Ni to pies, ni wydra

Autor: WR • • 16 maja 2008 20:27

Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej, czyli...

Eksperci rynku medycznego, dyrektorzy szpitali, samorządowcy, a nawet i ministerialni urzędnicy od kilku już lat mówią niemal zgodnym głosem: jednym z powodów ustawicznego zadłużania się szpitali i trudności w zarządzaniu nimi jest ich prawna forma funkcjonowania w postaci samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej.
- Publiczny ZOZ to hybryda. Prowadzi działalność gospodarczą, ale kiedy notuje straty, to nie plajtuje. Utrzymujemy instytucje z minionego okresu w otoczeniu rynkowym. Taki system nie wytrzyma próby czasu - tak podczas jednej z niedawnych konferencji Rynku Zdrowia diagnozował sytuację prof. Jacek Ruszkowski, dyrektor Centrum Zdrowia Publicznego w Warszawie.
Rzec można: miłe złego (prawa) początki.
Nikt z twórców ustawy o ZOZ-ach z 1991 r. nie przypuszczał, jakie problemy wywoła jej funkcjonowanie dekadę później.
Koncepcja usamodzielnienia jednostek budżetowych w ochronie zdrowia została ukuta już na starcie zmian ustrojowych i była inicjatywą legislacyjną senatu. Ustawa nadała ZOZ-om osobowość prawną i znaczną samodzielność w zakresie gospodarowania środkami finansowymi.

Zapał reformatorów

Co ciekawe, uwaga reformatorów koncentrowała się raczej na... nadmiarze tych środków. Ustawa wprowadzała menedżerskie kontrakty na zarządzanie szpitalami i dawała jednocześnie ich dyrektorom możliwość nie odprowadzania do budżetu państwa nadwyżki finansowej, jeśli taką wypracują, i przekazania jej np. na podwyżki płac.
- W jednostkach budżetowych nadwyżkę zabierał wojewoda i przekazywał do tych szpitali, które miały dług. Ta zasada budziła kontrowersje. Postanowiono dać wszystkim jednakowe pole do popisu, przy zachowaniu dystrybucji środków według klucza - tłumaczy Wiktor Masłowski, prezes Federacji Związków Pracodawców Zakładów Ochrony Zdrowia.
- Pomysł, jak na ówczesny czas, był nowatorski, ale nie przetestowany i okazał się tak naprawdę tylko poprawianiem socjalizmu. Powstało coś, co nie było ani przedsiębiorstwem państwowym, ani spółką prawa handlowego, ni to pies, ni wydra - mówi Marek Balicki, dyrektor Szpitala Wolskiego w Warszawie.

Kontrakt dla samodzielnych

Ustawa, niczym bomba z opóźnionym zapłonem, drzemała przez 5 lat. W praktyce nie była realizowana z powodu braku rozporządzeń wykonawczych. Te wydał dopiero minister zdrowia Jacek Żochowski w maju 1995 roku. W tamtym czasie wielu zwolenników miał pogląd, że samodzielność jest potrzebna ZOZom po to, aby uzyskały w przyszłości status przedsiębiorstw państwowych z radą pracowniczą, bo takie zakłady były wówczas efektywniej zarządzane niż jednostki budżetowe.
Rządzący politycy zdecydowali się zastosować w pełni formułę SP ZOZ-ów w 1999 roku, kiedy w polskiej ochronie zdrowia wprowadzono system ubezpieczeniowy i kontraktowanie świadczeń w kasach chorych. Wprowadzono obowiązek przekształcenia jednostek budżetowych w SP ZOZ. Kontrakty mogły podpisywać tylko SP ZOZ-y, jako że to one, w przeciwieństwie do jednostek budżetowych, posiadały osobowość prawną nadaną im na mocy ustawy z 1991 roku. Jednak mająca już wówczas 10 lat ustawa nie pasowała do wymagań gospodarki rynkowej.

Można zadłużać

Dość szybko okazało się, że w warunkach kontraktowania usług nadzór sprawowany przez organy tworzące SP ZOZ-y jest niesprawny i powoduje straty dla finansów publicznych, a dyrektorom szpitali brak rzeczywistej samodzielności w zarządzaniu. Radom Społecznym ustawa o ZOZ-ach przyznaje wprawdzie uprawnienia opiniodawcze, ale nie nadała im uprawnień decyzyjnych, np. w kwestiach personalnych. Dyrektorzy szpitali narzekają z kolei na powolność procesu decyzyjnego w sytuacji, gdy strategiczne działania wymagają opiniowania przez Radę Społeczną oraz zgody organu założycielskiego tworzącego zakład.
SP ZOZ jest z jednej strony traktowany jak przedsiębiorstwo (nie może przynosić strat), a z drugiej - jak jednostka bez zdolności upadłościowej, pełniąca misję społeczną, co wymusza zapewnienie za wszelką cenę dostępności do usług medycznych.
Ustawa o ZOZ-ach odpowiedzialnym za długi SP ZOZ czyni organ założycielski, a nie konkretne osoby. Szpital można więc zadłużać bezkarnie.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum