Nie liczymy tylko na unijne wsparcie

Autor: Jacek Janik • • 25 czerwca 2014 12:22

Sposobów pozyskiwania pieniędzy na inwestycje w polskich szpitalach, po które sięgają ich dyrektorzy oraz organy założycielskie - głównie samorządy - jest wiele. Oczywiście nie sprowadzają się jedynie do wykorzystywania strumienia unijnych środków.

Sesja poświęcona inwestycjom w ochronie zdrowia podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego (Katowice, 7-9 maja) stała się m.in. okazją do wymiany doświadczeń w zakresie źródeł finansowania wybranych przedsięwzięć w placówkach medycznych.

- W latach 2007-2013 pozyskaliśmy w woj. opolskim ze środków unijnych 131 mln zł na inwestycje. 67 mln zł pozyskały bezpośrednio szpitale, dodatkowo udział finansowy samorządów to kwota 26 mln zł. Dzięki temu wiele szpitali dostosowano do wymagań rozporządzenia ministra zdrowia - mówił Roman Kolek, wicemarszałek województwa opolskiego.

Podkreślił, że istotnym elementem przygotowania każdej inwestycji jest poprzedzenie jej analizą zarówno potrzeb, jak i rachunku ekonomicznego, bo jego zdaniem w minionych latach było wiele przykładów inwestycji "przestrzelonych", których realizacja była kwestią jedynie czyichś ambicji.

Celowe spółki inwestycyjne

O działalności spółki powołanej do realizacji inwestycji i finalizowaniu pod koniec czerwca jednego z zadań - oddania do użytku hybrydowej sali operacyjnej w Regionalnym Szpitalu Specjalistycznych im. dr. W. Biegańskiego w Grudziądzu - mówił jego dyrektor Marek Nowak. W ciągu sześciu lat szpital zrealizował siedemnaście projektów, pozyskując w ten sposób 168 mln złotych.

Dyrektor Nowak namawia do tworzenia spółek celowych, pełniących rolę operatora finansowego. Ich zadaniem jest planowanie, pozyskiwanie środków na inwestycje, remonty, zakupy sprzętu dla szpitala. Nie działają one w celu osiągnięcia zysku, mimo że prowadzą działalność gospodarczą.

- Stworzona przez nas spółka pozyskała z rynku kapitałowego trzy lata temu 150 mln złotych. Za te pieniądze wybudowaliśmy obiekt, gdzie swoje operacyjne sale hybrydowe z pełnym wyposażeniem będą miały kardiochirurgia, chirurgia naczyniowa - mówi dyrektor Nowak.

- Wyremontowaliśmy także nasze pawilony. Rośnie nasza wia

rygodność. Mogę dodać, że sama spółka zatrudnia sześć osób na 3/4 etatu. I to jest cały koszt jej funkcjonowania - dodaje.

Montaż publiczno-prywatny

Z kolei Dariusz Jorg, dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Okulistyki i Onkologii w Katowicach, zwraca uwagę, że w lepszej pozycji "inwestycyjnej" są placówki, których organem założycielskim są samorządy. W gorszej - szpitale kliniczne, dla których nie wystarczy pieniędzy z puli centralnej, a często nie mają środków własnych.

- Podjęliśmy decyzję o budowie pełnoprofilowego ośrodka onkologicznego, domykając inwestycję o wartości ok. 140 mln zł w takiej strukturze finansowej: środki własne, prywatne, z Funduszu Ochrony Środowiska, Ministerstwa Zdrowia, Śląskiego Uniwersytetu Medycznego i miasta Katowice - wyliczał dyrektor Jorg.

- Aby pozyskać zewnętrzne środki finansowe, przeprowadziliśmy normalną procedurę przetargową na wynajęcie powierzchni około 3 tys. metrów kwadratowych, skumulowanych w jednym obiekcie, z zastrzeżeniem, że będzie tam sprzęt, którego sobie tam zażyczymy - dodał.

W nowym obiekcie jest m.in. pełna aparatura do radioterapii, całe spektrum wyposażenia diagnostycznego, a inwestycję zrealizowano w ciągu dwóch lat.

- Jak na razie szybkość i kompleksowość zrealizowanej przez nas inwestycji nie pozwoliła na osiągnięcie pełnego sukcesu, ze względu na brak kontraktu z NFZ. Obecnie w części finansujemy świadczenia onkologiczne ratujące życie ze środków własnych, ale bezpieczeństwo pacjenta jest dla nas najważniejsze - zaznacza Dariusz Jorg.

Centralny plan inwestycyjny

Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku, którego budowa była realizowana dzięki centralnemu finansowaniu, dzisiaj jest wizytówką szpitali klinicznych. Jak przekonywała Ewa Książek-Bator, dyrektor UCK, na razie zrealizowano część niezbędnych tam inwestycji.

- Do tej pory znajdowaliśmy się w czterech lokalizacjach, łącznie w 49 ponad stuletnich budynkach. Dzisiaj jesteśmy w trzech lokalizacjach i 20 budynkach. Wybudowaliśmy obiekt, który jest jednym z najnowocześniejszych nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Na razie to jednak tylko 311 łóżek z potrzebnych 1200 - mówiła dyrektor Książek-Bator.

Jej zdaniem gdyby powstał centralny plan inwestycyjny i każde województwo wiedziało, w którym roku może rozpocząć konieczne inwestycje i kiedy będzie miało możliwość je zakończyć, byłoby to bezpieczniejsze rozwiązanie. Tym bardziej że te inwestycje są niezbędne i wcześniej czy później muszą zostać zrealizowane.

Budżet województwa plus kredyt

O budowie szpitala we wrocławskich Stabłowicach mówił wicemarszałek woj. dolnośląskiego Jerzy Michalak. Wartość tej inwestycji to 223 mln zł z budżetu województwa i 100 mln zł z niskooprocentowanego kredytu zaciągniętego na ten cel w Europejskim Banku Inwestycyjnym.

Spółka inwestycyjna Nowy Szpital Wojewódzki, która realizuje budowę, będzie wydzierżawiać i utrzymywać powierzchnię Szpitalowi im. Marciniaka. Taki montaż finansowy umożliwi m.in. spłatę kredytu.

- Inwestycję sfinalizowaliśmy w ciągu czterech lat. W październiku br. ma nastąpić oficjalne otwarcie szpitala, a pierwszych pacjentów szpital przyjmie w grudniu. Jesteśmy dumni z tej inwestycji. Na bazie tych doświadczeń chcemy budować także nowy szpital onkologiczny - zapowiada Jerzy Michalak.

Nie wszędzie nowe

Iwona Łobejko, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 im. Św. Barbary w Sosnowcu, przyznała, że kiedy pięć lat temu przyszła do tego szpitala, chciała go zburzyć...

- Po analizie okazało się że z 66 tys. metrów kwadratowych powierzchni placówki tylko niecałe 30 tys. pracowało dla ochrony zdrowia. Szpital był zadłużony. Nowy kosztowałby 350 mln zł. Niestety, ponieważ był to "szpital pomnik", budowany m.in. w czynie społecznym przez 10 lat, musieliśmy wybrać trudniejszą ścieżkę: restrukturyzacyjno-inwestycyjną - mówiła dyrektor Łobejko.

W lecznicę zainwestowano ponad 170 mln złotych, z czego ok. 40 proc. to finansowanie organu założycielskiego, a pozostała część to różne "składanki": pieniądze inwestorów prywatnych, publicznych, środki unijne i własne szpitala, różnych fundacji, darczyńców, kopalń.

- Ze szpitala, który praktycznie był w upadłości, staliśmy się wiarygodni dla partnerów. Wydaliśmy ze środków własnych już 27 mln złotych, a zysk, który zakładaliśmy w tym roku, przyniósł już ten ubiegły - dodała dyrektor Łobejko.

- Chcemy skorzystać z partnerstwa publiczno-prywatnego, szukając środków na kolejne przedsięwzięcia, a brakuje nam jeszcze około 200 mln złotych. Końcowym efektem ma być to, aby 60 tysięcy metrów powierzchni szpitala pracowało na rzecz ochrony zdrowia w różnej strukturze. Dzisiaj wykorzystujemy 40 tysięcy - stwierdziła dyrektor.

Sprzedaż oddziałów: kontrowersyjna formuła

O przykładzie inwestycji bez wykorzystania środków zewnętrznych mówił Jerzy Szafranowicz, dyrektor Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie, zarządzający obiektem wpisanym w całości do rejestru zabytków.

- Aby sprostać zadaniu, wymyśliłem kontrowersyjną formułę finansowania inwestycji, która przysporzyła mi wielu zwolenników, ale i przeciwników. W ciągu czterech lat, z własnych środków nasz średniej wielkości szpital, mający 14 oddziałów, zainwestował 12 mln złotych - informuje dyrektor Szafranowicz.

- Wybrałem dwa dochodowe oddziały - kardiologiczny i ginekologiczno-położniczy - i wystawiłem na sprzedaż. Wszystko w formule, w której prywatny partner realizuje moje wymagania, obwarowane długoletnimi umowami - tłumaczy.

- Za oddział kardiologii uzyskałem przychód miesięczny szpitala w wysokości 100 tys. złotych, podobnie z oddziału ginekologiczno-położniczego, z 15-letnią gwarancją płatności. Natomiast za know-how otrzymaliśmy w jednym oddziale 4,9 mln zł, a za drugi 1,5 mln - wylicza dyrektor chorzowskiego ZSM.

Wszystkie środki pozyskane z tych transakcji zostały przeznaczone na inwestycje - bloki operacyjne, tomograf, niezbędne remonty. Szpital uzyskał płynność finansową i od dwóch ma dodatni bilans. W ubiegłym roku wyniósł 1,5 mln, w tym roku 800 tys. zł. Placówka stała się też wiarygodnym partnerem dla banków.

Część sesji inwestycyjnej została poświęcona problematyce informatyzacji szpitali i wdrażaniu systemów informatycznych związanych z obowiązkiem prowadzenia od 1 sierpnia br. dokumentacji medycznej w formie cyfrowej.

Obawy nie tylko u nas

Jak podkreślał Antti Pohjolainen, dyrektor ds. opieki zdrowotnej na Europę Środkowo-Wschodnią w Microsoft Corporation, kwestia barier mentalnych w powszechnym używaniu nowoczesnych technologii cyfrowych, jest problemem nie tylko w Polsce.

- Takie bariery pojawiają się we wszystkich krajach europejskich w trakcie wdrażania nowych technologii. Zdarzało się i tak, że lekarze wprost odmawiali korzystania z nowoczesnych systemów. Najważniejsze, żeby przekonać personel, spotykać się z nim i rozmawiać o korzyściach, jakie można odnieść z wdrożenia nowoczesnych systemów - podkreślał Pohjolainen.

Jako przykład takiego "oporu materii" przed nowoczesnymi systemami informatycznymi przedstawiciel Microsoft podał szpitale w Słowenii, gdzie lekarze, ze względu na ogrom pacjentów mieli dla każdego z nich zaledwie 7 minut. Nie chcieli korzystać z elektronicznych systemów, bo ich wprowadzenie, ich zdaniem, jeszcze bardziej skróciłoby ten czas. - Udało się tę barierę, z korzyścią dla pacjentów i lekarzy, jednak przełamać - dodał Pohjolainen.

Uczestnicy sesji byli podzieleni, wypowiadając swoje opinie związane z obowiązkiem wprowadzenia od 1 sierpnia br. w placówkach medycznych e-dokumentacji medycznej i zapowiedziami prolongaty tego terminu.

Część opowiadała się za konsekwencją, utrzymaniem w mocy terminu i nie nagradzaniem tych placówek, które sprawę wprowadzenia obiegu e-dokumentacji do tej pory lekceważyły. Inni wskazywali na odroczenie tego terminu jako szansę zdobycia czasu na pozyskanie na ten cel odpowiednich środków.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum