Na początku było mniam

Autor: Piotr Stefaniak • • 02 lipca 2008 12:08

Czy dylemat poety - dlaczego ogórek nie śpiewa - za sprawą inżynierii genetycznej lada chwila stanie się nieaktualny?

Dzięki odkryciom biotechnologicznym oraz inżynierii genetycznej w medycynie miliony ludzi na całym świecie żyją dłużej i cieszą się lepszym zdrowiem - powstały nowe leki, preparaty, metody leczenia oraz sposoby diagnozowania chorób. Biofarmaceutyki zajęły już znaczącą część rynku leków, a ich przyszłość wydaje się nieograniczona.
Zastosowanie genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy pozwoliło w ciągu 30 lat podwoić wydajność produkcji tej rośliny w USA - z 80 buszli na 1 akr w 1970 roku, do 150 obecnie. Podobnie jest z plonami soi, bawełny, rzepaku, ziemniaków. Dokonano zatem kolejnej "zielonej rewolucji", a ludzkość kupiła sobie nową polisę chroniącą przed głodem.
Jednocześnie do produkcji zmodyfikowanych roślin zużywa się mniej paliw, herbicydów i pestycydów, bowiem jednym z celów modyfikacji było ich uodpornienie na szkodniki i choroby. znacznie poprawiło to rentowność gospodarstw rolnych w USA, Brazylii, Argentynie, a nawet Chinach.

Bioreaktory uzupełniają

Za sprawą inżynierii genetycznej w produkcji roślinnej mogą przyjść zmiany jakościowe. Na przykład odpowiednio zmodyfikowana kukurydza może uzupełniać brak żelaza w organizmach, a dzięki dodaniu witaminy e w rzepaku - zwiększają się właściwości antyrakowe oleju. Już sprawdza się możliwość wykorzystywania roślin jako "bioreaktorów" do produkcji nowych materiałów i produktów naturalnych, co może być odpowiedzią na ich wyczerpywanie się w przyrodzie.
Rozpoznane lub zidentyfikowane przez biotechnologów białka mogą stać się najskuteczniejszym i względnie tanim sposobem oczyszczenia planety ze śmieci przemysłowych i komunalnych, czy metali ciężkich w glebie. Udane próby przeszły gorczyca i tytoń.
Nieocenione są dokonania biotechnologii w przemyśle spożywczym. Od niego zresztą "to wszystko" się zaczęło, jakieś siedem tysięcy lat temu. Od produkcji serów, warzenia piwa, toczenia wina, przy których wykorzystuje się "pożyteczne" mikroorganizmy - bakterie i drożdże.

Od dogmatu do Rewolucji

Cechy genetyczne każdego żywego organizmu wywodzą się z chemicznych cząsteczek, kwasów nukleinowych DNA lub RNA. Krok po kroku, począwszy od Grzegorza Mendla, który ustalił prawa genetyki nie nazywając ich genetyką (1865 r.), od Wilhelma Johannsa, który nadał jednostce dziedziczenia imię "gen" (1909), naukowcy próbowali ustalić tajemnicę życia. Kroki milowe rozwoju biotechnologii odmierzały przyznane Nagrody Nobla. Do 2002 roku było ich 15.
Jest to nadal nauka niezwykle dynamiczna i przynosząca co i rusz nowości. Już zmodyfikowano tzw. centralny dogmat biologii molekularnej (według niego, przepływ informacji, czyli ekspresja genów, odbywa się jednokierunkowo do białek - od DNA przez RNA). Udowodniono bowiem, że informacja może być zakodowana w RNA (podobnym do DNA kwasie nukleinowym będącym przekaźnikiem informacji) i przekazywana w drugą stronę - do DNA. Praktyczną tego stroną jest szersze otwarcie biologii molekularnej na nierozwiązane problemy medyczne, jak leczenie HiV, mięsaków czy rzadkich białaczek.
Rewolucję przyniosło odkrycie dojrzewania RNA we wszystkich komórkach. Musiano zweryfikować definicję, że jeden gen = jedna cecha = jedno białko. "Tym wszystkim, którzy martwili się, że ludzie mają tylko dziesięć razy więcej genów niż bakterie, ulżyło; nie liczba genów, ale możliwych sposobów realizacji zawartej w nich informacji stanowi o pozycji organizmu na drabinie ewolucyjnej" - pisze prof. Magdalena Fikus w "Sprawach Nauki".

Człowiek kombinuje

Po pierwszej rekombinacji DNA in vitro w 1971 roku nastąpił boom technik manipulacyjnych, które rozwinęły się w samodzielny nurt biotechnologii - inżynierię genetyczną. W ciągu 30 lat opracowano metody uzyskiwania i scharakteryzowano pojedyncze geny (fragmenty DNA) z różnych organizmów oraz opracowano metody ich przenoszenia między gatunkami. Udowodniono, że w komórkach, do których przeniesiono obcy im gen, może również powstać odpowiednie do niego białko. Nastała era badań nad wprowadzaniem obcych genów do genomu, czyli konstruowaniem organizmów genetycznie modyfikowanych (GMO), a mówiąc kolokwialnie - gmerania w genach. Człowiek aktywnie zaczął ingerować w przyrodę. Nie pierwszy raz, ale tym razem na poziomie nanotechnologii.
Większość badaczy uważa, że dzięki biotechnologii ludzkość wkroczyła na nowe tory rozwoju. Jednak niektórzy skromnie przyznają, że ciągle nie potrafią przewidzieć, jak zachowa się nowy gospodarz, któremu podrzuca się obcy DNA. To jest optymistyczne. W kolejnych badaniach mogą oni rozwiać obawy lub znaleźć środki zaradcze.
Zupełnie czym innym jest zabieranie głosu przez ignorantów. Oni a priori wiedzą, że mamy do czynienia z puszką Pandory.

A ekolodzy swoje

Przedstawiciele ruchów "zielonych" uważają, że spożywanie nasion z roślin GMO oznacza nienaturalne przenoszenie genów między gatunkami i jest to już, albo może być, przyczyną rozwoju niebezpiecznych chorób przekraczających bariery gatunkowe. Głoszą oni, że modyfikacje genetyczne doprowadziły do powstania nowych toksyn i alergenów w łańcuchu pokarmowym, następuje też osłabienie systemu odpornościowego. "element ryzyka jest tylko na etapie eksperymentów. To, co trafia do sklepów, na pewno nam nie szkodzi. Przeciwnie, jest bezpieczniejsze i lepiej przebadane niż wiele innych produktów, które spożywamy" - odpowiedział niedawno dziennikarzowi "Gazety Wyborczej" prof. Jan Szopa-Skórkowski z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Ekolodzy wiedzą jednak swoje. Przywołują przykłady innych eksperymentów biologicznych lub braku kontroli nad nimi, jak przenoszenia gatunków między kontynentami. Także różnych wynalazków, które wydawały się być w swoim czasie panaceum, a okazały się wielkim zagrożeniem dla ludzkości i środowiska naturalnego - np. zastosowanie w przyrodzie DDT do zwalczania komarów.
Dyskusje te prowadzone są szczególnie w Europie, w której mleko dawno się rozlało. Według szacunków organizacji ekologicznych, aż 60% sprzedawanej w Unii Europejskiej żywności może zawierać bezpośrednio lub pośrednio (w paszach zwierzęcych, premiksach, odżywkach) jakieś domieszki organizmów modyfikowanych genetycznie.
Część winy za ten czarny PR roślin zmodyfikowanych spada na lobby farmerów unijnych. Zachowują się jak tkacze z początku XIX w., widzący zagrożenie w wydajniejszych krosnach mechanicznych. Tym bardziej się okopują na swoich stanowiskach, im szybciej przegrywają konkurencję z wydajnymi farmami spoza europy. To pod ich presją Komisja Ue reglamentuje dostęp tańszych zbóż i pasz z roślin GMO.

Dyskusji ciąg dalszy

Bardziej fundamentalne są dyskusje o modyfikacji zwierząt, w tym człowieka. Dość szybko zaakceptowano hodowlę małych zwierząt transgenicznych. Myszy pozbawione przez naukowców konkretnego genu, wniosły nieoceniony wkład w zrozumienie mechanizmów powstawania wielu chorób ludzkich i roli, jaką odgrywają poszczególne geny w regulacji podziału komórek i rozwoju.
"Mysz jest najlepiej poznanym pod względem genetycznym ssakiem, a niedawne ustalenie sekwencji jej genomu czyni z niej jeszcze lepszy obiekt do badań naukowych" - pisze w jednym z artykułów naukowych prof. ewa Bartnik z zakładu Genetyki Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Ożywione dyskusje towarzyszyły natomiast modyfikacjom genów większych ssaków. Dokonuje się ich nie tyle w celach poprawy właściwości hodowlanych (bo to jest ciągle za drogie), ale aby można z nich pozyskać narządy do przeszczepów lub np. aby produkowały w mleku bądź moczu niezwykle cenne białka terapeutyczne.
Spory wywołują niektóre rodzaje klonowania, np. z wykorzystaniem zygot ludzkich. Komisja Ue w 2003 roku rozstrzygnęła dylemat, czy w celu leczenia śmiertelnych chorób można pobierać z ludzkich zarodków komórki macierzyste, a nawet specjalnie je w tym celu produkować. Przyjęto salomonowy wyrok z punktu widzenia biznesu, choć nie praw naturalnych. Ustalono, że produkcja komórek macierzystych nie może być źródłem dochodu, natomiast wyniki takich badań nie będą podlegać patentowaniu, czyli mogą być powszechnie dostępne.

Chmury nad Polską

Zarazem badania nad wykorzystaniem komórek macierzystych formalnie są zakazane w tych krajach, w których prawodawstwo uznaje to za nielegalne. Wśród nich jest Polska.
Obecnie dyskusja w europie przycichła, ale tylko dlatego, że nie ma zbyt wielu osiągnięć w obu dziedzinach wykorzystania transgenicznych ssaków. W niektórych przypadkach naukowcy sami dostarczyli argumentów na "nie", bowiem okazali się oszustami. Najświeższym jest przykład koreańskiego genetyka Hwang Woo Suka.
Tymczasem dyskusja taka czeka Polskę. Przynajmniej polityczna, bowiem nie wiadomo, czy racje naukowców będą w ogóle uwzględniane. Oto na początku lutego br. rząd odrzucił projekt nowelizacji ustawy o GMO, przyjęty przez poprzednią ekipę, jako "niedostatecznie zabezpieczający interesy Polski przed GMO". Trwają prace nad nowym projektem. Ogólnie wiadomo, że chodzi o podtrzymanie zakazu uprawy w Polsce roślin GMO, trwałe odejście od obrotu paszami z GMO (od 2002 r. trwa 10-letni okres zezwolenia na obrót), ich tranzytu oraz prowadzenia nad nimi badań w laboratoriach.
Zwcześniejszych informacji ministra rolnictwa wynikało, że chodzi o uczynienie z Polski swoistej enklawy lub strefy wolnej od GMO, czego z kolei nie chce tolerować Bruksela.

Ani dobra, ani zła

Jak zauważył w publikacji naukowej prof. Tomasz Twardowski z instytutu Chemii Bioorganicznej PAN, biotechnologia jest neutralna moralnie, ani dobra, ani zła. Podobnie jak sama informacja genetyczna, która jest neutralna wobec środowiska, choć niewłaściwe jej użycie może spowodować nieobliczalne szkody.
W naszym kraju intelektualne wahania naukowców są jednak podstawowym kryterium osądów biotechnologii. zarazem w sprawie jej przyszłości najwięcej do powiedzenia ma populizm, a nie dowody i fakty naukowe. Niestety, nowy kształt norm prawnych nie tylko może zahamować postęp biotechnologii w Polsce i uderzyć w wolność badań naukowych, ale też ugruntuje złe stereotypy o biotechnologii panujące wśród Polaków.

Trzy czwarte przeciw

W 1999 roku UE ograniczyła swobodę importu na swój rynek roślin GMO, choć rośliny importowane przed tym terminem (np. kukurydza BT11) nadal mogą być sprowadzane. Ponadto Komisja Europejska wydała kilka zezwoleń indywidualnych na dopuszczenie pewnych roślin (np. we wrześniu 2005 r. - rzepaku GT73). Istnieją jednak obostrzenia, które mogą hamować popyt. Chodzi m.in. o obowiązek informowania odbiorcy produktu z zawartością ponad 0, 9% składników o zmienionym składzie genetycznym i skąd taki składnik pochodzi.
W lutym 2006 roku Światowa Organizacja Handlu orzekła, w sprawie wytoczonej przez największych producentów roślin GMO, że Unia Europejska musi zliberalizować dostęp do swojego rynku. Farmerzy z obu Ameryk udowodnili, że straty wynikające z unijnej blokady sięgają ponad 300 mln dol. rocznie.
Na polskim rynku mamy szereg towarów z produktów GMO - np. oleje modyfikowanego rzepaku, pasze z dodatkami modyfikowanej kukurydzy i soi, odzież z bawełny modyfikowanej. Nasze przepisy zabraniają natomiast uprawy przemysłowej roślin zmodyfikowanych.
Z badań PBS z września 2005 roku wynika, że 75% Polaków nie chce kupować produktów zawierających składniki modyfikowane genetycznie.

Ma być bezpiecznie

Niektóre aspekty związane z bezpiecznym transferem i stosowaniem żywych zmodyfikowanych organizmów (LMO - Living Modified Organisms) normuje międzynarodowa konwencja "Protokół biobezpieczeństwa", którą Polska ratyfikowała w 2002 roku.
Za LMO uważa się wszystkie żywe organizmy posiadające nową kombinację materiału genetycznego, otrzymanego przy użyciu technik nowoczesnej biotechnologii, które mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia człowieka lub ochrony różnorodności biologicznej.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum