Na emeryturze nie zamierzam odpoczywać

Autor: Wojciech Kuta • • 12 października 2017 17:14

Rozmowa z prof. KRZYSZTOFEM ZIAJĄ, kierownikiem Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej i Naczyń SUM w latach 1991-2017, wieloletnim ordynatorem Oddziału Chirurgii Ogólnej, Naczyń, Angiologii i Flebologii SP Szpitala Klinicznego nr 7 SUM, Górnośląskie Centrum Medyczne w Katowicach Ochojcu.

Na emeryturze nie zamierzam odpoczywać
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Rynek Zdrowia: - Powiedział Pan kiedyś, że m.in. dla chirurgów naczyniowych i angiologów wciąż poważnym wyzwaniem pozostaje udar mózgu. Jak sobie z nim radzimy w kraju, czy zmniejsza się odsetek zgonów spowodowanych udarami?

Prof. Krzysztof Ziaja:

- Należałoby zacząć od problemu, który dotyczył neurologii, a doprowadził do agresywnego leczenia przyczyn udaru mózgu. Ogromny postęp - m.in. w zakresie kardiologii, neurologii, chirurgii naczyniowej - jaki dokonał się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, spowodował, że w tym czasie śmiertelność w udarach spadła w Polsce z 50% do 35%. Duża w tym zasługa kardiologów i kardiochirurgów, którzy w znacznym stopniu ograniczyli liczbę zatorów prowadzących do udaru i skutecznie mierzą się z problemem arytmii serca.

Trzeba bowiem pamiętać, że aż 30% niedokrwiennych udarów mózg u jest spowodowanych zatorem tętnicy szyjnej wewnętrznej, przy niemiarowości rytmu serca (migotanie przedsionków).

Kolejne 30% udarów związanych jest już wyłącznie z chirurgią naczyniową tętnicy szyjnej, a pozostałe 40% udarów ma inne przyczyny, w tym wewnątrzczaszkowe, czyli bezpośrednio dotyczące neurologii.

Jeśli chodzi o 30-procentowy udział udarów leczonych przez chirurgów naczyniowych, wciąż mamy wiele do zrobienia pod względem zapobiegania tymże udarom. Wykonujemy wprawdzie coraz więcej endarterektomii, zakładamy też coraz więcej stentów tętnicy szyjnej, ale wciąż mamy spory problem z wczesnym wykrywaniem objawów mogących być sygnałem, że może dojść do udaru.

Jeśli ktoś ma np. 90-procentowe zwężenie tętnicy wieńcowej lub udowej, odczuwa wyraźny ból i nikt nie ma wątpliwości, że trzeba rozpocząć terapię. Natomiast podobne zwężenie tętnicy szyjnej wewnętrznej nie boli, ale skutek tego znacznego zwężenia, czyli udar mózgu, jest katastrofą nie tylko dla chorego, ale też całej jego rodziny.

Na szczęście w ostatnich 25 latach w chirurgii naczyniowej dokonał się ogromny postęp w zakresie agresywnego leczenia zatorów tętnicy szyjnej wewnętrznej. Porównywaliśmy niedawno materiały dotyczące 1200 operacji wykonanych w naszej klinice w ciągu 10 lat oraz zabiegów implantacji 1300 stentów. Oczywiście można długo dyskutować, która metoda jest lepsza. Nie w tym jednak rzecz, gdyż zawsze dobieramy metodę leczenia w zależności od indywidualnego stanu pacjenta. Jeśli np. blaszka miażdżycowa jest niestabilna, owrzodziała, ze skrzepliną - lepszym, bezpieczniejszym wyjściem jest zabieg operacyjny. Jeśli blaszka jest stabilna, "gładka", wtedy zazwyczaj implantujemy stent.

- Czy epidemiologia udarów zmienia się w Polsce w ciągu ostatnich lat?

- Ćwierć wieku temu notowaliśmy ok. 98 tys. udarów rocznie, obecnie jest to ok. 80 tysięcy przypadków. Na świecie rocznie dochodzi do ok. 5,6 mln udarów mózgu w ciągu roku. Natomiast w samej Europie rocznie udaru doznaje ok. 2 mln ludzi. Znamienne, że widzimy na ulicach miast coraz więcej osób po udarach, także na wózkach. Z jednej strony to efekt likwidacji barier architektonicznych, a z drugiej strony - postępu, jaki dokonuje się nie tylko w metodach leczenia, ale również w rehabilitacji pacjentów po udarach.

- Czy do zmniejszenia liczby udarów przyczynił się także wspomniany postęp w chirurgii naczyniowej?

- Oczywiście. Obecnie w Polsce rocznie wykonujemy ponad 7,5 tys. operacji tętnic szyjnych oraz ok. 2,6 tys. zabiegów implantacji stentów. Możemy więc powiedzieć, że 10 tys. osób rocznie jest chronionych przed doznaniem udaru.

- To dużo czy mało, na przykład w porównaniu z krajami "starej Unii"?

- Jest jeszcze daleka droga do osiągnięcia pod tym względów wskaźników notowanych w Europie Zachodniej. Obecnie znowu toczy się w naszym kraju dyskusja neurologów z chirurgami naczyniowymi i kardiologami - czy i kiedy stosować drogę dożylną podania leku mającego rozpuścić skrzeplinę w mózgu, a kiedy sięgnąć po metodę trombektomii farmakomechanicznej. Rzecz jasna wszystko zależy od indywidualnych wskazań i przeciwwskazań do stosowania określonej terapii u poszczególnych pacjentów.

W 2016 r. w całej Polsce wykonano niewiele, bo ok. 300 trombektomii. Trzeba jednak pamiętać, że okno czasowe pozwalające skutecznie wykonać tę procdurę jest krótkie - wynosi 4-6 godzin.

- Bardzo ważne jest w tym kontekście możliwie wczesne zauważenie przez najbliższe osoby niepokojących objawów mogących świadczyć o zagrożeniu udarem.

- Powinniśmy zwracać uwagę między innymi na wypadające przedmioty z rąk starszej osoby, krótkie utraty przytomności. Kluczowe jest bowiem możliwie jak najszybsze dotarcie pacjenta do właściwego ośrodka.

We wczesnym rozpoznawaniu objawów bardzo ważna rola przypada lekarzom rodzinnym. Jest taki łatwy do wykrycia objaw, nazywany szmerem nad tętnicą szyjną. Można go wychwycić zwykłym stetoskopem podczas rutynowego osłuchiwania pacjenta - wystarczy przyłożyć słuchawkę do szyi. Kiedy lekarz usłyszy szmer naczyniowy, oznacza to, że możemy mieć do czynienia ze zwężeniem tętnicy. Należy wtedy skierować pacjenta na bardziej szczegółowe badania oraz do specjalisty.

- Kluczową rolę w walce z udarami odgrywają centra naczyniowe lub udarowe - ośrodki, w których w jednym miejscu pacjentami mogą zająć się m.in. neurolodzy, chirurdzy naczyniowi, angiolodzy, kardiolodzy.

- Mamy już w Polsce kilkanaście takich ośrodków, ale nadal jest ich za mało w stosunku do potrzeb. Na 2 mln mieszkańców powinno funkcjonować co najmniej jedno takie centrum. Tak jest na przykład na Słowacji oraz w Czechach.

Szpital Kliniczny nr 7 SUM, Górnośląskie Centrum Medyczne w Katowicach Ochojcu jest jednym z takich właśnie ośrodków. Mogę z satysfakcją powiedzieć, że nasza placówka jest m.in. kompletnym ośrodkiem udarowym, dysponującym wielospecjalistycznym zespołem. Jego liderem musi być oczywiście neurolog, ale bez chirurga naczyniowego, który w końcowym etapie usuwa zakrzep z mózgu lub tętnicy szyjnej wewnętrznej, taki team nie będzie funkcjonował.

Aby tego typu multidyscyplinarny ośrodek działał efektywnie, musi p osiadać między innymi udarowy oddział neurologiczny, a także bardzo kompetentny zespół neurologów w izbie przyjęć. Konieczny jest też sprawny przepływ informacji między zespołem wiozącym pacjenta - pogotowiem ratunkowym - a szpitalem. W naszym ośrodku diagnostyka - od momentu przyjęcia chorego do podjęcia decyzji o wdrożeniu odpowiedniej procedury medycznej - zamyka się w jednej godzinie. To jest bardzo dobry wynik.

Kolejną propozycją dla tej grupy chorych powinny być tzw. karetki udarowe, odpowiednio wyposażone, m.in. w tomograf komputerowy połączony z oddziałem udarowym. Dzięki temu proces diagnostyczno-terapeutyczny rozpoczynałby się już podczas transportu pacjenta. Mam nadzieję, że kiedyś taka karetka znajdzie się na wyposażeniu naszego szpitala.

- 13 października przypada Światowy Dzień Zakrzepicy. Początki tej choroby bywają niepozorne, np. ból łydek. Jakie mogą być skutki bagatelizowania takich objawów, a przede wszystkim, w jaki sposób możemy zapobiegać zakrzepicy?

- Mówimy o tzw. triadzie Virchowa - zwolnienie przepływu krwi, wzrost jej krzepliwości oraz uszkodzenie ściany naczynia krwionośnego. Od 150 lat takie rozpoznanie wciąż jest aktualne. Jak ustrzec się zakrzepicy? Najkrótsza odpowiedź jest zarazem najprostszą definicją życia - to ruch i woda.

Sami, swoim stylem życia przysparzamy sobie problemów nierzadko prowadzących właśnie do zakrzepicy. Siedzimy wiele godzin przygarbieni przed komputerem, unikamy aktywności fizycznej, nie robimy przerw, kierując kompaktowymi samochodami w wymuszonej pozycji. W długiej trasie powinniśmy co godzinę wysiąść z auta, zrobić kilka kroków, wypić szklankę wody. "Syndrom klasy ekonomicznej" najlepiej widoczny jest po wyjściu z samolotu po np. 5-godzinnej podróży, kiedy niektórzy mają problem z założeniem butów.

Każdy obrzęk podudzia większy niż 1 cm w stosunku do drugiej nogi powinien wzbudzić nasz niepokój oraz podejrzenie zaistnienia przeszkody w odpływie krwi. Oczywiście incydentów zakrzepowych w ciągu życia jest wiele. Na szczęście w większości przypadków organizm sam się broni i krew sama się rozpuszcza po pewnym czasie. Niestety, nie zawsze tak się dzieje i wtedy zagęszczenie krwi staje się bardzo poważnym problemem zdrowotnym.

Przypomnę, że nasza znakomita koszykarka Małgorzata Dydek zmarła w Australii właśnie z powodu zakrzepicy - zatoru tętnicy płucnej. Nie można więc lekceważyć takiego objawu jak m.in. spuchnięcie kończyny dolnej. Jeśli leczenie zakrzepicy rozpoczniemy odpowiednio wcześnie, jest duża szansa, że dzięki lekom skrzeplina zostanie skutecznie rozpuszczona.

Jeżeli jednak zakrzepica zacznie być leczona powyżej 7. doby trwania, tylko w wyjątkowych sytuacjach ulega całkowitemu rozpuszczeniu. Ale nawet po rekanalizacji, zastawki żylne bardzo często są zniszczone, dochodzi do zastoju krwi, obrzęku, a następnie owrzodzenia. To tragiczne powikłanie dotyczy 5-7% pacjentów po zespole pozakrzepowym.

Warto dodać, że na wystąpienie zakrzepicy bardziej narażone są kobiety i częściej dotyczy to lewej nogi - w naturalny sposób wynika to z położenia lewej żyły biodrowej. Ryzyko zakrzepicy rośnie u pań, gdyż często chodzą w szpikach, co utrudnia odpływ krwi. Także ciąża jest swoistym czynnikiem ryzyka. Niestety, wiele pań nie stosuje się do zaleceń profilaktyki zakrzepicy i np. nie korzysta z rajstop ciążowych. Co gorsza, nie zwracają na to uwagi także ginekolodzy oraz położnicy.

Generalnie, pamiętajmy, że powinniśmy w ciągu dnia wypijać 1,5 litra wody. Podczas długotrwałych upałów trzeba dodać jeszcze pół litra wody. Więcej powinny pić dzieci podczas zabawy czy dorośli w trakcie pracy fizycznej lub uprawiania sportu. Nośmy czapkę oraz luźny, przewiewny strój zakrywający, a nie odkrywający.

Podsumowując profilaktykę zakrzepicy, powtórzę: więcej wody i ruchu! W tej drugiej kwestii - w naszym k raju ludzie z chwilą przejścia na emeryturę, często przestają być aktywni życiowo. Bezruch, telewizor, fotel, kawka, z czasem pojawia się nadwaga. Niestety, to wszystko również sprzyja rozwojowi zakrzepicy.

- Skoro mówimy o emeryturze - właśnie skończył Pan Profesor 70 lat, a 28 września 2017 r. to ostatni dzień Pana pracy w szpitalu w Katowicach-Ochojcu, w którym przez 26 lat kierował Pan Katedrą i Kliniką Chirurgii Ogólnej i Naczyń SUM. Ale na typową emeryturę chyba za wcześnie?

- Zdecydowanie za wcześnie! Już 1 października podjąłem pracę w dwóch szpitalach. Przyjdzie mi też współpracować z zespołem kierowanym przez mojego 4 4-letniego syna, chirurga naczyniowego - zarazem jednego z "moich docentów". Bez pracy zwariowałbym na emeryturze lub stał się alkoholikiem (śmiech). To właśnie syn powie mi szczerze, kiedy naprawdę nie będę już dawał rady: "Tata, idź do domu".

Uważam, że po przejściu na emeryturę, jeśli tylko zdrowie pozwala, wręcz musimy nadal być aktywni zawodowo. Do końca świata i jeszcze jeden dzień! To wyraz szacunku dla samego siebie - rano się golimy, ubieramy czystą koszulę i idziemy do pracy. Gdy natomiast wchodzimy w rolę biernych emerytów, nie tylko często zaniedbujemy siebie, ale, co najgorsze, czujemy, że przestajemy być potrzebni.

Mój mistrz, świętej pamięci Pan Profesor Józef Gasiński, zmarł w wieku 84 lat, ale jeszcze dzień przed swoim odejściem był na sali operacyjnej. Inny mój nauczyciel, Pan Profesor Zygmunt Górka ma 90 lat, ale jeszcze trzy lata temu był czynnym chirurgiem, pracował, udzielał konsultacji.

- Zamyka Pan Profesor bardzo ważny etap swojego życia zawodowego (zob. nota biograficzna pod tekstem), zarazem rozpoczynając nowy. Bilans jest imponujący, prosimy o jego krótkie podsumowanie.

- Może najpierw 40-letni "nauczycielski" dorobek naszej Katedry, czyli: 65 chirurgów, 25 angiologów, czterech tytularnych profesorów, cztery habilitacje, 45 doktoratów, 47 specjalizacji z chirurgii naczyniowej, w tym specjalizacje z chirurgii naczyniowej i angiologii; natomiast 23 doktoraty oraz 4 habilitacje to dorobek ostatnich 26 lat, w których miałem zaszczyt kierować Kliniką w Katowicach-Ochojcu.

W naszej Klinice powstały dwa ważne czasopisma, które istnieją już od wielu lat - "Polski Przegląd Flebologiczny" i "Chirurgia Polska". Współtworzyłem także pismo "Angiologia". Jestem również członkiem założycielem Polskiego Towarzystwa Chirurgii Naczyniowej.

Ważnych wydarzeń w historii naszej kliniki w Katowicach Ochojcu było wiele. W 1992 r. kupiliśmy za 160 tys. ówczesnych marek niemieckich pierwszy w Polsce aparat USG dla kliniki chirurgii. Także jako pierwsza w kraju chirurgia przejęliśmy w 2003 r. pracownię endowaskularną i zakład radiologii zabiegowej, a kilka lat wcześniej 14-łóżkowy OIOM z 6-stanowiskami respiratorowymi. W latach 1977-2016 wykonaliśmy łącznie 91 tys. zabiegów. To tak, jakbyśmy zoperowali wszystkich mieszkańców np. Jastrzębia-Zdroju.

Jesteśmy w Polsce pionierami jeśli chodzi m.in. o wykonywanie zabiegów implantacji stentu w nieoperacyjnym nowotworze przełyku.

Pozostawiam w klinice - która w tym roku obchodzi swoje 40-lecie - liczny zespół świetnych lekarzy, wszyscy są operatorami. Moim następcą na stanowisku kierownika Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej i Naczyń SUM w Katowicach-Ochojcu został w drodze konkursu dr hab. Wacław Kuczmik. Także jeden z moich uczniów. Jestem więc spokojny o przyszłość naszego ośrodka.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum