Musi być funkcjonalnie

Autor: Iwona Bączek, Wojciech Kuta • • 14 lipca 2015 10:05

Trudno wyobrazić sobie projektowanie bloków operacyjnych bez współpracy dostawców rozwiązań, aparatury i wyposażenia z architektami oraz chirurgami. Czy takie "koncepcyjne" rozmowy są łatwe? W jaki sposób należy osiągać kompromis między uczestnikami tego procesu inwestycyjnego?

O odpowiedzi na tak postawione pytania poprosiliśmy przedstawiciela dostawców rozwiązań dla bloków operacyjnych, architekta oraz kardiochirurga.

Integracja technologii medycznych

Nowocześnie wyposażone, zdygitalizowane sale operacyjne niebawem staną się standardem. Błyskawiczny rozwój małoinwazyjnych technik chirurgicznych, wykonywanych pod kontrolą obrazową, z udziałem specjalistów różnych dziedzin, spowodował, że koniecznym stało się uwzględnienie nowych priorytetów i założeń projektowych w odniesieniu do sal operacyjnych. Nowoczesna aparatura medyczna często wymaga większej powierzchni oraz specjalistycznych instalacji - zwraca uwagę Wiesław Kozioł, kierownik ds. sprzedaży krajowej w firmie Alvo.

Wskazuje, że integracja różnego rodzaju technologii medycznych, wyeliminowanie potencjalnych kolizji, zaplanowanie właściwego przepływu pracy są rozważane już na etapie projektowania.

- W tej fazie istotna jest współpraca architekta z dostawcą specjalistycznej aparatury medycznej, a dostępne obecnie narzędzia, takie jak wizualizacje, symulacje wykorzystujące modele 3D, pozwalają przewidzieć, w jaki sposób rozmieścić sprzęt, jakie instalacje należy dla niego zapewnić oraz jak mniej więcej wyglądać będzie przepływ pracy na sali operacyjnej. Konsultacje z zespołem chirurgicznym odgrywają równie ważną rolę. Analizowane są kwestie funkcjonalne i bezpieczeństwa dopasowane do składu zespołu operacyjnego i rodzaju wykonywanych operacji - wyjaśnia ekspert.

- Świadomość użytkowników jest dzisiaj na wyższym poziomie niż 10 lat temu. Doświadczone zespoły chirurgiczne dobrze znają światowe standardy i na ogół wiedzą, czego chcą. Są bardziej otwarci na nowe technologie. Przede wszystkim dlatego, że innowacje zmierzają raczej w kierunku rozwiązań intuicyjnych, tzw. plug & play. Przykładem takiego podejścia jest chociażby system integracji sal operacyjnych ALVO Integra. Nasi klienci na pierwszym miejscu stawiają łatwość obsługi, możliwość przygotowania sali do operacji oraz zarządzania obrazem klinicznym z jednego panelu sterującego - wylicza Wiesław Kozioł.

Dodaje: - Tagowanie, konsultowanie, nagrywanie czy transmisja video z operacji w czasie rzeczywistym, bez opóźnień, w doskonałej jakości, nie są już żadną nowością.

Rozmowy nie są łatwe

Przedstawiciel Alvo przyznaje, że wstępne, "koncepcyjne" rozmowy na ogół nie są łatwe. Współcześni producenci aparatury medycznej kuszą szeroką ofertą wyposażenia i aparatury medycznej, lista życzeń użytkowników też jest na ogół długa. Kompromis wymuszają zazwyczaj koszty inwestycji.

- Nasi pracownicy zachęcają klientów do koncentrowania się na aspekcie funkcjonalnym. Każde rozwiązanie zaprojektowane na bloku operacyjnym powinno mieć uzasadnienie w odniesieniu do wymogów prawnych czy procedur higienicznych. Wszak projektowana jest przestrzeń publiczna, a każdy z nas może kiedyś być pacjentem danego szpitala - zaznacza Wiesław Kozioł.

Podkreśla, że dla ułatwienia komunika c j i architekt-producent -użytkownik firma Alvo postawiła na uruchomienie pokazowych sal operacyjnych w rzeczywistym wymiarze: - Wespół z partnerami uruchomiliśmy 7 centrów szkoleniowych na świecie. Sale operacyjne ALVO Integra można odwiedzić w Niemczech (Cadolto), światowych oddziałach Dräger Design Centers oraz w Polsce, przy siedzibie ALVO w Śmiglu.

Warsztaty w centrach symulacji medycznej są szczególnie doceniane przez klientów, którzy nie potrafią sobie wyobrazić, jak będzie wyglądała ich sala, patrząc wyłącznie na rysunki techniczne. Mają tu też okazję przetestować wyposażenie sali i odnieść je do swoich potrzeb lub potrzeb swojego zespołu chirurgicznego - stwierdza Wiesław Kozioł.

Pomiędzy użytkownikiem a dostawcą

W opinii Artura Słabiaka, architekta, właściciela pracowni Archi+, ze współpracą z dostawcami aparatury architekci nie mają obecnie żadnego problemu: - Firmy działają we własnym, najlepiej pojętym interesie, oferując swoje produkty i usługi, łącznie z zaangażowaniem w procesie projektowania i uzgodnień z użytkownikiem. Jeśli mamy jakiś kłopot, to jest nim nadmiar produktów na rynku - nie sposób znać szczegółowo charakterystyki wszystkich - mówi architekt.

- Dlatego pracujemy z technologiem, który jest katalizatorem pomiędzy użytkownikiem a dostawcą. Architekci bardziej zajmują się kwestiami funkcjonalno-przestrzennymi, a mniej wyposażeniem, jeśli zatem technolog uzgodni z użytkownikiem wybór konkretnej aparatury ze względu na jej szczególne zalety, przyjmujemy to po prostu do wiadomości - zaznacza.

Zwraca jednocześnie uwagę, że w Polsce architekci zdają się nie mieć świadomości, że nie sposób znać się na wszystkim i działają w sposób sugerujący, że są ekspertami zarówno w dziedzinie architektury, jak i technologii.

- Ta wszechwiedza odbija się i na jednym, i na drugim zakresie - ocenia Artur Słabiak. - Podczas wielu lat pracy za granicą nauczyłem się, że każdy powinien działać w ramach swoich kompetencji. Tam współpraca architekta z technologiem jest czymś oczywistym i naturalnym - dodaje.

Uciec od tradycyjnych schematów

Architekt wskazuje, że kolejnym problemem jest w Polsce prawo zamówień publicznych. - Nawet jeśli użytkownik ma pewność, że jego celom najlepiej będzie służył konkretny sprzęt, w świetle tego prawa nie jest to wystarczający argument. Należy wszystko "spłaszczyć", opisać za pomocą bardzo ogólnych parametrów, a przede wszystkim wystrzegać się faworyzowania któregoś z dostawców. Obawa przed ograniczeniem konkurencji skutkuje zatem często pozbawieniem użytkownika możliwości nabycia tego, co mu najbardziej odpowiada - zauważa Artur Słabiak.

- Inną zupełnie kwestią jest współpraca z lekarzami, którzy będą pracowali na projektowanym bloku operacyjnym. Nawet jeśli zajmują się tym samym zakresem, mogą mieć różne przyzwyczajenia i oczekiwania, co nie zawsze da się uwzględnić w projekcie. Jeśli mamy do czynienia z osobą o tzw. otwartym umyśle, można jej z dobrym skutkiem wyjaśnić, że prawnicy nie zbudują sądu, muzycy filharmonii, a chirurdzy bloku operacyjnego i że to jednak wiedza architekta i technologa powinna być ostatecznym filtrem dla oczekiwań użytkownika - podkreśla szef pracowni Archi+.

Przypomina, że w przypadku bloków operacyjnych w Polsce pokutują rozwiązania z lat 70. ub. wieku, uwzględniające np. część brudną. Tymczasem na świecie są one od dawna traktowane jako anachronizmy prowadzące do straty powierzchni i wysokich kosztów, których można uniknąć.

Tradycyjnie zaprojektowany blok operacyjny, gdzie każda sala ma osobno - przygotowanie pacjenta, chirurga, korytarz brudny itd., zajmuje dwukrotnie większą powierzchnię, niż blok nowocześnie zaprojektowany, zgodnie ze sprawdzonymi na świecie rozwiązaniami - efektywnymi i bezpiecznymi.

- Jeśli przyjmiemy, że każdy metr kwadratowy bloku operacyjnego kosztuje 10 tys. zł, łatwo policzyć, jak rosną koszty przy tradycyjnym projektowaniu. Nieduży, 4-salowy blok operacyjny można zmieścić na powierzchni 600 m kw., ale w Polsce często przekracza ona 1 tys. metrów, co pociąga za sobą dwa razy większe wydatki - właśnie za względu na stare przyzwyczajenia i brak wiedzy o tym, jak robi się to obecnie na świecie - wyjaśnia Artur Słabiak.

Ocenia, że zmarnowane w ten sposób pieniądze idą w przypadku jednej tylko inwestycji w miliony złotych, za które można by wybudować kilka nowych sal operacyjnych.

Organy założycielskie nie są przygotowane

- Bywa jednak, że mamy do czynienia z klientami, którzy reprezentują postawę "płacę i wymagam". Trudno w takich przypadkach przebić się z racjonalnymi argumentami. Problem w tym, że taki blok operacyjny zostaje na lata. Ponieważ jest dwukrotnie większy niż powinien, kosztuje dwa razy tyle niż mógłby kosztować. Koszty eksploatacji także są dwukrotnie większe - dodaje.

Artur Słabiak zaznacza, że szpitale budujące bloki operacyjne nie są w stanie zatrudniać personelu o najwyższych kwalifikacjach technicznych ze względu na bardzo wysokie wynagrodzenia ekspertów. Tymczasem aktywność dyrektora lub szefa działu technicznego nie wystarcza ze względu na zbyt niskie kompetencje w tym zakresie. Merytorycznie nie są w stanie poprowadzić inwestycji także organy założycielskie szpitali: ani starostowie, ani marszałkowie, ani uczelnie medyczne nie mają odpowiednio przygotowanej kadry technicznej.

- We Francji, skąd przywiozłem swoje doświadczenia, nad szpitalem, który planuje np. budowę lub rozbudowę bloku operacyjnego, roztacza pieczę departamentalna dyrekcja inwestycji. Dyrektor lecznicy może dzięki temu liczyć na wsparcie eksperckie, otrzymuje bowiem pomoc doświadczonych doradców, zatrudnianych stosownie do potrzeb i opłacanych przez departament - tłumaczy Artur Słabiak.

- To pomaga dyrektorowi lecznicy wybierać najlepsze rozwiązania, a wynagrodzenia doradców są wielokrotnie mniejsze niż potencjalne koszty ewentualnych błędów inwestycyjnych. Możliwość oceny projektu przez ekspertów z prawdziwego zdarzenia jest czymś, czego w Polsce brakuje nam najbardziej i co pociąga za sobą w efekcie wielkie marnotrawienie środków publicznych - ocenia architekt.

Konieczna współpraca

Prof. Andrzej Bochenek, znakomity kardiochirurg, członek Rady Nadzorczej American Heart of Poland SA, wieloletni szef I Oddziału Kardiochirurgii SUM, wspominając okres, w którym powstawała sala hybrydowa AHP w Bielsku-Białej (lata 2010-2012), wskazuje, że od początku lekarze współpracowali tam z architektami.

- Po tych oraz wcześniejszych doświadczeniach nabrałem przekonania, że projektowaniem obiektów ochrony zdrowia powinny zajmować się firmy wyspecjalizowane w tej właśnie dziedzinie. Nie każdy architekt jest w stanie - bez odpowiedniego przygotowania - właściwie zaprojektować np. blok operacyjny - mówi prof. Bochenek.

Zaznacza, że już w fazie projektowania sal operacyjnych aktywnie powinni uczestniczyć chirurdzy. Dodaje, że architekci oraz inwestorzy zwracają uwagę na to, aby pomieszczenia były nie tylko funkcjonalne, ale też np. energooszczędne.

Zostawicie nam okna...

- Są np. architekci, którzy sugerują, że właśnie ze względu na wymaganie dotyczące energooszczędności, w salach operacyjnych nie powinno być okien. Mają więc to być zamknięte obiekty z wewnętrznym systemem klimatyzacji, zapewniającym konieczny obieg powietrza - opowiada profesor. Przyznaje, że przy krótkich, 40-50-minutowych zabiegach takie sale bez okien zdają egzamin. Natomiast przy długich, kilkugodzinnych operacjach kardiochirurgicznych, przebywanie w tego rodzaju pomieszczeniach jest - z różnych względów, także psychologicznych - bardzo deprymujące.

- Właśnie ta kwestia, jeszcze na etapie prac projektowych, w których uczestniczyłem, była jedną z najtrudniejszych do rozstrzygnięcia w rozmowach z architektami. Zawsze zabiegałem o to, aby w salach operacyjnych były okna. Przy współczesnych technologiach wytwarzania szyb termoizolacyjnych i odpowiednich zasłon jest to możliwe. W naszej sali hybrydowej w Bielsku-Białej mamy bardzo duże okna. Zresztą ten opór projektantów wobec okien udawało mi się pokonać, wspólnie z kolegami, także wcześniej, np. w Górnośląskim Centrum Medycznym w Katowicach-Ochojcu - opowiada profesor.

Podkreśla, że światło dzienne daje psychiczną równowagę i świadomość, że nie pracujemy w podziemiu: - "Ślepe" pomieszczenia zaburzają poczucie komfortu, niezwykle potrzebnego w naszej pracy - mającej zarówno fizyczny, jak i umysłowy charakter - tłumaczy specjalista.

Kompromis jest możliwy

Inny problem, na który zwraca uwagę, to przestrzeń. Specjalista przypomina, że obecne przepisy nie przewidują już żadnych norm dotyczących wysokości sal operacyjnych, gdyż wspomniane współczesne systemy klimatyzacji umożliwiają całkowitą wymianę powietrza.

- Uważam jednak, że stara norma, według której wysokość sali powinna wynosić 3,5 metra, była dobra. Co do powierzchni - przyjmuje się, że sala powinna mieć 35-40 m kw., a sale hybrydowe - ze względu na bardzo dużą ilość sprzętu - ok. 70 m kw. Jeżeli jednak chirurg może mieć wpływ na budowę sali operacyjnej, to radziłbym, aby zabiegał o powierzchnię o 10 metrów większą niż proponuje projektant - mówi prof. Bochenek.

Tłumaczy, że taki zapas powierzchni jest potrzebny ze względu na rozwój technologii i coraz większą ilość aparatury. Z tego samego powodu bardzo ważne jest też zapewnienie odpowiedniej powierzchni magazynowej na blokach operacyjnych.

Profesor wskazuje także na niebagatelne znaczenie współpracy chirurgów nie tylko z architektami, ale i firmami wykonawczymi. Zaznacza, że w Polsce są już podmioty, które mają bardzo duże doświadczenie w pracach przy budowie i wyposażaniu obiektów ochrony zdrowia, w tym bloków operacyjnych.

W opinii prof. Bochenka sala hybrydowa AHP w Bielsku-Białej (zob. ramka) jest przykładem udanego kompromisu pomiędzy oczekiwaniami kardiochirurgów i kardiologów a koncepcją projektantów, wykonawców, a także propozycjami dostawców aparatury i wyposażenia.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum