Marzena Sygut | 21-03-2017 14:21

Możemy leczyć więcej chorych z SM

- Dokumentacja medyczna, audyt, koordynator pacjenta i współpraca z NFZ, to cztery główne filary, na których opieramy nasz system pracy z pacjentem chorującym na stwardnienie rozsiane (SM) - tłumaczy PRZEMYSŁAW DAROSZEWSKI, dyrektor SP ZOZ MSWiA w Poznaniu, placówki, która rocznie otacza opieką, w ramach programów lekowych, ponad pół tysiąca chorych na SM.

Rynek Zdrowia:

- Panie dyrektorze, od lat zarządza Pan wiodącą placówką w Polsce leczącą pacjentów chorujących na stwardnienie rozsiane. Jakie rozwiązania wewnętrzne ułatwiają koordynację leczenia tak dużej liczby chorych?

Przemysław Daroszewski: - Kierowana przeze mnie placówka jest rzeczywiście wiodącą, ale tylko wtedy, gdy mówimy o liczbie pacjentów objętych programem leczenia SM w ramach programów lekowych NFZ. Mam tu na myśli zarówno programy lekowe tzw. pierwszej, jak i drugiej linii.

Obecnie mamy pod swoją opieką ponad 500 pacjentów. Na sprawne zarządzanie tak dużą liczbą chorych wpływa kilka elementów. Najważniejszym, według mnie, jest rola koordynatora tego programu. Jest nim zastępca kierownika kliniki neurologii. Osoba bardzo kompetentna, precyzyjna oraz, co bardzo ważne, mająca stosowne uprawnienia.

Drugą kwestią jest kontrola wydawanych środków. Bardzo dokładnie liczymy i sprawdzamy stopień ich wykorzystania. Jeżeli gdzieś pojawiają się niewykorzystane pieniądze, gdy np. pacjent zrezygnował z terapii, albo przez jakiś czas nie mógł pobierać leków, bądź też w wyniku negocjacji ministra zdrowia producenci obniżyli ceny leków, wówczas przeznaczamy je na włączenie do programu kolejnych chorych.

Zawsze jednak dzieje się to po porozumieniu z NFZ. Wychodzę bowiem z założenia, że Fundusz jest naszym jedynym płatnikiem, z którym należy współpracować. Znajdujemy nowe środki i mimo że są to nasze zaoszczędzone pieniądze, nie chcemy zaskakiwać Funduszu. Dlatego każde nowe włączenie pacjentów do programów z nim konsultujemy.

- Jak często szpital weryfikuje środki, którymi dysponuje w odniesieniu do programów lekowych w SM?

- Weryf ikacja odbywa się średnio raz na kwar tał, raz na dwa miesiące. W tym celu wykorzystujemy specjalną aplikację, która pozwala na wprowadzenie do niej każdego pacjenta, który jest w programie. Zaznacza się tam datę, kiedy pacjent rozpoczął leczenie, jaki stosujemy lek oraz jak długo chory uczestniczy w programie.

Do aplikacji mają dostęp wszystkie osoby zaangażowane w realizację programu lekowego, od lekarza koordynatora, poprzez pielęgniarkę opiekującą się pacjentem chorym na SM, na farmaceucie kończąc.

Wygląda to tak, że lekarz koordynator przyjmuje pacjenta i wprowadza jego dane do aplikacji. Następnie chory idzie do apteki i tam odbiera lek, co też jest wpisywane do aplikacji. Na końcu chory trafia do pielęgniarki, która udziela porad pacjentom, co również odnotowuje w aplikacji.

W ten sposób każdy uzupełnia dane w aplikacji. Dzięki temu można na bieżąco sprawdzić, co się dzieje z pacjentem, i jaki jest stan wykorzystania środków.

Po wpisaniu wszystkich danych, po wyjściu pacjenta z poradni jego rekord powinien być czysty. Kiedy świeci się "na czerwono" oznacza to dla nas, że albo ktoś czegoś nie wpisał do aplikacji, albo też pacjent się nie pojawił. Wgląd w aplikację mają wszystkie osoby, które biorą udział w realizacji programu, czyli farmaceuta, koordynator, pielęgniarka oraz w końcu moja osoba, która negocjuje kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia.

- Czy oprócz wskazanych przez Pana elementów, są jeszcze inne rozwiązania wewnętrzne ułatwiające koordynację leczenia tak dużej liczby chorych?

- Ostatnim elementem usprawniającym naszą pracę jest dokumentacja medyczna. Regularnie przeprowadzamy jej audyty. W tym celu współpracujemy z kancelarią doradczą i audytorzy z tej kancelarii przyjeżdżają do nas w celu weryfikacji dokumentacji. Po zakończeniu kontroli na wspólnym posiedzeniu, omawiamy audyt. Audyty przeprowadzane są w miarę potrzeby, średnio jednak raz na pół roku.

Jeśli pojawiają się nowe akty prawne, narzucające nam dodatkowe zadanie, wówczas na bieżąco przeprowadzamy audyt. Audyt nie tylko dotyczy samej dokumentacji, ale również - w miarę zapotrzebowania - prowadzi do szkoleń personelu. Wychodzimy bowiem z założenia, że wydając pieniądze publiczne musimy być przygotowani zarówno praktycznie, jak i teoretycznie.

- Jakim zapleczem dysponuje szpital?

- Nasz szpital współpracuje z Uniwersytetem Medycznym im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Na bazie naszej placówki dysponujemy Kliniką Neurologii i Chorób Naczyniowych Układu Nerwowego z pododdziałem udarowym, poradnią SM i poradnią neurologiczną. W zależności od potrzeb wykorzystujemy je do opieki nad pacjentem chorym na stwardnienie rozsiane.

Pacjent na bieżąco korzysta z poradni, a jeśli trzeba go hospitalizować z powodu pogorszenia się stanu zdrowia, to jest hospitalizowany w klinice neurologii.

- Coraz częściej mówi się o koordynowanej opiece nad chorym z SM. Czy widzi Pan szanse dla takich rozwiązań systemowych?

- Mówimy wyłącznie o programach lekowych, czyli warunkach jakie wskazuje nam do spełnienia NFZ. Etap, w którym wyłącznie leczyliśmy lub wydawaliśmy lek, na pewno jednak już nie wystarcza. Teraz trzeba iść dalej. Musimy zacząć się opiekować pacjentem całościowo.

Obecnie nie zapewniamy każdemu pacjentowi rehabilitacji czy np. opieki psychologa. Oczywiście dysponujemy zakładem rehabilitacji i jeżeli lekarz uważa, że taka opieka rehabilitacyjna jest pacjentowi potrzebna, to ją przepisuje w ramach planu leczenia. Dzięki temu nie wpisujemy chorego w kolejkę oczekujących tylko od razu kierujemy na rehabilitację. Jeśli potrzebne jest leczenie w zakładzie fizjoterapii, czy konsultacja specjalisty, to również pacjent jest kierowany.

Jednak w mojej ocenie, bezwzględnie konieczne jest wprowadzenie systemowych rozwiązań. Dlatego bierzemy udział w tworzeniu opieki koordynowanej, czy tzw. komplementarnej nad pacjentem chorym na SM. Niezbędne jest bowiem pamiętanie o rehabilitacji, psychologu, seksuologu, jak też o pomocy socjalnej, związanej z zapewnieniem zatrudnienia naszego chorego.

W naszym szpitalu pacjenci są w dość dobrej sytuacji, ponieważ tylko ok. 20% chorych korzysta ze świadczeń ZUS-owskich; pozostali normalnie pracują lub studiują. Jednak zdaję sobie sprawę, że jest to sytuacja dość wyjątkowa.

Trzeba też pamiętać, że jeśli "wrzucimy" do programu lekowego wspomniane dodatkowe świadczenia, to zacznie się problem ekonomiczny. Dlatego uważam, że bez wzrostu finansowania niemożliwe jest realizowanie całego pakietu świadczeń, o którym tu mówimy.