Nie było innego wyjścia

Autor: WOK, RR • • 03 stycznia 2013 11:44

Kiedy zobowiązania Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 1 im. prof. Gasińskiego w Tychach sięgnęły 70 mln zł, samorząd województwa postanowił w niekonwencjonalny sposób uratować byt lecznicy. Wydzierżawił większą część jej majątku własnej spółce, która zajęła się leczeniem szpitalnym. W pozostałej części, zachowując formułę SPZOZ-u, prowadzona jest działalność ambulatoryjna.

Nie było innego wyjścia

Przy tym właśnie publicznym ZOZ-ie - powstałym po swoistym podziale marszałkowskiej jednostki - pozostał "szpitalny" dług. Czy było inne rozwiązanie? Włodarze województwa twierdzą, że nie. Rzeczywiście, placówka stanęła pod finansową ścianą. Na początku 2012 r. jej zadłużenie było równe rocznemu kontraktowi szpitala. Miesięcznie działalność lecznicy przynosiła ok. 2,5 mln zł strat.

Potrzeba matką wynalazku

- Przyznaję, że proponowany przez nas pomysł nie ma w kraju odpowiednika.

Musieliśmy jednak znaleźć jakieś rozwiązanie, które byłoby zgodne z aktualnie obowiązującym prawem. Szpital z zablokowanymi kontami funkcjonować nie może. Dlatego musieliśmy znaleźć formułę, w ramach której zachowana byłaby misja szpitala - ma leczyć mieszkańców - mówił nam w lutym br. wicemarszałek województwa śląskiego Mariusz Kleszczewski.

- Uznaliśmy, że musi powstać nowy podmiot, który będzie świadczył usługi w zakresie lecznictwa zamkniętego, wykorzystując część majątku Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 1 w Tychach. Natomiast SPZOZ będzie zajmował się lecznictwem otwartym - dodał marszałek.

Pomysł został zrealizowany. 13 lutego br. Sejmik Województwa Śląskiego zdecydował o nabyciu przez samorząd udziałów w spółce Megrez Sp. z o.o., która przejęła zarządzanie Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym w Tychach.

- Musimy sobie jasno i otwarcie powiedzieć, że jeśli nic nie zrobimy ze szpitalem w Tychach, to za kilka tygodni lub kilka miesięcy upadnie.

Pracownicy nie mogą dłużej pracować bez otrzymywania pensji lub za połowę pensji - wyjaśniał marszałek dziennikarzom Adam Matusiewicz w dniu podjęcia uchwały o zakupie przez śląski samorząd spółki Megrez.

Udziały wykupiono za 546 tys. zł od dotychczasowego właściciela spółki - Funduszu Górnośląskiego SA, który został powołany w 1995 r. na rzecz rozwoju przedsiębiorczości.

W większości należy do samorządu województwa.

Drugie otwarcie

12 marca radni województwa śląskiego podjęli decyzję o zmianie nazwy placówki i przekształceniach wewnątrz samego szpitala. Postanowiono, że lecznictwo otwarte prowadzone będzie przez Wojewódzki Zakład Opieki Zdrowotnej nr 1 im. prof. Gasińskiego. Leczenie szpitalne przejęła wspomniana spółka samorządowa Megrez.

1 czerwca - po blisko dwutygodniowej przerwie w działalności z powodu zmiany formuły organizacyjno- prawnej - tyski szpital wznowił pracę. - O ósmej rano przyjęliśmy pierwszych pacjentów na oddziały ginekologiczno-położniczy oraz laryngologiczny - powiedziała w dniu ponownego uruchomienia placówki Mariola Szulc, prezes spółki Megrez.

Szpital prowadzony przez spółkę wystartował oczywiście bez żadnych zobowiązań. Pod koniec maja uzyskał kontrakty z NFZ na leczenie szpitalne w wysokości około 18,6 mln zł. 1 czerwca ruszyło osiem oddziałów: dermatologiczny, okulistyczny, internistyczny, geriatryczny, neonatologiczny, intensywnej terapii, a także urazówka oraz obserwacyjno- zakaźny dla dorosłych.

Obecnie w szpitalu funkcjonuje 13 oddziałów (m.in. wznowiono pracę oddziałów chirurgii i neurologii).

Docelowo w tyskim szpitalu ma pracować ponad 500 osób (przed zmianami zatrudnionych było ok. 980).

Czas zająć się długiem

- Nie prowadzimy już działalności w zakresie lecznictwa zamkniętego.

"Odziedziczyliśmy" natomiast po dawnym Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 1 im. prof. Gasińskiego nie tylko patrona w nazwie, ale i zadłużenie, wynoszące obecnie ok. 70 mln zł - mówi Jarosław Madowicz, dyrektor Wojewódzkiego Zakładu Opieki Zdrowotnej nr 1 w Tychach.

Zaznacza, iż zarząd województwa śląskiego zobowiązał się w pierwszej kolejności pokryć zadłużenie pracownicze, wynoszące około 30 mln zł, w tym m.in zaległe wynagrodzenia, odprawy, odszkodowania. Powinno to nastąpić na początku przyszłego roku.

Co do pozostałych zobowiązań - zgodnie z ustawą o działalności leczniczej, organ założycielski jest zobligowany pokryć ujemny wynik finansowy jednostki. Odpowiednia decyzja zapadnie, gdy zatwierdzony zostanie bilans, czyli w pierwszej połowie 2013 roku.

- Kiedy przychodziłem tu w kwietniu br., w placówce było ok. 980 zatrudnionych (wspomniany personel byłego publicznego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 1 w Tychach - przyp. red.).

Obecnie w naszych 18 poradniach specjalistycznych i zakładzie rehabilitacji pracuje łącznie 147 osób. Dla zbilansowania działalności potrzebujmy nie więcej niż 80 pracowników.

Czeka nas zatem jeszcze redukcja zatrudnienia - nie tylko administracji, również personelu białego).

Być albo nie być

Dyrektor Jarosław Madowicz ma nadzieję, że organ założycielski nie podejmie decyzji o likwidacji zakładu: - Otwarcie jednak przyznaję, że wiele będzie zależało od postawy związków zawodowych - ich mądrości i rozwagi. Jesteśmy na etapie uzgadniania nowych regulaminów - płacowego oraz pracy.

- Będzie nam bardzo trudno utrzymać się na rynku przy kosztach związanych z naszym obecnym stanem zatrudnienia i przywilejami socjalnymi - podkreśla nasz rozmówca.

- Tym bardziej że pieniędzy z NFZ nie przybędzie. Z symulacji planu finansowo- rzeczowego na 2013 r. wynika, że utrzyma się na tegorocznym poziomie i wyniesie blisko 5 mln zł. - Jestem jednak optymistą. Wierzę, że będziemy w stanie zbilansować działalność. Planujemy m.in. rozszerzenie oferty świadczeń o podstawową opiekę zdrowotną - informuje dyrektor Madowicz. - Chcemy też zdecydowanie poprawić wizerunek naszej jednostki w społecznym odbiorze. Medialny szum wokół przekształcenia tyskiego szpitala na pewno nie przysporzył nam nowych pacjentów.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum