Nie ma kontraktu? Zawsze można zaorać

Autor: Ryszard Rotaub • • 09 września 2016 14:09

Prywatne szpitale w staraniach o kontrakty będą na straconej pozycji. Uważają, że punktacja, która ma być stosowana przy ocenie składanych ofert, to dla nich gwóźdź do trumny. MZ preferuje bowiem te publiczne lecznice, które od lat mają umowy z Funduszem, zaś prywatne dyskryminuje - twierdzą przedstawiciele sektora prywatnego.

Nie ma kontraktu? Zawsze można zaorać

Minister zdrowia nawet nie ukrywał, że jego rozporządzenie jest napisane tak, by skorzystały na tym wyłącznie największe i najstarsze szpitale publiczne, czyli te, które borykają się z największymi problemami - Konfederacja Lewiatan w komunikacie prasowym zatytułowanym "Dobra zmiana sięga po służbę zdrowia" oceniła efekty spotkania ekspertów z ministrem na temat rozporządzenia dotyczącego szczegółowych kryteriów wyboru ofert w postępowaniu w sprawie zawarcia umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej (weszło w życie 1 lipca br.).

Rozporządzenie jak blokada?

- Najnowsze rozporządzenie ministra zdrowia na minimum 10 lat zablokuje powstawanie nowych placówek medycznych w Polsce. Nowe zasady kontraktowania szpitali z NFZ są kuriozalne. Jak zwykle najwięcej stracą na tym zwykli pacjenci - oświadczyła po spotkaniu z Konstantym Radziwiłłem ekspertka Konfederacji Lewiatan dr Dobrawa Biadun.

- Projekt rozporządzenia powinien być przygotowany od nowa - apelowali w czerwcu Pracodawcy RP. Przekonywali, że kryteria wyboru ofert należy ponownie przygotować i poddać jeszcze raz konsultacjom społecznym.

Sprzeciw wywołują m.in. zapisy w załączniku nr 3 do wspomnianego rozporządzenia. Z "Wykazu szczegółowych kryteriów wyboru ofert wraz z wyznaczającymi je warunkami oraz przypisaną im wartością w rodzaju leczenie szpitalne" wynika, że gdy "w dniu złożenia oferty oferent realizuje na podstawie umowy proces leczenia w ramach danego zakresu świadczeń i w ramach obszaru, którego dotyczy postępowanie", dostanie 1 punkt (str. 192). Gdy świadczy usługi w ramach NFZ nieprzerwanie od 5 lat, uzyska 2 punkty. Za 10 lat to 4 punkty. Maksymalnie za ciągłość można dostać 5 punktów.

Prawdę mówiąc, nie jest to wymóg, który zamyka drogę do kontraktu. Są tak samo lub lepiej wyceniane kryteria, dzięki czemu można zniwelować brak punktów za ciągłość (także 5 punktów można zdobyć np. za prowadzenie elektronicznej dokumentacji medycznej - EDM). Ale przecież nie w tym rzecz.

Powielone rozwiązania

Wcześniej też tak było. Nowe rozporządzenie co do zasady powiela rozwiązania przyjęte w zarządzeniu nr 3/2014/ DSOZ prezesa NFZ z 23 stycznia 2014 r. w sprawie określenia kryteriów oceny ofert w postępowaniu w sprawie zawarcia umowy o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej.

Dlaczego zatem organizacje zrzeszające prywatne podmioty lecznicze teraz podnoszą larum? Poprzedni rząd również premiował ciągłość udzielania świadczeń (w postępowaniu konkursowym można było za ciągłość otrzymać 5 punktów).

Chodzi o deklaracje polityczne, których poprzednicy obecnego ministra starali się unikać. Tymczasem Konstanty Radziwiłł bywa w tych kwestiach szczery do bólu. O tym, co sądzi o prywatnych podmiotach w ochronie zdrowia, opowiada na oficjalnych spotkaniach w MZ i w wywiadach prasowych.

"Sprywatyzowana placówka funkcjonuje według zasad kodeksu handlowego i działa na rzecz zysku. Jeśli działalność nie przynosi korzyści, to trzeba ją zmienić albo zlikwidować (…). Niestety, sposób postępowania (skomercjalizowanych i sprywatyzowanych szpitali - red.) w sytuacji wyzwań jest z natur y inny i niekoniecznie korzystny dla bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców" - tak minister zdrowia ocenił prywatne lecznice w wywiadzie dla Gazety Prawnej (4 lipca br.).

Nie przedstawił danych, że w przeciwieństwie do SP ZOZ-ów prywatne gorzej leczą, mają więcej zdarzeń niepożądanych, nie przestrzegają procedur… Zasygnalizował enigmatycznie, że postępują niekoniecznie korzystnie dla pacjenta. Łatwo przewidzieć, że takie enuncjacje nie pozostaną bez wpływu na wyniki konkursów, tym bardziej że wojewodowie mają oceniać także celowość nowych inwestycji w ochronie zdrowia, co też ma podlegać punktacji.

Zdaniem inwestora

Adam Zaremba-Śmietański, prezes Grupy Geo, która zainwestowała ok. 264 mln zł w budowę wielkiego kompleksu medycznego w Katowicach, nie ma złudzeń co do szans na kontrakt z NFZ.

- Gdyby nie nowe rozporządzenie, Ślązacy mieliby na wyciągnięcie ręki dostęp do najnowocześniejszego sprzętu i specjalistów światowej klasy - mówi Zaremba-Śmietański. - Tymczasem zgodnie z nowymi zasadami, pacjenci zostaną zmuszeni do tułaczki po całym województwie w poszukiwaniu placówek, które posiadają kontrakt, a za możliwość wyboru i leczenie w porządnym ośrodku będą musieli zapłacić z własnej kieszeni.

Problem inwestorów z Grupy Geo polega na tym, że nie mieli wcześniej kontraktu. Budowę Wieloprofilowego Szpitala Specjalistycznego z 15 oddziałami oraz blokiem operacyjnym z 8 salami, Zakładu Diagnostyki Obrazowej i Laboratorium Analitycznego, Centrum Diagnostyczno- -Terapeutycznego i jeszcze czterogwiazdkowego hotelu dla pacjentów i ich rodzin oraz klientów biznesowych rozpoczęli w 2013 r. Zakończenie planowane jest na koniec 2017 r. Punktów za ciągłość więc nie dostaną.

Oczywiście, zawsze mogą zmienić prof il działalności albo… zaorać teren, w który zainwestowali ćwierć miliarda i płacili podatki.

Spór o znaczenie ciągłości świadczeń w ocenianiu ofert podczas kontraktowania nie jest nowy, ma długą historię i doczekał się sądowych rozstrzygnięć.

Warto wspomnieć o orzeczeniu Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który w kwietniu 2011 r. uznał, że NFZ nadużył pozycji dominującej, zaburzając zasady swobodnej i równej konkurencji, gdyż zdaniem tegoż Sądu, kryterium posiadania umowy z NFZ nie jest merytoryczne, a naliczanie z tego powodu dodatkowych punktów jest niezgodne z prawem.

Fundusz został wezwany do zaniechania tej praktyki, ponadto dostał karę w wysokości 1 145 512 zł. Potem odwoływał się od wyroku, ale Sąd Apelacyjny 23 maja 2012 r. oddalił apelację w całości.

NFZ przegrał. Jednakże z zasady zapewnienia ciągłości świadczeń żadna władza nie chce się wycofać, fetyszyzuje ciągłość i konsekwentnie stosuje to niemerytoryczne kryterium przy ocenie składanych ofert.

Zastanawiające, że dla kolejnych ministrów zdrowia to tak ważne, skoro dla pacjenta stokroć ważniejsze jest doświadczenie oraz umiejętności lekarzy i pielęgniarek pracujących w danym podmiocie leczniczym niż to, że kiedyś podpisał on umowę z NFZ. To personel i dobry sprzęt zwiększają szanse na sukces leczniczy, a nie fakt, że placówka jest znana Funduszowi (jej nazwy nawet się nie pamięta, ale nazwisko lekarza - już tak).

Żeby uniknąć kłopotów

Trzy lata temu, w lipcu 2013 r., kiedy po raz enty nowelizowano ustawę o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, wyjaśniono, że premiowane będą oferty tych podmiotów, które już realizują umowy o udzielania świadczeń, gdyż "każda zmiana świadczeniodawcy udzielającego świadczeń opieki zdrowotnej zakłóca proces leczenia, a także skutkuje przerwaniem ciągłości kolejki oczekujących na udzielenie świadczenia".

Chodziło więc o kwestie logistyczne, organizacyjne i perturbacje związane z tym, że gdy nagle przerywa się świadczenie usług, to trzeba znaleźć w okolicy (obecnie oznacza to "nie dalej niż w sąsiednim powiecie od miejsca udzielania świadczeń") innego świadczeniodawcę, a to jest kłopotliwe i wydłuża kolejki.

Zdarzają się takie sytuacje. Lekarze odchodzą ze szpitala, strajkują pielęgniarki, epidemia grypy kładzie personel… Jak kataklizm mogą dotknąć każdy podmiot - publiczny, prywatny, szpital samorządowy, ministerialny instytut (ostatnio CZD) - niezależnie od źródła finansowania, "wysługi lat dla NFZ", rangi placówki i struktury właścicielskiej. Inne tłumaczenia to dorabianie ideologii.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum