Nadchodzi czas regulacji?

Autor: Daniel Kuropaś • • 22 listopada 2012 11:24

Placówki publiczne i prywatne absolutnie mogą koegzystować na rynku szpitalnym, ale wymaga on uporządkowania, uregulowania i zaplanowania potrzeb - podkreślali uczestnicy sesji "Organizacja lecznictwa stacjonarnego - stan obecny i przyszłość polskich szpitali" na VIII Forum Rynku Zdrowia.

Nadchodzi czas regulacji?

Zdaniem ekspertów, potrzebne są zmiany i nowe regulacje, ponieważ w czasie kryzysu uwydatniły się napięcia na rynku. Coraz więcej świadczeniodawców musi konkurować o coraz wolniej rosnącą pulę środków z NFZ.

Bolączki systemu

- Kiedy uwolnił się rynek, powstało mnóstwo nowych, prywatnych podmiotów.

To bardzo cenne, chociażby dlatego, że pobudziły konkurencję.

Dla mnie nieważny jest właściciel szpitala, ważna jest jakość i dobra obsługa pacjenta - podkreślała Beata Małecka-Libera, wiceprzewodnicząca Sejmowej Komisji Zdrowia.

Według posłanki, wszystko szło w dobrym kierunku, ale, niestety, do pewnego momentu: - Kiedy pula pieniędzy przeznaczona na kontraktowanie szpitali wzrastała co roku, nie odczuwaliśmy tego tak boleśnie jak obecnie, w czasie spowolnienia gospodarczego.

Poza tym, gdy każdy zgodnie z prawem mógł sięgnąć w konkursie po publiczne środki z Funduszu, spowodowało to rozdrobnienie kontraktów.

Usługi się dublują, często niestety po drugiej stronie ulicy.

- Mało tego, doszło do sytuacji, że duże szpitale, które czuły się bezpiecznie, bo miały duży potencjał, nagle również poczuły się zagrożone.

Pewna cześć usług czy specjalizacji wyszła ze szpitali i okazało się, że w nowym kontraktowaniu te jednostki nie zawsze mają zagwarantowany dostęp do środków publicznych - opisywała Małecka-Libera.

Regulować regionalnie

Dlatego pojawia się stanowczy postulat: musi nastąpić regulacja rynku.

W jakiej formie? Po pierwsze konieczna jest zdrowotna polityka regionalna.

- Dobrze, że zgodnie z zapowiedziami ministra, odpowiedzialny za taką regionalną politykę będzie wojewoda - mówiła posłanka.

Dodała, iż konieczna jest weryfikacja podmiotów, czyli określenie, jakie są potencjały i możliwości poszczególnych świadczeniodawców, połączone z wieloletnim planowaniem strategicznym opartym na wiedzy o popycie na określone usługi w regionie. Jeśli dana inwestycja, czy to za publiczne, czy prywatne pieniądze, będzie zgodna ze strategią regionu, można, zdaniem Beaty Małeckiej-Libery, wrócić do pomysłu promes, które potwierdzałyby, że jest na daną usługę zapotrzebowanie.

W przeciwnym wypadku inwestor bierze całe ryzyko na siebie, bez żadnego przyrzeczenia, że dostanie kontrakt.

Aktywną rolę w kształtowaniu polityki zdrowotnej w regionie, oczywiście w ramach 25 podległych mu placówek, stara się pełnić np. Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego. Lecznice te osiągają roczny przychód na poziomie 1,2 mld zł. Do tej kwoty możemy odnieść wartość zobowiązań tych jednostek, to jest 190 mln zł, z tego niespełna 90 mln zł to zobowiązania wymagalne.

Już ubiegłym roku zaplanowano redukcję wydatków na ochronę zdrowia w Wielkopolsce, związaną z niższymi przychodami osiąganymi przez województwo. Elementem tego są m.in. plany likwidacji i zmniejszenia liczby jednostek poprzez ich fuzje.

- Konieczna jest restrukturyzacja tych placówek, zarówno co do formuły zarządzania, struktury osobowej, jak i kosztów. Motywacją dla tych działań jest w dłuższej perspektywie możliwość pozyskania środków na inwestycje - wyjaśniał Leszek Sobieski, p.o. dyrektora departamentu ochrony zdrowia i przeciwdziałania uzależnieniom w wielkopolskim Urzędzie Marszałkowskim.

- W zasadzie nie musimy tych działań podejmować ze względu na wyniki finansowe jednostek. Chodzi o dążenie do zapewnienia bezpieczeństwa pacjentom w województwie - podkreślał.

Strategiczne kliniki

O pewną formę regulacji apelowali też obecni na sesji przedstawi- ciele uczelni medycznych i szpitali klinicznych. Zdaniem prof. Marka Krawczyka, rektora Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, specustawa dotycząca tych jednostek jest niezbędna.

- Szpitale kliniczne finansowane tak, jak obecnie, nie mają szans na zrównoważenie swoich budżetów - podkreślał rektor WUM. Dlatego z zadowoleniem powitał propozycje ministra Arłukowicza dotyczące stworzenia struktury strategicznych szpitali z instytutów medycznych i szpitali klinicznych: - To jest mniej więcej to samo, o co występowaliśmy przez cztery lata. Propozycje rektorów uczelni medycznych sugerowały inne finansowanie szpitali klinicznych, które mają dodatkowo obowiązki dydaktyczne i naukowe - zaznaczał.

- Te szpitale nie mogą być wyłącznie oceniane przez pryzmat wyniku finansowego. W przeciwnym wypadku obniży się poziom kształcenia studentów - mówił rektor. Jak podkreślał, nieporozumieniem jest też finansowanie na takim samym poziomie szpitala uniwersyteckiego, jak i szpitala, który przekazuje mu "trudnych chorych", z powikłaniami.

Tak bywa również w przypadku szpitali prywatnych, które zdaniem rektora wybierają tylko "najlepsze przypadki", dające im zysk.

- Nie neguję, że one są ważne, natomiast nie spotkałem się z sytuacją, żeby po wstępnym leczeniu skierowano kogoś ze szpitala uniwersyteckiego do prywatnego, natomiast my przyjmujemy wszystkie powikłania - mówił prof. Krawczyk.

Prywatny kontra publiczny

Rektorowi WUM odpowiedział od razu Andrzej Mądrala, wiceprezydent Pracodawców RP i wiceprezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych, mówiąc o własnych placówkach: - Nie odsyłamy pacjentów, załatwiamy wszystko w naszych szpitalach, co nie znaczy, że moi koledzy tego nie robią. Ale panie profesorze, nie róbcie prostych zabiegów tylko dlatego, żeby zapełnić sale operacyjne, bo szkoda na to łóżek i waszego czasu. Weźcie na swoje barki najtrudniejsze przypadki, za to się należą wam pieniądze. Oczywiście to też wniosek i prośba do NFZ jako naszego płatnika - apelował Andrzej Mądrala.

Prof. Krawczyk replikował, że to niemożliwe, ponieważ musi nauczać studentów wszystkiego, zaczynając od podstawowej chirurgii; musi więc przyjmować w klinice chorych z przepukliną, z zapaleniem wyrostka itd.

Andrzej Mądrala polemizował też z niekorzystnym dla placówek prywatnych tzw. raportem GUMed i cytował niedawne słowa premiera, który mówił, że tzw. opłacalne procedury i pieniądze publiczne są wyprowadzane ze szpitali publicznych do sektora prywatnego.

- To mnie osobiście bardzo zabolało.

Z tego wniosek, że nie powinno być pieniędzy z NFZ dla szpitali prywatnych?

- pytał.

Informował przy tym, że rzeczywiście większość procedur, czy to hospitalizacji jednego dnia, czy planowych w szpitalach prywatnych, odbywa się w niewielkich placówkach.

Ale w hospitalizacji pełnej też mają one swój udział, jeżeli jest ona potrzebna. Dodawał też, że różnica w wycenie danego zabiegu, który jest robiony w szpitalu jednodniowym, a całodobowym, na tych samych zasadach, wynosi 14-15%. Czyli szpital publiczny za ten sam zabieg daje rachunek o 14% wyższy.

Andrzej Mądrala pytał też retorycznie, czy te 2 mld zł z kontraktów prywatnych szpitali uratują zadłużone na 10,5 mld publiczne lecznice?

Pokazywał również przykłady istniejących i rozwijających się sieci i dużych inwestycji prywatnych. - Proszę pamiętać o jednym: to setki milionów złotych inwestycji, których kosztów nie poniosło państwo - argumentował.

Tych milionów na inwestycje może być jeszcze więcej, jeśli w ramach lecznictwa stacjonarnego pojawi się możliwość tworzenia wieloletnich biznesplanów i gwarantowania długoterminowych inwestycji.

- Choć fundusze są zainteresowane inwestycjami w branżę medyczną, dopóki nie będzie jasnych zasad kontraktowania, jasnych zasad gry, to kapitał nie przyjdzie - przekonywała Izabella Żyglicka z kancelarii prawnej Adwokaci i Radcowie Prawni Izabella Żyglicka i Wspólnicy.

Kulminacja przekształceń?

Stałym punktem odniesienia dla toczącej się dyskusji o reorganizacji systemu jest kwestia restrukturyzacji i przekształceń szpitali publicznych w spółki prawa handlowego na podstawie ustawy o działalności leczniczej, która weszła w życie 1 lipca 2011 roku.

To jednak tylko ostatni etap przekształceń ZOZ-ów. Jak informował Piotr Warczyński, dyrektor departamentu organizacji ochrony zdrowia w Ministerstwie Zdrowia, od 1999 roku przekształciło się 454 SPZOZ-ów. Większość z nich (316) to były ambulatoria.

W spółki przekształciło się 138 szpitali. Ten proces przebiegał bez ram prawnych aż do 2009 roku, kiedy pojawił się tzw. plan B, a następnie ustawa o działalności leczniczej.

- Myślę, że największym sukcesem całego procesu przekształceń jest wzrost świadomości właścicielskiej.

Dopóki ten rząd będzie funkcjonował, nie będzie jakichś znaczących zmian tego kierunku - podsumował dyrektor Warczyński.

Jak jednak przypomniał Rafał Wasilewski, prezes M.W. Trade SA, w przyszłym roku zmiany będą obligatoryjne w przypadku szpitali, które wykażą ujemny wynik finansowy.

- Wobec tego wiele organów założycielskich szpitali czekają trudne decyzje: wygospodarować środki z kredytu albo sprzedaży majątku na pokrycie długu czy zdecydować się na likwidację lub przekształcenie szpitala w spółkę prawa handlowego - dodał.

W województwie i powiecie

Samorząd województwa lubuskiego już zdecydował. Samodzielny Publiczny Szpital Wojewódzki w Gorzowie Wlkp., posiadający zobowiązania długoterminowe na około 250 mln zł, będzie przekształcony w spółkę. - Prawdopodobnie w ciągu trzech do pięciu miesięcy będzie funkcjonował już w nowej formie organizacyjnej, a przyszłość szpitala będzie zależała od zarządzających tą spółką - mówiła Elżbieta Kasprzak, do 23 października br. dyrektor departamentu ochrony zdrowia Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubuskiego. Jak bowiem podkreśliła, samo przekształcenie nie zmieni sytuacji szpitala.

Wie o tym doskonale Janusz Atłachowicz, wieloletni dyrektor i prezes Szpitala Powiatowego w Rawiczu, który, choć jednostka dobrze sobie radziła, przekonał powiat do przekształcenia. - Uważałem i nadal uważam, że szpitalowi niezbędny jest kapitał, aby zainwestować w mury, sprzęt i mieć możliwość przyjęcia pacjenta w odpowiednich warunkach oraz spełnić wymogi płatnika - wyjaśniał.

Swoje potrzeby inwestycyjne oszacował na około 40 mln zł. Przekształcenie szpitala w spółkę było więc jedynie środkiem do celu.

- Chodziło o to, żeby doprowadzić placówkę do takiej sytuacji, aby była atrakcyjnym partnerem dla kapitału prywatnego.

Szpital całkiem nieźle sobie radzi w formie spółki, ale nie pojawił się oczekiwany partner finansowy.

Podsumowanie i wnioski

Najważniejszym obecnie graczem na rynku szpitali samorządowych są samorządy wojewódzkie i szpitale wojewódzkie.

Chociaż w przypadku przekształceń absolutnym liderem są powiaty i miasta na prawach powiatu.

A jaka jest sytuacja finansowa szpitali samorządowych?

- Potwierdza się teza o szpitalnym tsunami. Mamy ewidentny wzrost zobowiązań wymagalnych.

W ostatnim okresie przybywa ich co miesiąc ponad 40 mln zł - oceniał Marek Wójcik, zastępca sekretarza generalnego w Związku Powiatów Polskich. Jego zdaniem, kluczowym problemem są szpitale wojewódzkie i kliniczne, a nie powiatowe czy miejskie.

Apelował przy tym o równe traktowanie.

- Nie może być tak, że będziemy mieli dwa podejścia do różnych podmiotów tworzących. Samorządy wykonują ogromny wysiłek restrukturyzacyjny i będzie bardzo demoralizujące, jeśli ktoś wpadnie na pomysł, że, niestety, szpitale kliniczne nie będą się przekształcały w spółki, bo to specjalne podmioty, które musimy chronić. Nie twórzmy różnych rozwiązań w zależności od tego, czy podmiotem tworzącym jest uczelnia, czy samorząd - podkreślał.

W 2011 roku wydaliśmy na lecznictwo zamknięte około 27,5 mld zł. Zdaniem Marka Wójcika, prognozy wpływów i wydatków NFZ na następne lata są znacznie przeszacowane.

To podstawowa przesłanka, z którą muszą się liczyć szpitale na polskim rynku: - Aby placówki przetrwały bez większych strat, musi nastąpić zmiana w strukturze wydatków na lecznictwo, w kierunku zwiększenia hospitalizacji jednodniowych.

Nie zaszkodzi też konsolidacja i wspólne wykorzystanie zasobów współpracujących sieciowo szpitali samorządowych.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum