Nie szukajmy winnych, tylko "czarnych punktów"

Autor: RR, WOK • • 25 czerwca 2014 11:05

Eksperci z zakresu organizacji i zarządzania oraz lekarze pracują nad stworzeniem map "czarnych punktów". Chodzi o określenie miejsc szczególnie niebezpiecznych dla pacjentów i personelu szpitala. Po ich zidentyfikowaniu są opracowywane, a następnie wdrażane procedury zmniejszające możliwość wystąpienia zdarzeń niepożądanych.

Na świecie są różne metody zarządzania ryzykiem, ale nie zajmują się problemem ryzyka kompleksowo. Natomiast my traktujemy ryzyko medyczne całościowo - wyjaśnia dr hab. Michał Marczak z Wydziału Organizacji i Zarządzania Politechniki Łódzkiej, wiceprezes Polskiego Innowacyjnego Klastra Medycznego PIKMED.

Tłumaczy, że bierze się pod uwagę wszystkie zdarzenia niepożądane. Dodaje, że według szacunków w polskich szpitalach dochodzi rocznie do 800 tys. zdarzeń niepożądanych. Dla porównania - wojewódzkie komisje do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych zajęły się dotychczas ok. 1,7 tys. zgłoszonych przez pacjentów zdarzeń, czyli statystycznie nieistotnym wycinkiem.

Kompleksowo o zagrożeniach

Całościowe podejście do problemu zdarzeń niepożądanych daje większe szanse na ich wyeliminowanie. - Zaczynamy od badania statystyk i ocen pracujących na miejscu lekarzy, którzy zostają naszymi ekspertami. Dzięki temu jesteśmy w stanie określić ponadprzeciętną częstotliwość występowania zdarzeń niepożądanych w danych obszarach; zdarzeń, które powodują najczęstsze zgony i wydłużają hospitalizację pacjentów - wyjaśnia naukowiec.

Takim newralgicznym obszarem może być na przykład oddział, blok operacyjny, centralna sterylizatornia, apteka. - Wskazujemy w ten sposób miejsca szczególnie niebezpieczne, nazywane przez nas "czarnymi punktami". W szpitalach jest to najczęściej intensywna terapia, SOR, oddział zabiegowy - mówi Michał Marczak.

- Kiedy spośród, powiedzmy - stu typów zdarzeń zidentyfikujemy 7-8 "czarnych punktów", wtedy wspólnie z ekspertami zastanawiamy się, jak uszczelnić procedury, jakie szkolenia personelu przeprowadzić, czyli jak zarządzać ryzykiem, żeby podnieść poziom bezpieczeństwa. Podejmowane działania powodują zmniejszenie ryzyka na oddziale o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent - wyjaśnia.

W efekcie szpital jest lepiej zabezpieczony przed ewentualnymi roszczeniami ze strony kancelarii prawnych. Może przedstawić w sądzie lub w komisji ds. zdarzeń medycznych dokumentację, że wprowadził odpowiednie procedury, że przeprowadził szkolenia, że stosuje dobre praktyki. Słowem, że ryzyko zostało zminimalizowane, a pacjent traktowany jest z należytą dbałością.

- Zależy nam również na tym, żeby przeprowadzony audyt ryzyka miał wpływ na stawki ubezpieczeniowe szpitali. Mamy sygnały od brokerów ubezpieczeniowych, że są gotowi uwzględniać takie audyty i oferować szpitalom o mniejszym ryzyku lepsze warunki - twierdzi nasz rozmówca.

Szpitalna rzeczywistość

Pierwszym szpitalem, w którym zastosowano mapowanie "czarnych punktów" na wybranych oddziałach, był Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. Barlickiego w Łodzi. Dwa lata temu projektem zainteresował się Regionalny Szpital Specjalistyczny Latawiec w Świdnicy. Dyrektor Grzegorz Kloc mówi nam, że zespół ekspertów przeprowadził analizę zagrożeń zakończoną zaleceniami, które zostały wdrożone.

- Na wysokość stawek ubezpieczeniowych to się nie przełożyło - przyznaje Grzegorz Kloc i dodaje: - U nas trwa właśnie audyt firmy ubezpieczeniowej. Jednakże PZU ma własną metodologię ocen zagrożeń i nie jest zainteresowany naszym raportem na temat "czarnych punktów".

Okazuje się więc, że w zderzeniu z rzeczywistością, którą określa dominująca na rynku ubezpieczeń pozycja PZU, przegrywają wszelkie zewnętrzne metody szacowania ryzyka. Nie znaczy to, że trzeba odłożyć je do lamusa. Wdrożenie zaleceń mających na celu zminimalizowanie występowania zdarzeń niepożądanych zawsze jest cenną wartością.

O podobnej uznaniowości można by przecież mówić także w przypadku innych kategorii zdarzeń niepożądanych, np. procesu wytoczonego przez pacjenta szpitalowi. Sąd może uznać raport za dowód troski o pacjenta, ale wcale nie musi brać go pod uwagę. Czy swoboda w ocenie wartości dowodowej ma przekreślać sens starań o eliminowanie zdarzeń niepożądanych?

Poziom bezpieczeństwa

W szpitalach uważają, że warto podnosić poziom bezpieczeństwa, choć wiadomo, że błędów nigdy się zupełnie nie wyeliminuje. Maria Popielarczyk, pełnomocnik dyrektora ds. zarządzania jakością w III Szpitalu Miejskim im. dr. Karola Jonschera w Łodzi, mówi, że raport dotyczący mapowania "czarnych punktów" miał pomóc w określeniu działań zapobiegawczych i uświadomić zagrożenia. - Badania będą kontynuowane - informuje.

Do sporządzenia audytu zdarzeń niepożądanych przygotowują się też szpitale w Gdańsku i we Wrocławiu. Zainteresowanie problemem ryzyka medycznego jest coraz większe, mimo że pojawiają się obawy, że oto zewnętrzni eksperci będą szukać w szpitalu osób odpowiedzialnych za popełnione błędy (trzeba sięgnąć do statystyk i archiwalnych dokumentów).

- Nic bardziej mylnego - wyjaśnia Michał Marczak i zapewnia, że nie chodzi o wskazywanie winnych, ale o znalezienie rozwiązań zmniejszających ryzyko i koszty funkcjonowania placówki.

* * * Kultura organizacji

O zdarzeniach niepożądanych mówiono także podczas XVIII Ogólnopolskiej Konferencji "Jakość w opiece zdrowotnej"* (Kraków, 19-20 maja 2014 r.). Uczestnicy dyskusji wskazywali, że wśród lekarzy w naszym kraju występuje duży lęk przed ujawnianiem powikłań czy zdarzeń niepożądanych, w obawie przez penalizacją.

W przeciwieństwie np. do modelu szwedzkiego czy brytyjskiego, u nas ewentualny błąd medyczny bardziej kojarzony jest z karaniem, niż analizowaniem oraz szukaniem przyczyn niepowodzenia w terapii.

Dr Jerzy Kulikowski, prezydent Towarzystwa Promocji Jakości Opieki Zdrowotnej w Polsce, członek Rady Akredytacyjnej, podkreślał, że właściwe monitorowanie oraz rejestrowanie tego rodzaju przypadków jest jednym z elementów składających się na kulturę organizacji w szpitalach oraz innych jednostkach ochrony zdrowia.

- Lekarze często mają poczucie nieomylności, ale przecież są tylko ludźmi i nie wszystkie ich działania prowadzą wyłącznie do oczekiwanych efektów terapii. Dlatego tak bardzo ważny jest sposób reagowania w szpitalu na zdarzenia niepożądane. Tam, gdzie panuje atmosfera lęku, nie będzie ich dobrego monitorowania oraz analizowania zdarzeń niepożądanych - stwierdza dr Jerzy Kulikowski.

Pokonać uprzedzenia

Z kolei dr Stanisław Ostrowski z Kliniki Chorób Wewnętrznych Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie przedstawił zasady prowadzenia w tej jednostce od 2005 r. rejestru działań zdarzeń niepożądanych. Przyznał, że na początku nie było łatwo przekonać pracowników medycznych do wdrożenia rejestru.

- Obawy przed ujawnianiem, a następnie analizowaniem takich przypadków można pokonać tylko poprzez zmianę świadomości. Konieczne jest zrozumienie, że rejestr zdarzeń niepożądanych służy podniesieniu bezpieczeństwa pacjentów, a nie karaniu lekarzy - mówił podczas krakowskiej konferencji dr Ostrowski.

Rejestr prowadzony w lubelskim SPSK nr 1 obejmuje nie tylko powikłania w trakcie procesów leczenia, ale także takie zdarzenia jak np. upadki czy próby samobójcze hospitalizowanych pacjentów.

Zapewnić prawny spokój

Zdaniem prof. Marka Jasińskiego, zastępcy ordynatora oddziału kardiochirurgii w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym nr 7 SUM w Górnośląskim Centrum Medycznym w Katowicach, poważnym wyzwaniem stojącym przed polskim ustawodawcą jest zapewnienie "spokoju prawnego" (m.in. poprzez wyłączenie odpowiedzialności karnej) lekarzom, którzy sami zgłaszają zdarzenia niepożądane.

- Są zdarzenia, których nie da się uniknąć, poza tym nie wszystkie są wynikami błędów w postępowaniu terapeutycznym. Statystyki pokazują, że na całym świecie zdarzenia niepożądane występują u około 10% pacjentów hospitalizowanych na kardiochirurgii - informował prof. Jasiński.

Dodał: - Np. praktyka kliniczna wskazuje, że ryzyko wystąpienia zawału okołooperacyjnego sięga ok. 5%. Tak się po prostu dzieje, żadna ujma dla lekarza. Nie oznacza to jednak, że ów zawał jest zdarzeniem normalnym! Trzeba o nim mówić. Każde takie powikłanie musi być rejestrowane i rzetelnie analizowane w zespole, aby w przyszłości ryzyko tego zdarzenia było jak najmniejsze.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum