Nic nie powstrzyma cyfrowej rewolucji w ochronie zdrowia

Autor: Wojciech Kuta • • 16 maja 2018 10:30

- Dobrze przygotowane i zorganizowane gromadzenie oraz udostępnianie danych medycznych wymaga współpracy naprawdę wielu podmiotów. Tego nie zrobi ani sam szpital, ani sama firma informatyczna czy farmaceutyczna - mówi Tomasz Staszelis, dyrektor ds. cyfryzacji Grupy Polpharma.

Rynek Zdrowia: - W jakim kierunku zmierza cyfryzacja ochrony zdrowia? Czy można w tym procesie sprecyzować najważniejsze trendy?

Tomasz Staszelis: - Najciekawsze w rozwoju informatyzacji sektora medycznego jest dla mnie przesuwanie się centrum całego modelu opieki zdrowotnej w stronę pacjenta. Podczas ubiegłorocznej konferencji w Londynie prowadziłem dyskusję z polskimi studentami z różnych uczelni w Wielkiej Brytanii właśnie na temat przyszłości informatyzacji w obszarze healthcare. Przede wszystkim starałem się przekazać słuchaczom, że dygitalizacja naszej rzeczywistości jest procesem nieuniknionym.

Ta rewolucja wydarzy się bez względu na to, czy jej sobie życzymy, czy nie. W tym kontekście możemy już teraz zidentyfikować zasadnicze elementy zmian, a zarazem ogromne możliwości tkwiące w dygitalizacji, które już wpływają na współczesne systemy ochrony zdrowia.

- Zidentyfikujmy więc główne obszary tej nieuniknionej rewolucji.

- Jednym z czterech zasadniczych obszarów tych zmian są kwestie czysto technologiczne. Zwiększa się na przykład dostępność bardzo skomplikowanych urządzeń, takich jak roboty stosowane podczas operacji chirurgicznych. Wdrażane są rozwiązania w zakresie sztucznej inteligencji. Wspierają one nie tylko procesy terapeutyczne, ale też m.in. badania nad nowymi cząsteczkami w farmakoterapii.

W prostszej formie, na obszar technologiczny składa się także telemedycyna, na co dzień zapewne znacznie bliższa przeciętnemu pacjentowi niż sztuczna inteligencja w laboratorium badawczym lub robotyka chirurgiczna. Bardzo ważne w tym kontekście jest pytanie o falę różnego rodzaju gadżetów - na ile one mogą naprawdę nam pomóc?

- Ktoś te gadżety produkuje i sprzedaje, bo zdrowy styl życia stał się modny?

- Cieszymy się z mody na zdrowie, bo zdrowy styl życia jest kluczowym elementem profilaktyki chorób. Gadżety, które motywują nas do aktywności, wspierają w zdrowym odżywianiu, mogą być z pewnością bardzo pomocne. To zazwyczaj dosyć proste aplikacje, jednak w bardziej zaawansowanych rozwiązaniach, w których wiarygodność informacji może mieć istotne znaczenie dla zdrowia pacjenta, bardzo ważna jest rola firm cieszących się ugruntowaną pozycją na rynku medycznym. Nie chodzi o dostawców produktów w zakresie e-health, ale na przykład o firmy farmaceutyczne lub podmioty świadczące usługi medyczne, duże sieci placówek ochrony zdrowia. Zaufanie do takich właśnie podmiotów, o bardzo dobrej reputacji, jest większe. Oczywiście nakłada to, m.in. na świadczeniodawców tworzących zarazem rozwiązania technologiczne, obowiązek przestrzegania określonych norm jakościowych, jakie dotyczą na przykład wyrobów medycznych.

- Można więc powiedzieć, że na rynku e-zdrowia pojawiają się nowi gracze, którymi są już nie tylko firmy technologiczne?

- To właśnie stanowi kolejny, fascynujący wątek cyfrowego rozwoju. Otwiera się bowiem szerokie pole dla nowych, twórczych kooperacji bardzo różnych podmiotów w całym ekosystemie ochrony zdrowia. Inicjatywa w podejmowaniu takich wspólnych aktywności może wychodzić zarówno ze strony firm technologicznych, jak również - co już obserwujemy w wielu krajach - innych organizacji. Na przykład na rynku brytyjskim coraz częściej firmy farmaceutyczne współpracują z firmami technologicznymi, aby wzbogacić wartość dodaną już istniejącego produktu.

Jeżeli na przykład sprzęgniemy profesjonalną opaskę do mierzenia ciśnienia tętniczego z odpowiednią aplikacją, możemy pomóc pacjentowi sprawdzać, jak organizm reaguje na działanie danego leku, ale też na wysiłek fizyczny. Okazuje się więc, że z perspektywy firmy farmaceutycznej, przechodzimy od samego produktu, jakim jest pigułka, do produktu o istotnej wartości dodanej.

Warto w tym kontekście przypomnieć, że w 2017 roku w Stanach Zjednoczonych po raz pierwszy zarejestrowano lek stosowany w psychiatrii, pozwalający jednocześnie - dzięki zastosowanemu rozwiązaniu technologicznemu - w sposób zdalny monitorować, czy pacjent rzeczywiście ten lek zażył. To kolejny przykład współpracy firmy farmaceutycznej z informatyczną.

Takie rozwiązanie wydaje się istotne nie tylko ze względów medycznych i możliwości kontroli przestrzegania zaleceń lekarskich. Równie ważny jest aspekt systemowy i finansowy. Według danych amerykańskich, roczne koszty wynikające z tego, że wielu pacjentów nie bierze leków zgodnie z rekomendacją lekarza, sięgają od 100 do nawet 300 mld dolarów. Jeśli więc udałoby się, m.in. dzięki monitorowaniu przestrzegania zaleceń lekarskich, zredukować tę kwotę choćby o 5-10%, oszczędności dla systemu byłyby ogromne.

- Przejdźmy teraz do mniej technologicznego aspektu cyfrowej rewolucji w ochronie zdrowia.

- Dygitalizacja w istocie pozwala nam wytyczać drogę w kierunku medycyny bardziej spersonalizowanej. Chociażby dzięki solidnemu, dobrze skonstruowanemu elektronicznemu rekordowi pacjenta, lekarz zyskuje dostęp do pełnej informacji o stanie zdrowia osoby, której udziela profesjonalnej pomocy. Na ten rekord możemy z kolei nałożyć algorytm postępowania lub elementy zawarte w sztucznej inteligencji, co pozwoli w miarę szybko podjąć optymalną decyzję i interwencję medyczną. Jest to szczególnie ważne w sytuacjach krytycznych, w których czas odgrywa często najważniejszą rolę.

Ponownie odwołam się do statystyk amerykańskich; otóż w USA ponad 80% poważnych błędów medycznych wynika z niewłaściwej informacji o stanie pacjenta. Dobrze przygotowane i zorganizowane gromadzenie oraz udostępnianie danych medycznych wymaga współpracy naprawdę wielu podmiotów. Tego nie zrobi ani sam szpital, ani sama firma informatyczna czy farmaceutyczna.

- To zadanie dla szerszego konsorcjum?

- Oczywiście. Dysponując odpowiednio gromadzonymi informacjami i bazami danych, istotnie zwiększamy skuteczność terapii, co przekłada się w ostatecznym rachunku na obniżenie jej kosztów, mniejszą liczbę powikłań, ponownych hospitalizacji itd. Żyjemy coraz dłużej, a jednocześnie przybywa osób wymagających opieki, stąd konieczność szukania efektywnych kosztowo rozwiązań.

- Nie dzieje się już czasami tak, że komputer podpowiada lekarzowi, jaką terapię powinien wprowadzić?

- Do pewnego stopnia już jesteśmy świadkami takiego procesu. Wystarczy przeanalizować rozwiązanie, w które zainwestował IBM, czyli dr Watson. Jego twórcy przypominają, że każdego dnia na całym świecie publikowanych jest kilka tysięcy notatek i publikacji naukowych dotyczących samej onkologii! Z oczywistych względów żaden lekarz nie jest w stanie zapoznać się z tymi wszystkim doniesieniami. Natomiast dr Watson to potrafi. Taka analiza wspiera lekarza w jego decyzjach.

Warto zwrócić uwagę, że narzędzia informatyczne mogą analizować nie tylko wdrażane terapie czy historie choroby. Za sprawą chociażby mediów społecznościowych jesteśmy w stanie monitorować - i to naprawdę w całkiem miarodajny sposób - styl życia i przyzwyczajenia pacjentów.

Wróćmy jednak do ekosystemu ochrony zdrowia - uważam, że dzisiaj wszyscy jego uczestnicy, między innymi placówki medyczne, firmy informatyczne czy farmaceutyczne - jeśli tylko mają możliwość - powinni w równym stopniu czuć się zobowiązani do współtworzenia rozwiązań poprawiających efekty terapii.

Ważna jest jednak koordynacja takich działań. Myślę, że jeśli są one inicjowane wyłącznie przez gracza biznesowego - zawsze pojawi się wątpliwość, czy nie chodzi głównie o efekt sprzedażowy. Dlatego tak ważna w tej sferze powinna być aktywność państwa, instytucji naukowych oraz innych organów administracji.

- Wróćmy do podmiotu tych wszyskich działań, czyli pacjenta.

- Trzeci ze wspomnianych elementów dygitalizacji ochrony zdrowia jest związany właśnie ze wzrostem świadomości pacjentów, którzy mają coraz większe możliwości kontrolowania terapii - chociażby poprzez konfrontowanie w mediach społecznościowych i platformach internetowych opinii o lekarzach, metodach leczenia. Dzięki rosnącej świadomości pacjentów można ich coraz aktywniej wspomagać za pomocą technologii informacyjnych - np. poprzez edukację dotyczącą działań niepożądanych leków lub ich interakcji.

Wreszcie czwarty obszar, który także należy brać pod uwagę, dotyczy zmiany trybu życia. Zbyt mała aktywność fizyczna, używki, niewłaściwa dieta - to tylko kilka czynników ryzyka wielu chorób, które w sposób prewencyjny możemy ograniczać, sięgając m.in. po rozwiązania informatyczne.

Technologia powinna ułatwiać dostęp nie tylko do specjalistów w zakresie leczenia poszczególnych chorób, ale także do liderów opinii promujących zachowania prozdrowotne. Do dyspozycji mamy dziś aplikacje mobilne, platformy edukacyjne, różnego rodzaju komunikatory.

W tym zakresie jest też spore pole do działania dla pracodawców. Prosty przykład - mamy w Polpharmie "owocowe środy". Są u nas osoby, które - wykorzystując swoją wiedzę - piszą informacje o poszczególnych warzywach czy owocach, ich specyficznych cechach, które każdy może wykorzystać w budowaniu swojej diety.

Nawet takich, może banalnych działań, nie powinniśmy traktować wyłącznie w kategoriach mody, np. na zdrową żywność. Takie materiały, publikowane w naszej wewnętrznej sieci komunikacyjnej, trafiają bezpośrednio do kilku tysięcy osób. Tak, to jest również jeden z elementów cyfrowej rewolucji wspierającej nasze zdrowie.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum