Mamy strajkowy system płac

Autor: Ryszard Rotaub • • 31 maja 2019 15:56

Józef Kurek jest także dyrektorem Szpitala Wielospecjalistycznego w Jaworznie, więc sprawę płac i zapewnienia środków na pensje dla personelu analizuje co najmniej raz w miesiącu. Odnosząc się do kwestii zarobków, zaznaczył, że płace to nie jest tylko problem białego personelu. - Również innych zawodów medycznych, takich jak diagności laboratoryjni, sekretarki medyczne, fizjoterapeuci, technicy RTK, rehabilitanci, ratownicy medyczni i inni. To również problem administracji i obsługi technicznej, bez której szpital nie będzie funkcjonował - wyliczał.

Jako moderator sesji o płacach w ochronie zdrowia podczas IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 7-8 marca) dyrektor Kurek zapytał Krzysztofa Bukiela, przewodniczącego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, o oczekiwania płacowe lekarzy. A także o to, jaki powinien być udział płac lekarzy w tym, co szpital dostaje od płatnika.

Bukiel odpowiedział: - Jako OZZL sformułowaliśmy kiedyś oczekiwania płacowe: lekarz po studiach - jedna średnia krajowa, lekarzy bez specjalizacji - dwie średnie krajowe, lekarz ze specjalizacją - trzy średnie krajowe. - Nie wiem jednak, czy ma sens rozmowa o stawkach, gdy nie mamy systemu płac. Jest strajkowy system kształtowania płac - oświadczył i wyjaśnił, co przez to rozumie.

Strajkowy system płac

- Kto jest mniej pokorny, umie się postawić, ten zarabia więcej. System płac jest rozchwiany, dlatego gdy brakuje lekarzy, to windują oni pensje. Trudno się dziwić, że każda grupa chce jak najwięcej wyrwać z tego systemu, bo nie wiadomo, czy szansa na podwyżki jeszcze się pojawi - stwierdził.

- Nie podoba mi się stanowisko szpitali powiatowych, że 80% środków idzie na płace - zauważył polemicznie. W jego przekonaniu udział płac w strukturze wydatków szpitali jest tak wysoki „nie dlatego, że płace są za wysokie, ale dlatego, że finansowanie szpitali jest za niskie”.

- Apeluję do dyrektorów szpitali: pogódźcie się z nami, stańmy razem i zastrajkujmy, bo nie ma innego sposobu, jak postawienie się rządzącym - namawiał.

Józef Kurek zareagował na wezwanie Bukiela bez entuzjazmu. - My zarządzamy finansami. Żeby kupić sprzęt, żeby komornik nie wszedł na konta - słowa nie wystarczą. Trzeba o tym pamiętać - powiedział i dodał, że nadmierne wymagania płacowe spowodowały, że szpitale bankrutowały: - W naszym środowisku powinno dominować inne rozumowanie - ripostował. Zaznaczył jednak, że nie kwestionuje prawa do godnego wynagrodzenia.

Rozmowy o zburzonym systemie

Dyrektor Marcin Kuta od kilkunastu lat kieruje Specjalistycznym Szpitalem w Tarnowie (ponad 900 zatrudnionych). Powiedział, że w tym czasie bardzo konsekwentnie budował w szpitalu piramidę płac, odzwierciedlającą przydatność i odpowiedzialność, a także umiejętności. - Wprowadzenie odgórnych regulacji płacowych te relacje zburzyło. Zostały zburzone wszelkie zasady. Określono minima płacowe, ale nie wskazano, z czego zapłacić - ocenił.

W jego przekonaniu prowadzi to do konfliktów płacowych. - Dyrektorzy muszą z determinacją przekonywać ludzi, żeby nie zaogniali sytuacji. Konflikty płacowe są wtedy, kiedy dyrektor ulega jednej grupie zawodowej. Wówczas postulaty zgłaszają następne. To jest niekończąca się historia - stwierdził i zapewnił, że nigdy nie dopuścił do preferowania jednej grupy kosztem innej.

- Trudno jest zróżnicować pensje konkretnych pracowników, by lepszemu dać więcej. Związki zawodowe chcą, żeby wszyscy mieli jednakowe zarobki. Jest trudniej indywidualizować wynagrodzenia, choć niektórzy są lepsi od tych, którzy tylko są, ale nie są warci wypłat - dodał. - Jedno jest pewne - im więcej się rozmawia, tym większa szansa na porozumienie - podkreślał Marcin Kuta. Analizował też wady i zalety zatrudnienia lekarzy na etacie i na kontrakcie.

- Kontrakty pozwalają na elastyczny czas pracy, łatwiejszą obsadę dyżurów i „wyjęcie” pracownika spod rygorów kodeksu pracy. Z kolei etat daje możliwość związania lekarza ze szpitalem, ale nie jest to związek mocny. Co prawda lekarz składa zobowiązanie, że wybiera jeden szpital, ale jednocześnie prowadzi zazwyczaj rozległą praktykę prywatną albo pracuje w kilku POZ - mówił dyrektor szpitala w Tarnowie.

Powiedział też, że nowe stawki dla lekarzy etatowych w szpitalach spowodowały automatycznie presję płacową ze strony kontraktowych. - A mamy dzisiaj rynek pracownika - zaznaczył.

Kosztowny efekt domina

Klaudia Rogowska, dyrektor Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach, potwierdziła, że coraz bardziej widoczne są napięcia na tle płacowym. - Pracownicy zdają sobie sprawę, że są dobrem rzadkim, brakuje ich na rynku. Jako zarządzający bierzemy to pod uwagę. Rozmowy na temat płac zostały zintensyfikowane po ubiegłorocznych podwyżkach dla pielęgniarek, lekarzy i ratowników medycznych. Ponieważ te grupy dostały systemowe podwyżki, to pozostałe też się tego domagają - argumentowała.

- Tymczasem nasze możliwości są ograniczone. Dynamika wzrostu przychodów w odniesieniu do dynamiki wzrostu kosztów w 2015 r., który był bazą dla wprowadzenia ryczałtów w ramach sieci szpitali, w przypadku kosztów wyniosła w ubiegłym roku 23%, natomiast wzrost przychodów to tylko 18% - poinformowała i oświadczyła, że opowiada się za jasnym określeniem, kto ustala wynagrodzenia - dyrektor szpitala, NFZ, MZ.

- Mogę oddać to narzędzie zarządzania, jeśli zostanie sprecyzowane, kto finansuje pensje. Uporządkowanie tej sfery jest niezbędne - podkreśliła.

- Zgadzam się z tym, co mówili przedmówcy o zburzeniu systemu płac i zakładowego systemu płac - oznajmił poseł Andrzej Sośnierz, zastępca przewodniczącego sejmowej komisji zdrowia. Nie zgodził się natomiast z tezą, że związki zawodowe powinny być bardziej odpowiedzialnie w żądaniach płacowych. - To postawienie sprawy na głowie, bo to politycy powinni wziąć odpowiedzialność - ocenił.

Algorytm wymusi odpowiedzialność

Jak doprowadzić do przeniesienia odpowiedzialności na polityków? Pomysł Sośnierza polega na tym, by opracować algorytmy, które działają automatycznie, gdy rosną koszty energii, żywności, wynagrodzeń itp. Oznaczałoby to podążanie wydatków za kosztami.

- Politycy widzieliby wtedy, jak ruchy cenowe odbijają się na systemie ochrony zdrowia. Teraz każda decyzja jest dobra, bo nie widać, co finansowo niesie. Nastąpiło oderwanie płac od świadczeń, nastąpiło zerwanie związku ceny świadczenia z wynagrodzeniami - przekonywał.

Nie bez powodu Sośnierz stawia na ekonomiczne mechanizmy. System polityczny zawodzi. - Komisje sejmowe to tylko teatr. Służą przegłosowywaniu projektów. Co innego zespoły poselskie. To rzeczywiście miejsce, gdzie dochodzi do merytorycznej dyskusji. Problem w tym, że zespoły parlamentarne nie są organem stanowiącym, o niczym nie decydują - ocenił Sośnierz.

Dodał, że byłoby wskazane, żeby „nasza dyskusja przeszła na wyższy szczebel, o czym mówił Krzysztof Bukiel”.

Z kolei dr Tadeusz Urban, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Katowicach, a także dr hab. Aleksander Żurakowski, ordynator Oddziału Kardiologii Interwencyjnej w Małopolskim Centrum Sercowo-Naczyniowym (Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca), wskazywali na problem „urawniłowki” w płacach lekarzy i braku odpowiedniej gratyfikacji za wyjątkowy wkład pracy i osiągnięcia.

Specjaliści zwracali także uwagę na kwestię „podkupywania” lekarzy przez podmioty lecznicze, a także swoistą turystykę lekarską, rozumianą jako wyjazdy na dyżury do różnych, czasem odległych placówek.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum