Marketing nie zastąpi edukacji lekarzy

Autor: Luiza Jakubiak • • 10 stycznia 2009 10:59

Rozmowa z Arturem Fałkiem, dyrektorem departamentu polityki lekowej i farmacji Ministerstwa Zdrowia

Polityka lekowa ulega od jakiegoś czasu modyfikacji. Refundacja nie jest już zamknięta na nowe cząsteczki, proces rozpatrywania wniosków staje się coraz bardziej efektywny i wkrótce będzie się odbywał bez opóźnień. Wysokość środków na leki powinna się zwiększać, bo nowe i drogie cząsteczki oznaczają większe wydatki - o priorytetach polityki lekowej państwa mówi w wywiadzie dla Rynku Zdrowia Artur Fałek, dyrektor departamentu polityki lekowej i farmacji Ministerstwa Zdrowia.

Rynek Zdrowia: - Uczestnicy rynku farmaceutycznego zarzucają Ministerstwu Zdrowia arogancję i nieuwzględnianie ich uwag w procesie legislacyjnym. Przykład z ostatnich miesięcy - rozporządzenie w sprawie reklamy leków.

Artur Fałek: - W większości są to nieporozumienia. Nie wiem, dlaczego twierdzi się, że ministerstwo nie brało pod uwagę opinii dotyczących rozporządzenia w sprawie reklamy produktów leczniczych.
To rozporządzenie było w konsultacjach społecznych i większość uwag, jakie napłynęły, została uwzględniona.
Tak naprawdę w tym rozporządzeniu najwięcej kontrowersji budzi artykuł 13, który reguluje okoliczności spotykania się przedstawicieli medycznych z lekarzami. Zdaniem ministerstwa, spotkania powinny się odbywać poza godzinami pracy i dalsze dyskutowanie tej kwestii nie miało sensu. Ministerstwo było pewne celu, jaki chce osiągnąć. Było też pewne, że rozwiązanie spotka się z oporem podmiotów, biorąc pod uwagę nadesłane opinie. Te uwagi branży nie zostały zlekceważone, zostały rozważone, ale ministerstwo zdecydowało się wprowadzić swoje rozwiązanie.

- Chcecie utrzymać przepis, który zdaniem branży jest niezgodny z prawem?

Proszę mi wskazać przepis, który złamaliśmy tą regulacją. Nie ma takiego.

- A Konstytucja?

Konstytucja bardzo ogólnie odnosi się do wielu rzeczy i musimy pamiętać, że z ogólnej zasady zapisanej w Konstytucji, chociażby swobody działalności gospodarczej, nie można wywodzić wszystkiego.
Mamy do czynienia z rynkiem, który nie jest w pełni swobodny. Rynek leków, zwłaszcza refundowanych, we wszystkich krajach jest regulowany. Regulacje dotyczące reklamy leków w państwach europejskich wywodzą się z dyrektyw unijnych. Podstawa prawna we wszystkich krajach jest taka sama, natomiast rozwiązania się różnią, przy czym te różnice nie są zbyt duże.

- Rozporządzenie ma zbyt daleko ingerować w życie zawodowe lekarza...

Tym rozporządzeniem wcale nie wskazujemy, gdzie te spotkania mają się odbywać. Regulacja dotyczy tylko spotkań na terenie zakładów opieki zdrowotnej.
Ministerstwo chce mieć gwarancję, że czas pracy lekarza, który jest finansowany ze środków publicznych na udzielanie świadczeń, nie będzie poświęcany na cele reklamowe.
Proszę zwrócić uwagę, czemu służą te wizyty. To jest marketing, służący zwiększeniu sprzedaży produktów leczniczych. To nie jest nawet kwestia zdobywania przez lekarza wiedzy. Nie zgodzę się z tezą, że jest to jedyna forma przekazywania lekarzom wiedzy medycznej.

- Dlaczego zatem logiczne i oczywiste - według ministerstwa - propozycje rozwiązań spotykają się z takim oporem?

Dzisiaj zapomina się w tym wszystkim o najważniejszym. Mówiąc w ogóle o lekach, trzeba wrócić do korzeni i rozważyć, czemu służą leki. One mają służyć poprawie zdrowia pacjenta, natomiast nie powinny być stosowane w sytuacji, kiedy nie są potrzebne. Mamy tu sprzeczność tendencji: z jednej strony działania reklamowe, których celem jest zwiększenie liczby sprzedawanych leków, z drugiej działania ministra, który uważa, że społeczeństwo powinno być chronione przed agresywną reklamą, która by prowadziła do nieuzasadnionego ze względów medycznych stosowania leków.
Przypomnę pewien dokument Światowej Organizacji Zdrowia, który jest wyjściowym dla dyrektyw europejskich.
Chodzi o kryteria etyczne promocji leków, opracowane w 1988 roku przez WHO.
Wiele z nich zostało odwzorowanych w prawie europejskim, również naszym: reklamy nie powinny zawierać stwierdzeń wprowadzających w błąd lub niemożliwych do zweryfikowania ani pominięć, które najprawdopodobniej są w stanie skłonić do medycznie nieuzasadnionego użycia leku lub być źródłem czynników nadmiernego ryzyka.

- Czy problemy mogą się brać z tego, że ministerstwo ma nową wizję kierunku, w którym podąża, ale nie potrafi wytłumaczyć branży swoich intencji?

Przemysł farmaceutyczny oczekuje, że wszystko będzie wyglądało tak jak do tej pory, czyli przedstawiciele branży będą częstymi gośćmi w ministerstwie, przedstawiając swoje problemy. Proszę mi wierzyć, że staramy się brać udział także w takich spotkaniach. Ale nie jesteśmy w stanie się spotkać ze wszystkimi chętnymi. Poza tym staramy się działać w drugą stronę, czyli poprzez zmianę sposobu działania ministerstwa.
Jeszcze do niedawna większość tych spotkań dotyczyła pytań, kiedy dany lek ma szansę na refundację. My teraz stawiamy sprawę tak: jeżeli będą spełnione warunki, wniosek będzie złożony prawidłowo, to zrobimy wszystko, żeby decyzja zapadła w ciągu 180 dni.
Czytelność procesu i pewność jego działania na pewno ograniczy zapotrzebowanie na takie spotkania. Zbudowanie procedur ograniczy do minimum wątpliwości, które wymagałyby dodatkowych pytań, wyjaśnień, rozmów. Moim marzeniem jest, by udało nam się to wesprzeć dobrym systemem komputerowym i móc informować zainteresowanych o postępach w działaniu na każdym etapie procesu on-line.
Obecnie naszym priorytetem jest usprawnienie procedur wewnętrznych i osiągnięcie pełnej sprawności urzędu.
Zmieniło się też rozporządzenie w sprawie składania wniosku. Wszystko po to, by przyspieszyć obieg i czas załatwiania wniosku.

- Jak daleko nam do tej idealnej sytuacji?

Już teraz wnioski cenowe rozpatrywane są na bieżąco, również w przypadku wniosków dotyczących leków generycznych mieścimy się w 180 dniach. Tak jak obiecywaliśmy branży farmaceutycznej, procedury stały się efektywne. Mam nadzieję, że wnioski, które zostaną złożone w styczniu 2009 r., będą rozpatrzone w kolejnej nowelizacji, która powinna być gotowa w marcu.

- A co z wnioskami dotyczącymi leków innowacyjnych?

Pamiętamy, że przez długie lata nie były rozpatrywane. Ówczesna polityka lekowa była bardzo restrykcyjna, jeśli chodzi o zwiększanie wydatków NFZ na leki. Nie było szans na pojawianie się nowych leków albo pojawiały się one wyjątkowo rzadko. Teraz praktycznie każda lista niesie oprócz generyków, nowe cząsteczki.

- To są często bardzo drogie leki, których wysoka cena nie zawsze jest uzasadniona.
Zbliżamy się chyba do momentu, kiedy ministerstwo będzie w stanie negocjować ceny tych produktów?

Negocjacje cenowe to nadal kwestia otwarta. Są osoby, które twierdzą, że już w tej chwili w kryteriach refundacyjnych jest ilość i wielkość dostaw, która upoważnia do prowadzenia negocjacji typu price volume agreement. Ale żeby wszystko było pewne, wymaga zapisania w ustawie i projekt ustawy refundacyjnej będzie zawierał przepisy, które umożliwią negocjowanie cen i zawieranie dodatkowych umów z podmiotami.
Tworząc prawo, nie będziemy ograniczali liczby tych mechanizmów, bo sytuacja wymaga elastyczności i dopasowania się do oczekiwań drugiej strony. Tego rodzaju działań należy się spodziewać już w 2009 roku. W proces negocjacji będzie włączony płatnik.
Wracając do innowacji, podobnie jak w przypadku wniosków cenowych i generycznych, chcielibyśmy, by proces był na tyle efektywny, aby maksymalny czas rozpatrywana wniosku wynosił 180 dni. Wtedy będziemy mogli powiedzieć, że działamy zgodnie z dyrektywą transparentności, nie tylko co do zapisów prawa, ale i praktycznego zastosowania.
W przypadku wniosków innowacyjnych mamy jeszcze pewne zaległości.
Są stopniowo zmniejszane, bo zmienił się tryb pracy Agencji Oceny Technologii Medycznych. Rada Konsultacyjna AOTM zbiera się dwa razy w miesiącu, co powoduje, że tych rekomendacji jest wydawanych coraz więcej.

- Zwraca się uwagę na brak umocowania Agencji w ustawie i konieczność zwiększenia jej roli.

Rola Agencji już dzisiaj jest bardzo duża, bo AOTM ocenia wszystkie wnioski dotyczące nowych substancji czynnych z punktu widzenia list refundacyjnych.
Niedługo też Agencja będzie umocowana ustawowo w znowelizowanej ustawie koszykowej.
Jej znaczenie wzrośnie, sposób działania będzie modyfikowany. Dzisiaj Agencja robi to, czego ministerstwo od niej oczekuje, czyli przeprowadza analizy w oparciu o dowody naukowe wartości leku czy substancji czynnej w naszym systemie opieki zdrowotnej. Oczekuję, że będzie w stanie robić te analizy w większej liczbie i na czas. Mam świadomość, że Agencja ma kłopoty z realizacją takiej liczby zleceń na analizy, które są potem podstawą do rekomendacji Rady. To zależy od dyrektora AOTM, czy rozbuduje swoją instytucję i wzmocni ją personalnie.
W tym zakresie może liczyć na wsparcie ministerstwa.

- Ale w pracy wcale jej nie pomagają np. takie zarządzenia minister zdrowia, jak to, które każe czekać z publikacją wyniku rekomendacji do momentu zaakceptowania jej przez ministra.

To faktycznie nie jest najlepsze rozwiązanie i myślę, że w najbliższym czasie należy się spodziewać nowelizacji tego zarządzenia, bo absolutnie nie ma potrzeby, żeby rekomendacje Rady musiały podlegać zatwierdzeniu przez ministra.

- Agencja ma jeszcze jeden problem - przy ogólnym deficycie ekspertów dochodzi kwestia wypełniania deklaracji konfliktu interesów. To zresztą dotyczy całego środowiska medycznego. Wiadomo, że czerpie ono korzyści ze współpracy z firmami farmaceutycznymi, co nie jest niczym zdrożnym, jednak mało kto oficjalnie ten fakt ujawnia. Czy to nie wymaga regulacji?

Jeżeli zależy nam na przejrzystości, to musimy się pogodzić z oczekiwaniem ze strony państwa, publicznego płatnika czy społeczeństwa, że te decyzje będą podejmowane w sposób przejrzysty. Powinniśmy zrozumieć, że deklaracje konfliktu interesów nie służą wyeliminowaniu pewnych osób z procesu decyzyjnego, tylko służą pełnej przejrzystości tego procesu. Osoba, która bierze udział w jakiejś dyskusji, powinna ujawnić wszystkie okoliczności, które mogłyby wpływać na sposób jej głosowania czy na bieg dyskusji.
Od samooceny tej osoby lub decyzji innych członków Rady powinno zależeć, czy w ogóle powinna uczestniczyć w tym spotkaniu, zabierać głos czy głosować.
Nie jest też niczym niewłaściwym, by lekarz, np. przed wykładem o produkcie leczniczym, wspomniał o okolicznościach współpracy z jej producentem.
Natomiast nie jest to obszar, który należy regulować z poziomu ministerstwa.
Dobrze by było, gdyby stało się to swego rodzaju standardem. Kwestia zarzucania go rozwiązaniami ustawowymi lub rozporządzeniami jest wątpliwa.

- Pokłada pan dużą wiarę w człowieka.

Bo uczciwość jest w człowieku. Tak samo jak korupcja nie jest w przepisach, tylko rodzi się w człowieku.

- Tylko że to zaufanie jest często nadużywane.
Lekarze mając do wyboru leki o różnych cenach, czasami pozostają pod wpływem marketingu firm i wybierają wcale nie te najtańsze, nie myśląc o płatniku i pacjencie. Co by się działo, gdyby nie świadomość kontroli?

To jest słaba strona naszego systemu, czyli monitorowanie ordynacji lekarskiej.
To zadanie realizuje Fundusz i z całą pewnością mógłby tu być bardziej efektywny.
Ale należy pamiętać, że nasi lekarze mają swobodę preskrypcji leków.

- Czy słusznie?

Tak. Wydaje mi się, że wybór leku powinien być rozstrzygnięty w rozmowie pomiędzy lekarzem a pacjentem. Bo jeżeli mamy do wyboru kilkanaście produktów leczniczych, to pacjent powinien być włączony w proces wyboru razem z lekarzem, przy świadomości, że leki różnią się ceną, a zawierają tę samą substancję czynną, mają takie same działania albo takie same efekty uboczne. Powinniśmy przesunąć środek ciężkości na relacje pacjent - lekarz, a nie lekarz - przedstawiciel medyczny.
Ministerstwo publikuje informator, gdzie leki są uszeregowane pod względem wielkości dopłaty pacjenta.
Podobny informator jest dostępny na stronie internetowej. Mam nadzieję, że uda się nam zagwarantować środki, by z każdą listą przekazywana była lekarzom płyta z informatorem. Budowanie świadomości zarówno po stronie pacjentów, jak i lekarzy jest lepszym kierunkiem niż ograniczanie swobody preskrypcji lekarzy.
Jeśli chodzi o ochronę pacjenta, by mniej płacił za leki, to są jeszcze mechanizmy na poziomie apteki, czyli obowiązek informacyjny i dostarczenia leku, o który poprosi pacjent .

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum