odczuciu, w głównej mierze konsekwencją pewnego centralistycznego modelu zarządzania ochroną zdrowia – mówi ekspertka.

Politycy nie reagują na niepokojące parametry

– Nadal nie reagujemy na parametry, które wręcz powinny nam nakazać szacowanie ryzyka nierówności i niedostosowania pewnych grup społecznych do efektywnego zarządzania swoim zdrowiem. Wynika to z faktu, że na planowanie, alokację środków finansowych i uruchamianie określonych świadczeń zdrowotnych nadal bardzo często patrzymy ze zbyt wysokiego poziomu, czyli z perspektywy krajowej lub wojewódzkiej – uważa dr Gałązka-Sobotka.

I dodaje: – Tymczasem wszelkie dane gromadzone m.in. przez NFZ, Ministerstwo Zdrowia wskazują, że istnieje bardzo silna korelacja między stanem rozwoju społeczno-gospodarczego danego regionu kraju a interwencjami medycznymi, jakie powinny być tam podejmowane.

– Powinniśmy zatem bardzo szybko identyfikować obszary, których mieszkańcy być może nie będą w stanie sami efektywnie zadbać o swoje zdrowie. W takich sytuacjach konieczne jest – zróżnicowane w zależności od potrzeb – skierowanie w te obszary odpowiednich interwencji oraz środków finansowych – tłumaczy ekonomistka.

– Niestety, w naszym systemie ochrony zdrowia dopiero od 2016 roku mapujemy potrzeby zdrowotne – przede wszystkim na podstawie świadczeń raportowanych do NFZ, ilustrujących zastany obraz całego systemu. Stąd mamy do czynienia z pewnym utrwalaniem różnic w zdrowiu, a nie z ich niwelowaniem – stwierdza ekspertka.

Zauważa jednocześnie, że mapy potrzeb zdrowotnych – przygotowane i publikowane przez Ministerstwo Zdrowia – są bardzo potrzebnym narzędziem w kształtowaniu polityki zdrowotnej. – Dowodzą chociażby, że mamy ogromne powiatowe biały plamy w dostępie do poradni specjalistycznych – zaznaczyła dr Małgorzata Gałązka-Sobotka podczas jednej z sesji V Kongresu Wyzwań Zdrowotnych Online.

NFZ: liczby potwierdzają zróżnicowanie w zdrowiu 

Filip Urbański, zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Innowacji w Centrali Narodowego Funduszu Zdrowia, przyznał podczas tej samej debaty, że NFZ widzi oczywiście regionalne różnicowanie w zdrowiu.

– To, że je zauważmy, wynika m.in. z dostępu do informacji o zdrowiu Polaków, które uzyskujemy właśnie dzięki centralizacji pozyskiwania takich danych. Duża w tym rola wojewódzkich oddziałów NFZ. Nie jest więc tak, że wszystko dzieje się na poziomie centralnym – podkreślał dyrektor Urbański, nawiązując do wypowiedzi dr Gałązki-Sobotki o centralizacji zarządzania ochroną zdrowia w Polsce.

Wskazał, że województwem, w którym najwięcej osób korzysta ze świadczeń zdrowotnych w ramach publicznego, powszechnego ubezpieczenia, jest Łódzkie. – W 2019 roku aż 83% mieszkańców Łódzkiego skorzystało z co najmniej jednego świadczenia finansowanego przez NFZ. Dla porównania – w woj. opolskim ten odsetek wyniósł w ubiegłym roku 74%, tak więc różnica jest naprawdę znaczna – informował Filip Urbański.

Podkreślał, że znacznie różnią się także średnie wartości refundowanych świadczeń opieki zdrowotnej w poszczególnych województwach. – W woj. mazowieckim średnia wartość świadczenia wyniosła w ubiegłym roku ok. 2900 zł, podczas gdy np. w woj. warmińsko-mazurskim ok. 2400 zł – podał przedstawiciel NFZ.

Odnosząc się do map potrzeb zdrowotnych, Filip Urbański zaznaczył, że dane do tych dokumentów i analiz pochodzą przede wszystkim z NFZ.

Resort zdrowia: mapy są interaktywne i użyteczne

Przypomnijmy, że 30 czerwca br. resort zdrowia opublikował interaktywne aplikacje do map potrzeb zdrowotnych. Jakub Adamski,
dyrektor Departament Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia, zwraca uwagę, że nowe, interaktywne mapy mają być użytecznym, nowoczesnym narzędziem dla decydentów, ekspertów i praktyków (wywiad z dyr. Jakubem Adamskim publikujemy na str. 30-31).

– Jedna z aplikacji, ważna szczególnie z perspektywy jednostek samorządu terytorialnego, dotyczy czynników ryzyka wybranych chorób i ich profilaktyki. Ta aplikacja będzie więc narzędziem znacznie ułatwiającym identyfikowanie różnych problemów zdrowotnych, którym powinniśmy przeciwdziałać, np. wdrażając określone programy profilaktyczne i angażując w te działania odpowiednie środki finansowe – mówi nam dyrektor Adamski.

Zdaniem ekspertów, dotychczasowy brak dostępu do przejrzystych i funkcjonalnych narzędzi służących korzystaniu z informacji zawartych w mapach potrzeb zdrowotnych, mógł stanowić jeden z powodów utrwalania nierówności w zdrowiu w Polsce. Czy politycy wykorzystają nowe mapy do niwelowania tych różnic, czas pokaże.

* Wypowiedzi zanotowano m.in. podczas sesji pt. „Syndrom kodu pocztowego, czyli polskie nierówności w zdrowiu” w ramach V Kongresu Wyzwań Zdrowotnych Online (14 maja-14 lipca 2020 r.).