Lista sukcesów i problemów

Autor: Marzena Sygut • • 04 grudnia 2014 12:40

Nie można umniejszać sukcesów, jakie odniosła polska kardiologia, jednak nie wszystkie jej problemy zostały rozwiązane. Wśród tych pilnych jest m.in. uwolnienie od limitowania świadczeń z zakresu elektroterapii, konieczność zmniejszenia śmiertelności odległej w zawałach serca, ograniczenie barier organizacyjnych oraz nagradzanie jakości w opiece kardiologicznej.

Lista sukcesów i problemów

O sukcesach i problemach polskiej kardiologii rozmawiano podczas jednej z sesji X Forum Rynku Zdrowia.

- Choroby serca wciąż stanowią główną przyczynę zgonów w Polsce. Dlatego należy pamiętać, że niezależnie od tego, w jaki sposób wymagają dofinansowania inne dziedziny medycyny, kardiologia nie może być dla nich dawcą finansowania, bez uszczerbku dla jakości usług kardiologicznych - mówił doc. Stanisław Bartuś z II Oddziału Klinicznego Kardiologii oraz Interwencji Sercowo-Naczyniowych Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

W trakcie sesji doc. Bartuś podkreślał, że największym sukcesem polskiej kardiologii jest zmniejszenie śmiertelności w zawale serca do poziomu porównywalnego z Niemcami.

- Obecnie wszystkie zawały są leczone na oddziałach kardiologii interwencyjnej i poddawane zabiegom angioplastyki wieńcowej. To sprawia, że Polska jest jednym z kilku krajów w Europie, które osiągnęły rekomendowany przez Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne poziom interwencji w zawale serca - powyżej 600 angioplastyk pierwotnych na milion mieszkańców na rok. Taki poziom zapewnia wymaganą dostępność wszystkim pacjentom - tłumaczył doc. Bartuś.

Dodał jednak, że poziom tej doskonałości osiągnęliśmy przy zapewnieniu finansowania przez budżet na jednego pacjenta na poziomie jednej czwartej finansowania, jakie mają Niemcy. Prof. Bartuś przypomniał również, że śmiertelność w zawałach w tej chwili wynosi ok. 8,7% i jest rzeczywiście niska, ale wyłącznie dla śmiertelności wewnątrzszpitalnej. - Jeżeli popatrzymy na śmiertelność po roku od wypisu, stwierdzimy, że co najmniej drugie tyle pacjentów umiera w ciągu roku od wyjścia ze szpitala. Dlatego trzeba wiele poprawić w opiece ambulatoryjnej i domowej - zaznaczał.

Także prof. Witold Rużyłło, dyrektor Instytutu Kardiologii im. Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie, przyznał, że mamy naprawdę czym się chwalić.

- Mamy 160 pracowni kardiologii interwencyjnej, z których 153 dyżuruje 24 godziny na dobę. To w przeliczeniu daje wskaźnik - jedna pracownia na 250 tys. mieszkańców. Jesteśmy w tej dziedzinie na drugim miejscu w Europie, jeśli chodzi o liczbę wykonywanych angioplastyk w ogóle. Zanim dojdzie do zespołu wieńcowego, mamy wykonanych 2750 zabiegów na milion. Tylko Niemcy mają 3700. Wszystkie inne kraje są za nami - wyliczał dyrektor Instytutu w Aninie.

Korzystny trend

Prof. Rużyłło zwrócił też uwagę na bardzo ciekawy trend, który pojawił się w polskiej kardiologii - coraz mniej wykonuje się zabiegów w pełnościennym zawale mięśnia sercowego. To, w jego opinii, znaczy tyle, że zanim dojdzie do klasycznego zawału, chorzy są dobrze leczeni.

Profesor przypomniał także, że obecnie wchodzimy w kardiologii interwencyjnej w sferę strukturalnych chorób mięśnia sercowego.

- Jesteśmy w okresie wszczepiania w kardiologii interwencyjnej zastawek serca. W 2013 roku wszczepiliśmy 382 zastawki aortalne i płucne. To niewątpliwie wielka zasługa Ministerstwa Zdrowia, które finansowało te nowe procedury z budżetu. Ostatnia rzecz to jest niedomykalność mitralna, czyli zabieg interwencyjny na zastawce dwudzielnej, też finansowane z budżetu ministra zdrowia, które będzie przesunięte do NFZ - podsumował prof. Rużyłło.

Z kolei prof. Danuta Czarnecka, kierownik I Kliniki Kardiologii i Nadciśnienia Tętniczego Instytutu Kardiologii Uniwersytetu Jagiellońskiego - Collegium Medicum, zaznaczyła, że także elektrokardiologia w Polsce odnosi sukcesy. - Jeśli chodzi o wszczepialność stymulatorów serca, to jesteśmy w bardzo dobrym momencie. W Polsce jest 145 zarejestrowanych ośrodków implantujących stymulatory, w których w sumie wszczepiamy ok. 800 stymulatorów na milion mieszkańców - zaznaczyła prof. Czarnecka.

Dodała też, że obecnie Polska jest czwartym krajem pod względem wszczepiania kardiowerterów na 1 milion mieszkańców (ok. 234 kardiowertery). Jednak nie jest to wystarczająca liczba. Powinniśmy dojść do ok. 300 na milion.

Jest co poprawiać

W ocenie prof. Czarneckiej w zakresie elektroterapii priorytetem powinny być zabiegi ablacji. Chodzi tu przede wszystkim o ablacje w migotaniu przedsionków. W Polsce zarejestrowanych jest 81 ośrodków ablacyjnych (2013 r.). Jednak tylko jedna trzecia z nich wykonuje ablacje w migotaniu przedsionków, a tylko siedem - w dużych ilościach, co skutkuje małą liczbę powikłań. W tym zakresie na tle Europy jesteśmy daleko w tyle - zaznaczyła prof. Czarnecka.

Z kolei prof. Artur Mamcarz, kierownik III Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii II Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, zwrócił uwagę na konieczność przeorganizowania podejścia do pacjenta po zabiegu.

- Paradoksalnie postęp w kardiologii spowodował, że wielu pacjentów wychodzi ze szpitala z poczuciem zdrowia. W związku z tym chory nie ma motywacji do tego, żeby coś w swoim stylu życia zmienić. Jeśli pacjent przed zawałem palił, to pali dalej, jeśli nie leczył nadciśnienia, to dalej tego nie robi i tak naprawdę ten krótki pobyt pacjenta w szpitalu sprawia, że nie zdąży się powiedzieć choremu, co tak naprawdę się wydarzyło - zaznaczył prof. Mamcarz.

W jego ocenie dobrym rozwiązaniem jest kompleksowy model rehabilitacji. - Rehabilitacja w dzisiejszym rozumieniu to jest nauczenie pacjenta po OZW tego, co musi zmienić w swoim życiu, żeby nie wrócić do szpitala. Aby do tego doszło, trzeba zwiększyć dostęp do rehabilitacji kardiologicznej. Z ubiegłorocznego

raportu dotyczącego rehabilitacji i jej finansowania wynika bowiem, że średnio w Polsce tylko co trzeci pacjent w ciągu roku po OZW podlega rehabilitacji. To stanowczo za mało - ostrzega prof. Mamcarz.

Tymczasem w ocenie Tomasza Zielińskiego, dyrektora sprzedaży, Pro-PLUS Sp. z o.o., pomocą w dostępie do rehabilitacji może służyć telerehabilitacja hybrydowa.

- Dzisiaj głównym ograniczeniem rehabilitacji kardiologicznej jest utrudniony do niej dostęp, wysokie koszty, a także fakt, że ok. 2% pacjentów rezygnuje z niej. Rozwiązaniem może być hybrydowa rehabilitacja kardiologiczna, która składa się z dwóch części. Stacjonarnej, - w szpitalu, i telerehabilitacji, prowadzonej w domu - mówił dyrektor Zieliński.

- Rehabilitacja stacjonarna trwa ok. tygodnia. W tym czasie ocenia się stan kliniczny chorego, optymalizuje farmakoterapię, opracowuje indywidualny program treningowy - wyjaśniał. - Następnie pacjent przez ok. 6 tygodni rehabilituje się w domu. Korzyści z tej formy są nieocenione. Jedną z nich jest wyrobienie u pacjentów prozdrowotnych nawyków w warunkach domowych - podsumowuje Tomasz Zieliński.

Organizacja i finanse

Prof. Paweł Buszman, prezes zarządu American Heart of Poland SA, zwrócił z kolei uwagę na konieczność zmian organizacyjnych i finansowania.

- Cały czas podkreślamy, że kardiologia uzyskała wysoki status na arenie międzynarodowej. I to jest prawda. Jednak okazuje się, że za zabiegi, które były wykonane, NFZ zalega z płatnościami na poziomie co najmniej pół miliarda złotych. Trzeba też pamiętać, że mówimy o zabiegach ratujących życie. Do tej pory w kardiologii mamy bezlimitowe płacenie za ostre zespoły wieńcowe. Takiej samej jednak drogi wymagają zabiegi z zakresu elektroterapii, które też są zabiegami ratującymi życie - zaznaczył prof. Buszman.

Dodał, że nowoczesność i innowacja to nie tylko nowe urządzenie, nowa zastawka, implant czy lek. - To są bardzo ważne rzeczy, które trzeba wprowadzić, ale w momencie kiedy złapiemy tę innowację, trzeba pomyśleć, jak ją wykorzystać, żeby zaoszczędzić. Dlatego mając tę nową technologię, trzeba zawsze zapytać, czy przekłada się ona na wskaźniki epidemiologiczne - mówił profesor.

Dodał: - Wprowadzenie stentu wieńcowego przełożyło się na niesamowity postęp w leczeniu zawału serca. Ale to samo można zrobić z innymi innowacjami, np. w interwencji w miażdżycy uogólnionej w kończynach dolnych. W USA np. te zabiegi mogą wykonywać wszyscy interwencjoniści i to w warunkach ambulatoryjnych. U nas tego nie można zrobić, musi być do tego cała infrastruktura szpitala, a dostęp do tej procedury jest bardzo utrudniony. To samo dotyczy różnych innych wymogów organizacyjnych, które zwiększają koszty w zakresie wykonywanych usług, zupełnie niepotrzebnie - podsumowywał prezes American Heart of Poland.

Z kolei dr Krzysztof Chlebus z I Katedry i Kliniki Kardiologii, Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, były wiceminister zdrowia, zaznaczył, że bardzo ważne w pozyskaniu finansowania byłoby wyartykułowanie celów strategicznych. - Dla poparcia tych dążeń, bardzo pomocne byłyby twarde dane. Teraz dzięki raportowi "Występowanie, leczenie i prewencja wtórna zawałów serca w Polsce", po raz pierwszy mamy do czynienia z danymi, które w bardzo jasny sposób ilustrują sukcesy. Tego rodzaju dane są bardzo pomocne w podejmowaniu strategicznych decyzji, dlatego dane muszą być porównywalne - zaznaczył dr Chlebus.

Odwróćmy piramidę

Poseł Beata Małecka-Libera, zastępca przewodniczącego sejmowej komisji zdrowia, przyznała, że obecnie brakuje pewnych rozwiązań systemowych, które będą prowadziły pacjenta od początku do końca.

- Brakuje ustawy o zdrowiu publicznym, która będzie porządkowała organizację całego systemu. To jest zadanie, które stoi przed nami politykami. Do tej pory skupialiśmy się na medycynie naprawczej i klinicznej, zostawiając na boku tematyką profilaktyki i edukacji. Dopiero teraz, po latach rozmów, zrozumieliśmy, że trzeba zmienić kierunek działań, odwrócić tę piramidę i postawić przede wszystkim na profilaktykę zdrowotną. Mam świadomość, że to, co chcemy osiągnąć, będzie wymagało lat i systematyczności, ale tylko tędy droga - zaznaczyła poseł Małecka-Libera.

Wyjaśniła również, że odwrócenie tych relacji musi mieć miejsce w każdym zakresie, w tym w finansowaniu i organizacji.

- W mojej ocenie programy zdrowotne i profilaktyczne nie są dobrze finansowane. Ponieważ nie badamy efektywności programu, prowadzimy je w sposób chaotyczny i tak naprawdę efekt tych wyłożonych pieniędzy chyba jest niewielki. Czekają nas też zmiany organizacyjne, jak chociażby duża przebudowa roli lekarza rodzinnego. Hospitalizacje są najbardziej kosztowne i trzeba zrobić wszystko, żeby pacjent był dobrze leczony przez swojego lekarza rodzinnego i specjalistę - podsumowała poseł.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum