Nie musimy odkrywać Ameryki

Autor: Iwona Bączek • • 22 listopada 2012 11:14

Już wiele lat temu prof. Tadeusz Koszarowski mówił o konieczności kompleksowego leczenia chorych na nowotwory w jednym, dedykowanym temu celowi ośrodku. Wiele bogatszych od nas i bardziej rozwiniętych krajów wprowadziło tę koncepcję znacznie później - przypomniał dr Janusz Meder, prezes zarządu Polskiej Unii Onkologii, podczas VIII Forum Rynku Zdrowia.

Referencyjność istnieje od dawna: wcześniej nie było jasno sformułowanych definicji, ale praktyka kliniczna wyraźnie na to wskazywała.

Bo czym innym były działające w Warszawie cztery wojewódzkie poradnie onkologiczne, jeśli nie pierwszym szczeblem referencyjności?

- pytał retorycznie dr Meder.

- Oddelegowani do nich onkolodzy z Centrum Onkologii prowadzili tam diagnostykę wstępną i zajmowali się pacjentami wyleczonymi z raka, którzy przychodzili na badania kontrolne, odciążając tym samym CO.

- Dzięki temu Instytut mógł się zająć chorymi pilnie potrzebującymi terapii. Poradnie zlikwidowano i źle się stało, bo tłumy w Centrum Onkologii są coraz większe i przyszedł czas na zastanowienie się, jak będziemy leczyć coraz liczniejszych pacjentów onkologicznych w oparciu o istniejącą strukturę - dodał.

Referencyjność = racjonalny podział środków

Dr Meder zwrócił uwagę, że sieć onkologiczna istnieje od dawna, obecnie chodzi jedynie o zmodyfikowanie jej stosowania do autentycznych danych epidemiologicznych, identyfikując potrzeby w regionach, doposażając placówki i tworząc (być może) jednostki satelitarne współpracujące z wojewódzkimi ośrodkami onkologicznymi.

- Nie ma możliwości uzyskania lepszych wyników leczenia nowotworów, jeśli nie będzie ono prowadzone w dedykowanych temu lecznicach.

Istnieją dane wskazujące, że jeśli pierwsza terapia jest chybiona, szanse przeżycia spadają aż o 50%.

W dodatku 70% polskich pacjentów onkologicznych przychodzi do lekarza już w zaawansowanym stadium choroby. Generują oni także największe koszty: może to być 100, 200, 300 tys. zł na osobę, podczas gdy w pierwszym stadium zaawansowania mówimy o kilku, kilkunastu tysiącach złotych - przekonywał specjalista.

Dodał, że właśnie dlatego kwestię referencyjności należy ująć prawnie i wypracować model, który nie dopuści do finansowania ze środków publicznych tych wysokokosztowych procedur w dowolnych ośrodkach.

Racjonalny podział środków finansowych powinien nastąpić w oparciu o referencyjność.

- Referencyjność oznacza jakość, dlatego - aby ją wprowadzić - trzeba wyraźnie określić parametry jakości.

W resorcie zdrowia trwają już stosowne prace - zaznaczył wiceminister zdrowia Aleksander Sopliński Teresa Horanin-Bawor, dyrektor departamentu świadczeń zdrowotnych NFZ, zauważyła, że onkologia, podobnie jak inne dziedziny medycyny, zmierza w kierunku kompleksowości, która stwarza maksymalne szanse efektywnego leczenia: umożliwia ustalenie i koordynowanie terapii oraz optymalizację wydawania środków. Ośrodek prowadzący kompleksowe leczenie może być także monitorowany pod względem jakości.

- W obecnym ustawodawstwie płatnik jest skrępowany przepisami.

Mamy równość podmiotów i Fundusz ma obowiązek kontraktowania świadczeń w określonym zakresie z każdym świadczeniodawcą spełniającym warunki rozporządzenia ministra zdrowia.

Na razie dotyczą one wyłącznie pomieszczeń, aparatury i personelu.

Jeśli uda się opracować wskaźniki jakościowe i zostaną one ujęte w rozporządzeniu, wśród wspomnianych warunków znajdzie się także jakość. Uważam, że w najbliższych latach istnieje szansa na taką zmianę - stwierdziła dyrektor Horanin-Bawor.

Zdaniem senator prof. Alicji Chybickiej, czas najwyższy na prowadzenie polityki zdrowotnej, która określi referencyjność podmiotów.

- Jeśli słyszymy, że za ub.r. ośrodki onkologiczne mają niezapłacone nadwykonania w wysokości 300- 500 mln zł, to jest to niedopuszczalne.

Procedury muszą być finansowane i szpitale muszą otrzymywać od płatnika takie środki na leczenie chorych na nowotwory, jakie realnie wydają. Dzieci mają na razie wszystkie potrzebne leki tylko dlatego, że gdy kończą się pieniądze budżetowe, uruchamiane są pozabudżetowe.

Chodzi teraz o to, aby te budżetowe trafiały do odpowiednich lecznic w odpowiedniej wysokości - zaznaczyła prof. Alicja Chybicka, kierująca Katedrą i Kliniką Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej we Wrocławiu.

NPZChN: dokąd zmierzamy?

Dr Janusz Meder przypomniał, że Polska była pierwszym krajem w Europie, w którym już pięć lat po Szczycie Paryskim powstał Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych.

Udało się odbudować sieć radioterapii, stworzyć sieć PET- -owską, mamy się czym pochwalić.

Prezes PUO zaznaczył jednak, że wiele także trzeba zmienić: niezbędne są uprawnienia dla konsultantów krajowych i wojewódzkich, którzy powinni czuwać nad siecią onkologiczną, opiniując, kontrolując i nie dopuszczając do "partyzantki".

- Szkoda, że do skryningu cytologicznego nie dopuszczono wykwalifikowanych położnych: mielibyśmy obecnie inną sytuację w zgłaszalności na badania. Dajmy pieniądze lekarzom POZ-u i pielęgniarkom - będą na pewno skuteczniejsi w przekonywaniu pacjentek do profilaktyki, niż zaproszenia na badania wysyłane pocztą. Wróćmy do szkolenia lekarzy rodzinnych w zakresie "czujności" onkologicznej. A w następnej edycji NPZChN, tzn. po 2015 r., stwórzmy Narodowy Instytut Raka - apelował dr Meder.

- Chciałbym, aby NPZChN znowu był. Ale na razie nic na to nie wskazuje - nie ukrywał obaw związanych z nową edycją projektu prof. Krzysztof Herman, konsultant krajowy w dziedzinie chirurgii onkologicznej.

- W resorcie zdrowia trwają prace nad korektą obecnej edycji NPZChN oraz nad opracowaniem kolejnej.

Dopinguje nas tu Komisja Europejska, która zaleca opracowanie narodowych programów onkologicznych do 2013 r. - wyjaśnił minister Aleksander Sopliński.

Programy lekowe: co się zmieniło?

- Od 1 lipca br., tzn. od chwili wejścia w życie programów lekowych - niewiele, tylko nazwa - uważa Krzysztof Łanda, partner HTA Nowicki Łanda Sp. J. Dodaje jednocześnie, że zapisy ustawowe będą jednak prowadziły do "rozejścia się" programów lekowych na pojedyncze leki: jeśli choć jeden z producentów specyfików znajdujących się w programie lekowym nie wyrazi zgody na zmiany opisu programu - trzeba będzie uruchomić nowy.

- Kilka lat temu brałem udział w odwrotnym procesie: zamiany programów lekowych na terapeutyczne.

Nie trzeba było wówczas negocjować z przemysłem farmaceutycznym cen każdego z opcjonalnych leków oddzielnie. Była pula środków i oczekiwanie na oferty. Zadziałał wówczas mechanizm konkurencji - firmy zaczęły się ścigać, która bardziej obniży cenę. Rozbicie programów terapeutycznych na lekowe stanowi powrót do dawnych problemów: znów trzeba oddzielnie negocjować stawki poszczególnych leków stosowanych w tych samych wskazaniach. Dlaczego wracamy do przeszłości, która była tak trudna w realizacji, nie wiem - nie ukrywa ekspert.

Barbara Wójcik-Klikiewicz, dyrektor departamentu gospodarki lekami NFZ, podkreśliła, że Fundusz zgłaszał tę kwestię już na etapie procedowania ustawy refundacyjnej.

- Widzieliśmy w tym rozbicie pewnego sprawdzonego mechanizmu finansowego. Na razie rzeczywiście niewiele się zmieniło, ale problemy z dołączeniem leku do programu już dadzą się zauważyć. AOTM często wydaje przecież rekomendacje mówiące, że specyfik powinien dołączyć do istniejącego programu lekowego, aby umożliwić lekarzowi podjęcie racjonalnej decyzji terapeutycznej.

Zawsze uważałam, że finansowanie powinno iść za leczeniem pacjenta, a nie odwrotnie - zaznaczyła dyrektor DGL NFZ.

Przypomniała, że wartość kontraktowania w zakresie programów lekowych na 2012 r. trudno porównywać z 2011 r., ponieważ pewne leki przeszły z katalogu chemioterapii w nowe programy.

Rozliczanie w nowej rzeczywistości

- Sytuacja, jaką mamy od 1 lipca br., nie wywarła jeszcze wpływu na strukturę programów, ale wprowadziła zmiany w zakresie rozliczania się szpitali z płatnikiem. Przedtem lek nie był identyfikowany w systemie tak, jak w otwartej refundacji.

Fundusz brał pod uwagę substancję czynną, nie miało natomiast znaczenia opakowanie lub powiązanie z kodem identyfikacyjnym. Obecnie lecznice muszą nauczyć się rozliczania w nowej rzeczywistości, a to zawsze trwa. I tu mamy na razie wielką zmianę mentalną i organizacyjną - zauważyła Barbara Wójcik- -Klikiewicz.

Poruszyła także problem chemioterapii niestandardowej: - Co z nią będzie dalej? Nie wiem.

Była wentylem bezpieczeństwa utrzymanym przez ustawę refundacyjną w okresie przejściowym, aby zapewnić leczenie pacjentom, którzy rozpoczęli terapię i trzeba ją było kontynuować, a leki nie zostały wpisane w żadne inne świadczenia. W ub.r.

przeznaczyliśmy na ten cel 124 mln zł, w br. - 147 mln zł. Chemioterapia niestandardowa ma jednak swoje "działania niepożądane": część firm doszła do wniosku, że stanowi ona tak świetne finansowanie, że nie poskładała wniosków na programy lekowe - wyjaśniła dyrektor DGL NFZ.

- Ustawa refundacyjna nie przewiduje na razie możliwości łączenia terapii tak, aby dać choremu jak najlepsze możliwości leczenia. Jeśli jednak pewne potrzeby wychodzą w praktyce, mam nadzieję, że będą one impulsem do poprawienia prawa - dodała Barbara Wójcik- -Klikiewicz.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum