Na pohybel komarowi

Autor: Andrzej Bęben • • 15 maja 2009 11:55

Jeszcze przez kilka lat będziemy zdani na profilaktykę opartą o leki przeciwmalaryczne, nie dające 100-procentowej pewności uniknięcia zachorowania

W Polsce w 1921 r. odnotowano 52 tys. zachorowań na malarię. W 1963 r. WHO uznała nasz kraj za wolny od endemicznej zimnicy. Jednak niektórzy eksperci alarmują, że wraz ze światowym ociepleniem, strefa umiarkowana ponownie może być zagrożona etiologicznie malarią. Jak na razie pasożyta z gatunku Plasmodium (falciparum, vivax, ovale, malariae) przenoszą samice komarów w strefie cieplejszej od umiarkowanej.

Można też zarazić się zimnicą w sposób niekonwencjonalny - zainfekowaną krwią, igłą itd. To jednak nie jest przedmiotem tego artykułu.

W ostatnich latach przynajmniej milion polskich turystów odwiedza co roku obszary, w których malaria stała się realnym niebezpieczeństwem. Nie można go bagatelizować. Specjaliści medycyny tropikalnej (urzędowo mówiąc: medycyny transportu) dodają, że wraz z rozwojem taniej turystyki lotniczej wzrosło zagrożenie tzw. airport malarią. Wystarczy, że z kraju występowania zostanie przetransportowana samolotem samica komara widliszka, by doszło do zagrożenia malarią.

Co roku na zimnicę zapada ok. 500 mln ludzi z blisko 3,5-miliardowej populacji zamieszkującej 110 krajów, w których występuje ta choroba. Z pół miliarda chorych umiera 3 miliony. Ponad 90% przypadków zimnicy odnotowuje się w Afryce. Wolna od tej choroby jest na tym kontynencie tylko Sahara.

Nie bagatelizować

Jak dotąd, nie opracowano szczepionki uodparniającej na tę chorobę. Fundacja utworzona przez twórcę Microsoftu i najbogatszego człowieka na świecie Billa Gatesa intensywnie pracuje nad zmianą tego stanu rzeczy. Zapowiada, że szczepionka taka ma być gotowa w 2011 r. Jeśli tak się stanie, to zgodnie z wolą fundatora, przez kilka lat będą nią szczepione wyłącznie dzieci afrykańskie.

Dlaczego? Dlatego, że na tym kontynencie malaria codziennie zabija ok. 3 tys. dzieci w wieku do 5 lat.

Tak więc jeszcze przez kilka lat będziemy zdani na profilaktykę opartą o leki przeciwmalaryczne, które nie dają 100-procentowej pewności uniknięcia zachorowania. Jeśli jednak połączymy chemioprofilaktykę przeciwzimniczą z odpowiednim postępowaniem w strefie zagrożenia, to prawdopodobieństwo, że zachoruje się na malarię, będzie zminimalizowane.

A jeśli nawet do tego dojdzie, to choroba będzie przebiegała bez powikłań prowadzących do śmierci włącznie.

Problem tylko w tym, że turyści - szczególnie ci wakacyjni - bagatelizują zagrożenie. A jeśli podchodzą do niego względnie poważnie, to ograniczają je wyłącznie do czasu przebywania w strefie.

Tymczasem okres wylęgania malarii zamyka się w przedziale 12-28 dni, czyli w krańcowych przypadkach turysta wspomina już egzotyczne wakacje...

Dr Piotr Kajfasz z Instytutu Chorób Zakaźnych i Pasożytniczych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego nie kryje, że specjalistów medycyny tropikalnej i zakaźników, którym jest ona nieobca, w Polsce wielu nie ma.

Tym większa odpowiedzialność lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. Od ich czujności zależeć może życie pacjenta, który ma objawy typowe dla grypy lub przeziębienia, a faktycznie są to pierwsze objawy malarii.

Prof. Zbigniew S. Pawłowski, nestor polskich tropikalistów i ekspert WHO w tej dziedzinie, przypomina, że rozpoznawanie malarii na podstawie mało charakterystycznych objawów klinicznych jest często źródłem pomyłek. Rzeczywiste rozpoznanie zimnicy daje badanie rozmazu krwi pod mikroskopem, gdy stwierdza się charakterystyczne postacie wewnątrzkrwinkowe pasożyta Plasmodium. Tylko rozmaz krwi umożliwia zidentyfikowanie gatunku pasożyta i ocenę stopnia rozwoju choroby. W Polsce rozpoznawanie malarii na podstawie rozmazu krwi, poza wyspecjalizowanymi ośrodkami, w ocenie eksperta jest niedostateczne.

Dr Paweł Grzesiowski, kierownik Zakładu Profilaktyki Zakażeń i Zakażeń Szpitalnych Narodowego Instytutu Leków, podkreśla, że w pierwszym rozpoznaniu ważna jest współpraca lekarza rodzinnego i pacjenta. Ten drugi powinien poinformować lekarza, kiedy wrócił z wojaży po tropikach. Taka informacja może być na wagę życia.

Z malarią do domu

Ze statystyk wynika, że spośród ok. 100 tys. ludzi podróżujących po tzw. trzecim świecie, co dziesiąty trafia z problemami zdrowotnymi do lekarza. 300 osób choroby tropikalne złożą na łóżkach w szpitalu.

Jednej lekarze nie będą już mogli pomóc. Biegunki infekcyjne są zmorą 60% turystów, ale zasadniczo nie prowadzą do śmierci. Co najwyżej czynią egzotyczną podróż mniej atrakcyjną. Wśród zagrożeń infekcyjnych 2% to zachorowania na malarię. Dwa procent to niby niewiele.

Zważywszy na możliwe konsekwencje, to jednak bardzo dużo. Prof. Józef Knap, doradca głównego inspektora sanitarnego, przypomina, że śmiertelność na malarię w Polsce, a dokładniej Polaków zapadających na tę chorobę, jest 16-krotnie wyższa niż w populacji obywateli państw zachodniej Europy! W latach 1990-2003 w Europie na zimnicę zmarło ok. 900 osób. Od 1999 do 2008 r. zabiła ona 11 Polaków.

W ciężkich przypadkach chorego leczy się lekami przeciwmalarycznymi, przede wszystkim chininą. Ten alkaloid jest trucizną protoplazmatyczną działającą porażająco na enzymy oksydoredukcyjne. Skutkuje to wstrzymaniem oddychania tkankowego. Te właściwości powodują, że tak skutecznie zwalcza w organizmie człowieka wszystkie gatunki Plasmodium. Rzecz tylko w tym, że chininy nie ma w Rejestrze Produktów Leczniczych. O tym, że powinna się w nim znaleźć, tropikaliści mówią od kilkunastu lat. Bezskutecznie.

Może dlatego, że ktoś gdzieś stwierdził, iż nie warto uruchamiać całej machiny rejestracyjnej dla leku potrzebnego co roku nie więcej niż setce ludzi? Zapewne z tych powodów chininę można sprowadzić wyłącznie na zamówienie w ramach importu docelowego.

By sprowadzić chininę, trzeba wystąpić z wnioskiem o import dla konkretnej osoby, podać jej PESEL i tak dalej. Jak w takiej sytuacji leczyć chorego na malarię, skoro od złożenia wniosku do otrzymania chininy mijają co najmniej tygodnie? Dla wyjaśnienia: w całym tym ambarasie nie idzie o pieniądze - do wyleczenia z malarii trzeba chininy za 500 złotych! Niestety, powiedzmy pół żartem, pół serio, nie da się jej zastąpić tonikiem. Po pierwsze: trzeba byłoby go wypijać po kilka litrów dziennie. Po drugie: w Polsce od 1988 r. obowiązuje bezwzględny zakaz stosowania chininy w artykułach spożywczych.

Najpierw zapobiegać

W najlepszej sytuacji są osoby odporne na malarię lub przechodzące przez chorobę bez większych powikłań. Okazuje się, że taką odporność mają chorzy, których przypadłość ma genezę w patologii krwinki czerwonej. Jeśli nie ma się takiej pewności, to pozostaje osłona przeciwmalaryczna i odpowiednie zasady postępowania w obszarze zagrożenia chorobą.

Specjaliści przestrzegają przed bezgraniczną wiarą w skuteczność i brak efektów ubocznych stosowania chemioprofilaktyki.

To nie "tabletki od Goździkowej", które można brać na zasadzie sąsiedzkiej rekomendacji! Od tego, czym się zabezpieczać przed malarią i jej skutkami, są specjaliści. W każdym większym polskim mieście wojewódzkim można takiego znaleźć.

Tylko specjalista może wskazać lek stosowny do miejsca, w które wybiera się podróżny. Eksperci przypominają, że kiedyś chinina już po trzech dniach likwidowała objawy malarii. Dziś, jeśli po tygodniu jej stosowania temperatura zauważalnie zacznie spadać, to uważa się, iż kuracja ma szansę powodzenia. Podobnie jest z preparatami przeciwzimniczymi: pasożyty uodparniają się na ich działanie!

Nie ma leków uniwersalnych,

każdy z nich ma swoje wady i zalety.

Obecnie najpopularniejszymi preparatami są:

  • doxycyclinum (nazwa międzynarodowa: doxycycline),
  • lariam (nazwa międzynarodowa: mefloquine),
  • malarone (nazwa międzynarodowa: atovaquone + proguanil).

Pierwszy jest najtańszy (ok. 5 zł), ale biorący go nie może wystawiać się na promieniowanie słoneczne, bo grozi to podrażnieniami skóry. Poza tym niezbyt wygodne jest jego dawkowanie.

Doxycyclinum trzeba zażywać codziennie i przez 4 tygodnie po opuszczeniu obszaru zagrożonego malarią.

Drugi jest lekiem bardzo popularnym wśród miłośników egzotycznych wojaży. Lariam dostępny jest tylko w imporcie docelowym lub na polską receptę w czeskiej aptece za ok. 700 koron. Nieskuteczny w Azji. Nie polecany dla nurkujących.

Sporo przeciwwskazań dla osób chorych neurologicznie, z dolegliwościami kardiologicznymi itd.
Ostatni z tej trójcy jest lekiem nowej generacji, w Polsce dostępnym od trzech lat. Wad praktycznie nie ma, poza ceną: ok. 200 zł. Obojętnie jednak, ile kosztuje taki czy inny lek, to hasło"na zdrowiu nie warto oszczędzać" wcale nie jest truizmem.

I na koniec, jeśli kogoś stać na egzotyczne podróże, to stać go również na profilaktykę przeciwmalaryczną, choćby dlatego, aby móc raz jeszcze jechać w tropiki...

Kongres w Gdyni

W Gdyni, centrum polskiej medycyny tropikalnej, od 4 do 6 czerwca 2009 roku spotkają się zainteresowani tą problematyką na I Międzynarodowym Kongresie Medycyny Morskiej, Tropikalnej i Hiperbarycznej. Szczegółowy program Kongresu dostępny w internecie: http://www.mkmmth.pl. Miesięcznik Rynek Zdrowia objął patronat medialny nad Kongresem w Gdyni.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum