Marzenia lekarzy i pacjentów a realia finansowania leczenia, czyli... Sukcesy bywają bardzo kosztowne

Autor: LJ • • 18 maja 2008 18:47

Uczestnicy kwietniowej konferencji Rynku Zdrowia "Leki w Polsce 2007" mogli usłyszeć głosy zadowolenia z powodu pojawienia się na listach refundowanych nowych leków.

Ale padło też wiele gorzkich słów. Nadal sporo leków refundowanych w Europie jest niedostępnych dla polskich pacjentów, a tymczasem - jak powiedział doc.
Krzysztof Filipiak z Kliniki Kardiologii AM w Warszawie - na horyzoncie już pojawiają się nowe, które wkrótce będą refundowane w innych krajach, np.
związane z leczeniem otyłości.
Jak podkreślali sami kardiolodzy, właśnie oni - po ostatnich zmianach na liście refundacyjnej - mogą mieć najwięcej powodów do zadowolenia.
Zostało wprowadzonych kilka ważnych terapii, w tym bardzo nowoczesne leki hipotensyjne: klopidogrel i karwedilol.
Dzięki temu ten pierwszy jest teraz dostępny dla polskich pacjentów po zawale serca mięśniowego czy po niestabilnej chorobie wieńcowej, co już od dawna jest standardem w Europie.

Pytania o lek specjalistyczny

Atoli jedna jaskółka nie czyni wiosny i nadal są problemy w zakresie dostępności innych nowoczesnych leków kardiologicznych. - Chodzi na przykład o pewne nowe substancje z grupy leków hipolipemizujących, lek niedokrwienny, pewien beta-adrenolityk... - wyliczał docent Filipiak.
W kardiologii dużo rzeczy uprościłoby powstanie kategorii leku specjalistycznego.
To droga do szybkiego wprowadzenia w Polsce leków innowacyjnych bez jednoczesnego dramatycznego wzrostu kosztów dla płatnika. Wprowadzenie leku innowacyjnego skutkuje ryzykiem, że nastąpi powszechna substytucja leku dotychczas stosowanego. Tymczasem nie wszyscy chorzy wymagają np. nowoczesnego leku przeciwpłytkowego.
- Żeby wprowadzić nowy lek na listę refundowaną i jednocześnie nie zwiększać na niego wydatków, zastosowano metodę pośrednią, czyli zapis w postaci choroby przewlekłej. To nie musiałoby się zdarzyć, gdyby istniała kategoria leku specjalistycznego - wyjaśnia Krzysztof Filipiak.

Przewrót w onkologii

Onkolodzy nie ukrywali irytacji z powodu braku dostępu do nowoczesnych terapii, choć ich uwagi dotyczyły także innych spraw.
- Jeśli chodzi o leczenie nowotworów mamy opóźnienie cywilizacyjne dotyczące badań przesiewowych, systemów współpracy między lekarzami POZ a onkologami - wymieniał problemy docent Tadeusz Pieńkowski z Centrum Onkologii w Warszawie.
- Notujemy wzrost zapadalności, a wprowadzanie nowych metod terapeutycznych i leków powoduje za każdym razem zwiększenie liczby wykonywanych czynności w ośrodkach onkologicznych.
Wzrost zachorowań ma na to pewien wpływ, ale decydujące znaczenie ma rozszerzanie wskazań do leków, które są od dawna do naszej dyspozycji.
Dostępność w Polsce leków starych, przeciwbólowych i części leków wspomagających, jest dobra. Problemem są ograniczenia finansowe na nowoczesne leki celowane. - Jesteśmy w bardzo ciekawym momencie onkologii na świecie, w dobie rewolucji, polegającej na systematycznym wprowadzaniu zupełnie nowego leczenia celowanego molekularnie - twierdzi dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii.
Do generacji tzw. leków celowanych należą przeciwciała monoklonalne, inhibitory transdukcji sygnału, inhibitory angiogenezy oraz induktory apoptozy. Terapia celowana hamuje rozwój nowotworu nie uszkadzając zdrowych komórek ustroju.
Ale są to leki niezwykle drogie.

Skąd środki

Dr Meder wskazał źródła dodatkowych środków na onkologię. Pierwsze z nich to budżet państwa: - Aby sprostać wyzwaniom onkologii, potrzebne jest ok. 8-10% PKB rocznie na ochronę zdrowia.
Inną kwestią jest zła alokacja środków w systemie. Jak wyjaśnia Janusz Meder, 40% chorych w Polsce na nowotwory trafia do regionalnych centrów onkologicznych, gdzie pracują specjaliści z różnych dziedzin onkologicznych, stosując chirurgię, radioterapię, chemioterapię, immunoterapię, hormonoterapię - w różnych sekwencjach czasowych, stosownie do wskazań klinicznych.
- Te placówki otrzymują 70% zwrotu środków finansowych, jakie wydają na onkologię. Efektem tego jest zadłużanie się ośrodków najwyższego stopnia referencyjności.
Jestem przekonany, że bardzo kosztowne leczenie onkologiczne, które wymaga podejścia zespołu wielu specjalistów, powinno odbywać się właśnie w tych regionalnych centrach. Taki system jest optymalny, bo daje najlepsze efekty i jest najtańszy - przekonywał podczas konferencji RZ prezes Polskiej Unii Onkologii.

W diabetologii

Mniejsze zadowolenie z nowelizacji wykazów refundacyjnych okazywał również profesor Jacek Sieradzki, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Metabolicznych CM UJ, którego zdaniem polska diabetologia nadal cierpi na brak programów lekowych i dostępności nowoczesnych leków.
- Od kilkunastu lat nie są refundowane nowe cząsteczki, grupy leków czy metody lecznicze, które według Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego wymagają refundacji - przypomniał prof. Sieradzki.
Są to np.: analogi długo działające, glitazony, które są unikalnymi lekami przeciw insulinoodporności, opatrunki do leczenia stopy cukrzycowej; praktycznie nie istnieje refundacja osprzętu do pomp insulinowych.
Profesor wskazał również na wagę kategorii leków specjalistycznych, które mogłyby poprawić sytuację: - Z przeprowadzonych analiz i symulacji celowości stosowania niektórych leków i dostępności preparatów do przepisywania dla ogółu lekarzy okazuje się, że wspomniane glitazony czy analogi długo działające, stosowane przez specjalistów, dają 10-krotnie mniejsze obciążenie budżetu niż dawanie swobody w przepisywaniu ich na receptę wszystkim lekarzom.
- Dlatego w zakresie tych bardziej wyszukanych metod terapeutycznych postępowanie powinno być zarezerwowane dla specjalistów diabetologów. To jest korzystne dla budżetu i dla producentów tych leków, bo leki źle stosowane, psują opinię o nich - stwierdził prof.
Sieradzki.

Co się opłaca

Jednym z elementów warunkujących refundację jest to, czy schorzenie ma charakter choroby społecznej. - Trzeba sobie zatem zadać pytanie, czy cukrzyca jest chorobą społeczną? - mówił prof.
Sieradzki.
Przytoczył następnie mało znany fakt, że 20 grudnia 2006 r. ONZ uchwaliło rezolucję w sprawie cukrzycy, jako pierwszej niezakaźnej epidemiologicznej chorobie społecznej.
- Mamy więc odpowiedź na pytanie.
Cukrzyca podpada zatem pod wszystkie kryteria refundacyjne - wyjaśnił prof.
Sieradzki, dodając: - Jeden z decydentów, zapytany, dlaczego od kilku lat nie wprowadza się do refundacji nowych cząsteczek, odpowiedział, że przecież refundujemy leki przeciwnadciśnieniowe, a nadciśnienie jest poważnym powikłaniem cukrzycy.
- Tyle że leczenie powikłań cukrzycy według polskich badań jest osiem razy droższe niż samo leczenie cukrzycy. Mamy nawet takie paradoksy, że za leczenie stopy cukrzycowej z zastosowaniem celowanego antybiotyku otrzymuje się 280 punktów wg punktacji NFZ, a za amputację stopy - 390 punktów. Opłaca się zatem ucinać nogi. Nie bierze się w tej kalkulacji skutków społecznych, w tym także wydatków na rehabilitację i renty inwalidzkie - zaznaczył profesor

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum