MZ wycofuje termin dostosowania szpitali

Autor: Ryszard Rotaub • • 15 lipca 2017 13:08

Komentarze na temat tego, co w praktyce będzie oznaczało wycofanie się z terminu dostosowania szpitali do wymagań, jakim powinny odpowiadać pomieszczenia i urządzenia, są skrajne. Jedni mówią, że to błąd i nie ma już szans, żeby zapuszczone szpitale przekształcić w placówki XXI wieku. Inni wskazują, że MZ uwzględniło w końcu realia - brakuje pieniędzy na modernizacje.

MZ wycofuje termin dostosowania szpitali

Pracodawcy RP uważają, że dyrektorzy szpitali po raz kolejny otrzymali sygnał, że inwestowanie w jakość się nie opłaca, bo MZ na niej nie zależy, a przy obecnym poziomie finansowania jest ona zupełnie marginalizowana.

Wskazują, że przez ostatnie lata polskie szpitale miały szansę pokryć część kosztów z dotacji unijnych. Przypominają, że "niedługo jednak ta możliwość zniknie, a z nią marzenia pacjentów, by nasza służba zdrowia spełniała te same standardy co szpitale w innych krajach UE".

Część dyrektorów szpitali - szczególnie ci, którzy zainwestowali w infrastrukturę - ma żal do resortu zdrowia.

- To niesprawiedliwe w stosunku do szpitali, które wywiązały się z zadania. Nie mam nic przeciwko niewielkim ustępstwom, ale niech placówki pokażą chociaż, czy cokolwiek z planu dostosowawczego udało się wykonać - powiedziała w Dzienniku Polskim Regina Tokarz, dyrektorka Szpitala Powiatowego im. dr. Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem. Nie trzeba dodawać, że w jej placówce wszystkie niezbędne inwestycje związane z wymogami sanitarnymi i technicznymi zostały już zrealizowane.

Szpitalny deadline już niepotrzebny?

Podobne rozwiązanie sugerują Pracodawcy RP. Twierdzą, że lepiej byłoby przejrzeć wymogi zawarte w rozporządzeniu dostosowawczym z 26 czerwca 2012 r., niż wycofywać się z terminu. Wpierw "należałoby przeprowadzić w szpitalach audyt i ocenić stan posiadanej w Polsce infrastruktury szpitalnej. Dopiero to pozwoli ocenić skalę niezbędnych inwestycji, a potem pozwoli podjąć decyzję o przesunięciu terminu dostosowania i jego długości".

Tymczasem zapowiedziano zniesienie granicznej daty dostosowania pomieszczeń i urządzeń do wymagań określonych w art. 22 zmienianej ustawy o działalności leczniczej oraz niektórych innych ustaw (na tej podstawie wydano rozporządzenie ministra zdrowia z 26 czerwca 2012 r. - red.).

"Zaproponowano przepisy, w myśl których podmioty wykonujące działalność leczniczą, które nie zrealizują programu dostosowawczego (termin na dostosowanie upływa 31 grudnia tego roku) będą mogły wystąpić do właściwego organu Państwowej Inspekcji Sanitarnej z wnioskiem o wydanie opinii o wpływie niespełniania wymagań na bezpieczeństwo pacjentów. Opinia byłaby wydawana w formie decyzji administracyjnej" - wyjaśniono na stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Marcin Kulicki, prezes zarządu Mazowieckiego Szpitala Wojewódzkiego w Siedlcach, nie ma nic przeciwko temu, że MZ chce się wycofać z terminu na dostosowanie szpitali. Zaznacza jednak, że szpital nie zarabia pieniędzy - to organ założycielski musi dać fundusze na odnowienie infrastruktury.

- Dużo wydaliśmy na zmianę oblicza szpitala, prawie 90 mln zł. Ale nie pomyślałem nigdy, że mógłbym te zadania odłożyć na później. Wszystkie działania idą w tym kierunku, żeby podnieść jakość usług świadczonych pacjentowi - deklaruje Marcin Kulicki.

Kto skorzysta

Uważa, że sprawdzanie infrastruktury sanitarno-technicznej przez sanepid jest sensownym rozwiązaniem, bo ktoś musi ocenić ryzyko prowadzenia działalności medycznej.

W jego ocenie inspektorzy sanepidu nie będą wnioskowali o zamykanie szpitali czy oddziałów. - Przecież można dobrze leczyć zarówno w pokoju 5-osobowym, jak i w luksusowo wyposażonym jednoosobowym z łazienką. W skrajnych przypadkach inspektorzy będą raczej żądać dostosowania do wymogów w ekstra szybkim terminie - sądzi prezes Kulicki i dodaje, że propozycja MZ jest racjonalnym rozwiązaniem, gdyż uwzględnia ograniczenia finansowe.

- Niektórzy mogą czuć się oszukani, bo dostosowywali placówki, a teraz przepisy się zmieniają, ale w gruncie rzeczy i tak najwięcej skorzysta pacjent - przekonuje.

Historia Mazowieckiego Szpitala Wojewódzkiego w Siedlcach sięga roku 1975. Budynki, w których funkcjonuje, są typowe dla tamtego okresu. Ale mamy też stare szpitale, ich modernizacja wymaga znacznych nakładów.

Personel i pacjenci zbierali pieniądze na remont

Szpital Kliniczny nr 1 we Wrocławiu funkcjonuje w kilkunastu oddzielnych budynkach z XIX w. Budowę wrocławskich klinik rozpoczęto wiosną 1887 roku, zakończono w roku 1909.

- Okazało się, że oprócz leczenia, mam dbać o zabytki - opowiada o spotkaniach z konserwatorem zabytków dyrektor SPSK nr 1 Piotr Nowicki. Wspomina o konieczności uwzględnienia zaleceń konserwatorskich na przykład w sprawie koloru wymienianych okien (musiały być zielone).

Jeśli ktoś ma pieniądze, to nie ma żadnych przeszkód, by okna miały dowolny kolor. Ale szpital miał olbrzymie długi, a jego organem założycielskim jest Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich, który też ma olbrzymie potrzeby finansowe.

- U nas jest prowadzony remont pełzający, czyli robimy tyle, na ile nas stać w danej chwili - przyznaje Nowicki.

Na wiele szpitala nie stać. Doszło do tego, że SPSK nr 1 ogłosił akcję "Uśmiechnij dziecko. Wyremontuj klinikę". Dzięki niej przeprowadzono remont trzeciego piętra Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej. Kosztował 780 tys. zł, z czego 200 tys. zł uzbierali pracownicy kliniki, resztę wyłożył szpital. Remont przebiegał etapami (stąd określenie - pełzający). Najpierw odremontowano parter i pół pierwszego piętra kliniki, potem przebudowano trzecie piętro.

- Jeszcze do niedawna na trzecim piętrze były zniszczone ściany, nieszczelne okna i pozrywane wykładziny. Mimo naszych ogromnych wysiłków okna się nie domykały. Było zimno, a wiatr hulał po salach. Uszczelnialiśmy je watą i ręcznikami, ale nic to nie dawało - opowiadał w tvn24.pl prof. Dariusz Patkowski, kierownik Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej we Wrocławiu.

Teraz są tu nowoczesne jedno- i dwuosobowe sale. W każdej rozkładane fotele dla rodziców. Jest też gabinet zabiegowy i sala wzmożonego nadzoru medycznego oraz pomieszczenie dla rodziców, w którym mogą odpocząć czy przygotować posiłek.

Wyrazy współczucia dla sanepidu

Dyrekcja SPSK nr 1 ocenia, że potrzeba od dwóch do trzech lat na modernizację szpitala. Będzie ona prowadzona pod nadzorem sanepidu i konserwatora zabytków. Obie służby muszą wypracować wspólne wymogi, żeby nie było tak, że jedna kwestionuje zalecenia drugiej. Do tego dochodzi jeszcze NFZ, k tóry też stawia warunki przy kontraktowaniu świadczeń.

- Podmioty prowadzące działalność leczniczą zobowiązane są do spełniania wymogów określonych w ustawie o działalności leczniczej i przepisach wykonawczych. Organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej nadzorują ich spełnianie stosownie do właściwości rzeczowej, miejscowej i instancyjnej - informuje Jan Bondar, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

Bondar zaznacza, że trudno jest spekulować na temat toczących się prac koncepcyjnych i legislacyjnych w sprawie podmiotów prowadzących działalność leczniczą, a niespełniających wymogów określonych w wyżej przytoczonych przepisach. Jednocześnie deklaruje gotowość organów PIS do wykonywania zadań nakładanych na nie w tworzonych przepisach.

- Mam ogromny szacunek do wiedzy i kompetencji pracowników Państwowej Inspekcji Sanitarnej, ale współczuję im odpowiedzialności, jaka będzie na nich teraz ciążyła. Mają określić to, czy brak spełniania wymogów jest bezpieczny dla pacjenta. Możemy się spodziewać ogromnych nacisków na nich ze strony władz szpitala i właściciela szpitala, aby wydać decyzję pozytywną - komentuje Andrzej Mądrala, wiceprezydent Pracodawców RP.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum