Najpierw wyrównać szanse

Autor: Sabina Augustynowicz • • 15 maja 2008 14:21

Czy pomysł utworzenia 5 narodowych funduszy ubezpieczeniowych okaże się kołem zamachowym uruchamiającym walkę konkurencyjną o pacjenta?

Rynek ubezpieczeń zdrowotnych finansowany przez jednego płatnika nie sprawdził się. Nie ma dla niego też na razie wyraźnej alternatywy. Firmy ubezpieczeniowe nie są jednak jeszcze w pełni przygotowane do zaoferowania dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, poza abonamentowymi. Nadzieja w reformie systemu ochrony zdrowia i stworzeniu równych szans dla wszystkich rynkowych graczy.
- Narodowy Fundusz Zdrowia, jako jedyny świadczeniodawca, nie sprawdza się... - stwierdzili podczas III Forum Rynku Zdrowia uczestnicy dyskusji na temat przyszłości ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce.
Piotr Gryza, przewodniczący Rady NFZ - również zwolennik dywersyfikacji płatników - powiedział opierając się na swoim wcześniejszym doświadczeniu jako dyrektor szpitala, że lepiej jest, gdy można negocjować z kilkoma podmiotami. Osobiście - jak sam przyznaje - jest zwolennikiem zróżnicowania również zasad kontraktowania usług przez różne szpitale, ale uważa, że zarządzanie informacją medyczną, zgromadzoną w systemie, powinno się zostawić, dla bezpieczeństwa, jednemu podmiotowi.

Dywersyfikacja

Decentralizacja ubezpieczeń zdrowotnych nie budzi wątpliwości również prof. Bolesława Samolińskiego z Akademii Medycznej w Warszawie. Uważa on, że pomysł Platformy Obywatelskiej utworzenia 5 narodowych funduszy ubezpieczeniowych oraz wprowadzenia dobrowolnych ubezpieczeń dodatkowych może być kołem zamachowym uruchamiającym walkę konkurencyjną o klienta. Szefowie szpitali wyrażają obawę, że szpitale publiczne mogą zostać związane ustawową obligatoryjnością i pozbawione swobody działania oraz zawierania umów np. z firmami ubezpieczeniowymi.
Niebezpieczeństw upatrują przy tym w pomyśle przekształcenia szpitali w spółki prawa handlowego w sytuacji braku dywersyfikacji źródeł przychodu i zdaniu placówki medycznej na niewystarczające kontrakty z NFZ.
- Przekształcenie szpitala w podmiot prawa gospodarczego byłoby wówczas prostą drogą do zawalenia się całego systemu opieki zdrowotnej i w pewnym momencie odcięcia pacjentom dostępu do świadczeń w niektórych regionach - twierdzi profesor Samoliński.
Dotychczasowe doświadczenia prywatnych szpitali bądź przekształconych w spółki prawa handlowego potwierdzają niewątpliwie potrzebę stworzenia możliwości finansowania szpitala przez różnych płatników.
Henryk Kawalski, dyrektor Lecznicy Dzieci i Dorosłych - Szpitala im. Mościckiego w Chorzowie specjalizującego się w laryngologii, przyznaje co prawda, że kontrakty z NFZ stanowią 80% przychodów szpitala, ale bez pacjentów prywatnych i abonamentowych budżetu nie dopiąłby.
- Nie wyobrażam sobie prowadzenia szpitala bez możliwości pozyskiwania środków spoza NFZ. Kontrakty nie wystarczyłyby - mówi dyrektor Kawalski. Szef chorzowskiej placówki uważa więc, że ustawowe umożliwienie także publicznym szpitalom kontraktowania usług poza NFZ byłoby tylko z korzyścią dla tychże placówek.
Rewolucja w ubezpieczeniach zdrowotnych i wprowadzenie konkurencyjności na rynku usług medycznych zależy w dużej mierze od przygotowania do takiej akcji zarówno firm ubezpieczeniowych, jak i szpitali.
Tymczasem rynek ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce dopiero powstaje. Dość dobrze rozwija się rynek usług abonamentowych dotyczących pomocy ambulatoryjnej. Jedynie jeden ubezpieczyciel ma pełną ofertę, w miarę przystępną dla przeciętnego Polaka, również szpitalną - na skomplikowane procedury medyczne - co potwierdza Stanisław Borkowski z Polskiej Izby Ubezpieczeń.
- Jest to rynek rozwojowy, ale na razie oferuje ubezpieczenie, które jest suplementem do istniejącego ubezpieczenia powszechnego i nie dotyczy jeszcze rynku szpitalnego, gdzie mamy rzeczywiście ograniczone produkty. Jeżeli byśmy przyjęli model filarowy na wzór systemu emerytalnego, to taka oferta mieściłaby się w trzecim filarze - przyznaje Stanisław Borkowski. W jego opinii rzeczywisty rozwój tego rynku ogranicza brak odpowiedniej infrastruktury szpitalnej.

Ubezpieczeniowy awers...

Adam Rozwadowski, prezes zarządu Centrum Medycznego Enel-Med, nie widzi przeszkód dla zaangażowania kapitałowego firm ubezpieczeniowych w budowę szpitali: - Wystarczy wyłożyć 200 mln zł - mówi prezes Rozwadowski. Dostrzega jednak i inne przyczyny ograniczające rozwój prywatnego rynku ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce. Przyznaje, na podstawie doświadczeń Enel-Medu, że współpraca z firmami ubezpieczeniowymi nie jest łatwa, ponieważ ubezpieczyciel ryzyko ubezpieczeniowe przerzuca na firmę medyczną, której płaci jedynie stawkę kapitacyjną za pacjenta.
Drugim problemem, zdaniem Adama Rozwadowskiego, jest słaba sieć sprzedaży ubezpieczeń: - My, jako firma medyczna, sprzedajemy ubezpieczenia stając się ajentem firmy. Wydaje mi się, że to firmy ubezpieczeniowe nie są przygotowane na wprowadzenie ubezpieczeń zdrowotnych.
Oferta współpracy przedkładana obecnie przez firmy ubezpieczeniowe nie wzbudza entuzjazmu dyrektorów placówek szpitalnych. Dyrektor Kawalski twierdzi, że we współpracy z tymi firmami - w większości przypadków - nie ma mowy o ubezpieczeniu, ale o doubezpieczeniu.
- Pierwszym warunkiem, który musi być spełniony, aby pacjent trafił do nas, jest ubezpieczenie w NFZ. Kilka ofert, które mieliśmy, dotyczyły owszem pacjentów nie ubezpieczonych w NFZ, ale stawki zaproponowane przez ubezpieczyciela były tylko o ok. 20% wyższe od stawek oferowanych przez narodowego płatnika - dowodzi dyrektor Kawalski. - Nie ma więc obecnie żadnego racjonalnego argumentu dla priorytetowego traktowania pacjenta firmy ubezpieczeniowej.

... i rewers

Okazuje się, że przyczyną, dla której firmy ubezpieczeniowe nie inwestują w szpitalnictwo, jest brak dobrej perspektywy finansowej na taką inwestycję. Przypis składki bowiem, która jest dołączona do ubezpieczenia zdrowotnego, jest nieadekwatny do potencjalnego ryzyka firmy ubezpieczeniowej budującej szpital i proponującej pełne pokrycie kosztów leczenia również najpoważniejszych przypadków.
- W tej chwili - mówi prof. Samoliński - gdyby firma ubezpieczeniowa chciała zbudować szpital i zapewnić w nim wszystkie usługi zdrowotne, to wartość składki dodanej do składki ZUS byłaby makabrycznie wysoka, ponieważ nie ma regulacji prawnej, która umożliwiałaby podmiotom branie składki ZUS, a jednocześnie pobieranie składki od ubezpieczonych. Żadna firma nie może wziąć od NFZ pieniędzy za pacjenta, jeżeli bierze je od kogokolwiek innego. Dopóki to się nie zmieni, nikt nie będzie chciał tak naprawdę długoterminowo zainwestować w ten rynek.

Nastawienie pacjentów

Specjaliści spekulują na temat dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych i zmian systemowych w ochronie zdrowia. Próbują ocenić, do czego łatwiej przekona się społeczeństwo. Polska Izba Ubezpieczeń podaje, na podstawie wyników sondażu, że 16-20% społeczeństwa byłoby skłonne zapłacić dodatkową składkę na ubezpieczenie zdrowotne w wysokości 40-60 złotych.
Marcin Broda, analityk rynku ubezpieczeniowego, przypomina, że Polacy już teraz leczą się prywatnie i wydają na to bardzo duże pieniądze. Zaciągają kredyty. Jak twierdzi, np. w Wielkopolsce 1/3 kredytów jest przeznaczana na opiekę zdrowotną!
Być może, zamiast wydawać pieniądze na prywatne leczenie, Polacy woleliby rzeczywiście płacić składkę dodatkową. Małgorzata Kowalska, prezes Medycyny Rodzinnej, uważa, że istnieje szansa na wykupienie przez 15% rodaków dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. - Stanie się tak jednak tylko wtedy, kiedy świadomość potrzeby i wyraźna korzyść z dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego będzie Polakom wskazana - twierdzi Małgorzata Kowalska.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum