Lekarze bezdomnych: leczymy specyficznych pacjentów

Autor: Iwona Bączek • • 16 lutego 2017 09:10

W grudniu 2016 r. minęły 23 lata od otwarcia przez Stowarzyszenie "Lekarze Nadziei" przychodni dla bezdomnych i ubogich w Warszawie i Krakowie. - Chodziło nam o objęcie opieką medyczną ludzi, którzy ze względu na sytuację życiową mają utrudniony dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej - mówi prof. ZBIGNIEW CHŁAP, przewodniczący Zarządu Głównego Stowarzyszenia.

Lekarze bezdomnych: leczymy specyficznych pacjentów

Ile jest w Polsce osób bezdomnych? Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przeprowadza ich liczenie co dwa lata: ostatnie miało miejsce w nocy z 21 na 22 stycznia 2015 r. Oceniono, że było wówczas 36,1 tys. bezdomnych, w tym ok. 25,6 tys. przebywało w placówkach instytucjonalnych, a ok. 10,5 tys. - poza nimi.

Województwami, gdzie osób bezdomnych było najwięcej, okazały się mazowieckie (4,6 tys.), śląskie (4,4 tys.) i kujawsko-pomorskie (3,9 tys.). Najmniej doliczono się ich w Podlaskiem (722), Świętokrzyskiem (747) oraz Lubelskiem (958). Miastem, w którym przebywało najwięcej bezdomnych, była Warszawa (ponad 2,5 tys.).

Z danych MRPiPS wynika, że w Polsce jest 595 placówek noclegowych dla bezdomnych (schroniska, noclegownie, ogrzewalnie, domy/hostele), które dysponują ponad 22,7 tys. miejsc. W szczególnie trudnych warunkach (np. w okresie zimowym) jest możliwość utworzenia ponad 3,3 tys. dodatkowych miejsc. W systemie wsparcia dla osób bezdomnych, poza placówkami noclegowymi, funkcjonują też m.in. jadłodajnie (w sumie 276), łaźnie (71) i punkty pomocy medycznej.

Sama recepta nie wystarczy

- Nasza Przychodnia dla Ludzi Bezdomnych i Ubogich w Krakowie konsultuje rocznie od 3,5 do 4 tys., pacjentów. Tylko w roku 2016 przybyło nam ich ok. 800 - wskazuje prof. Chłap.

Zaznacza, że do lecznicy traf iają bardzo różne przypadki. - Czasem ciężkie, wymagające natychmiastowej interwencji, np. kardiologicznej; trafiają się także stany przedpadaczkowe. Nie należą do rzadkości przypadki chorób zakaźnych, np. gruźlicy, które przekazujemy do specjalistycznych ośrodków. Mamy również wielu pacjentów dotkniętych świerzbem i wszawicą. Sam konsultowałem latem kilkanaście takich osób - dodaje profesor.

- W takich sytuacjach nie możemy ograniczać się do zapisania leku i wypuszczenia chorego z gabinetu z receptą. Źródłem zakażenia jest ubranie. Jeśli mamy zatem skutecznie leczyć osobę bezdomną, musimy zapewnić jej nie tylko maść, ale także możliwość wykąpania się i przebrania w czyste rzeczy - wyjaśnia przewodniczący Zarządu Głównego Stowarzyszenia "Lekarze Nadziei".

Profesor przypomina, że dzięki współpracy z Centrum Dzieła Pomocy św. Ojca Pio, krakowska przychodnia dla bezdomnych działa od kilku lat w obiekcie Centrum, gdzie ma do dyspozycji zaplecze w postaci łaźni, pralni itp.

- Dzięki temu możemy skoncentrować się na tym, co należy do lekarza - na leczeniu - dodaje.

Alkohol, narkotyki, dopalacze

Maria Sielicka-Gracka, przewodnicząca warszawskiego oddziału Stowarzyszenia "Lekarze Nadziei", wskazuje w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl, że największa liczba osób bezdomnych zgłaszających się do stołecznej przychodni Stowarzyszenia ma o tej porze roku problem z infekcjami górnych dróg oddechowych.

- U tych osób infekcje trwają dłużej ze względu na warunki, w jakich żyją bezdomni. War to też dodać, że nasi pacjenci, którzy zimą traktują komunikację miejską jak ogrzewalnię, przyczyniają się w ten sposób do szerzenia infekcji - zauważa lekarka.

Podkreśla, że o każdej porze roku jest wiele zgłoszeń problemów dermatologicznych. Liczne są także przypadki gruźlicy.

- Kierujemy wówczas na RTG płuc, ale ponieważ mamy do czynienia ze specyficznymi chorymi, nie wiemy, czy korzystają ze skierowań. Nie mamy żadnej informacji zwrotnej, co dzieje się z nimi dalej. Bywa, że po wizycie w naszej przychodni znikają i pojawiają się za 10-15 lat - mówi Maria Sielicka-Gracka.

Lekarka nie ukrywa, że za stan zdrowia wielu pacjentów odpowiada alkohol będący częstą przyczyną bezdomności, oraz narkotyki i dopalacze.

- To głównie za ich przyczyną mamy do czynienia z wieloma bezdomnymi podejmującymi próby samobójcze. Taki przypadek miał miejsce także kilka dni temu. Na szczęście młody mężczyzna zmienił zdanie i przyszedł do nas po skierowanie do szpitala - wyjaśnia Maria Sielicka-Gracka.

Dodaje, że bezdomnych leczy już od 20 lat.

- Mogłabym napisać książkę o tym, co przez ten czas widziałam, ale najbardziej zapamiętałam chyba pacjenta ze złamaną nogą, którego pomogłam umieścić w szpitalu. Kilka miesięcy później dostałam od niego pocztówkę, na której widniał welon i dwie obrączki oraz życzenia, aby pomyślność była związana z moim życiem tak, jak owe obrączki. Kartkę znalazł pewnie na śmietniku, ale to co napisał, zapadło mi w pamięć - zaznacza lekarka.

W 2015 r. Przychodnia dla Bezdomnych w Warszawie konsultowała ponad 7,4 tys. pacjentów, w tym ponad 6 tys. mężczyzn i ponad 1 tys. kobiet. Wśród chorych było także 242 dzieci i 220 cudzoziemców. 462 osoby zgłosiły się do lecznicy po raz pierwszy.

Gruźlica: mamy z tym problem

Także profesor Zofia Zwolska z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie podkreśla, że poważnym problemem dotyczącym osób bezdomnych jest gruźlica. Jak mówiła nam wcześniej specjalistka, z szacunków wynika, że na Mazowszu stanowią oni 10% chorych. Można jednak przypuszczać, że liczba ta jest większa, ponieważ spory odsetek zakażonych pozostaje niezdiagnozowany.

Prof. Zwolska zwracała ponadto uwagę na fakt, że nawet jeśli taki chory trafi do ośrodka, w którym choroba zostanie wykryta, często nie podejmuje leczenia lub je przerywa, uważając, że jest zbyt uciążliwe i długotrwałe.

Profesor przypomniała, że terapia w przypadku gruźlicy powinna trwać co najmniej 180 dni, przy czym pobyt w szpitalnej izolacji - nie krócej niż 30. Jeśli do szpitala trafia pacjent z zaawansowaną chorobą, leczenie szpitalne może się przedłużyć nawet do 90 dni.

Prof. Zwolska zaznaczyła, że największy problem w zwalczaniu gruźlicy stanowią pacjenci wypisujący się ze szpitala na własne życzenie lub nie stosujący się do zaleceń leczenia farmakologicznego.

- To właśnie u takich osób często dochodzi do uruchomienia mechanizmów lekoopornych - podkreśliła. - Ustawa o chorobach zakaźnych daje prawo do zastosowania przymusu leczenia w takich przypadkach, w praktyce jednak jest to trudne do wyegzekwowania. Szczególnie w grupie osób nieposiadających stałego miejsca zamieszkania - dodała profesor.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum