Należy zmniejszyć liczbę hospitalizacji z powodu niewydolności serca

Autor: OPR. MAK, PAP • • 18 maja 2016 13:30

Chorzy z niewydolnością serca zbyt często trafiają do szpitala. Choroba ta jest już głównym powodem hospitalizacji osób po 65. roku życia - mówili 27 kwietnia br. specjaliści na konferencji prasowej w Warszawie. Spotkanie zorganizowano z okazji przypadającego 8 maja Dnia Świadomości Niewydolności Serca.

Wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas powiedział, że trzeba zatrzymać wzrost zachorowalności na niewydolność serca (NS). Z danych przedstawionych na konferencji wynika, że cierpi na nią około 1 mln Polaków, a do 2030 r. liczba chorych może się zwiększyć jeszcze o połowę. Na chorobę tę umiera co roku 60 tys. osób, a co trzecia osoba jest nią zagrożona.

- Te dane są niepokojące - podkreślił wiceminister Pinkas. Dodał, że nowym wyzwaniem polskiej kardiologii powinno być zmniejszenie śmiertelności długoterminowej z powodu schorzeń kardiologicznych, w tym szczególnie tej związanej z NS.

Opieka poszpitalna do poprawy

- Dotychczas sukcesem Polski było zmniejszenie śmiertelności z powodu ostrych zespołów wieńcowych dzięki zastosowaniu kardiologii interwencyjnej, z czego jesteśmy znani w całej Europie - powiedział.

Według prezesa Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego prof. Piotra Hof fmana, po roku od przejścia zawału serca umiera w Polsce 20% chorych, a po dwóch latach - 28%. - Tych zgonów mogłoby być mniej, gdyby lepsza była opieka poszpitalna - podkreślił.

Wielu pacjentów musi tygodniami czekać na pierwszą wizytę u kardiologa po opuszczeniu szpitala, by ustalić m.in. dalsze dawkowanie leków. Jedynie co piąty chory poddawany jest rehabilitacji kardiologicznej.

U części chorych po zawale rozwija się niewydolność serca, objawiająca się dusznością i znacznym osłabieniem, a także obrzękami kończyn dolnych. Serce nie jest w stanie przetoczyć odpowiedniej ilości krwi do całego organizmu, szczególnie podczas wysiłku.

- Doprowadza do tego głównie choroba wieńcowa oraz nadciśnienie tętnicze krwi - powiedział dr hab. Tomasz Rywik z Kliniki Niewydolności Serca i Transplantologii Instytutu Kardiologii w Warszawie.

Zawał może spowodować martwicę niektórych fragmentów mięśnia sercowego, co z czasem może doprowadzić do rozwoju NS, szczególnie wtedy, gdy chory nie zażywa leków i nie stosuje się do zaleceń lekarza.

- Chorego z niewydolnością serca trzeba przede wszystkim uchronić przed kolejną hospitalizacją. Każdy kolejny pobyt w szpitalu pogarsza jego rokowania - podkreślił prof. Hoffman.

Dodał, że w naszym kraju na leczenie NS przeznacza się 1,7 mld zł, z czego aż 94% wydawanych jest na hospitalizację, a zaledwie 4% na rehabilitację kardiologiczną.

Według prof. Przemysława Leszka z sekcji niewydolności serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, Polska jest na pierwszym miejscu wśród krajów OECD pod względem liczby hospitalizacji z powodu niewydolności serca. W 2009 r. do szpitala z tą chorobą trafiło 150 tys. osób., a w 2012 r. - 187 tys.

- Od 25 do 30% chorych z NS już po miesiącu wymaga powtórnej hospitalizacji - powiedział dr hab. Rywik.

Specjalista tłumaczył, że część chorych opuszcza szpital przedwcześnie i nie w pełni ustawiono im dawkowanie leków. Później długo nie mają oni kontaktu z kardiologiem i nie stosują się do zaleceń, zarówno tych dotyczących diety i trybu życia, jak i stosowania leków.

Bardzo groźna choroba

Dyrektor Instytutu Kardiologii w Warszawie prof. Tomasz Hryniewiecki powiedział, że procedury dotyczące pobytu szpitalnego chorego z niewydolnością serca nie są zbyt wysoko wyceniane przez NFZ.

Według kierownika oddziału klinicznego choroby wieńcowej i niewydolności serca Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego prof. Jadwigi Nessler, odpowiednie kontrolowanie tej choroby pozwala zarówno zmniejszyć ryzyko hospitalizacji chorego, jak i wydłużyć mu życie. Wiele zależy od samego pacjenta. - Jeśli chory wie, jak się leczyć i jak żyć z chorobą, to jest to już połowa sukcesu - podkreśliła.

Niewydolność serca jest groźniejsza niż niektóre choroby nowotworowe, takie jak rak piersi czy rak żołądka. - Prawie połowa chorych z NS umiera w ciągu pięciu lat - powiedział dr hab. Rywik.

Niska jest również jakość życia tych chorych. W bardziej zaawansowanych stanach NS porównuje się ich do pacjentów dializowanych z powodu przewlekłej niewydolności nerek.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum